c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Międzybrodzie Bialskie

Międzybrodzie Bialskie w maju

Są sytuacje, kiedy kompletnie nie potrzeba słów, wystarczy tylko spojrzeć i wszystko jasne. Dlatego Maria skomentowała krótko „Je tam veľmi pekne. To miesto lieči”. To miejsce leczy! To prawda – tak jak mój tata kocha Wapienicę, tak i ja moje „za”, z zzaokiennej górki” – I Love You!


I bardzo się cieszę, że po dzisiejszym dniu Beskid Mały ma całkiem poważnego nowego fana – mimo oporów z namówieniem na wyjazd. Przeszłyśmy nawet pieszo do Żarnówki i nogi wcale o dziwo nie zabolały. A to chyba wróży najlepiej, bo bardzo bym chciała, żeby Niuniek był taki jak ja i mój 82 letni już tata – kochał góry, piesze włóczęgi, kontakt z lasem, naturą, plenerem, pięknem krajobrazu i to bez względu na aurę. I nie narzekał. Tylko potrafił się cieszyć byle czym. W drodze powrotnej złapała nas konkretna burza, a Niuniek wydelikacony i bojący własnego cienia śmiał się. Śmiał!

Podczas posiłku nad wodą, zapełniła pierwszą stronę w nowym notesie, zakładając tym samym pamiętnik. Wpis pierwszy: „Międzybrodzie – widziałam kwiatki, jezioro i zjadłam frytki. Kupiłam sobie loda i nie wygrałam patyczka”. Opis ilustrował rysunek gór, jeziora i szybujących lotników… Będę częściej ją tam zabierać.

fot. ewolny Beskid Mały

Szlak architektury drewnianej, przystanek Czernichów

Nieoczekiwanie od zeszłego roku poszukiwana kapliczka, okazuje się być dzwonnicą – tylko raz widziana z autobusu   jest zabytkową dzwonnicą na szlaku architektury drewnianej. Oto dzwonnica wiejska z XIX wieku obok murowanej kapliczki z wieku XVIII, konstrukcji słupowej, szablowana deskami, kryta hełmem z latarnią. Respekt!

A sam Czernichów jak zwykle, urzekający! Jak zawsze czaruje malowniczą Sołą…

…i równie malowniczymi zaroślami:

Urzeka również widokiem na wspaniałą, majestatyczną Górą Żar, u stóp której nawet samotworzące się kwietniki!

Przede wszystkim jednak urzeka takimi bajecznie rozległymi widokami ze swojego mostu. O każdej porze dnia, o każdej porze roku zupełnie inny obraz – za każdym razem b o s k i…

…między innym również dzięki tym nisko latającym wspaniałym… pterodaktylom:

Uratowałam życie zrzuconej z auta tui. Zrozpaczonemu właścicielowi (jeśli tylko doliczył się jej braku), solennie obiecuję, że zamiast zostać rozjechaną, dożyje sędziwych dni na moim balkonie. :)
fot. ewolny Beskid Mały

Cudowna Góra Żar

Dzień wcześniej dwa razy wychodziłam z domu,  i stale coś stało na przeszkodzie  nie pozwalając zrealizować górskich zamierzeń. Pogoda była  fatalna, ale mimo to bardzo chciałam iść. Dziś wiem dlaczego przeznaczenie tak mnie powstrzymywało, grożąc mi tylko małym paluszkiem -  majestatyczna Góra Żar, na której szczycie wstyd przyznać, jeszcze nigdy nie byłam z a u r o c z y ł a mnie. Nigdy nie weszłam nań pieszo tylko z pozycji auta, wielokrotnie sprawdzając na szosie „samoistne kulanie  przedmiotów pod górę”, nie znałam jej.

A kto rano wstaje temu… nie tylko nie jedzie niedzielny autobus. Na PKS idę zatem pieszo, dzięki czemu zadziwiona wielce, odkrywam w biegu, w samym centrum  Piotrkowe Retro, po czym z  autobusu bez zbędnych sensacji wysiadam w Czernichowie:

Na Górę Żar wspinam się początkowo zakazanym lotniskiem, a później już narciarską trasą, z połaciami  śniegu ułożonymi ruchem konika szachowego. Widoki zapierające dech w piersiach i zapierające dech w piersiach… znajdywane monety! Okazuje się, że nie tylko plażowicze mają dziurawe kieszenie,  więc w sumie znalazłam tyle, że podróż miałam za jeden uśmiech. :)

I jeszcze tylko spojrzenie z wietrznego szczytu na obie strony…

… i na górny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej:

Po czym już spokojne zejście do Międzybrodzia  szosą, bo kto powiedział, że górskie ulice są gorsze niż leśne szlaki?

