c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: NYC

Nowojorskie graffiti, czyli Some walls are INVISIBLE

Byłam  na Red Hook i widziałam fajne graffiti. Robiłam fotki z myślą o Tobie, ale  telefonem a już robiło się szarawo, więc mogą być takie sobie. Przesyłam Ci bo wiem że lubisz.

Ten facet z kulą ziemską był namalowany już nad samą wodą, w dodatku na zagrodzonym terenie:

Napisz co chcesz, one są o niesprawiedliwości społecznej. Dla mnie brakuje tam kobiety, najlepiej Azjatki albo Meksykanki – przecież nie tylko czarni mężczyźni doświadczają uprzedzeń. Ten napis Some walls are ma jeszcze na dole dopisek INVISIBLE. I znaczy to, że niektóre mury są niewidzialne.  Ten żółty napis nad facetem z kulą ziemską, to z kolei Niesprawiedliwość gdziekolwiek (obojętnie gdzie?) jest, jest zagrożeniem dla sprawiedliwości w s z ę d z i e.

Myślę, że wystarczy jak napiszesz coś od siebie, coś co ci w sercu gra – może coś o tych łańcuchach w falach… może o feminizmie jako o formie szukania sprawiedliwości, może o rasizmie i polskich Cyganach, albo Koreańczykach z targów? A może po prostu o sztuce graffiti?
fot. evita_duarte NYC, USA
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Wczesny wrzesień na wodach Coney Island

fot. Chris Miekina USA

11 wrzesień, czyli „Where did the Towers go?”

Judy Wood jest byłym profesorem inżynierii mechanicznej i specjalizuje się w analizach wytrzymałości rozmaitych materiałów i konstrukcji budowlanych, mechanice strukturalnej i analizach deformacji materiałów. Judy jest z wykształcenia inżynierem strukturalnym a pracę dyplomową napisała na temat inżynierii mechanicznej, która aplikuje prawa fizyki, takie jak np termoekspansje stali użytej do budowy podczas pożaru budynku. Praca doktorska Judy Wood dotyczyła inżynierii materiałowej. Trudno sobie więc wyobrazić osobę bardziej kompetentną do wyjaśnienia zjawisk, które przyczyniły się do upadku wież WTC w Nowym Jorku.

W swoich badaniach nad tym tematem zebrała wiele anomalii we wszystkich zakątkach USA, lecz na najbardziej zdumiewające natrafiła przy analizowaniu upadku Twin Towers w Nowym Jorku, 11 września, 2001 roku. W swoich wnioskach na ten temat, uznała ona, że wieże w Nowym Jorku nie zostały zniszczone na skutek uderzenia przez samoloty ani też przez podłożony uprzednio termit, o którym wspomina wiele teorii konspiracji, lecz poprzez użycie nieznanego rodzaju broni wykorzystującej fizykę hiperprzestrzenną. Judy Wood napisała o tym książkę pt. „Where did the Towers go?” (Co się stało z Wieżami?”).

Judy Wood do wypadków 9/11 podeszła niezwykle serio. Przeprowadziła szereg badań forensycznych, aby stwierdzić raz na zawsze co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia. Jest ona osobą która posiada wszelkie możliwe kwalifikacje, aby uzyskać konkretną odpowiedź na to pytanie.

Najbardziej zdumiewającą rzeczą jaką odkryła Judy Wood podczas swoich analiz był fakt, że większość rozpadającej się konstrukcji potężnych wież po prostu…  zniknęła!!! Wieże były konstrukcjami bardzo solidnymi. Nie tylko wymagała tego ich wysokość ale także to, że stały one w miejscu, które było poniżej poziomu wody w płynącej nieopodal rzece Hudson. Architekt, znając ten fakt, siedem pierwszych pięter zbudował w taki sposób, aby oparły się one napływającej wodzie, jeśli z jakichś katastroficznych przyczyn rzeka wystąpiłaby z brzegów i zalała Nowy Jork.

