el501a

3 CONTINUE, PLEASE CONTINUE!

Jak to jest, że pszonkowość najlepiej widać na cudzym zagonie? Obok swojego pszonkowego zadupia stoimy spokojnie podparci sztylem od kopaczki. Leniwie żując źdźbło trawy poprawiamy waciak i po rozrzuceniu obornika delektujemy się More »

P1020204

Magurka Wilkowicka zimą

Śniły mi się narty. Bielutkie, nowiutkie, jeszcze z ceną. Z niebieskimi napisami. Teraz już wiem dlaczego. Kobieto! Przecież Ty kochałaś zimę. Ona jest nie do zniesienia tylko w mieście, lecz jeśli wyściubać More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

P1010753

Międzybrodzie Bialskie zimą

Wiem, że żyję… Bo jeżeli jest jeszcze na ziemi raj, to jest nim bez wątpienia Porąbka, Międzybrodzie Bialskie, Czernichów, Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar, malownicze zapory i okoliczne masywy. Czegóż chcieć więcej? More »

P1010078

Wzgórze Trzy Lipki zimą

Nie przyszła góra do Mahometa,  Mahomet przyszedł do góry. Ponieważ Mikołaj nie przyszedł, co nie powinno wcale dziwić, dlatego sami pójdźmy do niego. Kierunek Laponia z tym, że już po kilku krokach More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

margaryna

Iść po margarynę, czyli trudne wybory

Chyba w życiu chodzi o to, by nie wykorzystywać skrzydeł li tylko do skakania po codzienną, zwyczajną margarynę. Jeśli już, to wyznaczyć sobie odległy o 700 km sklep. Tak prozę życia można More »

przeleczBrenneralpy

Czeluść

Wiatr ustaje przed świtem. Pokazują się gwiazdy. Z ziemi odbłyskują im wapienne płyty lapiazu. W piramidzie świerka błąka się świetlik. 26 sierpnia 1966 roku, plateau Sornin, 1000 metrów nad dachami Grenoble, 1460 More »

tarzanskie stawy 3

Żleb Drege’a i nic, tylko w dół

Bo czyż żleb Drege’a i po nim “nic tylko w dół”, to nie to samo co “równia pochyła w dół” w naszym życiu? Nijak zawrócić z niej przecież jeśli się zabrnie za More »

ecodzien

Galeria letkich duchów zakręconych pozytywnie

Wyliczmy – i bynajmniej nie jest to żart – jeżeli mądry żyje krócej jak nic musi chodzi o faceta. Bo przecież to mężczyzna, jak dowodzą statystyczne obliczenia, żyje ciut mniej niż kobieta. More »

Category Archives: Fauna

Wyprawa do Bałtowa, czyli śladem czarciej stopy

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odległość Lublin – Bałtów przez Kamień (przeprawa promowa) 98 km, odległość Bałtów – Lublin przez Annopol (most na Wiśle) 120 km. Przeprawa promowa na Wiśle w rejonie miejscowości Solec i Kamień. Od ponad dziesięciu lat ludność miejscowa pisze do kolejnych premierów z prośbą o most w tym rejonie.

Polskie diabły miały czasem kopyta – zgodnie ze śródziemnomorską tradycją.  Czasem zaś trójpalczaste ptasie (odziedziczone po dinozaurach) stopy. Bałtowski czart przypominał pod tym względem Mefistofelesa, kuszącego Twardowskiego w karczmie Rzym „nos jak haczyk, kurzą nogę i krogulcze ma paznokcie…” Adam Mickiewicz Ballada o Pani Twardowskiej. Bardzo podobny trop, prawdopodobnie pozostawiony przez młodego akrokantozaura pochodzi z dolnokredowych wapieni z Teksasu, i nosi tam nazwę Eubrontes glenrosensis. Ślady takie bywają też określane nazwą Megalosauripus. W 2003 roku, na spągu Czarciej Stopki, odkryto ślad Wildeichnus, którego sprawcą mógł być mały, drapieżny dinozaur, kompsognat.