Magnolie już kwitną, a póki co tkwię w oszołomieniu – opalona ale i zziębnięta,  potwornie zmęczona i  ze „złamaniem podstawy nasady bliższej paliczka środkowego palca piątego ręki lewej” mam kłębowisko myśli –   podczas wycieczki  intuicyjnie w ułamku sekundy znalazłam coś, co niczym igłę w stogu siana, a przyciągnęło jak… magnes.
fot. ewolny Beskid Mały

The hang-gliding, czyli rzecz o lataniu

Lotniarstwo jest bardziej fizyczne, wtedy mam mózg wolny jak ptak.

The hang-gliding is more physical – when I’m flying I have my mind free as a bird.

Marzenie o lataniu budzi się w każdym dziecku, od małego. Stajemy na szczycie góry z szeroko rozłożonymi ramionami i pędzimy w dół po stoku, wyobrażając sobie ten moment, kiedy nasze stopy oderwą się od ziemi, albo kiedy stoimy nad oceanem z mewami szybującymi bez wysiłku wzdłuż brzegu, wysoko ponad klifami. Czas biegnie i niektórzy z nas przekonują się, że doświadczenie życiowe zmienia nasz punkt widzenia, realizują się potencjalne katastrofy, a wysokie oczekiwania przytłaczają; lęk wysokości może odstraszać od stania na wysokim budynku, a nawet od wspinania się po drabinie!
The desire to fly is born in most of us as children from an early age. Standing on top of a hill with our arms out streached, running fast down the slope imagining the moment when our feet leave the ground or standing beside the ocean with seagulls soaring effortlessly along the shore high above clifftops. Time passes and some of us find that lifes experience alters our view, realisation of the potential disasterous effect of falling from great hight proves to be an overwelming deterant, vertigo can prevent standing on tall buildings for some people – even climbing a ladder becomes impossible!

Obaj – mój dziadek i ojciec byli pilotami więc może mam to we krwi. Zanim skończyłem 10 lat latałem wiele razy. Pamiętam jak siedzę w szybowcu z moim instruktorem, wysoko nad angielską wsią i cieszę się tym, co nadal wydaje się bardzo naturalnym doświadczeniem dla mnie. To były wczesne lata 70-te, byłem w drodze do klubu szybowcowego, kiedy zobaczyłem lotniarzy. Idea, by zbiegać w dół zboczem góry i oderwać się od ziemi stała się realna.
Both my grandfather and father were pilots so maybe it is in my blood, before I was ten years old I had flown many times and remember sitting in an open canopy glider with my instructor high above the English countryside enjoying what still feels like a very natural experience to me. It was the early 1970′s on the way to the gliding club that I first saw a hang glider, the idea that it might be possible to run down the side of a hill and actually leave the ground was now a reallity.

Góra Żar:

To normalna niedziela na Górze Żar, kiedy widać, że paralotnie są bardzo popularne dziś i jeśli pogoda jest tak dobra, jak była tamtego popołudnia, to niebo może być zatłoczone.
This is a normal Sunday on Mount Żar as you can see paragliding is for more popular these days and if the weather is good as it was on this afternoon it can be quite crowded.

Devils Dyke:

Firle:

Bo Peep:

Beskidy:

Na południe widać Czechy, w prawym górnym rogu Skrzyczne, poniżej dwa jeziora, używane do generowania energii, a także do połowów i żeglarstwa każdego rodzaju.
Her eye view southward toward Czech Republic, top right shows Skrzyczne, both of the lakes below are used to generate hydro-electric power, also fishing and boating of all kinds.


fot. Janek Anglia, Beskid Mały
tłum. ewamalcher.com

Camping zimą, czyli saszetkowy rycerz

Ja Jestem

Camping zimą? Czemu nie!!!

