c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Flora ✿ڿڰۣ–

Pustynia Błędowska odkrzewianie – Maj 2011

Program LIFE+ ruszył już na całego. Jak wszyscy w mediach słyszeli, jest realizowany na obszarze Natura 2000, w tym przypadku na Pustyni Błędowskiej. Prace związane z tym programem postępują, a wręcz można powiedzieć, że trochę przyspieszyły. W piątek, 6 maja, byłem zobaczyć jak to wszystko wygląda:

Gdy dotarłem na miejsce rozpoczęcia wycinki, moim oczom ukazał się taki oto widok – ponad połowa drzew została już uprzątnięta, ale pracy z wywózką jeszcze jest w bród. Może dlatego firma która się tym zajmuje, sprowadziła większą maszynę do mielenia drzew na wióry – jej nazwa to Ak 550:

Na miejscu jest grupka ludzi i pracują 2 pługoładowarki, które zbierają drzewo z obszaru. Niektóre gałęzie i drzewa są składowane w większych skupiskach i dowożone do maszyny. Jak się przyglądałem działaniom pracujących tam osób, nie zawsze idzie to tak sprawnie jak powinno – raz wolniej, raz szybciej. Myślę, że to dlatego, iż niektóre drzewa np. sosna, zawierają dużo żywicy i pewnie to jest problem. No z pewnością zatyka tryby urządzenia, które niekiedy  przez to staje, a poza tym potrzebuje też pewnie więcej przerw. Poza programem LIFE+ na pustyni obecnie jest realizowany program ochrony zlewni rzeki Biała Przemsza:

I w ramach tego programu wstawiono na piaskach coś jakby ścieżkę przyrodniczą z ławkami do siedzenia.  Są już także miejsca na tabliczki, a na wprost przeprawy koło wycinki wybudowano altanę z widokiem na rzekę, aby turyści mogli odpocząć po trudach wędrówek:

Nadal będę się przyglądał dalszym działaniom na tych terenach. Serdecznie pozdrawiam - Dominik

Ruiny zamku na Wołku

P1030080a

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia.

Z Bielska-Białej, udajemy się zatem na wycieczkę w poszukiwaniu ruin średniowiecznego zamku. Wysiadamy w Kobiernicach…

…i wspinamy się na nomen omen Kopiec, wzniesienie należące do masywu góry Bujakowskiej – to ten z prawej od drogi:

By po godzinie, dotrzeć na szczyt ze średniowiecznymi  ruinami:

Gdzie  na tablicy czytamy:


Ruiny średniowiecznego zamku Wołek w Kobiernicach, gmina Porąbka charakteryzują się doskonałym położeniem zarówno pod względem strategicznym, jak i krajoznawczym – na szczycie wzniesienia Kopiec leżącego w paśmie Góry Bujakowskiej. Przy dobrej widoczności na horyzoncie od północy widoczny jest w oddali zamek w Oświęcimiu z dominującą wieżą. Wyniosłe położenie nad doliną Soły pozwalało w pełni kontrolować wiodący u podnóża zamku, doliną Soły szlak handlowy i komunikacyjny.

Pierwsza wzmianka historyczna o zamku Wołek pochodzi z roku 1396. Datę tę można umownie uznać za początek historii zamku. Wołek wymieniono wówczas wśród dóbr stanowiących posag Jadwigi zaślubionej przez księcia oświęcimskiego Jana II. Po bezpotomnej śmierci Jana II oświęcimskiego (w 1405 r.) Wołek wraz z innymi dobrami księstwa oświęcimskiego przechodzi w ręce książąt cieszyńskich.

Wkrótce potem kronikarz Marcin Bielski pod rokiem 1415 odnotował w swej „Kronice”, że Wołek stał się siedliskiem zbójców. Było to powodem zdobycia i częściowego zburzenia zamku, przez księcia cieszyńskiego Kazimierza IV. W połowie XV wieku, książę Janusz III oświęcimski po nieudanej próbie odbicia utraconego zamku oświęcimskiego, schronił się na Wołku, który zarazem odbudował po zniszczeniach z 1405 roku. Wkrótce potem zamek obległy wojska królewskie pod wodzą Jana Tenczyńskiego. Do zdobycia zamku jednak nie doszło, gdyż oblężenie przerwały układy. W wyniku ugody Korona Polska wykupiła w roku 1454 całe księstwo oświęcimskie, zaś książęta oświęcimscy złożyli królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi hołd lenny.