Diplodok – prosimy nie przechodzić za ogrodzenie!

Lophius piscatorius – Żabnica, Wojtatówka

Miejsce w Beskidach mocno odciśnięte w mojej pamięci. Pozytywnie. Spędzany tam każdy wolny czas musi być mile wspominany. Dom wieki temu kupiony przez nestorkę rodziny, z przeznaczeniem na letnisko. Zamieniony z drewnianej chaty, na murowany (błąd) w miejscu prześlicznej urody: Wojtatówka leży na pochyłym, stromym stoku, na nim polana z kilkoma domostwami miejscowych,  paroma domkami letników i wyciągiem.


dom Babci i widok z niego

Złote łany falujących zbóż, cykających świerszczy, kapuściane, marchewkowe pola, krowy, mleko, sery, barany i owce. I nade wszystko nieprzebrane morze soczystych jagód,  dorodna grzybnia jakiej gdzie indziej ze świecą szukać, stoki narciarskie  z długo zalegającym śniegiem i widok na pasmo składające się z Hali Lipowskiej, Hali Rysianki, w głębi Słowiankę, w dali Pilsko:

Colonial Park – owocowo-jesiennie

Colonial Park leży na skraju Hillsborough i można tam pograć w tenisa, zrobić grilla, poćwiczyć na ścieżce zdrowia, wykonać 18 dołków w golfa, zabrać dziecko na plac zabaw, zdrzemnąć się na ławce wśród wciąż kwitnących róż, łowić ryby i spacerować wśród drzew. Tym razem wybrałem najmniej uczęszczaną część parku – na tej polanie zwykle wieczorem pasą się sarny, ale tylko wtedy, kiedy nie mam ze sobą aparatu.

Jesień zaczyna się bardzo nieśmiało, choć kilka klonów w parku zupełnie na jej punkcie oszalało. Wiele drzew jednak nadal udaje, że jest lato, a może tylko zielenieje z zazdrości widząc pyszniące się takimi kolorami klony:

W maleńkim stawie wciąż tętni życie, a złote rybki aż proszą się by spełnić jakiekolwiek życzenie:

U jego brzegów spotkałem wesołą bandę – żrą muchy i inne robaki jak rosiczki. Sam nawet jedną w domu hoduję (sarracena kapturnica) i czasem pomagam złapać jej muchę, albo pająka.

Kocham morze…

… czyli my, niskopienni  górale, kategorycznie żądamy dostępu do morza!

Po raz kolejny okazuje się, że nasz Bałtyk potrafi opalić na czarno i samym porywistym wiatrem, że nigdzie indziej nie doceni się kilku godzin plażowania jak tu, że nie ma piękniejszych muszli niż nasze maleńkie, centymetrowe, że mokry i zimny piasek jest jednak nadal pod stopami piaskiem, że jod to nie tylko całoroczny kapitał, ale i… sprawca szczerego, radosnego uśmiechu:

Że nie tylko mewy, że nie tylko łabędzie i nawet nie  foki – tegoroczne wakacyjne znajomości to przede wszystkim…

Podróż w dół mapy  mija niepostrzeżenie. Niepostrzeżenie i lekko tak, że nawet po drodze bagatelizuje się hmm „drodzy łodzianie, jak to możliwe że Wasze miasto jest tak zapuszczone? Syf i urban decay jak w Prypeci albo Detroit”, w zamian czując jeszcze  smak soli,  zgrzyt piachu a przed oczami? – ew


fot. Nikola Mielno

Nie rozdziobią nas kruki, wrony…

Dopiero co spotkaliśmy się z  parafrazą powyższego tytułu: Rozdziobią nas kruki, wrony… Zatem rozdziobią, czy nie rozdziobią? Oto jest pytanie, bo biorąc pod uwagę  zdania o szybko przystosowującej się faunie i florze do zmieniających się jeszcze szybciej warunków, można mieć słuszne wątpliwości.