- HALO! HALO!! HALO!!! CZY KTOŚ MNIE SŁYSZY!!! Kur..a gdzie ja jestem??? Co ja tu robię?…. OTWÓRZCIE TE DRZWI!!! Kurna, ale zimno, łeb mi pęka! JA MUSZĘ DO ROBOTY!!! Szef mi chyba jaja urwie, dobrze że TIRA zaparkowałem na strzeżonym w Słubicach. A MÓWIŁEM WŁADKOWI, ŻE PO LITRZE NA GĘBĘ WYSTARCZY!!! Mają głowy te rumuńskie autostopowiczki… Zaraz?… Zaraz?… Gdzie mój portfel?… Zaraz?… Zaraz?… Gdzie mój portfel?!… Gdzie moje kluczyki?!!


fot. ewolny Międzybrodzie Bialskie

- Kluczyki są tu!!!
Przez wymalowane mrozem okienko pokazała się wykrzywiona twarz zadowolonej z siebie bezzębnej staruszki.
- Tyle czasu polowałam na takiego szwarnego chłopaczka, tyle czasu. I sam mi w ręce ptaszek wpadł. Już ja cię utuczę mój robaczku, będę sobie ciebie doglądać i zabawiać się tobą kruszynko, że ho ho! – tak mrucząc odchodziła od przyczepy człapiąc nawet dość zgrabnie jak na jej lata w tym wysokim przecież śniegu.
Pojmanemu nagle zamiast projekcji z przechlastanego życia, stanęła w oczach twarz Misery! I cały ten jej niecny plan, by jak Paula Sheldona zatrzymać sobie, każąc przesterować scenariusz…

- Teraz to mam przechlapane, pomyślał Józio przyklejony do zamrożonego zakratowanego okienka. To prawdziwa MIZERIA!!! Camping ze stali! Nigdy się stąd nie wydostanę – Zamyślił się głęboko… Do ELI zadzwonić też się nie da, bo i komórę wcięło… TO KONIEC!!!!

A przecież miał już w życiu ostrzeżenie, wtedy gdy przy ognisku zatańczył…

Saszetkowy rycerz

Klapeczki ubrane, spodenki krótkie,
wczasowo wyglądasz tak nie rozrzutnie.
„W Polskę idziemy drodzy panowie!!!”
- kobiety nasze, nikt się nie dowie.

I ramba camba w żyłach buzuje,
saszetki miłość nami kieruje.
A okularki co srebrnym błyskiem,
mówią: BIZNESMEN! – dzielę się zyskiem.

Na imię mam: JÓZEK!!! Błysk zębów tak czysty,
drapieżca przygód żądny, w grupie bardzo bystry!
A zęby jak perły, owoc chorych kasy.
ON za nie nie płacił, za to płacą masy!

„A jego zysku tyle co w pysku,
Józek kontroluj się przy ognisku!”

Saszetka z paskiem, trzymają brzuszek.
I wciąga oddech… tak zostać muszę!
I te rumieńce tak wciąż czerwone,
mówią o zdrowiu?… Wspomina żonę!

„JÓZIU TWE NADCIŚNIENIE!!!”
- ja blaskiem oczu przecież to zmienię.
A oczy patrzą widzą otyłość,
może saszetka zmieni ją w miłość?
Ogień w ognisku rozgrzewa dusze.
Józek nasz poczuł – „NAPIĆ SIĘ MUSZĘ!!!!”

„A jego zysku tyle co w pysku,
Józek kontroluj się przy ognisku!”

Nagle bohater nasz w swej wielkiej mocy
PIWA! się napił…  spojrzał w cud oczy.
Krzyknął do siebie: „JAM MŁODY BÓG!”
Poczuł saszetkę u własnych stóp.

Saszetka z paskiem ograniczała,
wolność myślenia i jego ciała.
Swe nadciśnienie zamienię w nic!
Ja chcę tu tańczyć, ja chcę tu być!

„A być w tym zysku, tyle co w pysku,
Józek kontroluj się przy ognisku!”

Po drugim piwie w samczej naturze,
krzyk się odzywa: „JA TO POWTÓRZĘ!”
Swe terytorium tak jak przystało
w krzakach zaznaczył – tak też się stało.

Klapki zmoczone są chyba rosą?
Męska decyzja „POCHODZĘ BOSS…O!!!”
Bo przecież stopy PRZYSTOSOWANE!
Pięty naroślą obwiankowane!
Depczą i gładzą traw młode pędy:
„JÓZIU TU PRZESZEDŁ!!!  – Nie chodźcie tędy.”

„A tego zysku tyle co w pysku,
Józek pilnuj się przy ognisku.”