Kiedy wieże rozpadały się jakby były domkami z kart, miażdżąc swoim ciężarem wszystko pod sobą, pozostawiły w magiczny sposób te pierwsze siedem pięter nietknięte! Nie zanotowano także odpowiednio silnego sejsmicznego sygnału, jaki niewątpliwie musiała wywołać taka masa sypiącego się w dół szkła i metalu. Najbardziej interesujący był jednak budynek nr  7, który rozpadając się nie wytworzył w ogóle żadnego sygnału sejsmicznego.

Judy Woods porównuje to co się stało w Nowym Jorku z Twin Towers z planowym wyburzaniem hali sportowej Kingdomes w Seattle. Podczas tego wyburzania sejsmografy zanotowały wstrząsy o sile 2.3 na skali Richtera. Dla porównania budynek nr 7 w Nowym Jorku był 7 razy większy od hali sportowej i sejsmografy zanotowały zaledwie 0.6 w skali Richtera. Niektóre ze stacji nie zanotowały żadnego wstrząsu. Podczas zapadania się wież nie słychać było także charakterystycznego dźwięku jaki towarzyszy takiemu zjawisku.

Następnym nietypowym zjawiskiem jakie towarzyszyło upadkowi wież, były spalone samochody. Samochody były spalone, stopione i w wielu brakowało silników. Spalone samochody znajdowano nie tylko w bezpośrednim pobliżu wież, ale także prawie kilometr dalej. W okolicy budynku nr 7 każdy stojący samochód został spalony. Natomiast nie został nawet nadpalony żaden kawałek papieru, których miliony pokrywały ulice!!! Nietknięte zostały także drzewa i znaki drogowe. Spłonęły tylko samochody.

Samochody także płonęły w nietypowy sposób. Np. w wielu przypadkach połowa samochodu była zwęglona a druga jego część wyglądała tak, jakby wyjechała prosto z salonu. Pożar w samochodzie z pewnością nie przebiega w taki sposób, że jedna część samochodu jest zniszczona a druga jakby ktoś użył magicznej różdżki – w perfekcyjnym stanie. W zniszczonych samochodach nie dało się zauważyć nadpalonej strefy, gdzie pożar z pewnością musiał dogasać, aby pozostawić resztę nietkniętą. Nie było też zniszczeń wywołanych przez temperaturę jaką wytworzył ogień palącego się samochodu.

Pył, który wypełnia powietrze podczas zapadania się budynku, potrzebuje jakiegoś czasu, aby opaść. W przypadku hali sportowej Kingdome, było to zaledwie 20 minut. W przypadku Twin Tower pył opadał przez 3 miesiące! Pył podczas upadku wież podnosił się do góry w błyskawicznym tempie co oznacza, że był niewielkich rozmiarów i był przy tym niezwykle lekki.

Także gigantyczne, 3 piętrowe kolumny ze stali topiły się jak lody w upalny dzień i zniknęły zanim zwaliły się na ziemię, co było kolejnym niezwykłym zjawiskiem. Resztki stali szybko wybrano z ruin po WTC i wywieziono do chińskich hut, gdzie zostały przetopione. Nikt nigdzie nie podał, ile stali zostało wydobyte z ruin zniszczonych wieżowców.

Analiza tych niecodziennych faktów daje bardzo niepokojącą odpowiedź na to, co stało się z Twin Towers tego pamiętnego dnia. Z pewnością wieżowce nie runęły od uderzenia samolotów a zostały zaatakowane potężną bronią, być może użytą wprost z przestrzeni kosmicznej, która dosłownie „odparowała” większość atakowanych budynków.