Dziwne jest to, że człowiek rządząc światem, każdy swój gest w stronę udoskonalenia sobie tu swego życia, przekierowuje w stronę autodestrukcji. Z seledynową karnacją leżymy omotani kablami, okutani prądem, wcinamy sałatkę promieni, przekanszamy chemią, mięśnie nam wiotczeją, kości się zastają, niedoświetlony wzrok przytępia, niewentylowane płuca to już nie miech kowalski a mieszek, ratujemy się podawaną garściami pigułą.

A zwierzęta wręcz przeciwnie, robią wszystko by przetrwać. Nawet ta przedstawiona poniżej krucza sztuczka, prowadzi przecież  do… napełnienia brzucha!

Jestem w stanie sobie wyobrazić falloutowski świat krok dalej, bo bez nas, a na pogorzelisku wielkie ilości prusaków, szczurów, kruków i wpisz dowolne. Wygląda, że jednak są inteligentniejsze od nas, głupców -  rozdziobią?

Josh Klein, przedstawia samego siebie jako „technosocjologicznego hakera” i odkrywcę systemów niewykorzystanych. Jednym z jego  wynalazków, jest automat sprzedający, w którym kruki za pomocą odnalezionych monet, mogą nabywać orzeszki ziemne. Na pytanie po co zbudował taką maszynę, Josh odpowiada z kamiennym spokojem, że po to, by zmienić świat.

Automat sprzedający zbudowany przez Josha, wyróżnia się od innych tylko tym, że w pobliżu szczeliny wrzutowej na monety zamontował on grzędę.

Do treningu kruków Josh wykorzystał podobną metodę, jakiej używa się do nauczenia kotów korzystania z kuwety z piaskiem. W pierwszym etapie, krukom podawano na zmianę monety i orzeszki, ale tylko wtedy, kiedy siedziały na automacie sprzedającym. Następnie podawano im tylko monety, które sfrustrowane kruki upuszczały na maszynę. Jednak niektóre z monet precyzyjnie lądowały we wrzutni i wtedy kruk został natychmiast obdarowany porcją orzeszków. Ptaki zdumiewająco szybko nauczyły się nowej, łatwej sztuczki, za którą dostawały łakocie.

W ostatnim etapie treningu monety rozrzucono dookoła automatu ale kruki nie miały problemu z ich wyzbieraniem i umieszczeniem we wrzutni aby dostać orzeszki, kończąc cały eksperyment Josha sukcesem.

Po raz pierwszy Josh wpadł na ten pomysł 10 lat temu, gdy wraz z kolega mocno spóźnieni maszerowali na suto zakrapianą imprezę. Na drzewach wzdłuż drogi, którą szli, siedziało dziesiątki kruków. Jego kolega uznał, że ptaki wyglądają ponuro i powinno się je wystrzelać, na co Josh odpowiedział, że zamiast tego, raczej powinno się je nauczyć czegoś pożytecznego, co kolega skwitował ironicznym parsknięciem. Od tego czasu pomysł na wykorzystanie kruków zaszedł Joshowi mocno za skórę.

W książkach ornitologicznych znalazł, że mózg kruka swą wielkością znacznie przewyższa inne ptaki, dorównując swymi możliwościami mózgowi szympansa. Co prawda fakt ponadprzeciętnej inteligencji kruków znano od setek lat, ale nigdy nie starano się ich wytrenować do innych celów wierząc, że ptaki te, tak jak maszyny, zdolne są wykonywać tylko to, do czego zostały stworzone i nie można ich niczego nauczyć.

Same kruki zdumiewają swoimi możliwościami adaptacji do różnorodnych warunków życia. Potrafią one nie tylko tworzyć dla siebie narzędzia, ale także manipulować nimi w skomplikowany i złożony sposób. Na Brooklynie znany był kruk o dźwięcznym imieniu Pieprz, który był fenomenalnym kieszonkowcem, wykradając ludziom różne przedmioty. Kruk ten miał dziwny zwyczaj: dotąd latał za swoją ofiarą, aż ta dostrzegła w jego dziobie skradziony przedmiot. Pieprz siedząc bezpiecznie na drzewie zdawał się napawać frustracją swej ofiary i dopiero po jakimś czasie, upojony zwycięstwem odlatywał ze swym łupem.

