el501a

3 CONTINUE, PLEASE CONTINUE!

Jak to jest, że pszonkowość najlepiej widać na cudzym zagonie? Obok swojego pszonkowego zadupia stoimy spokojnie podparci sztylem od kopaczki. Leniwie żując źdźbło trawy poprawiamy waciak i po rozrzuceniu obornika delektujemy się More »

P1020204

Magurka Wilkowicka zimą

Śniły mi się narty. Bielutkie, nowiutkie, jeszcze z ceną. Z niebieskimi napisami. Teraz już wiem dlaczego. Kobieto! Przecież Ty kochałaś zimę. Ona jest nie do zniesienia tylko w mieście, lecz jeśli wyściubać More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

P1010753

Międzybrodzie Bialskie zimą

Wiem, że żyję… Bo jeżeli jest jeszcze na ziemi raj, to jest nim bez wątpienia Porąbka, Międzybrodzie Bialskie, Czernichów, Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar, malownicze zapory i okoliczne masywy. Czegóż chcieć więcej? More »

P1010078

Wzgórze Trzy Lipki zimą

Nie przyszła góra do Mahometa,  Mahomet przyszedł do góry. Ponieważ Mikołaj nie przyszedł, co nie powinno wcale dziwić, dlatego sami pójdźmy do niego. Kierunek Laponia z tym, że już po kilku krokach More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

margaryna

Iść po margarynę, czyli trudne wybory

Chyba w życiu chodzi o to, by nie wykorzystywać skrzydeł li tylko do skakania po codzienną, zwyczajną margarynę. Jeśli już, to wyznaczyć sobie odległy o 700 km sklep. Tak prozę życia można More »

przeleczBrenneralpy

Czeluść

Wiatr ustaje przed świtem. Pokazują się gwiazdy. Z ziemi odbłyskują im wapienne płyty lapiazu. W piramidzie świerka błąka się świetlik. 26 sierpnia 1966 roku, plateau Sornin, 1000 metrów nad dachami Grenoble, 1460 More »

tarzanskie stawy 3

Żleb Drege’a i nic, tylko w dół

Bo czyż żleb Drege’a i po nim “nic tylko w dół”, to nie to samo co “równia pochyła w dół” w naszym życiu? Nijak zawrócić z niej przecież jeśli się zabrnie za More »

ecodzien

Galeria letkich duchów zakręconych pozytywnie

Wyliczmy – i bynajmniej nie jest to żart – jeżeli mądry żyje krócej jak nic musi chodzi o faceta. Bo przecież to mężczyzna, jak dowodzą statystyczne obliczenia, żyje ciut mniej niż kobieta. More »

Category Archives: Galeria

Zima w mieście

Bardzo bym chciała, żeby to było prawdziwe… epitafium dla zimy:

Na portalach króluje grafika „Zimo w…j!” – nie będę się wyrażać, ale chyba każdy wypatruje już wiosny…

fot. ewolny Bielsko-Biała

Walentynkowo – „Krótki film o miłości”

Wzrok kusi napis „Konkurs walentynkowy! Opowiedz nam o swoich walentynkach i wygraj Kosmetyki AA”. Ale co tu opowiadać? Skoro wszystko na to wskazuje, że wysłanie drugiemu serduszka to nie jest wyraz uczuć, a modna komercja. Zatem serduszka z głębi serca nie dostaję, za to kanadyjski mail od licealnego kolegi „Happy V Day chickie!! ♥”. Serduszko od osoby, po której mogłabym się  wszystkiego spodziewać, ale nie tego znaczka.. Zaściankowy prowincjonalizm trawi me samotne trzewia.

Dlatego jak co roku zimny prysznic stawiający w pion – „Krótki film o miłości”. Tak bardzo pasujący w ten walentynkowy czas, że chyba warto go w tym właśnie dniu,  ponownie razem obejrzeć.

