c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Fauna

Porąbka

P1040449

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka.

Ze swoim mostem na Sole, przypominającym łódź Wikingów, wprowadza nas w urok i piękno tej części Beskidów:

W niej uwielbiam wstępować na sobotnie targowisko. Gdzie nie tylko można kupić gustowny kapelusz na górskie przebieżki, albo jak dziś szykowne różowe trampki, ale przede wszystkim można poczuć delikatny klimat wsi. „Panie, dobre to ziarno, bo to dla gołębi”. I rzeczywiście, można tam kupić nawet gołębie:

Ale i króliki, kaczki, a przede wszystkim kury – 20 złotych  za szczęśliwą kurę znoszącą pozytywem naładowane jaja,  to naprawdę mało. Bo czym się różni kura w klatce od kury w klatce? Ano poziomem szczęścia, bowiem jedna spędzi w niej całe życie, druga tylko czas, w drodze do swojego nowego domu. Są piękne:

Tak jak jest piękna  kaskada na rzece Sole – zapora:

I nieśmiało rozpoczynające swój sezon, monstrualnych rozmiarów płócienne łabędzie:

Podczas, gdy  niebo od dawna penetrowane przez stalowe ptaki dogłębnie – dziś nad Bielskiem samolot, który uciekł z kadru, z szarfą - PODBESKIDZIE EKSTRAKLASA!


I to jest piękne – ewolny
fot. ewolny Porąbka

Zobacz również:
- Porąbka – film

Dolina Wapienicy, czyli leśny kompleks promocyjny „Lasy Beskidu Śląskiego”

P1030842

Tuż po olbrzymich upałach, a dosłownie przed równie olbrzymią burzą, pozbawiającą nasze miasto na kilka długich godzin życiodajnego prądu i ożywczego internetu, udałam się po raz pierwszy ścieżką przyrodniczo-leśną „Wapienica”.

Po raz pierwszy, bowiem mimo, że wypoczywałam tam tysiące razy, po raz pierwszy mogłam się doedukować -  wielkie brawa za nowe tablice dla Nadleśnictwa Bielsko. A w Dolinie Luizy oprócz wspomnianych tablic, których tekst wybiórczo cytuję, jak zawsze, feeria barw, zapachów i kojących leśnych dźwięków.

Plany budowy zapory wodnej powstały w 1911 roku, ale już pół wieku wcześniej walory krajobrazowe Doliny Luizy odkryła księżna Luiza Sułkowska, która upodobała sobie ten zakątek. Największa inwestycja bielskich wodociągów została zrealizowana między 1928 a 1932 rokiem, jako jeden z ówcześnie najnowocześniejszych obiektów tego typu w Europie. Zapora spiętrza wody rzeki Wapienica i potoku Barbara tworząc jezioro Wielka Łąka.

Wody zbiornika I klasy czystości, objęte bezpośrednią ochroną sanitarną służą do celów konsumpcyjnych, stąd obecność stacji filtrów, brak gospodarki rybackiej oraz zakaz uprawiania sportów wodnych. Obszar Doliny Wapienicy jest częścią Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego, znajdują się tu dwa rezerwaty przyrody – Stok Szyndzielni i Jaworzyna. W tym miejscu wprowadzono ideę połączenia ochrony przyrody z edukacją ekologiczną tworząc pierwszy w Polsce park ekologiczny.

Zanim w Beskidach pojawił się człowiek, rosła tu pierwotna puszcza karpacka. tworzyły ją mieszane lasy bukowe, z domieszką jodły i świerka. Puszcza ulegała jednak ciągłej presji człowieka, który potrzebował coraz więcej miejsca na pola uprawne, miasta i wsie. W XIX wieku, wraz z rozwojem przemysłu, wzrastało zapotrzebowanie na drewno. najpierw wykorzystywano duże ilości drewna bukowego, z którego wypalano węgiel drzewny do hut. Następnie rozwój górnictwa spowodował ogromne zapotrzebowanie na drewno świerkowe. Używano go m.in. do zabudowy górniczych chodników. W miejscu wyciętych buków, sadzono więc świerki, które szybciej dawały ówczesnym właścicielom lasów cenne drewno. W taki sposób, przed wiekami człowiek zmienił przyrodę. Lasy świerkowe okazały się nieodporne na zmieniające się warunki środowiska: zanieczyszczenie powietrza przez przemysł, ocieplenie klimatu i spadek wilgotności.

