c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Kraków

Kraków wiosennie

P1090045

Pierwszy w tym roku tak piękny, słoneczny i ciepły dzień, przyszło mi spędzić właśnie w Krakowie. Dobrze wróży, że niebo nie płacze…

A w nim jakby dawno po zimie. I już na wstępie, nad Wisłą, tabuny głodnego ptactwa. Powiem szczerze, pierwszy raz widziałam szybujące w tak dużej grupie, tak duże ptaki – białe łabędzie. Na tle starego Wawelu, z wielkim furkotem prawdziwe pterodaktyle  – widok bezcenny:

I Planty jakby bardziej niż u nas zieleńsze:

Mimo, że wisi jeszcze sikorcza stołówka:

A sam Kraków? Oczywiście ten sam:

Zaskakująco czyściutki po zimie, ale i novum: oprócz obwarzanków, precli, i przebranych w krakowskie stroje handlowców, i obok rycerzy w zbrojach bezrobotny… piłkarz, zarabiający co łaska kępkami. Aż strach myśleć dalej… A tuż obok na tle Sukiennic, krakowskie kwiaciarki – pod parasolami z logo radiowej stacji! W skrócie? Prawdziwa m a ł p a ekonomia – zagłodzimy bestię!

Nic to, precel kupiony, serce napakowane treścią i Floriańską, wzdłuż domu Balzaka  – nic to, że jedną noc tylko…

…pod  Bramę Floriańską, gdzie niestety nie było dziś „twoje imię na ziarenku ryżu”, więc dalej na Barbakan:

Trudno. Natomiast nie mogę sobie darować,  że nie kupiłam maleńkich mongolskich laleczek, leczących smutek! Jak można przeczytać cały doń przecudny opis i nie wziąć pełnego uroku kompletnej ich rodzinki? Może dlatego, że jednak rok bez Krakowa rokiem straconym? Take it easy! Znów pojadę – przecież uwielbiasz kobieto Kraków! A póki co, żegna on… prawdziwą zimą:

fot. Ela Wolny Kraków

Zobacz również:
- Kraków 3 marca 2012 film

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

c

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich w całej Europie ponad tysiąc, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa 1 XII 1999 r. na posiedzeniu Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Marrakeszu (Maroko) pod nazwą: „Krajobrazowy Zespół Manierystycznego Parku w Kalwarii Zebrzydowskiej”. Certyfikat wpisu na prestiżową listę Sanktuarium otrzymało 9 V 2000 r. podczas specjalnej uroczystości z rąk przedstawiciela UNESCO.” Tyle sieć, a skądinąd już sama informacja, że jest to jedyna kalwaria pod opieką UNESCO robi wrażenie, prawda?

Karol Wojtyła a Jan Paweł II, czyli czas ucieka wieczność czeka

Wybrzeża pełne ciszy

Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna   (i spotkasz się z Bogiem)

Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.

Z nurtu tego – to wiedz – Że nie ma powrotu.

Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.

Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej -
a idąc krok łagodzi
- i tą ciszą trafia najgłębiej.
Pieśń o Bogu ukrytym
Karol Wojtyła





fot. ewolny Wadowice
graffiti: grafwizje.pl

O Krakowie słowa trzy

Kraków, bo rok bez Krakowa, jest rokiem straconym. Oczywiście przecudnej urody Wisła, z kawałkiem piaszczystej plaży, kolorowym dmuchawcem, poszumem fal:


A nad jej zakolem, już z wawelskiego chodnika Kopiec Kościuszki:


… ale i królewski Wawel, na dziedzińcu którego relikty Kościoła św. Michała:

Wawel, w którym od niedawna sarkofag naszej prezydenckiej pary, śp. Kaczyńskich. Kolejka do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, gdzie spoczywają tuż obok śp. Marszałka Piłsudskiego spora, datków w skarbonce  na dziedzińcu znacznie mniej – na jej dnie zaledwie kilka miedziaków i jeden dolar. Znaki czasu – ubożejemy, czy stajemy się mniej szczodrzy, bardziej skąpi?


