Wisznia siedział zapatrzony pustym wzrokiem, w pustą przestrzeń i nie udawał nawet, że myśli. Jestem jaki jestem i nikomu nic do tego. Podążaj za sercem to moja dewiza, znak firmowy singla. A singlem nie będę, o nie! To mój lek na chorobę sierocą – żadnych singli w życiu.
Starą szczoteczką do zębów nakładał kolejno nowe warstwy czerwonej farby firmy Joanna. Te cholerne odrosty tak szybko wyłażą ‘”nienadanżam” zarabiać na farbki, chyba se zostawię kilka białych pasemek to zaoszczędzę troszeczkę – próbował myśleć.
- Taaaaaaad! – krzyknął.
- Taaaaaaaaaad!!! – powtórzył – Gdzie podział się ten cholerny kamerdyner, za co mu płacę? Niech ktoś go poszuka i tu sprowadzi, ale migiem, migiem, migiem kochani… – zaklaskał dłońmi jak na próbie nędznego przedstawienia, upuszczając przy tym swą starą szczoteczkę do zębów na glebę.
- O żesz qrwa, niech mi się na oczy nie pokazuje, żebym ja musiał się schylać, to są szczyty nad szczytami!

Tad zziajany biegł szybko po schodach. Taka kura znosząca złote jaja nie zdarza się zbyt często, a mógł ją stracić, gdyby nagle nie wiedzieć czemu zechciała przebiec przez szosę. Nie dopuści do tego, o nie! Nie odda jej jakiemuś nędznemu młodzieńcowi, zbyt długo jest w tym zawodzie, by nie dał rady odwinąć podwiniętej nogi:
- Lecem już, lecem panie, spóźniem się a to tylko dlatego, że przyniosłem nowe wieści – uśmiechnął się lubieżnie, jak tylko on to potrafił – Johny ma nową stronkę a tam no cóż mniam, mniam, mniam i jeszcze chrup, chrup, chrup.
- Ale czy aby one nie za bardzo landrynkowate, mandarynkowate? Jakoś gustuję teraz w nijakim odcieniu nijakości – skrzywił się Wisznia i wytarł palcem kropę z farby, która kidła mu wprost pod oko.
- Photoshopem je znijakuję dla pana. Wszystko dla pana, do usług. To ja Jarząbek: łubudubu, łubudubu niech żyje nam, prezes naszego fan klubu, nieeech żyje nam. To ja Jarząbek, Tad Jarząbek, do usług – po czym skłonił się nisko, raz drugi i trzeci i tak bijąc czołem pokłony z wprawą wyszedł tyłem do przodu.
- O żesz, gnoju – pomyślał, bo Tadowi w przeciwieństwie do jego pana Wiszni, myśleć się zdarzało.
- O żesz, ty bucu, dla nijakiego buca nijakie panienki, jak ja Ci je wyszykuję to Ty mi bekniesz za to grubą forsą, oj bekniesz – uśmiechnął się na myśl o brzęczących zerach na koncie. Zatarł stetryczałe dłonie z radości i podreptał do swego zacisznego pokoju, w którym szumiał nieziemską muzyką jego stary komputer.
Tad podsunął se swe krzesło, które kiedyś miało cztery kółka. Zahaczył jednym przęsłem o schodzony stary dywan, podniósł tyłek i chwilę mocował się nim poczuł zwolnienie oporu by w końcu wygodnie zasiąść. Włączył starą lampkę z abażurem z plastiku w kolorowe rybki. Przywodziły mu na myśl akwarium z dzieciństwa. Że też Wisznia doszukuje się wszędzie niepotrzebnych alergenów, sprawiłby sobie tu takie akwarium, że ho ho. Starą myszką kliknął w niebieskie „e” co dla nieznających tematu oznacza okno na świat. – Ech jednak muszę ubrać okulary – pomyślał, gdy poczuł mgłę na spłowiałych źrenicach, sięgnął do kieszonki, pochuchał w szkła, potarł je o flanelową koszulę na piersi, nałożył na nos i pochylił się bliżej ekranu garbiąc przy tym niemiłosiernie.