Osłabione lasy nie są w stanie obronić się przed zagrożeniami ze strony owadów – głównie kornika drukarza oraz grzybami z rodzaju opieniek. Zjawisko zamierania lasów świerkowych miało już miejsce w Polsce w Górach Izerskich. Obecnie cała Europa boryka się z tym problemem. W Górach Harzu i Lesie Bawarskim oraz na Szumawie w Czechach niestety lasy świerkowe obumarły. Aby nie dopuścić do takiej katastrofy ekologicznej, beskidzcy leśnicy prowadzą ograniczanie występowania kornika oraz przebudowę lasów. Stare i chore świerki są wycinane, kora z kornikami palona, a na miejscu wyciętych drzew, sadzone są młode buki, jawory i dęby.

Bo w 1m³ powietrza leśnego jest 46-70 razy mniej organizmów chorobotwórczych niż w powietrzu na terenie miejskim. Drzewa wydzielają do atmosfery substancje bakteriobójcze – fitoncydy. Lasy absorbują dwutlenek węgla – jeden hektar lasu wchłania rocznie 140-250 ton CO2. Lasy mają doniosłą rolę w obiegu wody w przyrodzie. Dojrzały dąb w ciągu roku transpiruje ponad 150 tysięcy litrów wody, czyli pięć cystern. Lasy w Polsce magazynują, oczyszczają i wprowadzają do obiegu przyrodniczego znacznie więcej wody niż wszystkie pozostałe śródlądowe zbiorniki retencyjne.  Nadmiar wody chłoną drzewa i inne rośliny w tym mchy. Zatem lasy są olbrzymim magazynem z wodą przypominającym olbrzymią gąbkę, która w odpowiednim czasie jest w stanie zmagazynować olbrzymie ilości wody (chroniąc nas przed powodziami) , by w suche dni oddać ją do atmosfery podczas procesu transpiracji, łagodząc tym samym klimat. Lasy w Polsce ponadto produkują rocznie około 20-25 mln m³ drewna. Należy podkreślić, że jest to tylko połowa masy drewna, która co roku przyrasta. Polskie lasy są użytkowane z wielkim umiarem i dzięki temu mamy z roku na rok coraz więcej lasów. Europa jest jedynym kontynentem, w którym lasów przybywa.

Pomiędzy runami drzewa leśnego możemy zauważyć pozostawione kłody martwego drewna. Nie jest to niegospodarność czy zaniedbanie gospodarki leśnej. Martwe drewno jest niezbędnym składnikiem ekosystemu lasu. Jest mieszkaniem dla setek grzybów, roślin i zwierząt, zwiększa różnorodność biologiczną lasów. Próchniejące drewno dostarcza cennych mikroelementów do gleby leśnej – jest naturalnym nawozem. Pozostawianie w lesie martwego drewna pozytywnie wpływa na ochronę gleby i wody. Pozostawianie części drzew do ich naturalnej śmierci i rozpadu jest naszym obowiązkiem.

Przekształcenie środowiska naturalnego doprowadziło do zmniejszenia ilości starych drzew dziuplastych – naturalnych miejsc schronienia zwierząt. Sytuacja ta wystąpiła we wszystkich typach krajobrazu: w lasach, na wsi oraz w miastach i na ich obrzeżach. Najlepszą metodą pomocy zwierzętom w znalezieniu schronienia, poza pozostawianiem odpowiedniej ilości drzew dziuplastych jest wieszanie budek lęgowych. Oprócz ptaków korzystają ze specjalnych skrzynek również pilchowate i nietoperze. Powstały również konstrukcje dla sów – puszczyka, pójdźki, płomykówki – jeżyków, pustułek, pluszcza, pełzaczy, a nawet kaczek i nurogęsi.