Kto za tym stoi i kto posiada w swoich rękach tak straszliwie niszczącą siłę? Są to z pewnością ci sami ludzie o których pisałem w art. „Ziemia – planeta więzienna”. Ludzie ci, których Richard Dolan nazywa odrywającą się cywilizacją, będąc pod każdym względem bardziej zaawansowani od nas, chcą przejąć nie tylko kontrolę nad światem, ale także pozbyć się większości z nas. Użycie egzotycznego rodzaju broni wykorzystującej najprawdopodobniej fizykę pola torsyjnego wydaje się być jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tego, co zniszczyło nowojorskie wieże prawie 10 lat temu – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

Zobacz również:
- Krajobraz po bitwie

Pobawmy się w gwałt

Przy okazji ostrych dyskusji na temat Anders’a Breivika, otarliśmy się i o zły wpływ gier komputerowych. No właśnie – prawda to, czy fałsz? Poniższy tekst Evita napisała dla www.mojenyc.com. Niestety, z czasem ów artykuł… został zarchiwizowany, co na polski można przetłumaczyć zwyczajnie z n i k ł ! Zadałam sobie jednak  dziś trud, by go  odnaleźć,  i oto jest – dziękuję Evi! – ewolny

Tak, będzie o grze, o której ostatnio głośno. Wrze na tyle, że jak każdy rozgłos, tak i ten może tej obrzydliwej grze przysporzyć zwolenników. Dla tych, które nie wiedzą: RapeLay to gra, która ponoć w krajach azjatyckich i Wielkiej Brytanii cieszy się niesamowitym powodzeniem.

Gra to właściwie ohydny symulator gwałtu na uczennicy oraz jej matce i siostrze. Użytkownik- gwałciciel najpierw maca dziewczynę w pociągu, a później goni ją i gwałci. Może ją nawet według własnej woli zapłodnić, a później, czemu nie, ciążę usunąć i zgwałcić ponownie. Świetna zabawa po prostu. Ubaw po pachy, zwłaszcza, że gwałciciel nie przegrywa nigdy. Ofiary można gwałcić do woli, aż w końcu się przyzwyczają i nauczą czerpać z gwałtu przyjemność (sic!).

Niektóre sklepy już zbanowały produkt, te które tego nie zrobiły zapewne zrobią to pod naciskiem opinii publicznej. Nie sądzę, żeby ktokolwiek oficjalnie poparł grę, co innego w prywatnych rozmowach pomiędzy facetami- neandertalczykami.

I tu rodzi się pytanie o wolność słowa. Jakie są jej granice? Czy zbanowanie gry nie jest już cenzurą, ingerencją w tę wolność, którą tak sobie wszyscy cenimy. W końcu znajdą się osoby, którym gra da zastrzyk adrenaliny, podnieci, niektórzy nie zobaczą w niej nic złego. Pewnie autor gry też nic złego nie widział w wirtualnym gwałcie wirtualnych kobiet i dziewczynek. Przecież to tylko gra. Czyżby? Tak samo można by powiedzieć o kreskówce z Posta, że to tylko rysunek. O co tyle hałasu, o co tyle zachodu. Dla mnie najdziwniejsze wydaje się, że gra (a także kreskówka) znalazła się w oficjalnym obiegu. Wiele jest dewiacji i to nie jest pierwsza tego typu gra, ale pierwsza dopuszczona do handlu przez międzynarodowy sklep. Wycofana szybciutko, ale jednak ktoś uznał najpierw, że jest do zaakceptowania.

Jeszcze bardziej odstręcza fakt, że gra zaliczona została do gatunku: dating simulation, czyli randkowego. Nikt nie zauważył, że z randką nie ma to nic wspólnego? Dorośli faceci pewnie zauważą, gorzej z nastolatkami. Czego nauczy się taki dzieciak grając w to paskudztwo? Dowie się, że kobieta jest towarem. Rzeczą, z której można sobie dowolnie korzystać. Seks ma służyć do zaspokojenia jego zachcianek kiedy i z kim mu się podoba. Taka w końcu i tak się przyzwyczai i zacznie jej się podobać – evita_duarte
25 luty 2009
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Raport CNN na ten temat (13 miesięcy po wpisie Evity!):
- www.articles.cnn.com