Po raz ostatni w 1476 roku Wołek znalazł się w centrum działań zbrojnych, kiedy dla uśmierzenia wznowionych niepokojów wojska królewskie ruszyły na zamki księstwa oświęcimskiego ostatecznie je zdobywając i burząc z rozkazu królewskiego. Rok 1476 stanowił więc datę ostatecznego upadku Wołka.

Zamek Wołek stanowił doskonale ufortyfikowaną i trudną do zdobycia warownię, co potwierdzają długotrwałe oblężenia, wreszcie zdobycie i zniszczenie. Z całą odpowiedzialnością należy stwierdzić, że zamek Wołek odegrał znaczącą rolę w historii tych ziem.
mgr Jacek Reyniak

Tyle fragmenty z tablicy, a na Wołek jeszcze wrócę – choćby po to, by zapolować na ten obiecywany oświęcimski zamek…

Jeszcze po drodze wspaniały (średniowieczny?)  las:

I już, powrót przez Porąbkę, ale to już zupełnie inna historia:

fot. ewolny Beskid Mały

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

P1020889a

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec z Zagrodą Żubrów. A Park Zamkowy (XVI) stanowi integralną część z rezydencją książąt pszczyńskich. Rozciąga się on na przestrzeni 48 ha wzdłuż rzeki Pszczynki i uważany jest naprawdę słusznie, za najpiękniejszy chyba nie tylko na Śląsku:

Uwagi na marginesie – w poł. XIX wieku parku pojawiły się wszystkie charakterystyczne dla tego typu założeń elementy: rozległe otwarcia widokowe, malownicze skupiska drzew i krzewów, liczne rozlewiska i stawy z wysepkami i łukowatymi mostkami, otwarte łąki i samotne, rozłożyste drzewa. Brzegi stawów i kanałów obsadzano drzewami „płaczącymi”, ze zwieszającymi się tuż nad wodą konarami i gałązkami. Są tu liczne wspaniałe i potężne dęby szypułkowe, kasztanowce, cisy, wyróżniające się prostym, wysokim pniem sosny wejmutki, lipy drobnolistne, jesiony, okazałe graby, buki zwyczajne i czerwone, wiązy, modrzewie, świerki srebrzyste, brzozy, klony i platany, a także wierzby i tulipanowce. Wśród wielu ciekawych krzewów na uwagę zasługują niesamowite okazy różaneczników (rododendronów), śliczne kwitnące późną wiosną, oraz nie mniej pięknych, choć mniejszych azalii.
www.pszczyna.info.pl/

Nie dziwi, że na terenie tak rozległego parku, wśród rozlewisk rzeki oraz bogatego starodrzewia i krzewów,  swą ostoję znalazło liczne ptactwo i drobna zwierzyna.

W ten malowniczy pejzaż wkomponowane są elementy architektury, m.in. klasycystyczne dwór Ludwikówka,  pawilon herbaciany usytuowany na wyspie, brama chińska, piwnica lodowa (we wnętrzu przechowywano przez cały rok lód, wycinany zimą ze stawów), kapliczki i na wskroś urokliwe mosty łukowe. Znajdują się tam również groby książęce Anhaltów oraz Hochbergów.  A od miasta oddzielają park zabudowania stajni, ujeżdżalni, powozowni oraz Brama Wybrańców z 1687 roku, która onegdaj była siedzibą straży zamkowej.

Bo Muzeum Zamkowe mieści się w obronnym niegdyś zamku. Bo pierwszy zamek w Pszczynie – jak podaje Henryk Schaeffer, XIX-wieczny książęcy archiwariusz pszczyński – został najprawdopodobniej wzniesiony już w XI lub XII wieku przez książąt piastowskich.  Bo dopiero w XV wieku zbudowano w Pszczynie murowany zamek, czego inicjatorką była Helena Korybutówna, bratanica Władysława Jagiełły. Ale  to ten pierwszy, jako że bogate w zwierzynę pobliskie  lasy słynęły z organizowanych tu polowań, z powodzeniem pełnił funkcję siedzimy myśliwskiej, aż po XX  wiek (sic!).  Więc to może dobre wytłumaczenie skąd tak rozległy park,  skąd te „narybki” żubrów dla Puszczy Białowieskiej, ale  i skąd nadal tradycja polowań na zwierzynę vide beżowe panienki wystawiające się w tych lasach na strzał.