W 2007 roku  zdarzyło się tak, że zostało mi kilka ukraińskich zdjęć, ze spływu Dniestrem brata Jarka. I jakby nie bardzo wiedziałam jak je pokazać. Niby niespójne, bez wspólnej osi, czekały na bingla, który nagle zaświecił  i… napisałam scenariusz. Uwaga – film z napisami w języku polskim. Zapraszam – ew

„Miłe złego początki” – Poznali się i nagle niebo spadło im na głowy, a  swym zapachem  odurzył księżyc. Krew się zagotowała w naczynkach,  jej uderzając do głowy, aż przestała trzeźwo myśleć, jemu wręcz przeciwnie – spłynęła całkiem w dół, aż do „mózgu”:

„Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą” – Zdarzyło się im drwa rąbać nie raz, aż miło, zatem na świat przyszły niebawem dzieci:

„Proza życia zastała ją w kuchni” – Z radością spozierała tęsknie za nim w okno, śliniąc 156 pieróg. Jak nie pierogi, to  gotowanie wory kartofli. On stale był głodny. Ona nie nadanżała, ale starała się,  i uwijała jak w ukropie, by mu jakoś dogodzić:

„A tak w przerwie” – W przerwie między jedną kuchnią a drugą, biegła truchtem, aby zarobić kilka kopiejek do marnie płatnej pracy:

„Jestem kobietą” – Za te kopiejki on kupował benzynę i czasami litościwie brał ją na przejażdżkę, wtedy ona czuła się naprawdę prawdziwą kobietą, lubiła te dni:

„Miłość” – Kochała go za to i cieszyła się, że jej trud w rychtowaniu pierogów i kartofli nie idzie na daremno, przecież tak bardzo podniecał ją swym wielkim brzuchem. Z tej radości, aż przebierała nogami a potem biegła szybko do kapliczki, by się pomodlić za jego dobre zdrowie:

„Modlitwa” – By jak najdłużej jej żył i by mogła nadal gotować wielkie gary tylko dla niego, a potem namiętnie prać nad rzeką, jego bardzo brudne gacie:

„Meritum” – A nade wszystko, gdy już przyjdzie  kres żywota, aby mieć przed czym przestrzegać swą wnuczkę…


Fine – ewolny
fot. J. Kroplewski Ukraina

 

Fotografia krajobrazu – odbicie lustrzane

Krajobraz jest jednym z trudniejszych, ale także i najwdzięczniejszych tematów fotograficznych. Niestety ze względu na kaprysy pogody wymaga cierpliwości i wytrwałości. Poza tym ta pozornie ogólnie dostępna i bardzo łatwa dziedzina, kryje w sobie sporo tajemnic. Ale wiedząc, że jedną z najprostszych metod ich zgłębiania jest korzystanie z doświadczeń… profesjonalistów, przytaczam kilka ciekawych myśli z książki Fotografia krajobrazu Tim’a Fitzharris’a, zilustrowanych podręcznikowymi wręcz kadrami wspaniałego fotografa i naszego kolegi, Pana Wiesława.

Po urokliwych wschodach i zachodach słońca, dziś fotografowanie lustrzanych odbić na powierzchni m.in. rzek, jezior i stawów. Bo właśnie lustrzane odbicia są jednym z ulubionych fotograficznie motywów. Wzrok przyciągają powtórzenia domów, mostów, drzew i postaci zanurzonych w powierzchni, pełnej przecież swoich własnych naturalnych elementów.

By taki efekt osiągnąć wystarczy:

- rekonesans: trzeba poszukać interesującego terenu, który będzie świetnie wyglądać w przednim lub bocznym oświetleniu wschodu i zachodu słońca (bo o tej właśnie porze są największe szanse na brak wiatru wzruszającego taflę). Trzeba też wyszukać równie ciekawą powierzchnię, której odbicie będziemy fotografować. Możliwość taką dają nam  nie tylko jeziora, stawy i rzeki, ale i duże kałuże, bagna a nawet mokry piasek. Trzeba przy tym pamiętać, że leżące w wodzie duże kamienie lub pnie nie tylko uspokajają jej powierzchnię zwiększając ostrość odbicia, ale i są wspaniałym elementem, który można wykorzystać przy tworzeniu kompozycji. Te z pierwszego planu mogą stanowić odnośnik skali wprowadzający do zdjęć głębię, oraz podkreślać grę trwałych treści z ich ulotnym, bo lustrzanym obrazem