Globalne ocieplenie na Manhattanie

W Nowym Jorku Białe Boże Narodzenie nie zdarza się zbyt często. Śnieg lubi pojawić się najwcześniej  gdzieś w lutym. W tym roku było jednak inaczej. Spadł co prawda dopiero w drugi Dzień Świąt, ale zrobił to kompletnie bez umiaru, jakby trzeba było sypnąć za te wszystkie bezśnieżne Święta z przeszłości. Kilka godzin później już mało kto widział w białym szaleństwie cokolwiek romantycznego. Zaczęła się walka o przetrwanie, bo śniegu przybywało w oczach. Niemalże w ostatniej chwili udało się wrócić promem na Staten Island (rejsy promów odwołano później kompletnie), gdzie został samochód. A potem koszmarny powrót grząską od śniegu drogą, usianą na poboczach tu i ówdzie zakopanymi w śniegu pechowcami. Drogą, która jeszcze o świcie była trzypasmową autostradą. Nam szczęście do końca sprzyjało, jednak ten wielki śnieg będzie się jeszcze przez kilka lat pamiętać.

Kiedy płynęliśmy promem na Manhattan, burza śnieżna dopiero się zaczynała…

Na Time Square wysokie budynki osłaniały od wiatru i nagle zrobiło się zacisznie a nawet kameralnie:

Potężna chmura zawisła nad miastem i tylko krzykliwe kolory reklam jeszcze opierały się wszechobecnej szarości:

Aniołki pod Rockefeller Center. Podobne do tych z Bielska-Białej. Ciekawe kto komu podprowadził pomysł?

Pod choinką przy Rockefeler Center jest zawsze ślizgawka:

Choinka  mimo, że zawsze efektowna, jakoś wydaje się malutka, otoczona przez betonowe kolosy:

I jeszcze  drapanie chmur. Ten po lewej to właśnie Rockefeler Center:


fot. Chris Miekina NYC, USA
www.nowaatlantyda.com

Manhattan

Spacerując ulicami Manhattanu, ma się wrażenie bycia częścią gigantycznej termitiery, która szczelnie wypełniła przestrzeń pomiędzy obiema odnogami Hudson River. W cienistych korytarzach ulic tłoczą się ludzie  przemieszani z samochodami, podążając w sobie tylko znanym kierunku. Dookoła strzelają w górę wieżowce jakby naśladując świat roślin w odwiecznym wyścigu ku słońcu. Ich elewacje – żółte, brunatne, czasem szare przypominają kolor skał, inne jednak z pogardą odrzuciły te materie powierzając swą wysokość tonom szkła i metalu.


Manhattan jak na dżunglę przystało nie jest jednolity. Jest pełen bogactwa form i niezwykłych czasem kształtów, gdzie tuż obok siebie stoją 3 piętrowy domek z czasów kolonialnych i szklano-aluminiowy kolos AEtny.
Największa jednak niespodzianka czeka w samym centrum wyspy, w jej zielonym sercu, którym jest Central Park. To niezwykła oaza i wytchnienie dla wszystkich zmysłów, zmęczonych walką z potęgą molocha. Central Park to luksus, coś co mogło przyjść do głowy tylko najbardziej ekstrawaganckiemu urbaniście, który nagle, w centrum ściśniętego do granic wytrzymałości miasta, pozostawił wolną i niezakłóconą żadną architekturą przestrzeń.

To dookoła Parku, otaczając go szczelnym wianuszkiem rezydencji, zamieszkali najznamienitsi, najbardziej wpływowi i wreszcie najbardziej majętni obywatele miasta. 5 Aleja jest osią i liczy się tylko ten, kto mieszka w jej pobliżu, gdzie tumult miasta ginie skutecznie tłumiony przez soczystą zieleń Parku.