Wielojęzyczny, relaksujący  po ciężkiej pracy gwar, z pośród którego niektórzy wciąż w niewolniczej posłudze. Wielojęzyczny tłum, z którego większość chce zasmakować naszej bogatej historii, inni jakby wręcz przeciwnie – Na Skałce, na moich oczach jeden z Niemców splunął w Sadzawkę św. Stanisława:


Nie będzie Niemiec pluł nam w… sadzawkę z przebogatą nie tylko historią, ale i składem chemicznym wód,  bogatą w makro i mikro elementy, o smaku… zgniłych jaj. To prawda – wypiłam – umarłego na nogi postawi:

Jan Długosz w „Żywocie św. Stanisława biskupa krakowskiego” zwraca uwagę na niewielkie jezioro. nad którym niegdyś Polacy zanim nawróceni zostali do wiary chrześcijańskiej, bałwanom swoim, pogańskim zwyczajem  składali ofiary i kadzidło (Kraków 1865 s. 97). Wspomniane przez Długosza „jezioro”, przybrało obecnie całkowicie zmienionej, pięknie odbudowanej Sadzawki św. Stanisława.

Sadzawka św. Stanisława, była kiedyś naturalnym zbiornikiem wodnym, położonym na równinie zalewowej Wisły, pomiędzy jej głównym korytem oraz ramieni4em zwanym Starą Wisłą, odciętym i zasypanym w drugiej połowie XIX wieku, podczas prac regulacyjnych (obecnie Al. Dietla oraz ul. Grzegórzecka – pozostałością po jednym z licznych starorzeczy odciętych w czasie powodzi ramion koryta Wisły).Od czasu powstania co najmniej przed 1000 lat, wie4lkość oraz kształt „jeziorka” ulegały zmianom, wskutek naturalnych procesów namulania podczas kolejnych powodzi oraz zarastania. Woda w zbiorniku była pochodzenia rzecznego (wody aluwialne, występujące w utworach równiny zalewowej). Równina zalewowa Wisły, w ciągu 10 wieków, uległa także zdeformowaniu zwłaszcza nadbudowywania podczas wielkich powodzi oraz wskutek działalności człowieka. Warstwa kulturowa przy sadzawce ma aktualnie miąższość około 2-3 m.

Powódź 1903 roku, jedna z największych zarejestrowanych w Krakowie, spowodowała  poważne również szkody Na Skałce. Parter klasztoru został zalany, ogród zniszczony, zdewastowana sadzawka. Po powodzi, prawdopodobnie wskutek wcięcia się koryta Wisły nastąpiło obniżenie poziomu wód gruntowych, teren Skałki uległ przesuszeniu a sadzawka została pozbawiona wody. Dodatkową przyczyną obniżenia się wód gruntowych, była kanalizacja ulic w mieście. Stało się to impulsem do działań zmierzających do znalezienia wody, stałego źródła zasilania Sadzawki św. Stanisława. Jednym z postulowanych rozwiązań problemu, było wywiercenie studni głębinowej.

W roku 1907, Zakład Instalacyjny Leonarda Nitsha i Ska, dokonał odwiertu studni o głębokości 67 metrów i zainstalowania pompy ssąco-tłoczącej umożliwiającej napełnianie sadzawki wodą podziemną. Wiercenie przebiło utwory czwartorzędowe, wypełniające dno doliny Wisły. W utworach mioceńskich zalegających pod nimi, pod ciśnieniem dowiercono się do wód podziemnych – subartezyjskich. W ostateczności zwierciadło wody, ukształtowało się w odwiercie na poziomie 9 metrów pod dnem sadzawki. Miąższość warstwy wody w otworze wiertniczym wynosi więc 58 metrów. Studnia głębinowa funkcjonuje do czasu drugiej Wojny Światowej, kiedy to okupant zdemontował i wywiózł pompę zainstalowaną na odwiercie w sadzawce. Sam otwór został szczelnie zamknięty. Do roku 2004 studnia nie była użytkowana. W sadzawce gromadziła się przeciekająca przez niespójność w jej obudowie woda zaskórna.  Okresowo też do napełniania sadzawki używano wody z wodociągów.

