c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Warszawa

Zaduszki wstydliwe

7

Już za kilka dni Wszystkich Świętych. W Wincentowie, w pobliżu Rząśnika na Pulwach, tak wyglądają resztki niemieckiego cmentarza. W tym rejonie, kiedyś mieszkali niemieccy osadnicy. Przykro patrzeć. Jako puenta jeden z komentarzy: „Tak niestety wygląda większość cmentarzy ewangelickich, żydowskich w Polsce. Zapomniane, bezlitośnie niszczone, bo… „nie nasze”.

Rzeka Bug. Wszystko inne od Niej zależy

Rzeka płynie tędy od zawsze. Przez nieprzeniknione puszcze, skąd jej mieszkańcy, idąc wzdłuż płynących strumieni, odkrywali Rzekę. Była groźna, dzika jak mieszkańcy puszcz. Ale dawała nadzieję – na lepsze życie, poznanie innych krain i ludzi.

Można było – dzięki rzece – spławić ogromne drzewa, tu rosnące, do Bałtyku. Niejeden pewnie z tego drewna powstał statek.

Potem to już życie potoczyło się jak wszędzie. Budowanie, wojny, uczenie się praw przyrody, bo Rzeka nie pozwalała budowniczym na błędy.

Pojętni to byli uczniowie. Osady i miasta budowali tam gdzie trzeba. Na wysokich skarpach, gdzie Rzeka już nie miała ochoty „droczyć się” z osadnikami. Ale nie wszyscy chcieli podporządkować się Rzece. Ci wiele czasu żyli wygodnie, bo do rzeki blisko. Tylko czasem Rzeka „przychodziła po swoje”.

Do dziś ludzie wojują z rzekami! Rzeki nie dają szans ludziom.

Prawie wszystkie zdjęcia w polecanym blogu, wykonałem na Bugu między Kamieńczykiem a Słopskiem, a na Liwcu między Świniotopią a ujściem do Bugu – Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl

Zobacz również:
www.albumowyszkowie.blox.pl

Rozdziobią nas kruki wrony, czyli wyszkowskie wiatraki

Tak pisał Stefan Żeromski, a u nas? W pobliżu miasta można znaleźć kilka „skamielin” z XIX w. Niby młyny napędzane wiatrem a jednak w skorupie koźlaka silniki elektryczne i stare technologie produkcji mąki. Jeden z tych wiatraków,  już niestety „od kilku lat” nieczynny, udało się sfotografować. Ten motorowy młyn w Leszczydole jest własnością gminy i burmistrz wie co z tym zrobić. Wyciąć jak i inne zabytki, które się „gdzieś podziały”. Ale ten wiatrak ma swojego właściciela i jego zmartwieniem jest co z tym zrobić. A może odbudować wiatrak i przystosować go do pokazania ludziom starej techniki? Może ktoś ma pomysł jak zdobyć trochę pieniędzy i fachowca który by tym się zainteresował? Bo czy na przykładzie tylko tych obu młynów, nie odbywa się właśnie „rozdziobywanie” historii materialnej Polski?



Drugi młyn, wiatrak we wsi Nowe Wypychy, jeszcze zipie, ale też pewnie już niedługo będzie nadawał się tylko do kasacji. Polecam go, bo jest w nim pełno oryginalnej ciesielskiej roboty. Poza tym to dobra eksportowa nazwa wioski – Nowe Wypychy. Jak widać jest jeszcze w dobrym stanie, lecz nieuchronnie zbliża się jego koniec. Czy znajdzie się sponsor, który przygarnie go pod swoje skrzydła? Pewnie władze i mieszkańcy Wyszkowa uzyskają prawo pierwszeństwa. Czy uda się pozostawić ten wiatrak na miejscu goniąc go do innej pracy? Czy zostanie przeniesiony w inne okolice? Właściciel czeka na dobre wieści dla swego podopiecznego.

Stolica welcome to

Warszawskie Łazienki a obok kawiarnia… Nie wiedzieć czemu skojarzyłam z żydowskim sklepikiem, jeśli nie z nim, to z Rzeckim, i jego epoką.

Małe, przytulne, mroczne pomieszczenie – tylko my i obsługa. Wysoka, drewniana lada z ciemnego, litego, starego drewna niczym kontuar polerowany przez lata tą samą ścierką. Szafliczki, kredensy, szufladki jakby ze starej apteki, półeczki a na nich filiżanki z kruchej porcelany, stoliki, obrazy, ikony wystrój jakby żywcem przeniesiony z wnętrza pierwszej z brzegu Desy. Pomieszane style, taki misz-masz antykwaryczny.

