el501a

3 CONTINUE, PLEASE CONTINUE!

Jak to jest, że pszonkowość najlepiej widać na cudzym zagonie? Obok swojego pszonkowego zadupia stoimy spokojnie podparci sztylem od kopaczki. Leniwie żując źdźbło trawy poprawiamy waciak i po rozrzuceniu obornika delektujemy się More »

P1020204

Magurka Wilkowicka zimą

Śniły mi się narty. Bielutkie, nowiutkie, jeszcze z ceną. Z niebieskimi napisami. Teraz już wiem dlaczego. Kobieto! Przecież Ty kochałaś zimę. Ona jest nie do zniesienia tylko w mieście, lecz jeśli wyściubać More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

P1010753

Międzybrodzie Bialskie zimą

Wiem, że żyję… Bo jeżeli jest jeszcze na ziemi raj, to jest nim bez wątpienia Porąbka, Międzybrodzie Bialskie, Czernichów, Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar, malownicze zapory i okoliczne masywy. Czegóż chcieć więcej? More »

P1010078

Wzgórze Trzy Lipki zimą

Nie przyszła góra do Mahometa,  Mahomet przyszedł do góry. Ponieważ Mikołaj nie przyszedł, co nie powinno wcale dziwić, dlatego sami pójdźmy do niego. Kierunek Laponia z tym, że już po kilku krokach More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

margaryna

Iść po margarynę, czyli trudne wybory

Chyba w życiu chodzi o to, by nie wykorzystywać skrzydeł li tylko do skakania po codzienną, zwyczajną margarynę. Jeśli już, to wyznaczyć sobie odległy o 700 km sklep. Tak prozę życia można More »

przeleczBrenneralpy

Czeluść

Wiatr ustaje przed świtem. Pokazują się gwiazdy. Z ziemi odbłyskują im wapienne płyty lapiazu. W piramidzie świerka błąka się świetlik. 26 sierpnia 1966 roku, plateau Sornin, 1000 metrów nad dachami Grenoble, 1460 More »

tarzanskie stawy 3

Żleb Drege’a i nic, tylko w dół

Bo czyż żleb Drege’a i po nim “nic tylko w dół”, to nie to samo co “równia pochyła w dół” w naszym życiu? Nijak zawrócić z niej przecież jeśli się zabrnie za More »

ecodzien

Galeria letkich duchów zakręconych pozytywnie

Wyliczmy – i bynajmniej nie jest to żart – jeżeli mądry żyje krócej jak nic musi chodzi o faceta. Bo przecież to mężczyzna, jak dowodzą statystyczne obliczenia, żyje ciut mniej niż kobieta. More »

Category Archives: Poezja

Cygański las, czyli basen pod górką

Nagi peryskop, czyli…

Nagi peryskop

Za górami za lasami, hm… gdzieś na morzu.
Na dmuchanym materacu jak na łożu,
płynął facet w rytmie fali zamyślony,
dziwnie jakoś podniecono-rozmarzony.

Patrzył w chmury w błękit nieba gdzie obrazy,
tak jak w lustrze co grymasem jego twarzy,
myślą, czuciem czy emocją jakby z gliny.
Potwierdzały w formach chmurek ciepłe miny.

A słoneczko spoza chmurek również marzy,
promień pieści  czyta teksty tatuaży.
Na czerwonym sercu napisane: „kocham żonę”.
Patrzy  słońce! Strzała to? Czy… skreślone?

Na ramieniu głowa węża wydziergana.
Sycząc pełznie on w kierunku swego pana.
Instynktownie płaz wijący się w zazdrości,
pragnie, dąży, ciągle sunie  do sztywności.

Łuski węża pokrywają całe ciało,
słońce czuje wielkie dzieło co powstało.
Oto smok na materacu ofiar żądny -
cały nagi, bezlitosny i niegodny.

Arnold patrzy w chmury bardzo zamyślony.
Co go męczy, to tatuaż przekreślony,
podpis co na sercu tak czytelny z lewej strony,
nie wybawi przekreśleniem mnie od żony.