W roku 2004 przystąpiono do generalnych prac nad renowacją sadzawki (oczyszczeniem i uaktywnieniem studni głębinowej w jej dnie). W tym samym 2004 roku, w Instytucie Geografii i GP Uniwersytetu Jaggielońskiego (Laboratorium Hydrochemiczne Stacji Naukowej w Łazach k/Bochni) analizę składu chemicznego wody, zaś w 2004 w Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie badania bakteriologiczne. Brak zanieczyszczeń bakteryjnych wskazuje, że zbiornik wód podziemnych nie ma kontaktu z wodami płytszymi (czwartorzędowymi), zaś subartezyjski charakter wód,obecność siarkowodoru, oraz stosunkowo dużej ilości siarczanów (689 m/l) i chlorków (1171 m/l) potwierdzają pochodzenie wód ze zbiornika podziemnego w utworach mioceńskich  Zapadliska Przedkarpackiego.

Woda posiada stałą temperaturę 11,7ºC. Zawiera siarkowodór w stanie wolnym, nadający jej charakterystyczny zapach zgniłych jaj.

Tyle z tabliczki na przyklasztornym dziedzińcu. Znaki czasu to trend bycia w wypunktowanych globalnie miejscach? Nieliczenie się z kosztami podróży, i jednoczesne nieliczenie się z miejscem, lub skrupulatne cedzenie datków? W rzeczy samej na myśl przychodzi stary Kazimierz, ze sprowadzonymi przez króla Kazimierza dla tejże buchalterii Żydami:

Na Kazimierzu trasa św. Stanisława wiedzie nie tylko krakowskim szlakiem świętych, przez m.in. Kościół św. Katarzyny:

Kościół Bożego Ciała…

ale i odsłania przecudnej urody… całkiem nowe graffiti:

Jeżeli ktoś tu ukończył Wyższą Szkołę Uwodzenia, to bez wątpienia Kraków. Powrócę.
fot. ewolny Kraków
Zobacz również:
- Twoje imię na ziarenku ryżu, czyli nowe zdjęcia starego Krakowa

Rejs, czyli uwagi na marginesie – historia Tyńca

(…) Dawno w zamierzchłych czasach zostałem wysłany na wakacje. Miałem płynąć statkiem po Wiśle, wykorzystując znajomości. Nie był to bowiem statek pasażerski lecz holownik, ciągnący galary w górę rzeki, z Krakowa do Oświęcimia. Tam na te galary ładowano węgiel i z powrotem płynęły one sobie z prądem. Taki statek holowniczy miał tę właściwość, że w górę rzeki płynął bardzo powoli. Po prostu było nudno, ale ja się nie nudziłem. Siedziałem cały czas jak zaczarowany, w tak zwanej sterbudzie, w której mieściło się koło sterownicze i rura prowadząca w dół do maszynowni. Przez rurę tę sternik podawał polecenia na przykład: „cała naprzód” albo „cała wstecz”. Sternikiem był p. Maj, który pozwalał mi tam przebywać i rozkoszować się bliskością urządzeń sterowniczych. Pewnego razu zapewne z nudów zapytał mnie czy sterowałem kiedyś statkiem, gdy zaś odpowiedziałem negatywnie, zapytał:

„A może chciałbyś spróbować”?

Oczywiście, że chciałbym. Było to moim marzeniem, tylko czy potrafię?

„To jest bardzo proste, musisz tylko patrzeć na maszt na dziobie i według niego kręcić w lewo lub w prawo kołem.”