- A gdyby tak? – pomyślał.
- A gdyby tak na chwileczkę… – uśmiechnął się, oblizał zasuszone wargi końcem długiego, spiczastego języka i wybrał stronę www…
Wdusił chudym palcem ‘”enter”. Stary komp zaczął mielić i mielić, jak stara pralka wirnikowa zawył złowrogo. Dobrze, że jego pokój był na innym piętrze niż tego dupka Wiszni. Zadałby mu bobu i pewnie zabronił halsować po necie. Nagle mruczenie kota kazało mu się odwrócić.
- A kysz ty wstrętny, wyliniały kocurze – zawołał.
- O dziewico orleańska za jakie grzechy nie pozwolą mi się skupić i spełnić marzeń mojego pana. Ech.. Nijaka nicość musi poczekać – wstał ze starego krzesła, ze złością zatrzasnął drzwi zdumionemu kotowi przed nosem i wyłączył komputer.
- A teraz paciorek – wyciągnął swój stary różaniec z drzewa sandałowego – Tym razem o rozum dla mojego pana nie będę się modlić, nie chcę być zbyt nachalny i natrętny ze swymi abstrakcyjnymi prośbami. Tym razem pomodlę się za zdrowie przyjaciół i dusze przyjaciół – pomyślał raz po ludzku Tad i zatopił się w modlitwie…
… skończywszy modlenie Tad ziewnął szeroko, rażąc swym nieświeżym oddechem przelatującą tuż obok muchę. Mimochodem zerknął jak spada i układa się na schodzonym chodniku, obok innych porażonych już wcześniej. Potarł zgrabiałe z zimna dłonie, które zatrzeszczały jakby ktoś zgniatał w dłoniach wielkie arkusze celofanu. Stare, zastane kosteczki robiły rozgrzewkę przed powolnymi skokami po guzikach klawiatury. Wisznia oszczędzał nie tylko na farbce, dawno nie wydał nic nowego i stary Tad czuł to całym ciałem w swej niedogrzanej służbówce. OK, poruszał jeszcze raz dłońmi próbując się rozgrzać jak pianista przed koncertem – OK do dzieła – mruknął wciskając stary długopis w otwór komputera raz, drugi, trzeci aż wreszcie zaskoczył. Zaczął się karkołomny proces wgrywania systemu – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo – uśmiechnął się Tad pod wąsem, bowiem podczas modlitwy zakiełkował mu w głowie pewien plan. Nie będzie używał Photo ani innych Sex Shopów, zaloguje się po prostu jeszcze raz na jakimś wyszczekanym forum. Co jak co, ale tam landrynek nie znajdzie. Za to obfitość nieogolonych, szaroburych w swej męskości, z kwadratowymi szczękami feminek – to musi kupić wybredny Wisznia, połykając przy tym swój własny ogon, zatęskni za soczystym soczkiem mandarynkowym – zaśmiał się Tad logując i logując w nieskończoność system.