Josh Klein swym pozornie nie mającym żadnego sensu doświadczeniem, chce zmienić nastawienie ludzi do zwierząt, które żyją w ich najbliższym sąsiedztwie, takich jak szczury, prusaki, szopy pracze i wreszcie kruki. Człowiek traktuje te zwierzęta jak szkodniki i zabija je, starając się ich pozbyć. Tymczasem robiąc to, tylko wzmacnia ich szkodniczą naturę. Prusaki stają się np. odporne na zadawaną im truciznę a szczury odpowiadają na masowe ich zabijanie, gigantycznym przyrostem naturalnym. A przecież można zmienić tą relację tak, aby przyniosła wzajemną korzyść.

Kruki na przykład mogłyby oczyszczać stadiony po wielkich meczach czy imprezach. Mogłyby także sortować rozmaite urządzenia elektroniczne a nawet ratować życie ludzkie. Kruki są w stanie odróżnić ludzi od siebie i dzięki doskonałemu wzrokowi znaleźć nie tylko ofiary zgubione w lesie, ale także przestępców.
Możliwości kruków są tak ogromne, że są one w stanie być może nawet uratować…. świat. Kto wie… – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

To chyba jednak „mitologia”, podania ludowe i  sztuka sprawiły, że kruki kojarzą nam się li tylko z wieszczem chorób, nieszczęść i śmierci, głównym bohaterem czegoś ponurego, złego, strasznego. A tak naprawdę to bardzo pożyteczna służba miejska, oczyszczająca teren z odpadków, wydziobująca szkodniki i resztki padniętych zwierząt. W dodatku nikt nie odmówi im tej nieprzeciętnej inteligencji. Dlatego tak bardzo lubię ten wpis, bo uwypukla tą właśnie, pozytywną ich cechę.

A przy okazji, pomagamy jak możemy – owocowym drzewkom malujemy pnie na biało. Chodzi o to, żeby ptaki mogły lepiej widzieć…  maszerujące w górę robaczki. :) Pozdrawiam! – ewolny

Niedziela w Sandy Hook

Na Sandy Hook woda w oceanie wciąż jest lodowata, więc nie można się w niej jeszcze kąpać:

Mimo, że NYC jak na dłoni, to żadnego mostu w pobliżu, żeby sobie chociaż pochodzić po mieście:

Wygląda jakby sezon wciąż jeszcze nie jest rozpoczęty, bo wszystko zamknięte:

Jednak na mierzei Sandy Hook, mimo wciąż lodowatej wody, rozpoczął się już sezon śmigania za latawcem. Chciałoby się samemu też tak pośmigać…

Tymczasem atrakcją były skrzypłocza,  które  w maju złożyły jajka – zwykle robią to nocą, a te które nie zdążą przed świtem, stają się ofiarą mew. Zadziwiające i groźnie wyglądające zwierzęta, w rzeczywistości łagodne i właściwie bezbronne.  Skrzypłocza, które zagapiły się trochę w  ewolucji nie zmieniając od Ordowiku, czyli od co najmniej 488 lat. Nie mają one hemoglobiny we krwi i dlatego ich krew  jest prawdziwie… błękitna. Żyją  tylko w kilku miejscach na świecie, w tym w moim NJ, gdzie  właśnie w maju zaczynają masowo wyłazić na plażę, by na niej przedłużyć istnienie swojego gatunku:

A poza tym wszystko inne… jak droga na Ostrołękę.
fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlantyda.com

Piaskowce

Oto stada piaskowców (Calidris alba), żyjących w arktycznej tundrze, gdzie w czasie krótkiego polarnego lata składają nawet do 4 jajek. Pracowicie filtrują tu wodę w poszukiwaniu małych morskich zwierząt, które są ich pożywieniem. Piaskowce żyją w arktycznej tundrze lecz gdy tylko zaczyna się tam zima – wyruszają na cieplejsze południe. I właśnie na plażach New Jersey pojawiają się  całe ich stada, podczas  swojej drogi w głąb kontynentu. Przyglądałem się tym maleńkim ptaszkom z ciekawością. Mimo że były niezwykle ruchliwe i nie dawały do siebie podejść, spróbowałem zrobić im kilka zdjęć:

Są naprawdę niewielkie. Długość ich ciała rzadko przekracza 20 cm a waga sięga co najwyżej 100 gram, a więc tyle ile wynosi solidny kieliszek wódki. Są tak maleńkie, że łatwo je przeoczyć, gdy tylko zatrzymują się nagle bez ruchu. Ten stan nie trwa niestety zbyt długo i już po chwili odlatują. W ogóle trwanie  w bezruchu jest czymś wyraźnie ponad siły ptaka, bo nieustannie ściga on fale wciąż sprawdzając czy nie wyrzuciły one na brzeg jakiegoś smakołyku – oczywiście ptak preferuje frutti di mare:

Ptaki zbijają się zwykle w całkiem spore stada. To że są one teraz jeszcze niewielkie, świadczy o tym, że ich migracja dopiero się rozpoczęła. Jak widać ptaki uwielbiają grzebać w piachu – stąd chyba ich nazwa jest niezwykle trafna. Czasem piaskowca można po prostu przeoczyć, tak doskonale potrafi swoim upierzeniem wtopić się w otoczenie:

Piaskowce żyją także nad Bałtykiem, gdzie zatrzymują się po sezonie lęgowym w północnej Skandynawii. Są zazdrosne o pożywienie i kiedy tylko się da, przeganiają od niego młodsze i mniej doświadczone sztuki. Jasny kolor uciekającego ptaka wskazuje,  że jest to młokos urodzony z półtora miesiąca temu… nad zatoką Hudsona:

Bowiem nie wszystkie piaskowce po zimie wracają na północ. Niektóre z nich dochodzą do wniosku, że zostają w cieplejszych rejonach, rezygnując z migracji. To moje najbliższe spotkanie z tym ptakiem:

Bardzo trudno go złapać w obiektyw, bo nie chodzi a biega i podskakuje gwałtownie zmieniając kierunek poruszania się. Mimo że obecność piaskowców w rożnych miejscach na kuli ziemskiej wydaje się powszechna, to w rzeczywistości jest go coraz mniej i ptak jest pod ścisłą ochroną. To już koniec ornitologicznego spaceru po plaży Sea Side:


fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlanyda.com

Zobacz również:
- Ocean jak na dłoni

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka.

Ze swoim mostem na Sole, przypominającym łódź Wikingów, wprowadza nas w urok i piękno tej części Beskidów:

W niej uwielbiam wstępować na sobotnie targowisko. Gdzie nie tylko można kupić gustowny kapelusz na górskie przebieżki, albo jak dziś szykowne różowe trampki, ale przede wszystkim można poczuć delikatny klimat wsi. „Panie, dobre to ziarno, bo to dla gołębi”. I rzeczywiście, można tam kupić nawet gołębie:

Ale i króliki, kaczki, a przede wszystkim kury – 20 złotych  za szczęśliwą kurę znoszącą pozytywem naładowane jaja,  to naprawdę mało. Bo czym się różni kura w klatce od kury w klatce? Ano poziomem szczęścia, bowiem jedna spędzi w niej całe życie, druga tylko czas, w drodze do swojego nowego domu. Są piękne:

Tak jak jest piękna  kaskada na rzece Sole – zapora:

I nieśmiało rozpoczynające swój sezon, monstrualnych rozmiarów płócienne łabędzie:

Podczas, gdy  niebo od dawna penetrowane przez stalowe ptaki dogłębnie – dziś nad Bielskiem samolot, który uciekł z kadru, z szarfą - PODBESKIDZIE EKSTRAKLASA!