„Chodź spróbuj!” – powiedział. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Już byłem przy kole i już obserwowałem maszt na dziobie. Ale on się nie poruszał, natomiast parostatek sunął naprzód, prosto w kierunku brzegu. Brakowało jeszcze paru centymetrów, by wjechać na ląd. Pan Maj jednak był przytomny i w ostatniej chwili wprowadził nas na właściwy kurs. Nie muszę mówić, że już więcej mi nie pozwolił tknąć  koła sterowego..

Zdarzyło się to, gdy zbliżaliśmy się do Tyńca, którego wieże klasztorne i mury widać było po prawej stronie a statek musiał opuścić komin, by przepłynąć pod liną, do której przywiązany był prom.

Wiele lat później korzystałem z tego promu, by się przeprawić samochodem z Tyńca do Piekar. Ostatecznie zlikwidowany został w 1989 roku. Podobno pierwszy prom został uruchomiony w XII wieku.

Uwagi na marginesie – historia Tyńca

IX wiek przed Chr. – ślady grodziska z okresu brązu.
X wiek n. E. – Bolesław Chrobry funduje klasztor benedyktynów.
XII wiek – powstaje kościół klasztorny i prom na Wiśle.
1259 – zdobycia klasztoru przez Tatarów.
1772 – obrona klasztoru przez konfederatów barskich.
1815 – kasacja klasztoru przez Austriaków.
1923 – uruchomienie promu linowego.
1939 – powrót benedyktynów do Tyńca.
1989 – likwidacja promu linowego.
1977-1998 – budowa stopnia wodnego Kościuszko.

Po minięciu Tyńca przez kilka godzin pruliśmy fale w górę Wisły, aż przyszedł czas i ktoś z załogi powiedział mi: „przygotuj się”. Potem otwarto luk na dziobie i kazano mi tam wejść i siedzieć cicho. Po pół godzinie, gdzieś w okolicy Zatora statek przybił do brzegu, rzucono cumy i spuszczono trap. Po chwili usłyszałem mowę niemiecką a po trapie na pokład weszli celnicy, gdyż tutaj biegła granica między Generalnym Gubernatorstwem a Rzeszą. Kapitan, który był rodowitym Gdańszczaninem i miał papiery rajchsdojcza, poprosił celników do swej kajuty, gdzie spędzili około pół godziny a następnie wyszli w stanie wskazującym… i z pękatymi torbami, od których pachniało krakowską kiełbasą oraz wystawały flaszki spirytusu.

Gdy odcumowaliśmy, wyszedłem na pokład i dalej już płynęliśmy bez przeszkód. Niedaleko Oświęcimia opuściłem statek, by udać się do znajomych, gdzie miałem spędzić wakacyjny miesiąc. Po jego upływie znowu się zaokrętowałem, tym razem na statek „Piast”, którego kapitanem był pan Szydłowski, mój gospodarz wakacyjny. Gdy mijaliśmy Zator, sytuacja się powtórzyła i znów wylądowałem pod pokładem i znów celnicy odwiedzili kapitana, by wyjść w stanie wskazującym… z torbami pachnącymi krakowską kiełbasą i z wystającymi szyjkami butelek ze spirytusem.

Jak pisze J. Heller w książce „Paragraf 22” podobno nawet Amerykanie wysłali z Włoch samolot do Krakowa po ładunek kiełbasy krakowskiej. Nie pisze jednak nic o spirytusie. W każdym razie jakiś aliancki samolot rozbił się gdzieś pod Krakowem, ale czy to był amerykański, nie dam głowy.