Rozglądam się ciekawie i nagle dostrzegam, że część stołów jest odkryta – to te ze starego drewna – a część ma fiołkowo-wrzosowe obrusy ułożone w kopertę. Nie pasowało to kompletnie do niczego i pomyślałam, że skrywać mają sklejkowe stoły z czasów PRL. Na naszym stała  uszczerbiona waza na zupę, a w niej dwa zeschnięte doniczkowe kwiaty, a oprócz tego tak od niechcenia rzucone… trzy gumowe podkładki w kolorze fiolet. Gdyby nie ten kolor, można by pomyśleć,  że to chodniczki samochodowe, bo wyglądały jak one i jak one były brudne niczym od butów.

Pani wniosła dwie kawy.

Jeden z białych kubeczków stał na równie białym podstawku z zeschniętą, starą kawą, śmietanka była w zwykłych kieliszkach a pani jakby mistrzyni w opróżnianiu tychże i bynajmniej nie ze śmietanki. Z wysuszonymi pośladkami, wąska w biodrach, bez talii, za to ze sterczącym lekko brzuchem, i opuchniętymi, nabrzmiałymi oczami. Jakby miała napisaną na plecach wizytówkę – „To ja, alkoholiczka”.


fot. Ela Wolny Złote Tarasy, Warszawa

Teraz już widziałam natychmiast więcej. Między obrazami zapalone światełka choinkowe, na stołach z litego drewna – stary popiół z papierosów, i zaschnięte piwne półkola odbite z mokrych szklanek, za kontuarem właśnie – wysokie szklanki i kranik na… piwo. Wreszcie za moimi plecami otwarte na oścież okno – wietrzenie kawiarenki z wieczornych godzin, gdy przepoczwarzała się w pub.

Ściszone głosy, konspiracyjny szept i szybka decyzja:
- Idziemy?
Lokal byłby całkiem, całkiem gdyby tylko panią wymienić. Mogliśmy zrobić  awanturę, mogliśmy zwrócić uwagę, kazać wymienić talerzyk lub zdjąć nieświeży obrus  – ostatecznie nie zapłacić. Nic z tych rzeczy – chociaż maleńka kawa kosztowała  znacznie więcej niż w górskim schronisku lub na nadmorskiej plaży (z podaniem wprost na kocyk),  nie mówiąc o naprawdę udanych, fajnych, miejskich miejscach…

Zostawić w zdziwieniu  z niedowierzaniem w oczach  „dlaczego zamówili, nie wypili, zostawili, zapłacili i wyszli?”  Rzecz bezcenna – ewolny

Miłośnikom opery ♪♫

Przy Miejsko – Gminnej Bibliotece Publicznej w Wyszkowie działa nieformalne Stowarzyszenie Miłośników Opery i Baletu. Niestety nie mogę uczestniczyć w częstych operowych wyprawach, ale mam niespodziankę dla tych licznych miłośników opery. Oto strony tytułowe programów oper Norma…

… i La Traviata w St. Petersbourg z połowy XIX w. Wewnątrz libretta w języku włoskim i francuskim.

Uwagi na marginesie: La Traviata libretto – Opera rozgrywa się w Paryżu i w podparyskiej posiadłości w 2. połowie XIX wieku. Spektakl poprzedza prolog. Alfred Germont przybywa już po śmierci ukochanej Violetty Valery. Młoda kurtyzana pod koniec swoich dni została odrzucona przez Alfreda, opuszczona przez przyjaciół. Umarła w biedzie, ale pogodzona z Bogiem. Jej ukochany nie może już nic zrobić. Pozostały mu łzy i wspomnienia.

Akt I – Scena balu na cześć Violetty. Baron Douphol uczynił ją swoją utrzymanką, w zamian za „wyłączność”. Violetta ma opuścić dotychczasowe miejsce zamieszkania i rozpocząć nowe życie w nieco „wyższych sferach”. Chora i nieszczęśliwa Violetta udaje, że raduje ją jej życie, w którym jedynym celem jest nieustająca zabawa. Na przyjęciu zjawia się Gaston i młody poeta Alfred Germont. Alfred, kochający skrycie Violettę wznosi toast na cześć miłości i ujawnia swoje uczucia. Violetta doświadczona okrutnymi kolejami swojego losu nie wierzy w miłość. Prosi Alfreda, by o niej zapomniał. Ale w samotności rozważa usłyszane słowa, które zapadły w jej serce. Postanawia rozpocząć nowe życie u boku Alfreda.