I to jest piękne – ewolny
fot. ewolny Porąbka

Zobacz również:
- Porąbka – film

Dolina Wapienicy, czyli leśny kompleks promocyjny „Lasy Beskidu Śląskiego”

P1030842

Tuż po olbrzymich upałach, a dosłownie przed równie olbrzymią burzą, pozbawiającą nasze miasto na kilka długich godzin życiodajnego prądu i ożywczego internetu, udałam się po raz pierwszy ścieżką przyrodniczo-leśną „Wapienica”.

Po raz pierwszy, bowiem mimo, że wypoczywałam tam tysiące razy, po raz pierwszy mogłam się doedukować -  wielkie brawa za nowe tablice dla Nadleśnictwa Bielsko. A w Dolinie Luizy oprócz wspomnianych tablic, których tekst wybiórczo cytuję, jak zawsze, feeria barw, zapachów i kojących leśnych dźwięków.

Plany budowy zapory wodnej powstały w 1911 roku, ale już pół wieku wcześniej walory krajobrazowe Doliny Luizy odkryła księżna Luiza Sułkowska, która upodobała sobie ten zakątek. Największa inwestycja bielskich wodociągów została zrealizowana między 1928 a 1932 rokiem, jako jeden z ówcześnie najnowocześniejszych obiektów tego typu w Europie. Zapora spiętrza wody rzeki Wapienica i potoku Barbara tworząc jezioro Wielka Łąka.

Wody zbiornika I klasy czystości, objęte bezpośrednią ochroną sanitarną służą do celów konsumpcyjnych, stąd obecność stacji filtrów, brak gospodarki rybackiej oraz zakaz uprawiania sportów wodnych. Obszar Doliny Wapienicy jest częścią Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego, znajdują się tu dwa rezerwaty przyrody – Stok Szyndzielni i Jaworzyna. W tym miejscu wprowadzono ideę połączenia ochrony przyrody z edukacją ekologiczną tworząc pierwszy w Polsce park ekologiczny.

Zanim w Beskidach pojawił się człowiek, rosła tu pierwotna puszcza karpacka. tworzyły ją mieszane lasy bukowe, z domieszką jodły i świerka. Puszcza ulegała jednak ciągłej presji człowieka, który potrzebował coraz więcej miejsca na pola uprawne, miasta i wsie. W XIX wieku, wraz z rozwojem przemysłu, wzrastało zapotrzebowanie na drewno. najpierw wykorzystywano duże ilości drewna bukowego, z którego wypalano węgiel drzewny do hut. Następnie rozwój górnictwa spowodował ogromne zapotrzebowanie na drewno świerkowe. Używano go m.in. do zabudowy górniczych chodników. W miejscu wyciętych buków, sadzono więc świerki, które szybciej dawały ówczesnym właścicielom lasów cenne drewno. W taki sposób, przed wiekami człowiek zmienił przyrodę. Lasy świerkowe okazały się nieodporne na zmieniające się warunki środowiska: zanieczyszczenie powietrza przez przemysł, ocieplenie klimatu i spadek wilgotności.

Osłabione lasy nie są w stanie obronić się przed zagrożeniami ze strony owadów – głównie kornika drukarza oraz grzybami z rodzaju opieniek. Zjawisko zamierania lasów świerkowych miało już miejsce w Polsce w Górach Izerskich. Obecnie cała Europa boryka się z tym problemem. W Górach Harzu i Lesie Bawarskim oraz na Szumawie w Czechach niestety lasy świerkowe obumarły. Aby nie dopuścić do takiej katastrofy ekologicznej, beskidzcy leśnicy prowadzą ograniczanie występowania kornika oraz przebudowę lasów. Stare i chore świerki są wycinane, kora z kornikami palona, a na miejscu wyciętych drzew, sadzone są młode buki, jawory i dęby.