Przecież dawno już rozwodem wolność ciała,
co ekspresją tatuaża potwierdzała.
Wąż wijący to SMOK symbol jest wolności,
on pożera swe ofiary, wypluwając kości.

Co tu zrobić? Patrzy Arnold ciągle w chmury.
Promień słońca się przebija z dziwnej dziury.
Dwa obłoki w formie nóżek rozkraczonych,
okalają przebłysk słońca tak szalony.

Arnold krzyczy: -  Bogu słońca Ty olśnieniem!
Ty kierunek grotu strzały swym natchnieniem,
zamiast w serce, to w kierunku mej wolności,
wypaliłeś dając wielkiej upust złości.

Spojrzał Arnold w chmury z błyskiem rozkraczone,
które lecą mgnieniem światła w jego stronę,
dają przedsmak jak wniknięcie peryskopu
co rozświetla świat rozkoszy w chmurnym kroku,

przyciąganiem niedwoistnym niebios bramy
nucą nęcąc „wróć do raju, wróć do domu, zapraszamy!”.
Tak materia, gdy w energię przekształcona,
powróciła w ABSOLUCIE OŚWIECONA!!!

Niech morałem tego wiersza będą treści,
co w dwóch słowach każdy facet niech pomieści -
w okolicach pępka wydziergany ten „peryskop nagi”
mantrą oświecenia i kierunkiem który zbawi.
ja jestem

***

***

Mnie już tam nie ma.
Ja nie śpię.
Jestem wiatrem potężnym,
huraganem.
Światłem jesiennym jestem
oświetlającym nagie pola.

Ja jestem ptakiem porannym,
wówczas gdy się budzisz,
Ja, wiosenną gwiazdą jestem
i czuwam nad tobą.
I proszę

Nie płacz już więcej nad swoim losem.

Ja nie śpię.
Na niebie wiatrem jestem potężnym
i huraganem
Na śniegu puszystym,
diamentu ułamkiem jestem błyszczącym

Ja jestem światłem
na bezdrożach błądzącym.
Ja jestem deszczem jesiennym
zimnym i słodkim
Nad swoim losem nie lamentuj.

Nie cały jestem uśpiony,
lecz mnie już tam nie ma..
MonsieurLaPadite
24-03- 2011

Spoiwo

Kto z nas nie zna pojęcia „silne hasło”? Pokuszę się wymienić silne konserwacje łączące dwojga ludzi, najlepiej gdy płci przeciwnej.

Otóż bezspornie wydaje się, że najlepiej konserwują parę wspólne dzieci, to metoda dozgonna, oparta bezsprzecznie na prawach wspólnej własności. Otóż nic bardziej mylnego, wspólne dzieci są dozgonnie, ale konserwa czasami (by nie rzec zbyt często) puszcza, nie trzymając tak, jak być w tym względzie powinna.

Znacznie lepiej od tego rodzaju wspólnoty konserwuje wspólny adres. Najlepiej gdy  spokometrażowy dom pod miastem lub apartament na ostatnim piętrze. Teraz bowiem  koniunktura sprzyjająca rozkonserwowywaniu, bo czasy gdy jeden z członków tworzących parę nie miał się gdzie wypodziać, dawno minęły i sam meldunek już nie wystarcza. Adres winien być zatem podparty ciężkim od mamony aktem notarialnym, na którym w dodatku koniecznie oba podpisy.

Równie dobrze jak nie lepiej – pokusiłabym się, że chyba najlepiej – konserwuje nasz modelowy związek, obracający się spory pieniądz, czyli wspólny interes. Zauważmy, że tu obaj partnerzy mogą nawet pomieszkiwać na osobnych tapczanach tyłem do siebie, ale żaden z nich nie odda drugiemu adresu z firmą.

Pytanie brzmi: czy w dzisiejszych czasach nie da się zakonserwować uczucia samym li tylko prawdziwym uczuciem? Czy ktoś kto przeszedł przez szczebla silnych konserw i wierzy już tylko w uczucie jest chory z urojenia? Czy to snujące się za nim nieszczęsne widmo Don Kichota z tandetną kopią kopii?