fot. ewolny Bielsko-Biała

Zobacz również:
- Dolina Wapienicy – film

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

P1020889a

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec z Zagrodą Żubrów. A Park Zamkowy (XVI) stanowi integralną część z rezydencją książąt pszczyńskich. Rozciąga się on na przestrzeni 48 ha wzdłuż rzeki Pszczynki i uważany jest naprawdę słusznie, za najpiękniejszy chyba nie tylko na Śląsku:

Uwagi na marginesie – w poł. XIX wieku parku pojawiły się wszystkie charakterystyczne dla tego typu założeń elementy: rozległe otwarcia widokowe, malownicze skupiska drzew i krzewów, liczne rozlewiska i stawy z wysepkami i łukowatymi mostkami, otwarte łąki i samotne, rozłożyste drzewa. Brzegi stawów i kanałów obsadzano drzewami „płaczącymi”, ze zwieszającymi się tuż nad wodą konarami i gałązkami. Są tu liczne wspaniałe i potężne dęby szypułkowe, kasztanowce, cisy, wyróżniające się prostym, wysokim pniem sosny wejmutki, lipy drobnolistne, jesiony, okazałe graby, buki zwyczajne i czerwone, wiązy, modrzewie, świerki srebrzyste, brzozy, klony i platany, a także wierzby i tulipanowce. Wśród wielu ciekawych krzewów na uwagę zasługują niesamowite okazy różaneczników (rododendronów), śliczne kwitnące późną wiosną, oraz nie mniej pięknych, choć mniejszych azalii.
www.pszczyna.info.pl/

Nie dziwi, że na terenie tak rozległego parku, wśród rozlewisk rzeki oraz bogatego starodrzewia i krzewów,  swą ostoję znalazło liczne ptactwo i drobna zwierzyna.

W ten malowniczy pejzaż wkomponowane są elementy architektury, m.in. klasycystyczne dwór Ludwikówka,  pawilon herbaciany usytuowany na wyspie, brama chińska, piwnica lodowa (we wnętrzu przechowywano przez cały rok lód, wycinany zimą ze stawów), kapliczki i na wskroś urokliwe mosty łukowe. Znajdują się tam również groby książęce Anhaltów oraz Hochbergów.  A od miasta oddzielają park zabudowania stajni, ujeżdżalni, powozowni oraz Brama Wybrańców z 1687 roku, która onegdaj była siedzibą straży zamkowej.

Bo Muzeum Zamkowe mieści się w obronnym niegdyś zamku. Bo pierwszy zamek w Pszczynie – jak podaje Henryk Schaeffer, XIX-wieczny książęcy archiwariusz pszczyński – został najprawdopodobniej wzniesiony już w XI lub XII wieku przez książąt piastowskich.  Bo dopiero w XV wieku zbudowano w Pszczynie murowany zamek, czego inicjatorką była Helena Korybutówna, bratanica Władysława Jagiełły. Ale  to ten pierwszy, jako że bogate w zwierzynę pobliskie  lasy słynęły z organizowanych tu polowań, z powodzeniem pełnił funkcję siedzimy myśliwskiej, aż po XX  wiek (sic!).  Więc to może dobre wytłumaczenie skąd tak rozległy park,  skąd te „narybki” żubrów dla Puszczy Białowieskiej, ale  i skąd nadal tradycja polowań na zwierzynę vide beżowe panienki wystawiające się w tych lasach na strzał.

Herbaciarnia – z XIX wieku pawilon parkowy o cechach klasycystycznych, powstały na kanwie ponownego zainteresowania kulturą Orientu. Łączy w sobie cechy romantycznej świątyni dumania – siedziby wyobraźni z chinoiserie, czyli pawilonami gdzie przy wyrafinowanym ceremoniale picia herbaty nawiązywano połączenie z otaczającą przyrodą.  Starodrzewia:

A wśród nich nekropolia z około 1820 roku. Prawdopodobnie powstała według projektu księcia Henryka Anhalta w celu uporządkowania  rozsypanych na terenie parku (zgodnie z romantycznym duchem),  grobów jego rodziców i rodzeństwa. Leżą tu książęta, księżniczki oraz sam książę pszczyński – książę Ludwik Anhalt:

Oraz – w nawiązaniu do zbliżającej się Wielkanocy – piaskowcowy obelisk z wyrytym na  ścianie czołowej  napisem:

Auferstehen/ja/Auferstehen/wirst du/mein Staub/nach kurzer/Ruch
zmartwychwstaniesz, ach zmartwychwstaniesz prochu mój, po krótkim odpoczynku

A także, składający się z ceglanej krypty grobowej nakrytej płytą z piaskowca i wysokiego cokołu, odlany ze staliwa  krzyż o liliowych zakończeniach ramion. Krzyż oplatany przez węża. Jest to utrzymane w romantycznej konwencji wyobrażenie symbolizującego zmartwychwstania po śmierci węża miedzianego, który ukazał się Mojżeszowi jako prefiguracja męki i zmartwychwstania samego Chrystusa.