Drogę udeptał, skarczował trawę.
Mocno zakrzyczał: „CZAS NA ZABAWĘ!!!”
Na Józia patrzą – w tańcu się wije:
„za wasze zdrowie PIWO WYPIJĘ!!!”

Moc koncentracji wstąpiła w Józia.
Grymas na twarzy przyjęła buzia.
Męska decyzja! TO JEST OLŚNIENIE!!!
Ja żar z ogniska  w drogę zamienię.

Męska decyzja! Tak się też stało.
Ktoś krzyknął głośno… „BĘDZIE BOLAŁO!!!”
Lecz Józio zastygł po drugiej stronie.
Popatrzył w niebo… wspomniał o żonie.

W krzyku pozostał tak przenikliwym!!!
…każdy zrozumiał, ból jest wnikliwy.
ŁZAMI NIE ZGASI!… DAJCIE MU WODY!!!
…Czarne spodenki – szyk nowej mody?

Koszula w kratkę też okopcona,
prezent od żony, CO POWIE ŻONA?
ELU kochanie, Ja oszaleję!!!
Po co tak chciałem?  Niech wiatr zawieje.

Ostudzi stopy, bólem zorane…
nie ma Cię ELU, zawołam mamę!
Tak o powrocie pomyślał Józio,
tego wszystkiego jest mi za dużo.

Bólem przeszyty szuka saszetki
OJ! Nie obędzie się bez karetki.
Tak jak wykrzyczał, tak też się stało,
i odwieziono zranione ciało.

Lekarz popatrzył, poruszał głową…
- Panie Józefie dam panu słowo,
tańczyć nie będzie pan roczek cały.
JA PROPONUJĘ MIĘKKIE SANDAŁY.

Spuścił swe oczy Józio zmartwiony,
ja chcę jednego, ja chcę DO ŻONY!
„A tego zysku tyle co w pysku,
Józek kontroluj się przy ognisku.”  :)
Ja Jestem

Międzybrodzie Bialskie zimą

P1010753

Wiem, że żyję… Bo jeżeli jest jeszcze na ziemi raj, to jest nim bez wątpienia Porąbka, Międzybrodzie Bialskie, Czernichów, Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar, malownicze zapory i okoliczne masywy. Czegóż chcieć więcej?

W szybkie kilkadziesiąt minut pokonujemy PKSem trasę Bielsko-Biała – Międzybrodzie, którą to przez Straconkę i Przegibek pokonałam onegdaj w 3 godziny pieszo, a  przez Czupel i Magurkę,  prawie w cały dzień.

Kiedyś spytałam dziewczyn w pracy „co byście zrobiły jakbym teraz umarła”?  Zamiast się przejąć, któraś z nich odparła „nie martw się, zamkniemy porządnie drzwi”. I chyba dziś sama je zamknęłam za sobą porządnie – wczesny świt, ostry mróz, góry, zamarznięte jezioro, zero człowieka, Ewę nagle łapie przeraźliwy, niespotykany wprost ból głowy, a ja… gorejący raj! Dłonie ciepłe, czacha dymi, kapliczki nie znalazłam , ale nic to – w sercu maj!

Świt – Międzybrodzie Bialskie:

Tęcza! Czy raczej słup wiązki energii? Czytaj niezwykły artykuł, o Niezwykłej Górze Żar..

Ocieplenie klimatu:

Camping zimą? Czemu nie:

„Tyś jest jezioro moje.. „:

W tle Góra Żar…

… i w aparacie Ewy:

A tu już chyba Czernichów:

I jeszcze tylko prehistoryczne graffiti:

I jeszcze tylko karczma co przy drodze stała:

I jeszcze tylko ostatni rzut oka i palca na wodę, a raczej lód:

I już! Po sesji   funkcją  Pop Art ucieka PKS, ale co to dla nas – kobiety jak pistolety!