Uwagi na marginesie, czyli tzw. silne argumenty: – O Boże! Ale prowokacja! Oswojenie, przyzwyczajenie, dopełnianie się, obowiązek, związek podwiązek, Związek Walki Zbrojnej, port, sport, tort (ciacho-krem-ciacho-krem-ciacho-krem-różyczki – jak pomieszasz, to gwałtownie brzydnie), WYGODNICTWO obustronne… Czego chcesz jeszcze? Jaka kopia! A jeszcze: kopia kopii! Kolejne wcielenie zweryfikowane przez osobisty rachunek przed lustrem! No nie! Prowokacja i tyle!

Myślę, że opisane w uwagach konserwowanie polega na czynnościach oswajania, przyzwyczajania, dopełniania, obowiązkowania, wojowania aż do zawieszenia broni z wygodnictwa obustronnego co rzeczą pewną. I argumenty obalają się  same, bowiem jakby w tym łańcuchu pokarmowym zabrakło jednego, jedynego najistotniejszego elementu jakim jest  spoiwo, czyli uczucie, o które pytam.

Uczucie, które potrafi załagodzić, które potrafi uleczyć, które potrafi upiększyć, dzięki któremu się ufa, ma nadzieję, które przebacza i znosi, wznosi, unosi. Dodaje sił, niespożytej wiary i energii – skrzydeł.

Pomiędzy oswajaniem, przyzwyczajaniem, dopełnianiem a obowiązkiem jest jeszcze miejsce na ciacho, krem, różyczki i tort, którym niewątpliwie jest przyjemne skądinąd uczucie? Czy da się tak policzyć, odmierzyć oczka w rosnącym łańcuchu, by nie dotrzeć do obowiązku, podwiązku i Związku Walki Wręcz lub Podchodów?

Jeśli przyjmiemy, że nic nie jest w przyrodzie materią, jeśli po rozbiciu wszystkiego na atomy, a po rozbiciu atomu dojdziemy w końcu do energii kwantów, to w życiu powinno się liczyć tylko i wyłącznie, właśnie niematerialne, energetyczne aczkolwiek niezniszczalne jak owa energia u c z u c i e!

Uczucie, które broni się poprzez swoją bezwarunkowość,  bowiem nie da się tu nic wykalkulować z ołówkiem, albo się płynie, albo nie. Jak w teatrze, gdy mamy dobrą sztukę, to staramy się o jak najlepszą scenerię. Jednak dobrze dobrani aktorzy, z efektem sztukę odegrają i… w stodole. Podczas gdy przecież dobra sceneria nigdy nie przesłoni braków złej sztuki. Zatem „Fajnometraż” jest tylko elementem sceny dla uczuć. Uczucie może się zakonserwować tylko samym sobą. Skoro miłość jest prawdziwa tylko wtedy kiedy jest bezwarunkowa – to czemu do jej konserwacji miałyby być potrzebne np. auto lub mieszkanie?

Po co długi materialny łańcuch, który pęta nogi, rdzewieje, poprzez który gubi się krok we wspólnej marszrucie, po co lata pracy utopione w betonie i kamieniu, czy nie lepiej stworzyć małą aczkolwiek niekłopotliwą, lekką błyskotkę, opartą na niewidzialnym, niezrywalnym, nienamacalnym niczym? Lekkość bytu ciesząca oko, zaspokajająca dobry smak, która nie ciąży, nie wiąże aczkolwiek jak nic innego najlepiej spina konserwując na wieki wieków amen (toczka):

Wiatr wieje, deszcz leje
czas płynie i ciąży
Dżony zarobiony
pokochać nie zdąży

Wiatr wieje, deszcz leje
czas płynie i ciąży
iście bezwarunkowa Mery
pieje do zarobionej Cholery…

Wiatr wieje, deszcz leje
czas płynie i ciąży
Dżony zarobiony
Mery sczeznąć zdąży

Wiatr wieje, deszcz leje
czas płynie i ciąży
Dżony zniknięty na wikuiste
banany nadal te same – z a i s t e.
ewolny

Bielska Rospuda


fot. ewolny rz. Biała

Do chrztu

Już jest ciepły krajobraz
chrztu wiklinowego nad rzeką rytuał.
Czekam Cię, Janie w słonecznych zakolach
Jordan nieba odpływa w horyzont bez ujścia.