Pozarządowa organizacja Europa Nostra, z siedzibą w Hadze, zajmująca się ochroną europejskiego dziedzictwa kulturowego i środowiska naturalnego, nagrodziła w konkursie z 1995 roku Muzeum Zamkowe w Pszczynie dyplomem honorowym za „pieczołowite odtworzenie wnętrz zamku z ich wyposażeniem oparte na wnikliwych badaniach historycznych, które przywróciły blask początku XX wieku”, ale o tym… po następnych odwiedzinach – ew
fot. ewolny Pszczyna

Pszczyna cz. 2 – żubry, królewskie ŻUBRY

Tak jak największą atrakcją Puszczy Białowieskiej  jest… żubr, tak i chyba naszej Pszczynie,  z wielkim powodzeniem, wyrasta zupełnie nowe, włochate  logo, w którym od września zeszłego roku   przesympatyczny „narybek” – półroczny już Plessar.

Cała populacja sześciu żubrów, żyje  tu w warunkach nie całkiem zbliżonych do naturalnych, więc  można je oglądać z bliska. A sama hodowla żubrów jest bardzo trudna i odtwarzanie populacji w Polsce trwa już kilka naprawdę dobrych długich lat. Przy czym wszystko zaczęliśmy naprawiać od osobników wziętych z prywatnych hodowli.  A gdyby nie było skąd? Całe szczęście, że człowiek jest nie tylko psują, ale i stworzeniem naprawczym „myślę, więc jestem” tak, i to  nie tylko o sobie:

Uwagi na marginesie – Bardzo dawno temu Puszcza Białowieska dzieliła się na ostępy i uroczyska, bory i pół borki, a za drogi starczały tropy żubrów, łosiowe i niedźwiedzie szlaki. Przerażała Puszcza swym ogromem, kusiła obfitością pożytku, straszyła mnogością zwierza. Drzewa w niej rosły przeogromne, z wężowato pokręconymi od starości grubymi konarami. Pnie olbrzymów były pochylone, czasami łukowato przygięte, że dziw tylko, jak nie zawalały się pod ciężarem własnego cielska i brzemieniem wieków. Niedźwiedź chodził po Puszczy gęsto, wilki przeciągały sznurami, samotne, kudłate żubry – odyńce pilnowały przesmyków i brodów. Na dnie Puszczy butwiały wypróchniałe wewnątrz kłody – tak grube, że człowiek z głową zapadał się w ich wnętrza, jeleń nie przeskoczył, a krwiożercze rysie zakładały w nich wygodne legowiska, niedźwiedzie – barłogi. Bujna roślinność pokrywała poległe olbrzymy; porosty, mchy i paprocie porastały sterczące złomy. Wszystko było splątane i spiętrzone, powiązane ze sobą w jedną całość niekończącą się nigdzie nicią życia. (…)
„Wycieczka do puszczy”  1960
Jan Jerzy Karpiński (długoletni dyrektor Parku)

Każdemu siedlisku żubrów na świecie przyporządkowane są litery – w Polsce imiona rozpoczynają się od „Po” i „Pl” jak Poland. I tak wolińska żubrzyca Pocahontas jest córką Pogromu i Posłanki, a Pogodny i Pomorzanin to synowie Popitki, wnukowie Poleczki.

W naszej Pszczynie nazwy jakby nie z tego świata – nie szkodzi!  Numery rodowodowe to najbardziej czytelna statystyka, po której widać wyraźnie jak wzrasta populacja żubrów na świecie. To świetne.