- kryształowe krajobrazy: najbardziej przejrzyste odbicia powstają, gdy tafli nie burzy nawet najsłabszy podmuch wiatru. Dlatego największe szanse na sukces zyskuje się niestety przed wschodem słońca. Poza tym w celu uzyskania krystalicznie czystych odbić, należy jak najbardziej obniżyć pozycję swego aparatu (np. fotografować klęcząc w wodzie) dzięki czemu powierzchnia jest  bardziej czysta, bo piasek i kamienie wyścielające dno zbiornika nie konkurują z przedmiotami z odbicia

- niezbędne wyposażenie: bowiem po najlepszy kąt widzenia czasami trzeba wejść do wody i błota. Stąd i odpowiedni ubiór (wodoszczelne wodery), ale i sprzęt (rozkładane nogi statywu zamykane zatrzaskami a nie pierścieniem na gwint, gdzie piasek i błoto może je zablokować). Kiedy osiągnięcie odpowiedniego miejsca jest fizycznie niemożliwe, pozostaje precyzyjnie kadrować obiektywami o zmiennej ogniskowej (20-100 mm dla małego obrazka). Statyw z zamontowanym aparatem w tak trudnym terenie wykorzystuje się również do oceny głębokości wody i jako laskę

Dodatkowo…

- filtry wyrównujące kontrast: bowiem oko nie patrzy jednocześnie na krajobraz i jego odbicie. Podczas przenoszenia wzroku z góry na dół, nasze źrenice zmieniają swą średnicę, dostosowując się do zmian jasności obrazu. W rezultacie odbicie od powierzchni wody wydaje się jaśniejsze niż to zarejestrowane przez aparat. Można temu zapobiec stosując szare filtry połówkowe zwiększające ekspozycję o jedną przesłonę w stosunku do reszty krajobrazu. Tim na swój obiektyw  montuje również filtr polaryzacyjny zwiększający kontrast nieba i nasycenie kolorów. Pamiętać jednak należy, że odbicia nie powinny na zdjęciach wyglądać jaśniej i bardziej kolorowo niż w rzeczywistości

I jeszcze…

- fotografując tak wczesnym świtem, bywa, że główny motyw zdjęcia jest już pięknie oświetlony, ale pierwszy plan znajduje się jeszcze w głębokim cieniu. Stosuje się wtedy filtr połówkowy (o gęstości jednej lub dwóch przesłon), którym należy zasłonić górną część kadru. Szarymi filtrami połówkowymi można „wyciskać” trochę koloru z zacienionych części kadru, zwiększając relatywną jasność ciemniejszych elementów zdjęcia
fot. Wiesław Czapski Bug
www.owyszkowie.blox.pl

Zobacz również:
- Fotografia krajobrazu – wschód i zachód słońca

Snow dragon w Narnii, czyli dzieci tkwią w nas

Niedawno oglądaliśmy chicagowski festiwal Snow Days – czyli Dni Śniegu, w którym udział brali prawdziwi profesjonaliści, w którym korzystano z projektów… przyszłych profesjonalistów. I nagle natrafiam na zdjęcia  w tym stylu rzeźb,  ale wykonanych  na podobieństwo bałwanów, które zazwyczaj od niechcenia lepimy przed swoim domem.  Gdzie tkwi granica między sztuką a sztuką, między artyzmem a artyzmem, między… młodością a dojrzałością? Na moje „Przepiękne” Janek znacząco odpowiada „Dziękuję, chociaż jestem stary nadal lubię bawić się w śniegu”.

Nieprawdopodobnie przekonujące, bo chyba w życiu chodzi o to, żeby jako ostatnia zestarzała się nasza… dusza – ewolny

Opowieści z Narnii:

Niestety po raz kolejny nie został całkowicie ukończony…

I Achilles,  z powodu załamania pogody, również nie ukończony:

Jednak w ciągu dnia  powstaje kolejna postać:

By już wieczorem, pod dom podpełzł najprawdziwszy… s m o k!


fot. Janek Beskid Mały

Snow Days – rzeźby ze śniegu

Snow Days – czyli Dni Śniegu – odbywają się w Chicago cyklicznie, co roku. Zawsze w okolicy przełomu stycznia i lutego artyści-rzeźbiarze udowadniają nam, że zima może być zabawna i twórcza! W tym roku 15 śnieżnych rzeźb stanęło w Gateway Park, tuż przy wejściu na popularny deptak-molo Navy Pier.