Herbaciarnia – z XIX wieku pawilon parkowy o cechach klasycystycznych, powstały na kanwie ponownego zainteresowania kulturą Orientu. Łączy w sobie cechy romantycznej świątyni dumania – siedziby wyobraźni z chinoiserie, czyli pawilonami gdzie przy wyrafinowanym ceremoniale picia herbaty nawiązywano połączenie z otaczającą przyrodą.  Starodrzewia:

A wśród nich nekropolia z około 1820 roku. Prawdopodobnie powstała według projektu księcia Henryka Anhalta w celu uporządkowania  rozsypanych na terenie parku (zgodnie z romantycznym duchem),  grobów jego rodziców i rodzeństwa. Leżą tu książęta, księżniczki oraz sam książę pszczyński – książę Ludwik Anhalt:

Oraz – w nawiązaniu do zbliżającej się Wielkanocy – piaskowcowy obelisk z wyrytym na  ścianie czołowej  napisem:

Auferstehen/ja/Auferstehen/wirst du/mein Staub/nach kurzer/Ruch
zmartwychwstaniesz, ach zmartwychwstaniesz prochu mój, po krótkim odpoczynku

A także, składający się z ceglanej krypty grobowej nakrytej płytą z piaskowca i wysokiego cokołu, odlany ze staliwa  krzyż o liliowych zakończeniach ramion. Krzyż oplatany przez węża. Jest to utrzymane w romantycznej konwencji wyobrażenie symbolizującego zmartwychwstania po śmierci węża miedzianego, który ukazał się Mojżeszowi jako prefiguracja męki i zmartwychwstania samego Chrystusa.

Pozarządowa organizacja Europa Nostra, z siedzibą w Hadze, zajmująca się ochroną europejskiego dziedzictwa kulturowego i środowiska naturalnego, nagrodziła w konkursie z 1995 roku Muzeum Zamkowe w Pszczynie dyplomem honorowym za „pieczołowite odtworzenie wnętrz zamku z ich wyposażeniem oparte na wnikliwych badaniach historycznych, które przywróciły blask początku XX wieku”, ale o tym… po następnych odwiedzinach – ew
fot. ewolny Pszczyna

Czosnek niedźwiedzi kryptonim pesto

Sezon na czosnek niedźwiedzi uważa się za otwarty! Właśnie wjechała do mnie, wyładowana po brzegi doroczna reklamówka jego liści:


czosnek niedźwiedzi

Co ciekawe, obok przepisu na poniższe pesto wyczytałam: „kilka liści czosnku niedźwiedziego można kupić w dobrze zaopatrzonym sklepie ze zdrową żywnością”. Kupić kilka liści… pachnie nim nie tylko mój dom, ale i… moja praca, a  obficie obdarowane koleżanki są bardzo zadowolone.

Pesto z liści czosnku niedźwiedziego

80 g liści czosnku niedźwiedziego
50 g świeżo startego parmezanu
50 g orzeszków piniowych
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki mielonego pieprzu
60-80 ml dobrej oliwy extra vergine

Do blendera wrzucamy orzeszki i miksujemy, dodajemy ser, sól i pieprz i ponownie miksujemy. Dodajemy połowę liści, miksujemy i następnie resztę liści i oliwę i miksujemy do uzyskania pożądanej konsystencji (w razie potrzeby dodajemy więcej oliwy).  Podawać z makaronem. Gotowe pesto można umieścić również w słoiku, i po zalaniu  warstwą oliwy trzymać nawet przez parę dni w lodówce.
www.mojamalakuchnia.blogspot.com

Jakoś razem z przejściem mojego taty na emeryturę, rozpoczęły się jego systematyczne górskie wycieczki. Najbardziej upodobał sobie Dolinę Luizy, gdzie co drugi dzień razem z przyjaciółmi robią dużą pętlę. Zawsze myślałam, że jest to „tylko” obejście zapory. Nic bardziej mylnego -  dopiero w zeszłe lato kuzyn Jacek (ten co to nie doszedł ściorany zepsutymi kierpcami na Błatnią) stojąc ze mną na Palenicy pokazał mi tą pętlę. Bowiem pewnego dnia, zjeżdżając z góry na swoim górskim rowerze,  nieoczekiwanie spotkał swojego 82 letniego dziś wujka,  całkiem wysoko:


widok z Palenicy 688 m n.p.m.