Przystanąłem na jego skraju, vis-a-vis 70-tej ulicy. Przeglądam książki rozłożone bezładnie na zaimprowizowanym straganie. Wszystkie niemalże dotyczyły sztuki. Powoli przekładam więc kolejne tomy wyłapując w nich reprodukcje El Greco, Bosha, Caravaggia i wreszcie mojego ulubionego Vermeera. Nie ma nic wyjątkowego w tym, że lubi się prace właśnie tego malarza, z dalekiego jak droga na księżyc holenderskiego Delft. Docenił go, cały wrażliwy na sztukę świat, snobując się w egzaltowanej kontemplacji otaczającej artystę rzeczywistości, której symbolika tak uniwersalna, pozostała nienaruszona i aktualna do dziś. Powoli kartkuję  solidny tom, wydany przez szacowne wydawnictwo Taschen i w tym samym tempie rośnie we mnie pragnienie posiadania choćby takiej właśnie namiastki dzieł malarza, bo o oryginałach wiszących nad moim łóżkiem nie mógłbym chyba zamarzyć, nawet w najbardziej szalonych snach. Szukam wzrokiem sprzedawcy, który nie musi wcale się wysilać, żeby udowodnić, że w całym swoim życiu nie otworzył jakiejkolwiek ze  sprzedawanych na straganie książek. Cena jaką mam do zapłacenia jest raczej skromna i jej uiszczenie nie podlega najmniejszej dyskusji, bądź rozterce. Szybko odliczam więc potrzebną ilość banknotów i po chwili  siadam na pierwszej napotkanej w parku ławce, zanurzając się w lekturze.

Po raz wtóry tego dnia ostrożnie przekładam stronice albumu, ciesząc oczy widokiem tak dobrze znanych mi obrazów. Kiedy wreszcie zamykam opasły tom, mój wzrok bezwiednie odpływa gdzieś przed siebie, by zatrzymać się na chłodnych murach neogotyckiego pałacyku po drugiej stronie ulicy. Był to kiedyś dom jednego z najbardziej możnych ludzi amerykańskiego świata, stalowego magnata, Henry’ego Fricka. Jego pasją było nie tyle zdobywanie pieniędzy, co wydawanie ich na najwspanialsze dzieła światowej sztuki, by w ten właśnie sposób, zaspokoić swoją próżność. Jego surowo i ascetycznie wyglądająca rezydencja kryje do dziś w swych murach setki dzieł, z których każde z osobna, mogłoby być główną atrakcją najlepszych galerii na świecie. To tam znalazły dla siebie dom obrazy Vermeera, których reprodukcje oglądałem w albumie. Wystarczyło przekroczyć hałaśliwą i ruchliwą ulicę, by znaleźć się w miejscu po brzegi wypełnionym skarbami, przy których bladły te odnalezione w Sezamie przez Alibabę – Chris Miekina
fot. Chris Miekina Nowy Jork, USA
www.nowaatlantyda.com

Zobacz również:
- Krajobraz po bitwie

Polka w NYC

Zazwyczaj zaczyna się niewinnie. Wyjeżdżasz z kraju na wakacje, albo żeby dorobić parę groszy na nowe meble, wymianę okien, wesele córki. Przyjeżdżasz do Nowego Jorku i wsiąkasz. Bo jak tu nie pokochać Nowego Jorku! W tym mieście mieszają się wszystkie kolory, religie i poglądy. Każdy jest tu u siebie i każdy jest mile widziany.


zegar na Grand Central Terminal
Pamiętasz jeszcze z Polski, mówiono Ci: Trzymaj się z daleka od Polaków za granicą! I na początku próbujesz. Ale unikanie swoich rodaków jest niemożliwe nawet na prowincji. A co dopiero w Nowym Jorku, gdzie mieszka Nas więcej niż w każdym mieście Polskim, z wyjątkiem Warszawy. Już na samym początku poznajesz koleżanki i kolegów i nie są ani trochę tacy jak Cię ostrzegano! I jest Ci dobrze, bardzo wygodnie. Aż przychodzi w końcu takie dzień kiedy masz już tego wszystkiego dość. Tych przesympatycznych ludzi, tych wielkich budynków, zaczynasz tęsknić. Na początku myślisz, że tęsknisz za rodziną to normalne powtarzasz sobie.