Najstarszym żubrem, spośród sześciu jakie mamy, jest piętnastoletnia Plista:

A one same pozornie sympatyczne – w trakcie jedzenia tej swojej owsianki – nie są wcale tak łagodnie ociężałymi i ospałymi zwierzętami. Dlatego w trosce o bezpieczeństwo zwiedzających, ale i  samych zwierząt, nie  p o w i n n o się do nich zbliżać. ;)

Z tego samego powodu, aby zapewnić im spokój, postawiono wokół zagrody wysoki, niezwykle szczelny parkan. Chroniący nie tylko przed darmowym wzrokiem spacerowiczów, ale i leśną zwierzyną lub wścibskimi psami. Ale to działa, i 9 złotych naprawdę warto dać, by zobaczyć w najlepszej kondycji ten nasz narodowy chyba już symbol. Czego nie można powiedzieć o hmmm chorej sarence.  Bowiem Zagroda Żubrów, to również żyjące w niej inne zwierzęta, ale i ekspozycje stałe, prezentacja filmowa oraz… przykładowe wnętrze chaty, które mnie z a u r o c z y ł o!
fot. ewolny Pszczyna

Wenezuela – Isla Margarita, czyli parada kaktusów

Margarita jest rozległą  górzystą wyspą o bardzo słabej roślinności. Jest tam bardzo mało palm, lecz za to obfita ilość kaktusów:

Margarita jest wenezuelską wyspą, oddaloną od lądu południowo-amerykańskiego o jakieś 40 min. samolotem, lub 2,5 godziny promem. Rejsem olbrzymim nowoczesnym promem zabierającym na swój pokład ok. 80 samochodów, z restauracją na pokładzie, dwoma barami i pomostem widokowym. Sama wyspa jest bardzo rozległa i składa się z dwóch jakby wysp połączonych z sobą zwężeniem terenu:

Wschodnia cześć zamieszkała na całej powierzchni z miastami i wioskami rybackimi na jej obrzeżach, oraz zachodnia prawie bezludna ze względu na prawie pustynne warunki,  tylko  kilkoma osadami rybackimi:

W Wenezueli na kontynencie natura jest przebogata i tropikalnie obfita w różnorodność flory i fauny. Mówi się o tym kraju, że jest to kraina wiecznej wiosny, ponieważ praktycznie nie mam tam ściśle określonych pór roku. Istnieje podział na porę deszczową i porę suchą, lecz temperatura jest ciągle taka sama – ok.30 stopni Celsjusza – z taką tylko różnicą, że w porze deszczowej częściej padają krótkie ulewne deszcze, które sprzyjają  bujnej, tropikalnej roślinności:

Ludzie, którzy żyją w cyklu czterech pór roku nie potrafią zrozumieć tych, którzy mają wieczną wiosnę i kojarzy im się to z całą pewnością z rajem. Tymczasem okazuje się, że żyjącym w tym wiecznym raju jest potrzebna zmiana, ponieważ nawet najbardziej rajska monotonia jest zabójcza. Gdy powiedziałem mojemu przewodnikowi w Caracas, że w chwili gdy wyjeżdżałem na wakacje, w moim ogrodzie było ok. 1 metra śniegu, to ten spojrzał na mnie z zachwytem i niedowierzaniem:
- 1 metr śniegu?
- Tak, to będzie gdzieś dotąd – i pokazałem mu ręką na wysokości mojego paska od spodni.
Był autentycznie zachwycony lecz ja byłem już autentycznie zmęczony tym śniegiem.

Wenezuelczycy na wyspie Margarita są jakby mniej wrażliwi na naturę, która ich otacza dzień w dzień niezmiennie, bynajmniej o wiele mniej od turystów takich jak ja, chłonnych na egzotykę i wrażliwych na tę symfonię kolorów, pomimo tego, że jest to tylko namiastka czegoś co można odkryć na kontynencie:

Być może następnym razem…

Weźmy takie kaktusy, które mam wrażenie uważane są tam za  pospolite chwasty, lecz nie dla mnie. Ostatniego dnia przed odlotem, wczesnym rankiem  przed śniadaniem jeszcze, jak nie wrzasnę:
- O Matko !!!
-Co się stało? -zapytała mnie przerażona żona.
- Kaktusy!!!
- Co za kaktusy?
- Muszę koniecznie sfotografować kaktusy na wyspie!
- Spokojnie, kaktusy nie zające i w pole nie polecą…
- Tak, ale mi kurde samolot poleci!
I szybciutko zebrałem sprzęt i prawie biegiem popędziłem na wzgórza okalające hotel.
- A kawy nie chcesz? – usłyszałem w oddali, albo mi się tak tylko wydawało.