Dolina Luizy jest jakby głęboką niecką, miską, makutrą, z zaporą otoczoną z trzech stron górami. I oni wspinają się do połowy ich wysokości, by następnie zatoczyć nimi szeroką pętlę. Wspaniały, unikalny, zdrowy mikroklimat, którego nie sposób szukać w zadymionym mieście, ale nie tylko, bo właśnie tu wzdłuż potoków i rzeki, rośnie wspomniany niedźwiedzi czosnek. Niedźwiedzi czosnek, który poznałam dopiero dzięki tym wapienickim wypadom mojego taty.

Celowo nie googluję szukając treści o tej roślinie… Wystarczy mi, że podobno jej liście są pierwszym posiłkiem budzącego się z zimowego snu niedźwiedzia – oczyszczają układ trawienny i wzmacniają organizm. I  właśnie te liście, pocięte w drobne paseczki wzdłuż, a następnie w poprzek, nie tylko wyglądają jak gotowy do posypania szczypiorek, ale i są ostrzejszą od niego (natomiast delikatniejszą od czosnku) darmową, acz bardzo smaczną i aromatyczną nowalijką. Uwielbiam! Całe liście służą mi jako  dodatek do zup, sosów – w tym celu je mrożę. Wiem, że można je także zmiksować i zakonserwowane solą, przechowywać w słoiku. Jednak ja, najbardziej lubię spożywać  „surowe”.

Dziko rosnący łatwo poznać, bo przecież zapach czosnku zna każdy… I tu ważna uwaga na marginesie – jego cebulki dobrze się przyjmują po przesadzeniu w przydomowych ogródkach – ew
fot. ewolny

Wenezuela – Isla Margarita, czyli parada kaktusów

Margarita jest rozległą  górzystą wyspą o bardzo słabej roślinności. Jest tam bardzo mało palm, lecz za to obfita ilość kaktusów:

Margarita jest wenezuelską wyspą, oddaloną od lądu południowo-amerykańskiego o jakieś 40 min. samolotem, lub 2,5 godziny promem. Rejsem olbrzymim nowoczesnym promem zabierającym na swój pokład ok. 80 samochodów, z restauracją na pokładzie, dwoma barami i pomostem widokowym. Sama wyspa jest bardzo rozległa i składa się z dwóch jakby wysp połączonych z sobą zwężeniem terenu:

Wschodnia cześć zamieszkała na całej powierzchni z miastami i wioskami rybackimi na jej obrzeżach, oraz zachodnia prawie bezludna ze względu na prawie pustynne warunki,  tylko  kilkoma osadami rybackimi:

W Wenezueli na kontynencie natura jest przebogata i tropikalnie obfita w różnorodność flory i fauny. Mówi się o tym kraju, że jest to kraina wiecznej wiosny, ponieważ praktycznie nie mam tam ściśle określonych pór roku. Istnieje podział na porę deszczową i porę suchą, lecz temperatura jest ciągle taka sama – ok.30 stopni Celsjusza – z taką tylko różnicą, że w porze deszczowej częściej padają krótkie ulewne deszcze, które sprzyjają  bujnej, tropikalnej roślinności:

Ludzie, którzy żyją w cyklu czterech pór roku nie potrafią zrozumieć tych, którzy mają wieczną wiosnę i kojarzy im się to z całą pewnością z rajem. Tymczasem okazuje się, że żyjącym w tym wiecznym raju jest potrzebna zmiana, ponieważ nawet najbardziej rajska monotonia jest zabójcza. Gdy powiedziałem mojemu przewodnikowi w Caracas, że w chwili gdy wyjeżdżałem na wakacje, w moim ogrodzie było ok. 1 metra śniegu, to ten spojrzał na mnie z zachwytem i niedowierzaniem:
- 1 metr śniegu?
- Tak, to będzie gdzieś dotąd – i pokazałem mu ręką na wysokości mojego paska od spodni.
Był autentycznie zachwycony lecz ja byłem już autentycznie zmęczony tym śniegiem.