Mijając Tyniec, zacząłem się pakować i przygotowywać do zejścia na ląd. (…)


fot. Psi Ząb Tyniec
www.kazir.blog.onet.pl

Twoje imię na ziarenku ryżu, czyli nowe fotografie starego Krakowa

fot. ewolny Kraków
Nieoczekiwanie z powodu rzęsistego deszczu, nie wysiadamy na obiecane papieskie kremówki, tylko jedziemy dalej, do Krakowa. Nasza irracjonalnie, by nie rzec głupia, z pozoru bardzo pochopna decyzja, zostaje wynagrodzona – suchą stopą spędzamy cudowny, krakowski dzień. W porze można rzec nocnej, Bielsko znów wita nas mega rzęsistym deszczem, podobnym do tego, który zostawiłyśmy rano, za sobą, w Wadowicach:

Już w Krakowie okazuje się, że sprawdza się to, co własnoocznie doświadczyłyśmy w Międzybrodziu. Rzeczywiście, ląd lepiej podziwiać z wody, nic nie przysłania widoków, perspektywa jest jakby głębsza, pełniejsza, piękna. A i obiad nie wchodzi w biodra. Buja, więc nie jesz:

Na katamaran, którym płyniemy Wisłą,  przychodzi podarunek w postaci „średniowiecznej katapulty w budowie” od…  Tipsa :) Świat jest mały, a my jak te robaczki  w nim, zakręceni nader pozytywnie, zatem Wawel z Wisły, wędruje natychmiast do Poznania:

Mijamy Kościół i Klasztor Sióstr Norbertanek - Salwator:

Po „na lewo zwrot”, Kościół paulinów Michała Archanioła i Stanisława bpa na Skałce…

… gdzie nagle zakładam sobie pętlę na szyję, i niczym ta Wanda co nie chciała Niemca, nie chcę wracać, chcę tu zostać:

Balon jak wrzód na tyłku, sunący w ślad za nami i widziany z każdego miejsca gdzie jesteśmy. 36 zł za 15 minut? W dodatku za „doznania” na aż 180 metrach?!! No, trzeba by chyba zacząć dorabiać w pszczyńskich lasach, i  bynajmniej nie na zbieraniu runa leśnego. A sam balon? Piękny:

Zdecydowanie jednak wolę oglądać Ziemię z ziemi, a na niej na przykład, tuż obok mostu Grunwaldzkiego,  wizerunek psa Dżoka, najwierniejszego z wiernych, symbolu psiej wierności, który na rondzie Grunwaldzkim, przez cały rok (1990-1991), oczekiwał na swego pana, który tam właśnie umarł:

Drogi Czytelniku, jeżeli udało Ci się przebrnąć przez ten przydługi i kanciasty wstęp, należy Ci się nagroda. Podchodzimy pod Wawel:

Rzut oka na panoramę miasta, Wisłę a w dali Kopiec Kościuszki. Trwaj chwilo, trwaj:

Idziemy:

By wreszcie, bez komentarza – Wawel, Zamek Królewski, The Royal Castle:

Relikty Kościoła św. Michała:

Oczywiście będąc tu,  należy stale uważać nie tylko na nisko latające gołębie, ale i na wszechobecne koty (sic!):

Może pilnują „wystawki”?

A może… przypomina mi się stale wolny wakat, wywożenie „nawozu” spod smoka :)

Chłoniemy jak gąbka zapach historii przez wielkie H, nie jestem Wzgórkiem, o nie, to już prawie 300-setne zdjęcie:

Obok mimochodem wystających spod trawy bieluśkich kamieni, idziemy na Rynek Główny…


…wzdłuż nabrzmiałej od deszczy Wisły „Aleją gwiazd, aleją gwiazd idziemy…”, a potem przez zmoczone Planty, obok których nie tylko śp. Kardynał Sapieha „goszczący” młodą parę,  ale i… OKNO TEGO, do którego miałyśmy dziś na kremówki. Puste okno, bo Był  cały czas z nami, pilnując dobrej pogody…
A na Starym Rynku? Letni gwar, ale i nasza kolacja, podczas której widzimy masę kolorowych dorożek z  kolejnymi ślubami, sunących chyba z Kościoła Mariackiego - Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń…

Oraz, nadal remont Sukiennic, na których pisze, że do roku 2010 zostanie tam przywrócone Muzeum Narodowe:

Dosłownie 20 minut do odjazdu ostatniego dziś busa, ale co tam dla nas – kobiety jak pistolety. Zatem lecimy, nie wiedząc jeszcze, czy znajdą się dla nas wolne miejsca, a mimo to w biegu przystajemy, by jeszcze przy Bramie Floriańskiej i Teatrze Słowackiego kliknąć stutysięczną już fotę:


A na Floriańskiej? Bingo!
Nieoczekiwanie znajduję w locie, swe ukochane nomen omen – Aj Laf Ju Też! – ew

Ale że miłość to wielka siła,
miłość po śmierci ich połączyła.