W konkursie biorą udział profesjonalni rzeźbiarze. Wyłaniani są na podstawie szkiców, które nadsyłają wcześniej. W tym roku kilka rzeźb zostało wykonanych przez uczniów chicagowskich szkół. O zwycięstwie decyduje publiczność, która głosuje na swoje ulubione śniegowe dzieło. „Snow Days” to impreza 3-dniowa. W tym roku trwała od piątku, 28 stycznia, do niedzieli, 30 stycznia. Obsada była międzynarodowa, ponieważ do rzeźbienia przystąpili artyści nie tylko ze Stanów, ale także z Kanady, Chin, Rosji, Bułgarii, Meksyku i Holandii.  Dodatkową atrakcją była m.in. możliwość przejażdżki psim zaprzęgiem.

Pierwsze miejsce w edycji 2011 „Snow Days” przypadło rzeźbie „Medusa”, którą wykonała grupa „Sons of Yukon Cornelius” (David Andrews, Chris Andrews i Noah Lambert ) z miasteczka Wauwatosa w stanie Wisconsin:

Drugie miejsce – „Hommage a Duchamp No 2″, autorki: Patricia Leguen – Kanada, Helena Bangert – Holandia:

Trzecie – „That’s a Moray” (To jest Moray), autorzy:  Mark Mayzik, Skip DeBack & Randy Pfaffenroth z miasteczka Franklin w stanie Wisconsin:

Niewątpliwie jedną z ciekawszych rzeźb wykonanych przez uczniów była ta zatytułowana „Harry Potter and the Death of Disney” (Harry Potter i Śmierć Disneya):

Autorzy uczęszczają do szkoły średniej Northside College Preparation.

www.explorechicago.org – szkice uczniów szkół średnich, wszystkie z tych rzeźb z nich wykonano. Strona imprezy: www.snowdayschicago.us


fot. evek Navy Pier, Chicago, IL www.ewamalcher.com

Zobacz również:
- Złapać chwilę, czyli IV Międzynarodowy Festiwal Rzeźby lodowej w Poznaniu
- Lido de Jesolo – wystawa rzeźb z piasku

Międzybrodzie Bialskie zimą

P1010753

Wiem, że żyję… Bo jeżeli jest jeszcze na ziemi raj, to jest nim bez wątpienia Porąbka, Międzybrodzie Bialskie, Czernichów, Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar, malownicze zapory i okoliczne masywy. Czegóż chcieć więcej?

W szybkie kilkadziesiąt minut pokonujemy PKSem trasę Bielsko-Biała – Międzybrodzie, którą to przez Straconkę i Przegibek pokonałam onegdaj w 3 godziny pieszo, a  przez Czupel i Magurkę,  prawie w cały dzień.

Kiedyś spytałam dziewczyn w pracy „co byście zrobiły jakbym teraz umarła”?  Zamiast się przejąć, któraś z nich odparła „nie martw się, zamkniemy porządnie drzwi”. I chyba dziś sama je zamknęłam za sobą porządnie – wczesny świt, ostry mróz, góry, zamarznięte jezioro, zero człowieka, Ewę nagle łapie przeraźliwy, niespotykany wprost ból głowy, a ja… gorejący raj! Dłonie ciepłe, czacha dymi, kapliczki nie znalazłam , ale nic to – w sercu maj!

Świt – Międzybrodzie Bialskie:

Tęcza! Czy raczej słup wiązki energii? Czytaj niezwykły artykuł, o Niezwykłej Górze Żar..

Ocieplenie klimatu:

Camping zimą? Czemu nie:

„Tyś jest jezioro moje.. „:

W tle Góra Żar…

… i w aparacie Ewy:

A tu już chyba Czernichów:

I jeszcze tylko prehistoryczne graffiti:

I jeszcze tylko karczma co przy drodze stała:

I jeszcze tylko ostatni rzut oka i palca na wodę, a raczej lód:

I już! Po sesji   funkcją  Pop Art ucieka PKS, ale co to dla nas – kobiety jak pistolety!


fot. ewolny Beskidy

Zobacz również:
- Międzybrodzie Bialskie film

Fotografia krajobrazu – wschód i zachód słońca

Od syna dostałam książkę Tim’a Fitzharris’a o wszystko mówiącym tytule „Fotografia krajobrazu”. I otóż przeglądając kolejne rozdziały, napotykam w niej nie tylko na cenne wskazówki jak zrobić dobre zdjęcie, ale i masę, ale to masę doskonałych, przykładowych zdjęć autora – wyśmienitego skądinąd fotografa. Ale oto natychmiast na myśl przychodzą równie wspaniałe zdjęcia naszego kolegi i nauczyciela, Wiesława Czapskiego. Dlatego pomyślałam sobie, że jest to wyśmienita okazja, aby zacytować w kolejnych odsłonach parę zdań z tej książki, ale zobrazować je… zdjęciami Pana Wiesława.