W końcu zauważasz, że wyszukujesz wszędzie drobnostek, które przypominałyby Ci o Polsce. Idziesz na Rockefeller Center i wzrusza Cię polska flaga:


Jedziesz do Las Vegas i cieszysz się jak dziecko, bo spostrzegłaś polskie nazwisko:


I wtedy już wiesz, dopadło Cię. Tęsknisz za krajem, za Ojczyzną. Parada Pułaskiego staje się obowiązkiem co roku:


zdjęcia z parady Ola M. – dziękujemy!
I nie ma w tej tęsknocie patosu. Żaden z Ciebie wygnaniec, dokonałaś wyboru. Tu masz całe swoje życie. Ale żadne logiczne wytłumaczenia nie trafiają Ci do serca. Ono nie chce słuchać. I zastanawiasz się czy jeszcze gdziekolwiek będziesz czuć się u siebieevita
fot. evita_duarte NYC
www.marzenkowonyc.blogspot.com

Krajobraz po bitwie

Gdy w wolnej grze wyobraźni przywieść na myśl Nowy Jork, niemalże za każdym razem widzimy Manhattan. Manhattan jest niewątpliwie miejscem wyjątkowym i co paradoksalne i unikalne – powszechnie znanym właściwie każdemu z Was – z niezliczonych fotografii w czasopismach, książkach czy filmach. Często też z własnego doświadczenia. Nadnaturalna plątanina betonu, szkła i stali, rzuca się bowiem nie tylko w oczy, ale także i do gardła.

Kiedy wsiada się do samolotu w Rzeszowie, by po dziewięciu godzinach lotu wylądować na lotnisku Kennedy’ego, majestatyczny urok Manhattanu musi zrobić wrażenie na każdym. Strzeliste budynki, jak wieże w średniowiecznych zamkach zaznaczają granice – zwaną tu skyline – pomiędzy ziemią a niebem.

Średniowiecze jednak nigdy nie zawitało na Manhattan. W czasach kiedy budowano potężne mury Carcassone czy Malborka, porośniętą dziewiczym lasem wyspę, przemierzali co najwyżej Indianie Lopate, idąc na plażę w poszukiwaniu ostryg, które w niezwykłej obfitości żyły w potężnych koloniach na brzegach nie tylko Manhattanu lecz także Long i Staten Island. Był nawet taki moment w historii miasta, gdzie właśnie ostrygi stały się jednym z jego symboli, bo odżywiane żyznymi wodami Hudson River, rozmnażały się tu w geometrycznym tempie, jakby za wszelką cenę chciały osaczyć i posiąść wyspę. Nie doceniły one jednak żarłoczności i chciwości człowieka, który wyławiając je bezlitośnie, doprowadził prawie do całkowitego ich wyginięcia.

Nowy Jork jest jak krater wulkanu, który swą lawą tworzy i niszczy, dbając jednak o to, by czas nie zdążył położyć patyny na jego symbolach. Ostrygi zaczęto sprowadzać z Maryland i Maine, a kiedy rodzime, pozostawione w spokoju, wreszcie zaczęły rosnąć w siłę i znów przybierać na liczbie, okazało się, że są… niejadalne, bo zatrute toksycznymi wyziewami miasta.

Szklane wieże Manhattanu błyszczą się jak diamenty na bezchmurnym niebie, a przy złej pogodzie ich szczyty zanurzają się w tłustych, leniwie przesuwających się ku oceanowi chmurach, drapiąc je bezlitośnie.
Te błyszczące diamenty wabią do siebie miliony ludzi i tak jak kiedyś wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, tak teraz wszystkie prowadzą tu właśnie. A Nowy Jork jest próżny i uwielbia być pępkiem świata, dbając aby żadne inne miasto na świecie nie zagroziło jego pozycji.

Czy to przypadek, że terroryści wybrali akurat to miejsce na swą ofiarę? Gdzie indziej w bardziej czytelny sposób  mogli pokazać swój stosunek do naszej cywilizacji?? Nie, nie, to na pewno nie był przypadek.


Na zdjęciach Ground Zero z 2007 roku, czyli wielka dziura w ziemi po zamachu 11 września 2001 roku  na WTC ,  Twin Towers na Manhattanie

Przecież kiedy wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, któregoś dnia jedną z nich przyszli tam okrutni Wandale, zdobywając miasto i obracając je w perzynę. Jest w tym szczególna ironia historii, gdy podobną sytuację możemy obserwować właśnie teraz, gdy współcześni Wandale/Talibani łomoczą do bram miasta, po to, by tak samo jak ich poprzednicy utopić go wraz całym amerykańskim światem w ciemnościach średniowiecza, którego nigdy tu nie zaznano.