fot. ewolny Beskidy

Zobacz również:
- Międzybrodzie Bialskie film

Straconka, Przegibek, Międzybrodzie – pieszo

Dzisiaj wybory, ale to zeszła niedziela, 14 listopada,  przejdzie chyba do historii dzięki przewspaniałej aurze – wyjątkowej jak na tę porę roku. W tamtych dniach nie tylko  Tatry wynurzały się w całej swej okazałości, dzięki czemu Dalekie Obserwacje pobijały swe rekordy, ale i kto żyw wynurzał się z domu, by czynnie wykorzystać te ostatnie chwile słonecznej i bardzo ciepłej (o 15-stej 20 stopni ºC!) pogody. Wyszłam i ja, niby  pokręcić się po swojej Straconce, lecz nogi same zaniosły mnie do… Międzybrodzia. I nic to, że na czarnym szlaku w różowym płaszczyku wyglądałam niezbyt stosownie, bo już na leśnej, górskiej szosie wtopił się on w sposób doskonały w roboczy strój pań, wykonujących najstarszy zawód świata pod chmurką:

Jako się rzekło najpierw Straconka, zielony wybieg mojego osiedla, i korytko na bulwarach straceńskich, w którym sto lat temu, na kamiennych zastawach pod mostami, uczyliśmy się pływać. Straconka, w której karczma z najsmaczniejszymi pierogami, przydrożna kapliczka N.M.P. z 1830 roku, ale przede wszystkim… majestatyczny parawan z gór:


Zostawiając za sobą miasto, wspinam się czarnym szlakiem na Przełęcz Przegibek – węzeł szlaków turystycznych, ale i widokowy przystanek na przelotowej trasie Bielsko-Biała – Międzybrodzie Bialskie:


I właśnie tą trasą, obstawioną solidnie wzdłuż pobocza zaparkowanymi autami, decyduję się zejść w dół, na drugą stronę masywu. Szedł sobie zadowolony z życia Sasza suchą szosą podczas suchej suszy, a pędzące auta obojętnie mijały go:


Po drodze coś dla ciała i dla ducha:


W Międzybrodziu Bialskim nieoczekiwanie nadjechał PKS do Bielska, więc do akwenów nie doszłam, ale od czego okno? Nawet gdy podskakujące na wyboistej drodze i barrdzo brudne? Na zdjęciach nie tylko Międzybrodzie, ale i Czernichów oraz Porąbka – autobus bowiem zrobił jakby pokazowy kurs wzdłuż zapór pod Górą Żar – nic tylko chłonąć widoki jak gąbka:

fot. ewolny Beskidy

Na żagle w Beskidy

Tak, ja wiem, to nie morze, ani tym bardziej ocean, żadna zagranica… to tylko zwyczajne jezioro, w dodatku „sztuczne”. Niemniej chciałam skromnie przypomnieć, że Beskidy to nie tylko góry, lasy i turystyczne szlaki, to również malownicze rzeki, a nawet takie oto właśnie jeziora:

Morze Żywieckie. Tresną zwane od strony żywieckiej, Pietrzykowic, torów kolejowych PKP wiodących na „koniec mapy, tam gdzie kończy się papier” – pamiętamy Beskidy moja miłość? A początek, tego na wskroś urokliwego akwenu, to druga strona masywu, który niejako mam stale za oknem. Dla  cyklistów z porządną kondycją, nic prostszego – serpentyną w górę, a potem w dół.  Niestety, nie ma tu żadnej komunikacji, zatem naszą „marynarską” przygodę, zaczynamy, od bielskiego dworca PKS, gdzie za 6 zł, zawożą nas okrężną drogą do Międzybrodzia Żywieckiego. I tak właśnie nazywamy ten akwen – Międzybrodzie.

Uczynny kierowca, zwracając się do nas per Aniołeczki, po około 40 minutach jazdy, wysadza pomiędzy przystankami, u samego podnóża Góry Żar. Ta leżąca nad Jeziorem Międzybrodzkim góra, znana jest nie tylko z lotniska szybowcowego,  Elektrowni Szczytowo Pompowej i zbiornika retencyjnego na samym jej szczycie, przewspaniałych widoków, ale i paranormalnego zjawiska, które owalne przedmioty, wylaną ciecz, ba! nawet samochody i autokary, „każe kulać się samym, pod górę”. Podobno to tylko złudzenie optyczne, ale takie, że każdego ze zdziwienia kładzie na glebę. Warto doświadczyć. My pytamy Babę i Chłopa, grzebiących na swym marchewkowym polu, jak dojść na zaporę wodną do Tresnej. Pokazują ścieżkę wiodącą do cudnego skądinąd kościoła, potem każą iść dalej kilka km drogą, ale i przestrzegają „krajem iść, bo dziś juści latają„. Ano, rzeczywiście. Cudny to widok ogromnych maszyn, które niczym wielkie, białe bociany, nie! jak pterodaktyle, majestatycznie szybują niziutko nad głowami, na tle zielonych parawanów gór, by zaraz płynnie wylądować na babinym, zlotoslanie zielonym polu:

Droga nie dłuży się. Okazuje się, że Soła jest nieprawdopodobnie malowniczą, chyba po kazimierskiej Wiśle i Bugu Pana Wiesława, jedyną tak piękną rzeką, którą znam:

Za nami Elektrownia Wodna Porąbka, przed nami Elektrownia Wodna Tresna, zbierająca wody Soły i wykorzystująca naturalny przepływ Jeziora Żywieckiego:

Pierwszy, nadbrzeżny popas, z ekwipunkiem wziętym z domu i napawanie się, graniczące wprost z ekstazą. Dowód? Proszę bardzo, prawie 300 zdjęć!

Olbrzymie, dostojne, przecudnej urody, łopoczące na wietrze „łabędzie”, na tle soczyście zielonych gór. Pływają sobie, niczym wszechobecne dziś bielutkie obłoki na niebie, po srebrzyście szklącej się, cudnie czystej, przejrzystej, górskiej a jednak lazurowej wodzie!

Popas drugi, którym jest pstrąg z frytkami i zestawem surówek, za jedyne 25 zł. Nie. To niesłychane, ale nie sztormi jeszcze. Postanawiamy płynąć. „Rejs” Piwowskiego, ale tylko we… czwórkę. Kryzys dotyka każdą dziedzinę, nawet tą, nie przeliczalną na brzęczącą monetę. Za jedyne 15 zł mamy bowiem możliwość, dopłynąć do granic administracyjnych, chyba samego Żywca. Zrobić retrospektywę z podsumowaniem – #wyraz! Jak Morze Śródziemne!  Nieprawdopodobne uczucie bujania, które wcale nie buja. To świetne:

Zatem w nagrodę popas trzeci – przesmaczna swojska kiełbaska z grilla, za drobiazg – 8 zł. No,  szczerze? Zasztormiło. Ale jakżeby inaczej? Tak cudnie, że namiot i zostać tu, najlepiej na zawsze!

Niestety, musimy wracać. Zatem ostatni rzut oka na rozlewisko tamy…

…i już w odwrocie spojrzenie na to, co za nią – w dali, po prawej, wspomniana Góra Żar, a  w dole Soła z kolorowych snów:

Idziemy na przystanek PKS wzdłuż niej, ale z jej drugiego, niż rano, brzegu:

Cudowny widok z tego mostu, na prawo i lewo:

Idziemy, tym razem nie do Międzybrodzia Żywieckiego a Czernichowa, znanego z geotermalnych źródeł, o które wydobycie na powierzchnię, słusznie walczy, razem z gminą Porąbka, bo „cudze chwalicie, swego nie znacie!”. No, my znamy, ale czy chcą znać też inni? – ew
fot. ewolny Beskidy
Zobacz również:
- Z Porąbki do Międzybrodzia Żywieckiego…- film ew

Z Porąbki do Międzybrodzia z… Erosem w tle

… czyli o wyższości gór nad innymi Górkami, nawet gdy Wielkie. Wyższości, która  tłumaczy miłość* do gór. Jak również o tym, że życie trzeba łapać w locie, nie odkładając nic na jutro, bo nigdy nie wiadomo czy „jutro”, nie okaże się mniej sprzyjające. Wczorajszy dzień, powitał nas informacją na głównym, miejskim termometrze, że jest 31ºC w cieniu! A dziś? Listopadowa ulewa!
Plan był ambitny – obejść jezioro. Niewykonalny plan, gdyż są miejsca, gdzie lustro wody wspina się już na  górskie stoki. Dość powiedzieć, że droga którą szłyśmy, nagle się urwała i uliczny szlak przedzierzgnął się w górski, by doprowadzić nawet nie na obecną tu Górę Żar a do… Kiczory! Zatem powrót, przejście na drugą stronę jeziora i wreszcie Międzybrodzie Bialskie z fajną plażą. I tu, po 8 godzinach marszruty, kąpiąc się, kończymy „obchodzenie” jeziora.



*Eros (gr., łac. Amor) – miłość twórcza, kreatywna lub romantyczna, w której dominującą rolę odgrywa sentyment, tęsknota, oczarowanie, pragnienie coraz większej pełni.
fot. ewolny Beskidy