Pochylam się w kaczeńców niemowlęce śpioszki:
tu czas odpada tu wieczności zanik
szumi ulewą trzmieli wśród zielonych godzin
świecąc od deszczu zegar mrówek – trawnik.

Papieżu słoneczników z wróblami na tiarze
podnieś ku słońcu  cztery strony cienia
aż kamieniom na moment złagodnieją twarze
aż śnić przestaną swe życie z kamienia.
Stanisław Gola bielszczanin
„Biblia lasu”
1979

„Poema Cafe”, czyli spotkanie z Jerzym Grupińskim

Poema Cafe… to taka miła literacko artystyczna kawiarnia.  Przy stoliku naszym i w okolicy wielu poetów.

Młoda gospodyni, po kulturoznawstwie, Agata Wawrzyniak i jej matka Teresa, udostępniają młodym artystom ściany kawiarni do prezentacji swoich prac, po spotkaniach autorskich. Działa tam także kółko poetyckie, któremu patronuje Agata. Jako początkująca poetka w klubie Zamku, często korzystała z uwag i porad Jerzego Grupińskiego, któremu za te trudne początki na tym właśnie spotkaniu podziękowała:

Jerzy opowiadał o wędrówkach Cyganów taborami. Zajmuje się tą tematyką wiele lat i barwnie opowiadał o obrzędach i kulturowych zwyczajach Cyganów, pokazując prace artystyczne swojego przyjaciela Cygana Parno. Na zakończenie recytując, zapoznał nas  z opowieścią poetycką napisaną przez niego – kwintesencja tego o czym prawie 2 godziny opowiadał – bardzo dobra poezja.

Uwagi na marginesie – fragment „Wiersz na oddech światło i falę”:  Co z tego, że /morze w Termopilach/ cofnęło się o tyle stadiów/, kiedy hoplita śpiewa morzem, falą i wierszem: Odciski chorych stóp/ kute jak żywe/ pięty gładko zaokrąglone/ i usta niosą dionizyjski pean/ w rytm fali w krok wiersza/ Nieustające morze/ heksametru śpiew/ Nawet wtedy/ gdy pluje złą pamięcią/.

Dla mnie po kilkunastu latach  spotkanie z jego nową twórczością i Osobą było bardzo miłe. Wspomniałam o naszej latającej bibliotece i był zadowolony z wysłania jego książek do następnych Czytelników. A nie na śmietnik, jak to się ostatnio  zdarza:

Gospodarze mnie obfotografowali obszernie, bo dawno mnie tam nie było.
Pozdrawiam Aldona

Tylko dla dorosłych, czyli stracone zaufanie

Ukochany kliencie, a jak już Tobie nic nie pomoże, i straciłeś zaufanie do wszystkich i do wszystkiego! MY dajemy CI ostatnią deskę ratunku. Będąc u nas, codziennie RANO I WIECZOREM, jak mantrę czytając medytuj ten wiersz:

Stracone zaufanie

Coś mi się tak po głowie błąka,
by napisać wierszyk jak się puszcza bąka.
Nazwijmy go trzmielem w pudełko schowanym.
Co brzęczy i trzeszczy jak opętany!

Ze strachu się trzęsie szukając wolności.
Właściciel pudełka powoli się złości!
- NIE! Nie wypuszczę cię… psotniku mój mały.
Za głośno zabrzęczysz, odfruniesz mi cały.

I zostawiając w przestrzeni to dziwne wrażenie,
łączące się ze strachem – niezdrowe trawienie?
Lecz bąk niestrudzony i tak upierdliwy,
ciśnie na wolność, będąc szczęśliwy,

że na wolności zakręci kręgi,
„zapachu odgłos” da niezłe cięgi!
„Odgłos zapachu” WY poczujecie,
więzić stworzenie! To się dowiecie!