Teraz dorożką zaczarowaną
jedzie pan młody z tą młodą panną
za miasto, gdzie jest stara kaplica,

i tam, jak w ślicznej starej piosence,
wiąże im stułą stęsknione ręce
ksiądz, co podobny jest do księżyca.

Noc szumi. Grucha kochany z kochaną,
ale, niestety, co rano

przez barokową bramę,
pełną sznerklów i wzorów,
wszystko znika na amen
in saecula saeculorum:

ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ

K.I.Gałczyński
fragmenty

Fotografie starego Krakowa

W r. 1989 Krajowa Agencja Wydawnicza  w Krakowie wydała album pod powyższym tytułem, z wyborem XIX-wiecznych fotografii miasta i jego mieszkańców, ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, zawierających 5100 szklanych klisz, rozumie się czarno-białych. Autorem zdjęć, wykonywanych od r. 1860, był Ignacy Krieger, a po jego śmierci w r. 1889 – syn Natan (zm. 1903) i córka Amelia, ,,ciągnąca” rodzinną pracownię fotograficzną do r. 1926, gdy miała już 80 lat. Album oddaje charakter i przekrój typowych zdjęć w których Kriegerowie się specjalizowali – przede wszystkim zabytków i obiektów historycznych Krakowa, z dokumentalno – katalogowym zacięciem. Pomimo znacznych zmian w zabudowie miasta, zabytki ocalałe do dziś – zobaczcie sami – zdumiewająco mało różnią się od swego wyglądu sprzed ponad 100 lat. Jest też w albumie sporo sporo zdjęć krakowskich i okolicznych typów – te ,,porażają” (modne dziś słowo) swą egzotyką!

Mieszkając na przeciwległym krańcu Polski – do Krakowa mam nabożeństwo szczególne i jest to coś więcej, jak duma z kolebki narodu, jedno z 12-tu najważniejszych wg UNESCO miast – zabytków klasy światowej.
Nie ma w Polsce (Boże, wybacz te komunały!) tak nasiąkniętego tradycją i historią miasta. Mam z nim nieco kontaktów zawodowych, a właściwie z Krakusami. Są egzotyczni do dziś, inni jak np warszawiacy; spuścizna nie tylko zaborów. Nie wiem czy jeszcze ciągle, ale wg Boya krakowiacy lubowali się w wystawnych pogrzebach. Nelly-rakieta też fenomen, nawet jak na Kraków – i wiele innych. No i prześliczne krakowianki…

Tym, co zafascynowało mnie w albumie i czym chcę się z Wami podzielić przy tak szczególnej, Wielkanocnej okazji, są dwie sfery – zmian w wyglądzie ludzi i pojazdów, oraz techniki fotograficznej. Zdjęcia ludzkich typów robione były w większości w latach 1860 – 64, mają więc już bez mała 150 lat. Kriegerowie przemierzali zaułki Krakowa nie z kieszonkową cyfrówką a ze ,,sprzętem” o wadze dobrze ponad 20 kg – aparatem miechowym wielkości nocnej szafki, na solidnym statywie, na szklane płyty osobiście pokrywane emulsją światłoczułą i zapasem kaset z płytami. Zdjęcia naświetlało się wtedy kilka-kilkanaście sekund. Ale to i tak było niczym w porównaniu z pierwszymi dagerotypami, naświetlanymi po kilka godzin – klientowi, aby się nie poruszył, zakleszczano głowę w specjalnym uchwycie… Kilka sekund naświetlania wystarczało, aby postacie ruszających się ludzi wychodziły jako zamazane plamy – dobrze to widać. Pomimo ograniczeń technicznych – zadziwia wysoka jakość zdjęć obiektów architektonicznych; wielu z nich nie powstydziłby się współczesny fotograf.