Dziś wschód i zachód słońca, czyli pokaż świat o magicznej godzinie.

Bowiem wschód i zachód słońca tworzą najbardziej teatralne widoki spotykane w naturze.  Aby pokazać te chwile jak najlepiej, trzeba pracować bardzo szybko i być przygotowanym do komponowania tak mocnych kadrów.  Oto kilka sugestii dotyczących motywów, których nie można przegapić:


zachód słońca nad Adriatykiem

- krajobraz w punktowym oświetleniu:  znajdź charakterystyczny element krajobrazu. leżący pod zachmurzonym niebem, który o odpowiedniej porze zostanie oświetlony z boku lub od przodu
- rozległe, kolorowe niebo:  ten sposób wymaga nieba pełnego chmur o wyraźnych konturach i płaskiego, czystego horyzontu, w którym w odpowiedniej chwili wzejdzie lub zajdzie słońce
- promienie światła i poświata: kadruj ciasno, akcentując poświatę wokół obiektu – liście, małe chmury, mgła, ptaki – jeśli słońce jest widoczne w kadrze, odbicia jego promieni od soczewek obiektywu utworzą teatralne efekty – zadymienia, jasne gwiazdki
- wystrzałowe sylwetki: obiekty powinny wystawać wysoko ponad linię horyzontu – drzewa, pnie falochronów, formacje skalne, samotne góry, naturalne łuki, kaktusy, ptaki. Słońce powinno być przed nisko osadzonym aparatem lub lekko z boku
- złota poświata: powstaje najczęściej w górach, gdy niebo jest czyste, a słońce wschodzi lub zachodzi dokładnie za aparatem skierowanym w stronę góry, znajdującej się nieco wyżej

Wspaniałe widoki podczas wschodu i zachodu słońca mają jednak wadę – trwają niezmiernie krótko, dlatego koniecznym jest solidnie  przygotować się na fotograficzny sukces:


świt ze Świnotopi nad Liwcem


świt w Wyszkowie

- wcześniej znaleźć najkrótszą drogę do miejsca fotografowania
- na miejscu dokładnie wypróbować najlepsze pozycje dla ustawienia swego statywu i aparatu
- sprawdzić dokładną godzinę wschodu i zachodu słońca
- wyciągnąć wnioski z prognozy pogody
- zrobić krótki test sprzętu
- wyczyścić obiektyw i filtry
- wziąć świeże baterie
- na miejscu być gotowym już na 30 minut przed momentem, kiedy słońce przetnie linię horyzontu
- i już
fot. Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl

Dalekie obserwacje, kryptonim świat

Dalekie Obserwacje

Góry Alaska – Mount McKinley i Foraker widziane z okolic Fairbanks USA. Odległość do Foraker – 244 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?cat=873

Alpy – Wildgerlosspitze 3278 m n.p.m z Kitzsteinhorn 3203 m n.p.m. Odległość: 44 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=1782

Andy – Widok na Monte El Plata 6100 m n.p.m. z okolic San Luis Argentyna. Odległość: 296 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?cat=883

Góry Australii i Oceanii – Wulkan Egmont (Taranaki 2518 m n.p.m.) widziany z Waikane Beach (Region Wellington – North Island). Odległość: 195 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=6089

Góry Azji – Widok na zachód spod łańcucha Pamiru – Masyw Tandykul w górach Ałajskich widziany z Sary-Tash koło granicy Kirgistanu i Tadżykistanu. Odległość: 185 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=5766

Góry Kambryjskie – Widok na Góry Kambryjskie (z górującym Snowdon 1085 m n.p.m.) z High Street w Lake District w Lake District National Park, (Cumbria) UK. Odległość: 177 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=6075