Wenezuelczycy na wyspie Margarita są jakby mniej wrażliwi na naturę, która ich otacza dzień w dzień niezmiennie, bynajmniej o wiele mniej od turystów takich jak ja, chłonnych na egzotykę i wrażliwych na tę symfonię kolorów, pomimo tego, że jest to tylko namiastka czegoś co można odkryć na kontynencie:

Być może następnym razem…

Weźmy takie kaktusy, które mam wrażenie uważane są tam za  pospolite chwasty, lecz nie dla mnie. Ostatniego dnia przed odlotem, wczesnym rankiem  przed śniadaniem jeszcze, jak nie wrzasnę:
- O Matko !!!
-Co się stało? -zapytała mnie przerażona żona.
- Kaktusy!!!
- Co za kaktusy?
- Muszę koniecznie sfotografować kaktusy na wyspie!
- Spokojnie, kaktusy nie zające i w pole nie polecą…
- Tak, ale mi kurde samolot poleci!
I szybciutko zebrałem sprzęt i prawie biegiem popędziłem na wzgórza okalające hotel.
- A kawy nie chcesz? – usłyszałem w oddali, albo mi się tak tylko wydawało.

Te chwasty są przepiękne, są piękne te małe kwiatki i liście i ptaki na palmach wrzeszczące o poranku jak koguty i budzące punktualnie o piątej rano, i owoce mango-wszechobecne, na które nikt nie zwraca uwagi. Te obrazy kolorowe, one tam są, wystarczy tylko chcieć je zauważyć…


fot. MonsieurLaPadite Isla Margarita, Wenezuela

Zobacz również:
- Caracas 2011
- Isla Coche w lutym

Farmakopea himalajska

Podróżnik M. Rerich podał w swoim dzienniku podróży listę leków, stosowanych w Himalajach, mianowicie:

- szarura – żółta wiśnia, środek na przeziębienie
- parura – zielony kasztan, przeciw kaszlowi
- orrura – zielono-żółte jabłko, przeciw malarii
- aku ombo – czewona kora do leczenia ran
- sergi pruba – suchy olbrzymi bób, środek przeciw febrze
- szuta – suchy, gorzki korzeń, leczy obrzęki i choroby gardła
- basak – brązowy proszek, przeciw zaziębieniu
- co – czerwona łodyga służąca do wyrobu mażenty
- phurma – stosowana jako kadzidło
- brekuro – korzeń na dolegliwości kobiece
- dangero – kwiaty na choroby żołądka
- czerwony rorodendro – kwiaty na choroby żołądka
- memszing-pati – święta roślina z Nepalu. Ponadto liście trawy doto rozmiękczają kamienie a kwiaty tojadu czarnego świecą w nocy

Uwagi na marginesie – Kawa z kardamonem

2 szczypty mielonego kardamonu
2 łyżeczki świeżo mielonej kawy
1 filiżanka wody
cukier, ewentualnie mleko i śmietanka

Kawę i kardamon wsypać do filiżanki. Zagotować wodę i zalać wrzątkiem,. Filiżankę przykryć. Zostawić na 3 minuty by się dobrze zaparzyła. Osłodzić do smaku. Zaleca się przed zalaniem wstawić kawę z kardamonem do rozgrzanego piekarnika, aby nabrała aromatu.
www.kazir.blog.onet.pl

Kręgi zbożowe

Opinie na temat powstawania kręgów zbożowych są dziś mocno podzielone. Z jednej strony panuje opinia (lansowana zazwyczaj przez media), że kręgi są tworzone przez grupę niezwykle uzdolnionych artystów, którzy w bezksiężycową noc, bez użycia latarek są w stanie błyskawicznie stworzyć niezwykle efektowny geometryczny wzór w rosnącym zbożu. Inni uważają, że kręgi powstają poprzez zaaplikowanie silnego pola elektromagnetycznego, które kładąc na ziemi łodygi zboża tworzy interesujący wzór.

Ci drudzy dzielą się jeszcze na tych, którzy uważają, że kręgi są dziełem UFO i na tych, którzy wierzą, że są to tajne doświadczenia militarne z urządzeniami tworzącymi wyjątkowo silne pole elektromagnetyczne.

W Anglii przez wiele lat istniała instytucja, która zbierała zeznania naocznych świadków, którzy widzieli na własne oczy powstawanie takich kręgów. Ponad 40 osób spisało swoje zeznania i są one niepokojąco zbieżne. Niemalże wszyscy świadkowie określili czas powstania takiego kręgu na 6-7 sekund. Instytucję tą jednak zamknięto w latach 90-tych i później nie zanotowano innych zeznań naocznych świadków tego zjawiska.