Te chwasty są przepiękne, są piękne te małe kwiatki i liście i ptaki na palmach wrzeszczące o poranku jak koguty i budzące punktualnie o piątej rano, i owoce mango-wszechobecne, na które nikt nie zwraca uwagi. Te obrazy kolorowe, one tam są, wystarczy tylko chcieć je zauważyć…


fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zobacz również:
- Caracas 2011
- Isla Coche w lutym

Obcozwierzęcy język

Tak siedzę  sobie z córeczką i słucham angielskich piosenek. Moja mała Madzia z zainteresowaniem wsłuchuje się w melodie i choć ma dopiero pół roku to takie mam wrażenie, że w dziecku jest już wyrobiony jakiś gust. Przy niektórych melodiach bardziej się skupia a przy innych wręcz denerwuje. I tak oto piosenka o pięciu małpkach skaczących po łóżku, stała się faworytem Madzi i moim.

Jest też taka piosenka o dźwiękach wydawanych przez zwierzątka. Super. Ale najważniejsze, że mimo swojej prostoty wprawiła mnie w myślakowy nastrój.

Zastanowiło mnie w niej, jak różnie człowiek może interpretować zwierzęce odgłosy. To wręcz zadziwiające, że my słyszymy te same odgłosy „nieco” inaczej niż dajmy na to tacy Amerykanie.

Jeśli coś napisałem nie tak, to proszę o korektę. Rzuca się w oczy, że nasz język w tej kwestii jest niestety uboższy. No chyba, że tam gdzie wstawiłem znaki zapytania istnieją jakieś odpowiedniki.

Dźwięki wydawane przez zagraniczne zwierzęta to:

pies – woof (łuf)
krowa – moo
kaczka – quack (kłak)
sowa – to whit to whoooo
kot – meow (miał)
ptaszek – tweet (tłit)
świnka – oink (oink)
myszka – squeak (skłik)
koń – neight (nejjj)
baranek – baa (ba)
królik – thump thumpety thump
wąż – hiss
kura – cluck (klak)
żaba – ribbit
pszczoła – buzz
osioł – hee haw (iha)
słoń – pawoo
niedźwiedź – growls grrr
lew – roarrrr

Dźwięki wydawane przez nasze rodzime zwierzęta to:

pies – chał
krowa – muuu
kaczka – kwa
sowa – uuuuu
kot – miał
ptaszek – ćwir
świnka – kłiii
myszka – piiii
koń – iaaaaa
baranek – beeee
królik – (?)
wąż – ssss
kura – koo – kooo
żaba – kum
pszczoła – bzzz
osioł – iooo
słoń – (?)
niedźwiedź – (?)
lew – (?)

fot. Tomek Madzia

Himalajski spacerek – cz. 1 Góry

To były slajdy i dlatego są takie kontrastowe, na dodatek firmy ORWO Color. Nie można za dużo wymagać..

Himalaje z samolotu. Mylą się chmury z górami – lżejsi mogliby chodzić po tych obłokach:

Dhaulagiri – w sanskrycie Biała Góra -  ośmiotysięcznik w Nepalu:

I wspomniany niestety ORWO Color, za to z Kangczengdzongą:

Przełom Indusu na szlaku karawan. Wbrew pozorom to nie błoto:

Na dachu świata – Karakorum w kwiatach. Ośnieżone góry to Saser Mustagh, należący do Karakorum:

Kjarkkjaks i małe krzewy, a te prostokątne domki to miejscowość Keylong. Byłem i na dole i u góry, bo żeby dojść do Keylongu trzeba zejść na dół a potem wejść do góry. Keylong jest stolicą Lahul.