To co natura wewnątrz stwarzała,
musi na zewnątrz, to prawo jest ciała,
które w ograniczaniu budując złości,
marzy i dąży wciąż do WOLNOŚCI.

TAK! Pomyślał właściciel i zastygł cały,
naprężył mięśnie, wytrzeszczył gały:
- Leć bąku na wolność ”niech się co ma stać, stanie”.
Puścił go z pudełka i TU ZAUFANIE,

jak bańka mydlana prysnęła zmieniając,
formę z bąka w KLEKSA, co się rozpływając
po kolanach pociekł, dając tej osobie MYŚL:
„NIE UFAM JUŻ LUDZIOM, GDY NIE MOGĘ SOBIE”.
Ja Jestem

Ja jestem motylem, ty jesteś motylem – przebudź się!

Ja jestem motylem, ty jesteś motylem – przebudź się!

Dreptała gąsienica kosmata po ziemi:
- Świat mój taki płaski i nic już to nie zmieni.
Chrup… chrup… listeczek… chrup… chrup… kwiatuszek,
tam kawałek jabłuszka, albo kąsek gruszek.

Włochata i tłuściutka brzusio swój masuje:
- Jakie życie może być piękne! Takie mi pasuje.
Najgorsze to jest wspinanie z lękiem wysokości.
Mam gdzieś jakieś latanie! Nie chcę tej wolności.

Te ptaszyska wstrętne z góry spoglądają,
na gąsienic życie tylko wciąż czyhają!
I naszych przyjaciół dziesiątkują kręgi,
maskować się musimy! To mnie tylko ziębi!

Tak podreptując sobie sezonik przeleciał.
Objadła się owoców i trawy, i kwiecia.
Ledwo się ruszała, toczyła już prawie.
Wtedy odbicie własne zobaczyła w stawie.

To strach ją obleciał, że z niej tłusty kąsek.
Dla przeróżnych ptaszków, nawet dzikich gąsek.
Potem się oblała, zastygła bez ruchu,
i kręcąc się wokół siebie pomyślała w duchu:

Tak będzie bezpiecznie, kiedy przyczepiona,
zrobię się maluteńka  o kształcie kokona.
Zasnęła gąsieniczka nicią jak pierzynką,
otulona w koło z przestraszoną minką.

Śnić zaczęła o niebie, jak z chmurami płynie.
ONA  była słońcem, które nie przeminie.
O skrzydełkach stubarwnych, których szelest brzęczy,
wibrujących pod niebem, tworząc barwy tęczy.

I o tym jak aromat  kwiatków  złocisty,
nosek lekko muska stając się tak bliskim
sercu, co jak słońce z góry ogrzewa
chmury, lasy, wody, łąki, kwiaty, drzewa.

Leciała przed siebie wciąż dalej i dalej,
gdzie horyzont  z niebem łączy się w niestałe.
Przygoda nieznana przyciąga lotników,
odwagi dodaje i szczęścia bez liku.

Jaki sen ten piękny, niech prawdą się stanie
dla gąsienic milionów co płaskie im znane -
poczujcie swe skrzydła i w kierunku nieba,
prowadzi przecież  droga, tak jak ta potrzeba
co strach w odwagę tworząc bohatera
pozwala doświadczyć, wieczne TU I TERAZ!

Nagle ocknęła się… gąsieniczka mała -
to nie był już sen, ona już leciała!
Odbicie prawdziwe zobaczyła w stawie
i krzyknęła głośno: TERAZ SIĘ ZABAWIĘ!
Pofrunęła w chmury stając się motylem:
JA CZUJĘ TU i TERAZ, JA CZUJĘ WIECZNĄ CHWILĘ!!!
Ja Jestem

Karol Wojtyła a Jan Paweł II, czyli czas ucieka wieczność czeka

Wybrzeża pełne ciszy

Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna   (i spotkasz się z Bogiem)

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego – to wiedz – Że nie ma powrotu.

Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.
Pieśń o Bogu ukrytym
Karol Wojtyła





fot. ewolny Wadowice
graffiti: grafwizje.pl

Żywiec – Pałac Habsburgów

Zabytkowy Park Zamkowy w Żywcu, a w nim ulica Zamkowa 4,  czyli neoklasycystyczny pałac Habsburgów z lat 1893-1895, w którym… od zakończenia wojny Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych.

Tak zwany Nowy Zamek w Żywcu to pałac Habsburgów z lat 1893-1895 zaprojektowany z polecenia arcyksięcia Albrechta przez Karola Pietschkę. Urządzono w nim sypialnie i pokoje gościnne, a gdy dobra żywieckie przejął po zmarłym wuju Karol Stefan, przedłużono skrzydło południowe, a w nim na piętrze umieszczono salę balową, tzw. lustrzaną.

Ponieważ arcyksiążę Karol Stefan był  miłośnikiem sztuki, dlatego też urządzaniem wnętrz zajęli się krakowscy artyści: Tadeusz Stryjeński i Franciszek Mączyński.  Również z jego inicjatywy, na zamku powstał zbiór obrazów malarzy polskich i europejskich, które m.in.  zamawiane były u Wojciecha Kossaka. Zamek słynął także z  bogatej kolekcji sreber (ponad 500 kg), niestety podczas wojny przejętej przez  Niemców.

Odbicie w wodzie

Patrząc na świat… widzisz umysł własny.
To jest umysłu odbicie, obraz często ciasny.
Nie pozwala wniknąć w to, czym rzeczywistość,
zapach, życie, woda, uważna przejrzystość.

Bądź kotem uważnym, co przy mysiej dziurze
zastyga bez ruchu, w całej swej strukturze.
Uwagą się staje w wiecznym TU i TERAZ.
Nie myśli – ON JEST TYM – każdy szmer odbiera.
Ja Jestem

Uwagi na marginesie – Zespół Szkół Drzewnych i Leśnych działa w Pałacu Habsburgów od kilkudziesięciu lat – w tym czasie mury opuściły tysiące uczniów. Jednak władze powiatu i miasta zamierzają w pałacowym budynku stworzyć Europejskie Centrum Szkoleń. Sprawa powołania centrum na razie owiana jest tajemnicą.

Ostatnio Dziennik Internautów zadał retoryczne pytanie, w związku ze sprawą szczecińską, co byłoby lepsze zamiast podręczników: tablety czy notebooki? Odpowiedziałam szczerze w sposób, który  spodobał się z powodu swojej ironii – „oczywiście, że tablety. Połknąć kilka i już! Bez wysiłku, bez stresu, bez zbędnej straty czasu”. A najlepiej niech uczniowie w ogóle nie wychodzą z domu, niech prace posyłają e-mailem, a do odpowiedzi  wyrywani są na czaciku.

Stare mury tchnące swym zapachem historii motywują, zobowiązują, podnoszą poprzeczkę, stawiają w pion. Podam jeden przykład: sandomierskie Collegium Gostomianum z 1602, liceum ogólnokształcące dla bardzo zdolnych uczniów.

Poza tym młodym leśnikom chyba wskazane obcowanie z naturą, w tym z tak starymi drzewami?

Jestem w stanie  wyobrazić sobie napływ parkowych stoliczków, parasoli lub o zgrozo samochodów… Jestem za szkołą, która działa w sposób na tyle dyskretny, że o jej zlokalizowaniu dowiedziałam się… dopiero dziś! Jednak władze powiatu i miasta naprawdę zamierzają w pałacowym budynku stworzyć Europejskie Centrum Szkoleń bo „zdaniem samorządowców przeniesienie szkoły to jedyna szansa uratowania zabytkowego obiektu”. Więc chyba jednak s ł u s z n i e.

I jeszcze na koniec, w latach 90-tych ubiegłego wieku, do tego pałacu powróciła córka arcyksięcia Karola Olbrachta -  księżna Maria Krystyna Altenburg, dla której w jednym ze skrzydeł ich dawnej rezydencji, urządzono prywatne mieszkanie – ew
fot. ewolny Żywiec

Zobacz również:
- Żywiec – Stary Zamek oraz Zabytkowy Park Habsburgów