Kręgi zbożowe najczęściej widziane są na polach, na których rośnie pszenica. Nie ma w tym fakcie nic szczególnego, bo najwięcej kręgów powstaje w Anglii, gdzie pszenica jest popularną uprawą a także najdłużej rośnie na polu. Drugą popularną uprawą, gdzie pojawiają się kręgi jest rzepak, a po nim jęczmień. Kręgi znajdowano także w trawie, w truskawkach, w fasolce szparagowej i dlatego krąg odciśnięty w ryżu nie powinien już nikogo dziwić.

Istnieje wiele dróg zrozumienia przesłania jakie niosą ze sobą kręgi zbożowe. Większość z nich zawiera w sobie ogromną ilość informacji. Często są to całe dzieła sztuki stworzone na bazie geometrii i matematyki. Nie wszystkie kręgi zbożowe da się wyjaśnić działalnością artystyczną. Co ciekawe, najlżejsza sugestia, że mogą to być przesłania od jakiejś innej niż ludzka inteligencji są natychmiast miażdżone i wyśmiewane.

A kręgi zbożowe nie są przecież zjawiskiem nowym – opisywano je już w Średniowieczu. Np. jedna z teorii mówi, że kamienne kręgi takie jak Stonehenge budowano w miejscu, gdzie zaobserwowano krąg zbożowy. Największa liczba kręgów zbożowych jakie powstały tylko w ciągu jednego roku wynosi 300. Wszystkie one powstały w Anglii, a było to jakieś 20 lat temu i można sobie łatwo wyobrazić, że jeśli zostały stworzone sztucznie to po Anglii musiała wtedy biegać cała armia tzw. „cropmakers” . Dziś średnio rocznie notuje się tylko 100-110 kręgów zbożowych i to na całym świecie. Wiele z nich jest oczywiście tworzona przez ludzi, ale są i takie, które nie sposób wytłumaczyć ludzką działalnością. Bo kręgi zbożowe były badane także przez instytucje naukowe i najczęściej odpowiedź na pytanie kto stworzył taki krąg jest niejasna i mętna. Niemalże wszystkie media traktują kręgi jak ściemę.

Największym autorytetem w temacie kręgów zbożowych w Anglii jest Lucy Pringle, założycielka Centrum Studiów Kręgów Zbożowych, która od lat nie tylko kolekcjonuje zdjęcia tych niezwykłych, odciśniętych w zbożu obrazów, ale także stara się znaleźć w nich sens lub ukrytą informację. W przypadku kręgu pod Marlborough, Lucy Pringle odkryła, że zawiera on dwójkowy system liczbowy, który odczytywany od centrum kręgu ku jego brzegom nieoczekiwanie tworzy zapis twierdzenia Eulera: e^(i)pi+1=0

Znaczenie ideogramów odciśniętych w zbożu interpretuje się na wiele różnych sposobów. Jeden z nich używa do tego celu skali diatonicznej (złożonej z siedmiu dźwięków), możliwej do odtworzenia na klawiaturze fortepianu. W ten sposób stara się łączyć twierdzenie matematyczne z zapisem muzycznym, których połączenie być może jest kluczem do odczytania sensu kręgu zbożowego. Takie podejście ma jednak swoją zasadniczą wadę, bo zakłada chaotyczne podejście do znaczenia kręgów i gdy nie da się znaleźć w nim znaczenia matematycznego, szuka się muzycznego, a nawet astrologicznego, co powoduje, że przedmiot badań traci swoje naukowe podejście.

Pierwsze takie kręgi w Anglii zaczęły pojawiać się w latach 70-tych jako proste i nieskomplikowane odciski w zbożu. Dekadę później były to juź przepiękne i skomplikowane ideogramy – zapewne o ukrytym znaczeniu symbolicznym. Dzisiejsze kręgi zbożowe coraz częściej są zapisem skomplikowanych matematycznych równań i twierdzeń – jak np. krąg zbożowy niedaleko Barbury Castle, który symbolizował dziesięć pierwszych liczb tworzących Pi (3.141592654).