I znów Kjarkkjaks – znajduje się w paśmie bocznym Himalajów, zwanym Pir Pandżal. Kraina nosi nazwę Lahoul a stolicą jej jest Keylong. Wszystko to leży w dolinie Bhagi, która po połączeniu się z Candrą tworzy słynną rzekę Czenab. Na zdjęciu miejscowi pasterze:

Gangapurna. Szczyt na prawo nazywa się Roc Noir, czyli czarna skała. Roc Noir to jest po francusku, bo dotarli tam pierwsi Francuzi – w 1950 roku.

Oblicza gór – jaki, a raczej krzyżówka jaka z krową – prawdziwy jak to dopiero majestat. Kiedyś spałem w hoteliku na I piętrze w Padum. Rano zapukał do drzwi rogiem jak. O mało co nie wyskoczyłem przez okno:

Gompa. Ze szczytu góry zaglądam na jej podwórko:

W sercu Himalajów. Miejscowość nazywa się Manang, wys ok 3500 m n.p.m.; rejon Annapurny. Ta czarna góra nazywa się po francusku Roc Noir ale nepalskiej nazwy nie pamiętam. Te stworzenia wyglądają jak krowy:

Syabru. Wyżej są jeszcze piękniejsze niebieskie góry – śnią mi się od dawna:

fot. Psi Ząb Himalaje
www.kazir.blog.onet.pl

Zobacz również:
- Himalajski spacerek – cz. 2 Miasto
- Himalajski spacerek – cz. 3 Człowiek

Kowal

Kowal to kowal. „Kuł żelazo póki gorące”, czasem naprawił wóz lub samochód i oczywiście zakładał podkowy koniom. A teraz? Podkowy własnej roboty to przeszłość a kowale to uprawiają już tylko rzemiosło artystyczne. No i zostały jeszcze kuźnie, ale w przemyśle maszynowym.

Ale czy ten kto zakłada koniom „buty” to kowal? Przyjemnie zobaczyć jak pracuje fachowiec. Kowal nie kowal!?


fot. Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl

Nastroje lasu Fidest

Pod Rzeźba Leona a Metropolitan Museum of Art pan Leon Gruzd napisał komentarz „Bardzo dziękuję panu Czapskiemu za zamieszczenie moich prac na blogu, a wszystkim czytelnikom za opinie. Bardzo mnie cieszy, że moje rzeźby są obiektem życzliwych komentarzy. Zapraszam wszystkich do Fidestu na oglądanie prac i rozmowy!”. Za zaproszenie dziękujemy, a póki co przyjrzyjmy się bliżej sylwetce Artysty, jego pracom i miejscu, w którym tworzy – ew

Warszawska wystawa najnowszych, jeszcze nie prezentowanych publicznie prac znakomitego polskiego artysty-rzeźbiarza, założyciela Zrzeszenia Artystycznego „Za”, członka Związku Polskich Artystów Plastyków, Leona Gruzda.

Brał on udział w wielu wystawach indywidualnych, w tym m.in. Galerii Pokaz, Galerii M w Warszawie, w galeriach Meinz i München w Niemczech, a także zbiorowych ,m.in. w Galerii Gojowy, Krefeld, w Niemczech w galeriach Warszawy, Sopocie, Berlinie, w Dallas USA.

Rzeźby (…) to dojrzałe w formie i wysublimowane w treści, wygładzone formy o dużej dynamice i nadrealności, przechodzące w istoty i rzeczy zupełnie abstrakcyjne. Noszą w sobie zarówno ślady ludzkiej witalności, jak też nieskończonego w formie rysunku świata przyrody. Artysta tworzy w brązie, tufie wulkanicznym, marmurze i różnych rodzajach drewna takich jak sosna, dąb, akacja, brzoza.

Prezentowana wystawa to, jak sam autor mówi, pewna forma eksperymentu odbiegająca znacznie od jego dotychczasowej twórczości. Tym razem są to duże drewniane, grubo ciosane, barwne rzeźby inspirowane postaciami sąsiadów ze wsi Fidest, gdzie autor tworzy. Tak jak w przypadku wcześniejszej twórczości rzeźby te, choć tak odmienne, przyciągają barwami, kształtem, swą niewątpliwą dekoracyjnością. Można w nich dostrzec ślady emocji, uczuć, które nadają im głęboko ludzki walor. Zamyślenie, może wyraz zdziwienia, złości, smutku uchwycone, zapamiętane i zamknięte w drewnie, sprawiają, że stajemy między nimi z równym zdziwieniem, zamyśleniem i szacunkiem.