Bo w 1m³ powietrza leśnego jest 46-70 razy mniej organizmów chorobotwórczych niż w powietrzu na terenie miejskim. Drzewa wydzielają do atmosfery substancje bakteriobójcze – fitoncydy. Lasy absorbują dwutlenek węgla – jeden hektar lasu wchłania rocznie 140-250 ton CO2. Lasy mają doniosłą rolę w obiegu wody w przyrodzie. Dojrzały dąb w ciągu roku transpiruje ponad 150 tysięcy litrów wody, czyli pięć cystern. Lasy w Polsce magazynują, oczyszczają i wprowadzają do obiegu przyrodniczego znacznie więcej wody niż wszystkie pozostałe śródlądowe zbiorniki retencyjne.  Nadmiar wody chłoną drzewa i inne rośliny w tym mchy. Zatem lasy są olbrzymim magazynem z wodą przypominającym olbrzymią gąbkę, która w odpowiednim czasie jest w stanie zmagazynować olbrzymie ilości wody (chroniąc nas przed powodziami) , by w suche dni oddać ją do atmosfery podczas procesu transpiracji, łagodząc tym samym klimat. Lasy w Polsce ponadto produkują rocznie około 20-25 mln m³ drewna. Należy podkreślić, że jest to tylko połowa masy drewna, która co roku przyrasta. Polskie lasy są użytkowane z wielkim umiarem i dzięki temu mamy z roku na rok coraz więcej lasów. Europa jest jedynym kontynentem, w którym lasów przybywa.

Pomiędzy runami drzewa leśnego możemy zauważyć pozostawione kłody martwego drewna. Nie jest to niegospodarność czy zaniedbanie gospodarki leśnej. Martwe drewno jest niezbędnym składnikiem ekosystemu lasu. Jest mieszkaniem dla setek grzybów, roślin i zwierząt, zwiększa różnorodność biologiczną lasów. Próchniejące drewno dostarcza cennych mikroelementów do gleby leśnej – jest naturalnym nawozem. Pozostawianie w lesie martwego drewna pozytywnie wpływa na ochronę gleby i wody. Pozostawianie części drzew do ich naturalnej śmierci i rozpadu jest naszym obowiązkiem.

Przekształcenie środowiska naturalnego doprowadziło do zmniejszenia ilości starych drzew dziuplastych – naturalnych miejsc schronienia zwierząt. Sytuacja ta wystąpiła we wszystkich typach krajobrazu: w lasach, na wsi oraz w miastach i na ich obrzeżach. Najlepszą metodą pomocy zwierzętom w znalezieniu schronienia, poza pozostawianiem odpowiedniej ilości drzew dziuplastych jest wieszanie budek lęgowych. Oprócz ptaków korzystają ze specjalnych skrzynek również pilchowate i nietoperze. Powstały również konstrukcje dla sów – puszczyka, pójdźki, płomykówki – jeżyków, pustułek, pluszcza, pełzaczy, a nawet kaczek i nurogęsi.


fot. ewolny Bielsko-Biała

Zobacz również:
- Dolina Wapienicy – film

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec z Zagrodą Żubrów. A Park Zamkowy (XVI) stanowi integralną część z rezydencją książąt pszczyńskich. Rozciąga się on na przestrzeni 48 ha wzdłuż rzeki Pszczynki i uważany jest naprawdę słusznie, za najpiękniejszy chyba nie tylko na Śląsku:

Uwagi na marginesie – w poł. XIX wieku parku pojawiły się wszystkie charakterystyczne dla tego typu założeń elementy: rozległe otwarcia widokowe, malownicze skupiska drzew i krzewów, liczne rozlewiska i stawy z wysepkami i łukowatymi mostkami, otwarte łąki i samotne, rozłożyste drzewa. Brzegi stawów i kanałów obsadzano drzewami „płaczącymi”, ze zwieszającymi się tuż nad wodą konarami i gałązkami. Są tu liczne wspaniałe i potężne dęby szypułkowe, kasztanowce, cisy, wyróżniające się prostym, wysokim pniem sosny wejmutki, lipy drobnolistne, jesiony, okazałe graby, buki zwyczajne i czerwone, wiązy, modrzewie, świerki srebrzyste, brzozy, klony i platany, a także wierzby i tulipanowce. Wśród wielu ciekawych krzewów na uwagę zasługują niesamowite okazy różaneczników (rododendronów), śliczne kwitnące późną wiosną, oraz nie mniej pięknych, choć mniejszych azalii.
www.pszczyna.info.pl/

Nie dziwi, że na terenie tak rozległego parku, wśród rozlewisk rzeki oraz bogatego starodrzewia i krzewów,  swą ostoję znalazło liczne ptactwo i drobna zwierzyna.