Akt II – Violetta nie przyjęła propozycji barona Douphol. Wyjeżdża wraz z Alfredem do swojej wiejskiej posiadłości. Przeżywa z nim szczęśliwe dni ale jej zdrowie coraz bardziej pogarsza się. Na wspólne życie wydaje swoje oszczędności. Alfred nie wie nic o jej kłopotach finansowych dopóki Annina nie uświadomi mu sytuacji Violetty. Alfred chce jej pomóc i wyjeżdża do Paryża by zdobyć pieniądze. Pod jego nieobecność do posiadłości przyjeżdża ojciec Alfreda – Giorgio Germont. Chce doprowadzić do zerwania. Początkowo oskarża Violettę o wykorzystywanie młodzieńca. Ona mówi o miłości. Giorgio wyjaśnia Violetcie sytuację – siostra Alfreda ma poślubić bogatego człowieka. Kompromitujący związek Violetty i Alfreda dotyczy całej rodziny. Gdyby prawda o o związku brata narzeczonej z byłą kurtyzaną dotarła do narzeczonego, ten zerwałby zaręczyny. Odwołuje się do sumienia Violetty i jej wiary w Boga, powołuje się na jej miłość, której obcy powinien być egoizm. Długo przekonuje Violettę, w końcu ona postanawia z nim zerwać dla jego własnego dobra. Zostawia list do Alfreda, w którym informuje go o powrocie do dawnego stylu życia i wyjeżdża do Paryża. Alfred jest zaskoczony decyzją ukochanej. Zagniewany i zazdrosny nie chce słuchać wyjaśnień ojca i wrócić do rodzinnego domu. Jedzie do Paryża.

Akt III – Paryż. Przyjaciółka Violetty, Flora Bervoix wydaje przyjęcie na jej cześć dla dam z półświatka i ich promotorów. Violetta pojawia się u boku barona Douphol. Uśmiecha się ale cierpi. Choroba jest coraz bardziej widoczna. Na przyjęciu zjawia się także Alfred. Wygrywa w karty od barona dużą sumę pieniędzy. Szukając zwady obraża Violettę i wyzywa barona na pojedynek. Violetta pragnie zapobiec nieszczęściu. Okłamuje Alfreda, że kocha barona i z nim chce pozostać. Alfred publicznie płaci Violetcie za szczęśliwe, pełne miłości dni rzucając jej pod nogi wygrane pieniądze. Wszyscy są oburzeni jego zachowaniem a Violetta mdleje. Podczas tej sceny obecny jest ojciec Alfreda, który w ślad za synem dotarł do Paryża. Nawet on przy wszystkich wyrzuca synowi niegodziwość zachowania. Baron Douphol wyzywa upokorzonego Alfreda na pojedynek.

Akt IV – Violetta opuściła paryskie salony i pozbawiona przyjaciół, w samotności zmaga się z nieuleczalną chorobą. Zbliża się kres jej życia. Wspomina miłość i szczęśliwe dni. Alfred wraca do Paryża z dalekiej podróży. Już wie o poświęceniu Violetty. Uzyskał od ojca zgodę na ślub z Violettą. Obaj przybywają do mieszkania umierającej Violetty. Alfred błaga o przebaczenie. Violetta próbuje ukryć przed nim ciężką chorobę i zgadza się na wyjazd z Paryża. Ale śmierci nie można oszukać. Violetta umiera w objęciach ukochanego prosząc go, aby odnalazł szczęście w objęciach młodej dziewczyny, a ona będzie się za nich modlić z nieba.
giuseppeverdi.blog.onet.pl

Kapliczka w Trzciance – kryptonim dewastacja

W Trzciance, przy drodze z Wyszkowa do Białegostoku, stoi pokazana na zdjęciu kapliczka. W wojnie 1920 r. zginął pod Ostrowią i tu został pochowany 24 letni porucznik Wojska Polskiego, ochotnik Tadeusz Wagner. Rodzice – dla uczczenia pamięci Syna – wybudowali tę pamiątkę.

Kapliczka przetrwała wszystkie przeciwności losu. I zamieszanie przy przejściu frontu w 1944 r., i rządy ludowe gdy Wojna polsko – bolszewicka 1920 miała być wymazana z pamięci narodowej. A dopiero teraz (2007) w okresie znanej wszystkim walki o pamięć narodową, wychowanie patriotyczne i podobnych akcji ZŁODZIEJE ZDJĘLI POKRYCIE DACHU. Dach pokryty był blachą cynkową. Nie była to blacha ocynkowana. Takiej blachy nikt dziś nie używa do celów budowlanych. Jaki punkt skupu złomu to kupił?