(…) rozpoczął poszukiwania twórcze od obserwacji przyrody. W niej odnajdywał przyszłe pierwowzory swych rzeźb. Ten ideał wzbogacał poszukiwaniami własnej drogi, przez kontakty z innymi twórcami w kraju i za granicą. Poparte lekturą i codzienną pracą zaowocowały one rzeźbami dojrzałymi w formie i wysublimowanymi w treści.

W tym miejscu można by przytoczyć słowa Paula Cezanne’a: „W naturze należy starać się odnaleźć formy kuli, stożka i walca”, dla osiągnięcia najlepszej kompozycji. (…), choć czasami w sposób świadomy łamie tę zasadę, to jednak w całej swej dotychczasowej drodze twórczej dostrzega potrzebę jej pogłębiania.

Modelunek jego rzeźb – często owalne, wygładzone formy o dużej dynamice i nadrealności, przechodzą w istoty i rzeczy abstrakcyjne. Przypominają one nieco dawne dzieła Hansa Arpa, Henry Moore’a czy rumuńskiego twórcy Constantina Brancusi. Rzeźby (…) noszą w sobie zarówno ślady ludzkiej witalności, jak też nieskończonego w formie i rysunku świata przyrody. Można doszukiwać się w nich osobistych asocjacji z pogranicza najnowszych kierunków sztuki formizmu i figuratywizmu. Artysta ten nie daje się jednakże uwieść modnym kierunkom w sztuce, które bardzo często ją uprzedmiotowiają lub popadają w poznawczą abstrakcję.

Rzeźby (…) są przyjazne człowiekowi, posiadają walor dekoracyjny, przyciągają kształtem i barwą, wrażeniowo są mu bliskie i nie wprowadzają dysonansu między nim a przyrodą. W dzisiejszym świecie, rozpędzonym do granic światła, takie walory sztuki jak harmonia, czy wręcz dosłowny kontakt z widzem, przydają tym relacjom głęboko ludzki walor.


Kto zgadłby którego to rzeźbiarza tak charakteryzują, zaczerpnięte z internetu, teksty? Załączone zdjęcia rozwiązują tę zagadkę. To rzeźby Leona Gruzda. Prehistoryczne monstra, ptaki znoszące kamienne jaja, pływające w stawie ogromne skamieniałe ślimaki a w pracowni dziwne kwiaty.


Wiatr przynosi nasiona roślin które nie dają się zidentyfikować. Jak żuraw przeleci nad tym polem to tyle z niego zostaje – rzeźba. Pod dom, pod którym wyrastają ogromne skrzypy, podpełzają niekiedy wielkie węże… A pan Leon zastanawia się co się tu dzieje?!

To jego dzieła. W takim środowisku pracuje i jak to u Artysty – co trafi „pod rękę” zamienia się w rzeźbę. Jak u Midasa, tylko z mniejszą szkodą… Nawet kamień, zanim zostanie dziełem, zdobi tu otoczenie.


To kolejny ważny autor tworzący w naszym środowisku. Żeby obejrzeć te rzeźby nie trzeba jechać do Warszawy. Można je zobaczyć we wsi Fidest. Dobrze gdyby przez jakiś czas, były one dostępne w wyszkowskim city. Bowiem nie tylko ratusz stanowi o randze miasta. Kultura także.

A tylko 150m od gajówki Fidest można zobaczyć takie obrazki. Jednak żeby spokojnie obserwować taki „film” trzeba przebrnąć pokazane mokradła, zasiąść we wcześniej przygotowanej kryjówce, potem to już tylko przez kilka godzin… patrzeć, patrzeć i patrzeć. Z pewnym niepokojem pokazuję ten teren, bo jak wiadomo jest wielu „poprawiaczy przyrody” i może się okazać, że za chwilę trzeba będzie sadzić tu las sosnowy lub budować jakieś drogi ppoż.
fot. Wiesław Czapski Fidest
www.owyszkowie.blox.pl