Kręgi zbożowe wzbudzają wiele zamieszania w świecie naukowym, bo o ile zawsze można powiedzieć, że są one tworem ekscentrycznych artystów, to niektóre dane naukowe, jakie przeprowadzono wewnątrz takich kręgów skłaniają już do o wiele głębszej refleksji. Np. ziarno ze zboża, które rosło wewnątrz takiego kręgu ma zawartość proteiny wyższą o 40% niż zboże na zewnątrz tego kręgu. Innym interesującym faktem jest to, że niemalże 99% takich kręgów powstaje na uprawach rosnących na glebach kredowych, bogatych w kalcyt (takie gleby można spotkać pod Zamościem). Tą zależność zaobserwowano w 54 krajach, gdzie powstały kręgi zbożowe. Lucy Pringle uważa, że ma to związek z podziemnymi ciekami wodnymi, często spotykanymi w glebach kredowych. Być może taki układ geologiczny powoduje, że plazma z naelektryzowanej jonosfery tworzy formę lejka i uderza w ziemię ładunkiem elektrycznym o sile tysięcy woltów. Wyładowanie trwa jednak zaledwie kilka nanosekund, dzięki czemu łodygi zboża kładąc się na ziemię nie łamią się i nie ulegają spaleniu. Czasami jednak spotyka się wyraźne ślady nadpalenia zboża – zazwyczaj w samym centrum kręgu. Pole elektromagnetyczne pod powierzchnią ziemi wraz z tym oddziałującym wprost z jonosfery, współpracują harmonijnie przy tym zjawisku, tworząc skomplikowane wzory geometryczne, które później badacze kręgów zbożowych starają się odcyfrować. Oczywiście jest to tylko teoria.

Nikt nigdy nie był świadkiem powstania takiego kręgu. Jednocześnie rozmaite grupy „performerskie” tworzą rurkami pcv własne kręgi, aby przez to udowodnić, że ich rzekome nadnaturalne pochodzenie jest jedną wielką ściemą. Jednak jeśli istnieje jakaś dobrze zakonspirowana grupa ludzi, którzy w niewidzialny dla innych sposób błąka się po angielskich polach Wiltshire, pracowicie tworząc wyrafinowane piktogramy – to jest to organizacja bardziej tajemnicza niż Templariusze, bo przez 40 lat działalności żaden z jej członków nie puścił nawet pary z ust na ten temat. Inna sprawa, że ludzie ci musieliby mieć dziś co najmniej po 70 lat i być w olimpijskiej kondycji fizycznej, aby tworzyć tak niewiarygodnie skomplikowane wzory – na dodatek w zupełnych ciemnościach.

To z tych powodów żadna angielska uczelnia nie chce się podjąć przeprowadzenia głębszych badań nad prawdziwą naturą kręgów zbożowych, bojąc wystawić się na żer prześmiewców z innych ośrodków naukowych. Jedyne co wiadomo na pewno to fakt, że kręgi zbożowe są realne i można je zobaczyć na własne oczy – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

Zobacz więcej:
- Kręgi zbożowe

Pustynia Błędowska – odkrzewianie cz. 2

28 stycznia tego roku, postanowiłem zobaczyć jak wyglądają postępy w odkrzewianiu Pustyni Błędowskiej, które jak pamiętamy, zaczęło się już na jesieni.

Około godz.14-15 dotarłem na miejsce wycinki, gdzie okazało się, że postępy te są już znaczne. Otóż usunięto sporą część drzew, które zostały ścięte przed zimą. Dodatkowo sprowadzono drugą ładowarkę do przewozu drzewa, a tuż na początku grudnia, maszynę do mielenia ściętych drzew na trociny, które mają trafiać w  elektrociepłowni.

Wiąże się to jednak z pewną niedogodnością, ponieważ maszyna ta, ze względu na swoją masę, nie może się swobodnie przemieszczać po pustyni, gdyż zapada się w piasek. To dlatego ścięte drzewa, trzeba transportować na dość znaczne odległości, rzędu ponad 2,5 km. Ludzie pracujący przy wycince wykonują naprawdę ciężką pracę…

Na pustyni zaskoczył mnie jeszcze jeden dosyć istotny szczegół. Otóż na wycince dostrzegłem pień drzewa, który w obwodzie miał blisko 70 cm, podczas gdy inne sosny mają ich dużo mniej. A to świadczy chyba o tym, że sosna to naprawdę bardzo odporny gatunek na niesprzyjające warunki klimatyczne, które występują w tym miejscu – co jest widoczne szczególnie latem.