fot. Wiesław Czapski Trzcianka
www.owyszkowie.blox.pl

Szlak architektury drewnianej przystanek Barcice

Kilkanaście kilometrów od Wyszkowa, w Barcicach, w pobliżu Somianki stoi wspaniale odrestaurowany,  wybudowany w 1758 r. kościół pw. św. Stanisława BM.
Zachęcam do jego odwiedzenia. Warto.


fot. Wiesław Czapski Barcice
www.owyszkowie.blox.pl

Treblinka – obóz zagłady

 

Arbeitslager Treblinka, SS-Sonderkommando Treblinka, Vernichtungslager Treblinka – nazwy kompleksu dwóch niemieckich obozów, pracy i zagłady, istniejących w latach 1941/1942-1944 w lasach nad Bugiem, wzdłuż linii kolejowej Siedlce-Małkinia, niedaleko wsi Poniatowo. Nazwa pochodzi od nazwy stacji kolejowej znajdującej się 6 km od obozu. (…)

Karny obóz pracy (niem. Arbeitslager) Treblinka I – powstał latem 1941 roku, po ataku Niemiec na Związek Radziecki przy istniejącej tutaj odkrywkowej kopalni żwiru. Otoczony był ogrodzeniem z drutu kolczastego. W obozie osadzeni byli zarówno Polacy jak i Żydzi. Kierowano tu „elementy kryminalne”, a także ludność cywilną łapaną w odwecie za akcje zbrojne podziemia. (…)

Obóz zagłady Treblinka II – powstał późną wiosną 1942 roku, w ramach Einsatz Reinhard, obok istniejącego już karnego obozu pracy. Istniał do listopada 1943. Pod względem ilości ofiar był to drugi – po Birkenau – obóz zagłady Żydów. (…)

Nadzór nad obozem pełniło 20-25 SS (Niemców i Austriaków) oraz 80-120 Ukraińców. Więźniów do obsługi transportów i grabieży mienia, wyłapywanych z transportów, było każdorazowo około 700-800. Obsługę komór i palenie zwłok pozostawiono ok. 300 więźniom oddzielonym od reszty. Wśród tych ostatnich rotacja była niesłychanie duża. (…)

Komendantem był na początku doktor medycyny Irmfried Eberl, w sierpniu 1942 zmieniony na Franza Stangla. Od sierpnia 1943 do listopada 1943 (całkowitej likwidacji obozu) komendantem był Kurt Franz. (…)

Hitlerowscy oprawcy przewidzieli w swych planach szczególną dbałość o mienie ofiar. Odzież, obuwie, futra, wartościowa biżuteria transportowane były do Rzeszy. Według posiadanych dokumentów kolejowych stwierdzono, że jedynie w dniach od 2 do 21 września 1942 r. z obozu w Treblince wysłano do Rzeszy ponad 200 wagonów zawierających buty i odzież. Mniej więcej co dwa tygodnie specjalne samochody ciężarowe wiozły do Rzeszy skrzynie z kosztownościami, złotem, biżuterią, walutami, zegarkami itp. (…)

Gazem trującym był tlenek węgla pochodzący z gazów spalinowych. Śmierć następowała powoli, przez około 30 minut i w straszliwych męczarniach. Zastosowanie gazów spalinowych do uśmiercania w komorach było bardzo wygodnym z powodu łatwej dostępności paliwa i tanim dla nazistów rozwiązaniem w przeciwieństwie do cyklonu B. (…)

Obóz zagłady Treblinka II funkcjonował krótko – od lipca 1942 r. do listopada 1943 r. – ale w ciągu tego okresu zginęło tu 800-920 tys. ludzi (według niemieckich statystyk 713 555) – Żydów z Warszawy, Białegostoku, Grodna, Kielc, Radomia, Łukowa, Częstochowy, Kozienic i wielu mniejszych miejscowości. Polscy Żydzi byli tu przywożeni w wagonach towarowych, transporty z Zachodu Europy nieraz odbywały się w pociągach osobowych, za zakupionymi biletami. Przywożono tu Żydów z Niemiec, Austrii, Bułgarii, Grecji, Jugosławii, Czech, Słowacji, Belgii i Francji. Obóz ten był ośrodkiem zagłady wyłącznie Żydów, poza dwoma, czy trzema znanymi transportami Romów. (…)
www.pl.wikipedia.org/wiki/Treblinka




fot. Wiesław Czapski Treblinka
Zobacz więcej na: www.owyszkowie.blox.pl

Zobacz również:
- Auschwitz-Birkenau – obóz zagłady

Wyszków 104 lata temu

„Grzebiąc” w internecie trafiłem na stronę Cyfrowej Biblioteki Narodowej.