W ten malowniczy pejzaż wkomponowane są elementy architektury, m.in. klasycystyczne dwór Ludwikówka,  pawilon herbaciany usytuowany na wyspie, brama chińska, piwnica lodowa (we wnętrzu przechowywano przez cały rok lód, wycinany zimą ze stawów), kapliczki i na wskroś urokliwe mosty łukowe. Znajdują się tam również groby książęce Anhaltów oraz Hochbergów.  A od miasta oddzielają park zabudowania stajni, ujeżdżalni, powozowni oraz Brama Wybrańców z 1687 roku, która onegdaj była siedzibą straży zamkowej.

Bo Muzeum Zamkowe mieści się w obronnym niegdyś zamku. Bo pierwszy zamek w Pszczynie – jak podaje Henryk Schaeffer, XIX-wieczny książęcy archiwariusz pszczyński – został najprawdopodobniej wzniesiony już w XI lub XII wieku przez książąt piastowskich.  Bo dopiero w XV wieku zbudowano w Pszczynie murowany zamek, czego inicjatorką była Helena Korybutówna, bratanica Władysława Jagiełły. Ale  to ten pierwszy, jako że bogate w zwierzynę pobliskie  lasy słynęły z organizowanych tu polowań, z powodzeniem pełnił funkcję siedzimy myśliwskiej, aż po XX  wiek (sic!).  Więc to może dobre wytłumaczenie skąd tak rozległy park,  skąd te „narybki” żubrów dla Puszczy Białowieskiej, ale  i skąd nadal tradycja polowań na zwierzynę vide beżowe panienki wystawiające się w tych lasach na strzał.

Herbaciarnia – z XIX wieku pawilon parkowy o cechach klasycystycznych, powstały na kanwie ponownego zainteresowania kulturą Orientu. Łączy w sobie cechy romantycznej świątyni dumania – siedziby wyobraźni z chinoiserie, czyli pawilonami gdzie przy wyrafinowanym ceremoniale picia herbaty nawiązywano połączenie z otaczającą przyrodą.  Starodrzewia:

A wśród nich nekropolia z około 1820 roku. Prawdopodobnie powstała według projektu księcia Henryka Anhalta w celu uporządkowania  rozsypanych na terenie parku (zgodnie z romantycznym duchem),  grobów jego rodziców i rodzeństwa. Leżą tu książęta, księżniczki oraz sam książę pszczyński – książę Ludwik Anhalt:

Oraz – w nawiązaniu do zbliżającej się Wielkanocy – piaskowcowy obelisk z wyrytym na  ścianie czołowej  napisem:

Auferstehen/ja/Auferstehen/wirst du/mein Staub/nach kurzer/Ruch
zmartwychwstaniesz, ach zmartwychwstaniesz prochu mój, po krótkim odpoczynku

A także, składający się z ceglanej krypty grobowej nakrytej płytą z piaskowca i wysokiego cokołu, odlany ze staliwa  krzyż o liliowych zakończeniach ramion. Krzyż oplatany przez węża. Jest to utrzymane w romantycznej konwencji wyobrażenie symbolizującego zmartwychwstania po śmierci węża miedzianego, który ukazał się Mojżeszowi jako prefiguracja męki i zmartwychwstania samego Chrystusa.

Pozarządowa organizacja Europa Nostra, z siedzibą w Hadze, zajmująca się ochroną europejskiego dziedzictwa kulturowego i środowiska naturalnego, nagrodziła w konkursie z 1995 roku Muzeum Zamkowe w Pszczynie dyplomem honorowym za „pieczołowite odtworzenie wnętrz zamku z ich wyposażeniem oparte na wnikliwych badaniach historycznych, które przywróciły blask początku XX wieku”, ale o tym… po następnych odwiedzinach – ew
fot. ewolny Pszczyna