Niezależnie od programu LIFE PLUS, na Pustyni Błędowskiej jest realizowany program w ramach planu ochrony mozaiki siedlisk przyrodniczych w zlewni rzeki Białej Przemszy.  Projekt realizuje Zespół Parków Krajobrazowych Woj. Śląskiego. Pozdrawiam – Dominik

Zobacz także:
- Pustynia Błędowska – odkrzewianie
- Pustynia Błędowska film

Gałąź jemioły w historii i medycynie

Idąc dzisiaj przez plac kupiłem złotą gałąź jemioły. Dlaczego gałąź jemioły i dlaczego złotą. Ponieważ przynosi zgodę, miłość i szczęście. Kupuje się ją przed świętami bożego narodzenia i na ogół wiesza się nad drzwiami. Zimą, gdy drzewa są ogołocone z liści, jemioła staje się szczególnie widoczna. To jedyna w Polsce roślina nie zapuszczająca korzeni do ziemi.

W Polsce znany jest tylko jeden gatunek jemioły. Rośnie on na drzewach liściastych: topolach, lipach, klonach, wierzbach, a także na jabłoniach i gruszach. Jednakże za najwartościowszą uważana jest odmiana rosnąca na dębie. Jej owoce dojrzewają na początku zimy i są przysmakiem ptaków zimujących w kraju. Jemioła zamiast zwykłych korzeni ma specjalne ssawki, wrastające pod korę drzewa. Dzięki nim może podkradać swemu żywicielowi wodę. Jeśli są to pojedyncze krzaczki (chociaż czasem można się doliczyć aż dwustu), nie szkodzą one drzewu. A dla ludzi mają znaczenie szczególne.

Już celtyccy kapłani składali jej hołd jako lekowi na wszystkie choroby. Napój z jemioły miał uleczać samice z bezpłodności. Zwyczaj całowania pod jemiołą wywodzi się przypuszczalnie z XVII-wiecznej Anglii. Po każdym pocałunku mężczyzna zrywał z krzaku po jednej kulce. Wierzono, że gdy zerwie ostatnią, otrzyma dar płodności. Wiąże się to z lepkim sokiem z owoców, które traktowano jako boskie nasienie. Jemioła więc musiała mieć nieziemski rodowód i działanie. Jemioła jest rzeczywiście skutecznym lekiem. Ekstrakt z jemioły może pomóc osobom z nadciśnieniem, wzmacnia serce i koi nerwy. Uważana jest także za afrodyzjak.

W Górach Albańskich jest świątynia Diany z Nemi, której strzeże dzień i noc  kapłan, krążący z mieczem wokół przybytku. Kapłan wie, że go czeka śmierć, gdyż on też aby zostać kapłanem musiał zabić swego poprzednika i on także i zostanie zabity przez swego następcę. Ale przedtem musi zabójca ułamać gałąź jemioły, rosnącą na dębie. Kapłan jest symbolem dębu, który może zostać zabity, wtedy gdy ułamana zostanie jego gałąź.

Eneasz, gdy przekraczał Styks, pokazał Charonowi gałąź jemioły, dzięki czemu został przewieziony na drugi brzeg. Ma tutaj jemioła magiczną moc. W micie skandynawskim bóg Baldur zostaje zabity gałęzią jemioły a potem spalony na stosie. Pliniusz podaje, że najskuteczniejszym lekarstwem była jemioła rosnąca na dębie. W oczach druidów nie ma nic świętszego nad jemiołę i drzewo, na którym rośnie, pod warunkiem, że jest to dąb. Znane są także wypadki, gdy kobiety bezdzietne jedzą jemiołę, by mieć potomstwo. Również Ajnowie uważali jemiołę za lekarstwo na niemal wszystkie choroby. Wolofowie z Senegambii uważali szczególny gatunek jemioły, zwany tob. Noszą na sobie liście tej jemioły, gdy wybierają się na wojnę, tak jakby te liście były talizmanami. Chłopi piemonccy i lombardzcy szukają w dzień św. Jana oleju św. Jana, który leczy wszystkie rany. Jest nim prawdopodobnie wywar z jemioły. W Szwecji jemioła uchodzi za lekarstwo na padaczkę, a w Holsztynie jemioła uważana jest za panaceum na wszystkie rany. Wiara, że jemioła chroni przed pożarami panuje zarówno w Szwecji jak i we Włoszech, a w Szwajcarii i w Czechach nazywana jest miotłą piorunową – Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl
fot. ewolny Bielsko-Biała

Zobacz również:
- Pod jemiołą