Góry Sangre de Cristo – Widok na Góry Sangre de Cristo z Walts Corner w Colorado USA, skrzyżowania dróg w Walts Corner koło Branson w Las Animas. Odległość: od 120 km do 170 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?cat=830

Góry Tibles – Widok na Góry Fogaraskie, Góry Parang i Góry Apuseni z Arcera (1813 m n.p.m., masyw Tibles, Wschodnie Wewnętrzne Karpaty, Rumunia). Odległość: do gór Fagaras -  215 km, do gór Parang – 250 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?cat=713

Beskidy oraz Tatry z Gotartowic (Rybnik). Widok lotniczy: wysokość 1,5 – 2 km, odległość do Łomnicy 155 km:


Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=1001

Zaćmienie Słońca

„Dane nam było, słońca zaćmienie,
Następne będzie, może za sto lat”

Gdy inni w najlepsze oglądali już to zjawisko, moje Słońce dopiero wynurzało się zza gór. Zdążyłam porządnie zmarznąć i nieźle oślepnąć, podczas robienia zdjęć przysłoniętej tarczy słonecznej, gdy nagle zaczęły przychodzić od Tomka e-maile. Po obejrzeniu ich wycofałam się do mieszkania…  Na moich zaćmienia nie widać. Czy aby tylko dlatego, że w Bielsku-Białej był dziś naprawdę piękny, słoneczny i jasny dzień? Czy na Śląsku smog działa jak… zadymiona szybka? :)

Prześwietlone zaćmienie Słońca… nad Beskidami:

Najfajniejsze, że widziałam… Psi Ząb słusznie zauważył, że „przecież jesteśmy jeszcze tacy młodzi” i to… w dzień zaćmienia Słońca! Jednak sparafrazowałabym okolicznościowy toast Tomka  -  wypijmy Tomku nie tylko za nasze spotkanie w ten dzień, ale przede wszystkim za Twoje zdjęcia tego zjawiska.  Respekt!

Klasyczne zaćmienie Słońca… nad suwnicą:


fot. Tomek Piekary Śląskie

Żywobyci Francka Kisiały

Jezus Frasobliwy?

Francek Kisiała to było chłopisko, że hej! Mioł ze dwa metry zwyżki, a cały był jak piyń dymbowy. Aż dziwne, że w biydnej chałupce taki chłop sie uchowoł. Pojeść – to se pojod, wszystko jedno czego, żeby jyny było za tela. Worówek, placków owsianych, a w lecie grzibów, co ich moc roso kole jego chałupy, kaj mieszkoł na bryńskim pod Błatnym. Biyda go biła,  jednego, czego mioł dość, to świyżego, górskigo powietrzo. Chleba za młodu nie jodoł, chyba przi wielkim świyńcie.

Kie już był starszy, po daceci rokach, dostoł robote w pańskim lesie. Ale zarobek był taki marny, że nie szło z tego wyżyć. Pomyśloł se, że nie worce robić na grubych panoczków, trzeja więcyj pamiyntać na siebie. Toż dali ścinał w pańskim lesie, ale se sóm to drzewo sprzedowoł.

Mioł taki wielki wózek, co się do niego krowe zaprzęgało. Francek narómbał drzewa, nakłod na wózek, zaprzągnył sie sóm do niego – i wio! z gróni ku Biylsku. Od Błatniego ku Jaworzu cisło go na spodek, ale potym ku miastu trzeja było ciągnóć z całych sił. Kisiała, choć obstoł za kónia, mioł co robić, żeby wydrzić wózek z drzewym do Cińciałowej kympy. A było trzeja sie śpiychać, żeby jeszcze w nocy dojechać, bo wczas rano na granicy miasta wybiyrali myto, a Kisiała grajcarym nie śmierdzioł. Postawił wózek z drzewym na Krzywym Mostku i  czakoł, aż się rozwidni. Potym poszeł  sprzedać drzewo, mioł za to pore koron. A, że mu strasznie po brzuchu burczało, trzeja było cosikej małowiela zjeść. Wloz do gospody i kozoł se chlyb za sztyry szóstki. Był to bochynek jak przetak. Wyciągnył nóż z kapsy, kroł po kąsku – i za chwile było po chlebie. Jak sie z nim kto ze znajómych zetknoł, to sie go pytoł:
- Kisiało, a pośniadaliście już?
- Dzieproch chlyb za sztyry szóstki przepuścił przez zymby, a na Białej bydym  śniodoł.