Ale jest jeszcze coś – malarskość, zwłaszcza w pejzażach. W fotografii panuje zasada: ,,fragment lepszy niż całość”.  Z niektórych ,,widoków ogólnych” wyizolowałem, jako odrębne kompozycje, ich fragmenty.  Na przykład wschodnia część Rynku Głównego, z kościółkiem Św. Wojciecha w centrum, a prawy dolny fragment tego zdjęcia – w dużym powiększeniu nabiera charakteru grafiki. Prawy górny fragment tego samego zdjęcia – to już oblepiona szpetnymi budami pierzeja Sukiennic.

Stragany na Rynku – z mglistymi postaciami. Na żadnym zdjęciu nie widać gołębi, choć jak 100 lat później mówi Sztaudynger: ,,gołębiami brukowany Kraków, i g… ma z tych ptaków”. Gołębie już wtedy chyba były, ale zbyt ruchliwe, jak na technikę czasów Kriegerów.

Mieszczanie krakowscy pod Sukiennicami.

Nieistniejąca już apteka ,,Pod Koroną” przy Rynku Głównym 22. Zamożni mieszczanie krakowscy. Zwraca uwagę wytrzeszcz tego pana.  A tu od lewej: kobieta z Czarnej Wsi, góral z Myślenic (ale model!), mleczarka. Żebracy (ważna instytucja w takim mieście jak Kraków). Tu z kolei od góry i lewej: szklarz, druciarz wędrowny (łatał garnki gliniane), kominiarze (szczególnie pocieszni), wyrobnik.

Wawel od zachodu, znad Wisły. I fragment tego zdjęcia – koniki z galarem.

Zespół pracowników (kamieniarzy), przygotowujących części architektoniczne do restaurowanej w latach 1891-94 kaplicy Zygmuntowskiej. A typy Żydów krakowskich z II poł. XIX w to istna Jerozolima…  Tutaj Cyganie. Albo dziewczyna z Bronowic, sprzedawczyni koszy, mieszczanin z Kleparza (wyobrażacie sobie dziś zaszpanować w takiej kreacji?).

Plac Matejki.

Sukiennice przed przebudową.

Austriaccy żandarmi.

Lewy górny fragment zdjęcia z widokiem z Wawelu na zachód, gdzie z prawej u góry widać  kopiec Kościuszki.  I to samo zdjęcie – fragment prawy dolny.

Walec drogowy na ulicy Starowiślnej, przed pałacem Pugerów (ok. 1890). Przydałby się teraz przy budowie autostrad.
I jak Wam się to podoba?
MK

Krakowskim targiem…

2

fot. ewolny Rynek Gł. Kraków, Polska
Krakowskim targiem, bo między sobą a sobą  musiałam wybrać tylko kilka, a wybór zdjęć był naprawdę trudny. Mimo, że było niewiele czasu, by cokolwiek zobaczyć, raptem jakieś wolne pół godziny (sic!), niemniej Kraków to Kraków -   1GB to zbyt mało, by okazać jego historyczne, acz wielce odnowione piękno:

MAREK:
Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś
nie miał w sobie takiej siły i
może to ten deszcz, może przez tę mgłę
ale w każdej twarzy ciągle widzę cię
wśród turystów rynek tonie znów
ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz
na Gołębiej twój płaszcz zaczepił mnie
w wystawowym oknie w tłumie gdzieś
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił, lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem

ARTUR:
Kraków hejnał gra tak wita mnie
patrzy na mnie jakby wiedział, że
wracam po to by
choć na kilka chwil zamknąć oczy i móc uwierzyć,
że
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem

MAREK:
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem
Myslowitz & Marek Grechuta