Kogo by tu wybrać ? Hmm wypatrywał swe wyblakłe oczy Tad za odpowiednią kandydatką na ixi żonę dla Wiszni, szczerząc w zdumieniu swe zęby z ubezpieczalni, nie mógł wyjść z podziwu ile się namnożyło tej niemandarynkowości nickowej. Oj będzie miał problem, mus zarzucić przynętę. Szybko zmieni nick na nicki młode, pełne werwy, ikry, seksapilu… i czekał jak Lech na rybach, aż drgnie coś na spławiku w czepku z silikonu…
A tymczasem słońce poraziło mu ekran monitora. Zmrużył oczy obejrzał się i aż podskoczył ucieszony. Słońce. Ostatnia jego 57 minuta, ostatnia odsłona i Tad powrócił do swej wędki:
- Na czym to stanęliśmy? – podrapał się po wysokim czole… acha . A więc tak: mickra dostanie chrystusowe lata, 33 to dobry wabik, johny scenę, gitarę, image rock’n'rollowca, pavvce obetniemy głowę zostawiając tors i zwinne paluszki ku uciesze hien, stephenowi założę kaptur – niech myślą kto tam jest pod spodem, blemowi na chwilę rozpuszczę warkocze, tomkowi zmienię nick i każę być miłym, sinusikowi? Wkleję do wizytówki to: „Moim hobby jest sen. Uwielbiam spać i mogę to robić nawet cały dzień” – przecież wszem wiadomo, że sam nikt nie lubi miąć pościeli, kto tam jeszcze? Dziewice jak to dziewice, ponętny sam w sobie, pojawi się i zniknie… Tad zadowolony nabijał robaczki na haczyki w internetowej wędce…
… spływały kolejno zdjęcia pań na jego elektroniczne poczty. Ale ku zdumieniu Tada, żadna nie przypominała kaszalota. Żadna!
A to pech, już oczami wyobraźni widział wściekłego Wisznię za źle wykonane polecenie. To ujma na honorze – jak niewykonane zlecenie killera. Za wszelką cenę stary kamerdyner nie chciał tej plamy na honorze. Otworzył szybko drzwi swej skrzypiącej starej szafy, ubrał gacie bojowe i swą bluzę z zielonkawoszarego zmurszałego polaru, w którym służył jeszcze w oddziałach kawaleryji konnej – bezkonnej ZOMO, a do tego przedwojenną perukę swej starej nieboszczki,. Lekko nabłyszczył usta wazeliną, którą nie wiedzieć po co zawsze miał przy sobie… uśmiechnął się. Nie. Jednak wyjął szczękę i schował do gaci bojowych, tak lepiej, wszem wiadomo – zęby przeszkadzają w spożywaniu clintonowych lodów. Udał się do swego pana.
- Aaaaa witam, witam – Wiszni oczy zabłysły niczym złote kolczyki w uszach, nosie, torsie, pępku i kto tam go wie gdzie jeszcze.
- Aaaaa wiem, wiem kamerdyner mi wspominał o wizycie pani – uśmiechnął się na myśl, że jak to dobrze, że akurat dziś zajął się swoimi odrostami.
- Tak to ja nijaka nicoś – uśmiechnął się bezzębnie Tad a wtedy stał się cud: Wisznia buch na kolana, łzy mu zaczęły cieknąć niczym wyciskane podczas śpiewu jego połówki pomarańczki w Sopocie i on nadal na tychże kolanach niczym w pamiętnej pozie przed V.V. wydukał z przejęciem.
- Czy zostaniesz moją ixi żoną? Obdarzę Cię pałacem lodowym, do wiosny będzie Twój lub jeśli zechcesz zamkami z piasku, taki jestem jaki jestem, ale jestem, cały Twój, powiedz, że tak:
- TAK – odpowiedział przeszczęśliwy TAD.
Potem był Happy End na… Seven Weekend.
EPILOG:
Wisznia ponownie upadł do nóg swej ixi żony – w palcach prawej ręki upstrzonej złotymi kółkami, nakrętkami, łańcuchami, gwoździami i kolorowymi tipsami z kiosku (ostatnio cieniutko coś przędł) dzierżył bilet:
- Przyniosłaś mi szczęście – westchnął rozanielony – Daj buzi dziubdziusiowi – podniósł się z kolan i nachylił nad Tadzikiem. Tadzik przymknął oczy, otworzył usta i wysunął spiczasty, suchy język… jeszcze nigdy nie czuł takiego spełnienia. Sen na jawie – nie sądził, że tego dożyje a jednak było mu dane zaznać rozkoszy w sytuacji sprzyjającej nieziemskim dreszczowcom…
Wisznia Came Back w p o e z j i śpiewanej!!! Jest tyle odcieni farbek do włosów! – ew