Tak też bywało. Na Białej se poprawił, a jak mu sie poszczyńściło i porwoł więcyj grejcarów za drzewo, to se gardło troche gorzałką przepłókoł. Kole połednia jechoł nazoć i przyśpiywywoł se rozmaite bojki. Najaczy mioł pieśniczke:

Ty gorolu bryński
Ukrodłeś mi ryński
Jo to bydym żałować,
Ty mi ryński musisz dać.

Bo rod śpiywoł i tańcowoł, skyrs tego mieli go radzi na muzykach i wieselach.

Francka Kisiałe znali daleko, szyroko. Całe roki jeździł do Biylska z drzewym. W mieście starsi sie za tym ogrómnym gorolym oglóndali, dziecka za nim góniły, a ón dycki uśmiychniynty, nigdy sie swojom siłóm nie chwolił, był dobry i potulny jak baranek. Ale żodyn nie opowożył sie go dopolić. Gojni, choć wiedzieli, że ścino suszki w pańskim lesie, też nic z nim nie chcieli mieć i robili tak, jakby nic nie wiedzieli.

Roz w zimie, kiedy Kisiała dobrze wyziómbnył, wypił pewnie ze dwie sztwiertki gorzołki i było mu  wiesioło. Poszeł do zieleźnego sklepu, do Stozyjusa, stanył  se w progu i chcioł suchych żymeł. Kupczyk mu prawił, że tu może dostać gwoździe, łańcuchy, abo insze zieleźne rzeczy, a żymły sóm u piekorza. Francek jednak nie ustympował i dowzimoł sie o żymły. Kupczyk widzioł, że gorol mo dobrze pod myckóm, sturził Kisiałe. A tyn prask! – jak dłógi do śniegu na ulice…

Ludzie sie dziwajóm, co sie stało, chcieli mu pomóc wstać, ale ón leżoł jak nieżywy. Ktosik zawołoł miejskich porządkowych. Oni, kie sie dowiedzieli co i jak , chcieli Kisiałe zakludzić do mieskiego harestu na Rynek. Ale kto by takigo ciężkigo chłopa dosmyczył. Też jedyn zostoł przi nim, a drugi polecioł po tragacz. Nałożyli go na tyn tragacz i wiezóm do góry na Rynku. Okropnie to śmisznie wyglóndało. Kisiałowe nogi obute w kyrpce smyczyły sie po śniegu, ci dwaj zmyniali sie przy tragaczu, ciśli do góry, stynkali przy tym, fuczeli, a kole nich szła cało kupa halastry miejskij, co im to było dziwne. Kie ci dwa stróżowie porzóndku dociskali tragacz z Kisiałóm do góry, nogi sie im w kolanach  trzepały, byli spocóni i kapki im  z nosów wisiały. Już dojyżdżali do harestu, kiedy  Francek mrugnył okym i naroz wyskoczył z tragacza – i w kity ku Jaworzu. Jego opiekunowie nie mieli już siły, żeby go chwytać, a ludzie, co sie tymu wszystkimu  dziwali, śmioli sie do rozpuku, jak to gorol zrobił błozna z miejskich sługów.

Szły roki za rokami. Kisiałowi też już zaczynało sił ubywać, choć był jeszcze chłop jak buk. Była ostro zima. Francek Kisiała  szeł na przejmo przez jaworski grónie ku bryński granicy, bo sanie zostawił na spodku u swego bratańca w Jaworzu pod lasym. Pchało go w boku, utropił sie przez cały dzień, a dróga była ciynżko, śniega po pas. Siednył se na zwalonym drzewie, żeby se troche spocznóć. Podeprził se głowe – i tak go znaszli za pare dni robotnicy leśni, twardego zmarzłego na kość.

A to je wszystko prawda, było to przed sto rokami. Rozprawiali mi o tym Jura Waszek i Jędryś Kobiela, co jeszcze widowali Kisiałę, jak byli małymi  chłapcami.
Józef Kobiela Kalendarz Beskidzki 1963
fot. Ela Wolny Bielsko-Biała