Znalazłem tam gazetkę „Z nad Narwi i z nad Bugu czyli co się u nas dzieje?: wydawnictwo humorystyczno-satyryczne z poważnym działem informacyjnym” : Dnia 25 Lipca 1906 roku

I oto przepisany tekst o Wyszkowie. Bardzo dobrze się go czyta. A co się zmieniło od tamtych czasów?

Zobaczmy…

Zobacz również:
- Ślady kultury materialnej czy?
- Dlaczego Wyszków nie zadziwia swoim pięknem?
- Resztki zabytkowego browaru po restauracji

fot. Wiesław Czapski były browar, Wyszków

WYSZKÓW

Starożytną tę osadę, dokumenty z r. 1203 już wymieniają jako własność biskupów Płockich, którzy posiadali tu swój dworzec i często w nim przemieszkiwali. W roku 1502 za staraniem biskupa Wincentego Przerębskiego osada otrzymała przywilej miejski i prawo chełmińskie. Zygmunt I pozwolił zbudować most na Bugu, a Zygmunt III w r. 1599 ustanowił cechy rzemieślnicze. Biskup Karol Ferdynand zbudował tu dla siebie wspaniały pałac, w którym przemieszkiwał do śmierci. Napad szwedów w 1655, a następnie zaraza morowa zniszczyła miasto.

W ostatnim dziesiątku lat Wyszków, dzięki przeprowadzeniu linji kolejowej – podniósł się nieco, ożywił, zabudował i dziś jest osadą, w której na 5000 mieszkańców 75 % stanowią żydzi. Posiada szkołę początkową, urząd gminny, pocztę, telegraf, stację kolei, lekarza i aptekę, własność p. D. Wastkowskiego.

Nieliczna garstka tutejszej inteligencji przed laty kilku założyła straż ogniową i wybudowała dom z salą balową i teatralną na piętrze, a z pomieszczeniem dla taboru i rekwizytów na dole. Prezes: Dr. T. Stępnicki. Naczelnik (inicjator) D. Wastkowski.

Z godniejszych uwagi zakładów przemysłowych – browar K. Szymońskiego, założony przez ś.p. Pawła, ojca obecnego właściciela. Produkcja roczna 75000 wiader. Zbyt w powiatach: Pułtuskim, Radzymińskim i Ostrowskim.

W potężnym klinie pomiędzy Wyszkowem, Serockiem, a Pułtuskiem nie brak pięknych i racjonalnie gospodarowanych majątków ziemskich. W pośród nich na pierwszem miejscu postawić bezwarunkowo należy Zatory, własność p.p. Leonji i Józefa Iżyckich, znanych w szerokich kołach towarzyskich kraju i Warszawy. Nabywszy Zatory przed laty kilkunastu, obecni ich właściciele pracą i umiejętnie stosowanym nakładem doprowadzili Zatory do stanu wysokiej kultury; piękne lasy, hodowla bydła i koni, eksploatacja torfu gospodarstwo rybne, wzorowa mleczarnia, zawodowa owczarnia, parowe młyny i gorzelnia – stanowią majątek ten jako wzór większej własności przemysłowo – rolniczej.

Liczba ogólna pracujących: urzędników administracji, oficjalistów, służby i najemników stałych dosięga poważnej cyfry kilkuset. Niektórzy pracują tu od dzieci, wielu od lat kilkunastu, a nie brak i tak zwanych z „drugim powrotem”.

Zatory znajdują się w odległości 20 wjorst od Wyszkowa, 14 od Serocka, a 10 od Pułtuska.

Wyszków łączy ze stolicą kraju, Warszawą, odnoga kolei Petersburskiej, biegnąc, od Tłuszcza do Czerwonego Boru. Wyjechawszy z Pragi Petersburskiej o godz. 5.23 po poł., stajemy o 7-ej w Wyszkowie. Ztąd zaś do Warszawy wyrusza pociąg o wpół do siódmej rano i przybywa do celu podróży o godz. 9.05. Jadącym śmiało polecić możemy bufet stacyjny w Wyszkowie, posiadający doskonałą herbatę, wyborowe wędliny własnego wyrobu, smaczne zakąski, różne gatunki trunków, a to wszystko po zupełnie przystępnych cenach.

Komunikację między Wyszkowem a Pułtuskiem utrzymują karetki pocztowe.

Jako wydawca „Z nad Narwi i znad Bugu” składam serdeczne podziękowanie tym wszystkim, którzy wyjaśnieniami swemi dopomogli mi do zebrania danych i informacyj do niniejszego wydawnictwa.

W. Karśnicki