Czy więc Nowy Jork, mimo że liberalny aż do bólu, kosmopolityczny do granic przyzwoitości wciąż potrafi pokazać swe kły i pazury? Przemoc i walka jest jego chlebem powszednim, więc wygląda na to, że i tym razem powinno wystarczyć mu sił, by po prostu przetrwać – Chris Miekina
fot. Chris Miekina Nowy Jork, USA
www.nowaatlantyda.com

Pale Male i Lola, czyli myszołowy na Manhattanie

Nie wiadomo dokładnie od ilu lat myszołowy żyją na Manhattanie. Obecność drapieżnych ptaków tej wielkości w tym miejscu, nie była jednak dla ornitologów zaskoczeniem. Szczury i gołębie stanowią główne pożywienie myszołowów a w Nowym Jorku jednych i drugich jest pod dostatkiem. Myszołowy gnieżdżą się zwykle na wysokich drzewach lub w miejscach zupełnie niedostępnych dla ich potencjalnych wrogów, toteż wystające gzymsy wieżowców na Manhattanie, szczególnie przypadły im do gustu.

Para myszołowów gnieżdżąca się przy 5 Av. nr.927, przez długi czas była publiczną tajemnicą nowojorskich miłośników ptaków. Gniazdo do którego ta sama para myszołowów wracała co rok, można było obserwować przez lunetę z Central Parku. Do końca 2004 roku, szczęśliwie wychowało się w nim 7 piskląt. Myszołowy te – zwane myszołowami rdzawosternymi lub włochatymi (Buteo jamaicensis) – dostały od ludzi swoje własne imiona. Samca nazwano Pale Male – ze względu na bardzo jasną karnację upierzenia a samicę po prostu Lola. Jednak nie wszystkim widok tej ptasiej pary sprawiał przyjemność. Budynki przy 5 Av. należą do najdroższych miejsc na świecie i prezydent związku lokatorów – Richard Cohen – wytoczył ptakom świętą wojnę, utrzymując że gniazdo szpeci budynek a ich odchody brudzą elewację. Ponieważ nie ma ścisłych regulacji prawnych dotyczących gniazdowania myszołowów na Manhattanie, w 2005 Cohenowi udało się uzyskać pozwolenie na zlikwidowanie gniazda. Nie przewidział on jednak, jak potężnych wrogów ten czyn obróci przeciwko niemu i szybko pożałował tego co zrobił. Już dwa tygodnie później, w miejscu z którego zrzucono poprzednie gniazdo, zainstalowano specjalną konstrukcję, na której ptaki mogły je odbudować.

Pale Male i Lola ochoczo zabrali się do pracy, ale ze złożnych jajek nie wykluło się w 2005 r. żadne z pisklaków. Gniazdo było zbyt cienkie i samica nie mogła utrzymać właściwej temperatury potrzebnej do wylęgu piskląt. Mimo że od tego czasu myszołowy w sposób znaczący rozbudowały swe gniazdo, rok poźniej znów z jajek nic się nie wylęgło co ogromnie roczarowało nowojorskich miłośników ptaków. Ptaki jednak nie rezygnowały próbując naprawić to co zepsuł człowiek. O ile wykazują one olbrzymi hart ducha i mimo przeszkód i niemalże utraty gniazda wciąż są razem i cierpliwie oczekują piskląt o tyle los człowieka, który wytoczył im wojnę jest zgoła odwrotny. Richard Cohen, który prywatnie był mężem znanej dziennikarki CNN Pauli Zahn po burzliwej sprawie rozwodowej sam stracił swoje rodzinne gniazdo przy 5 Av.
Myszołowy na Manhattanie są oczkiem w głowie miłośnikow ptaków tego miasta i ich życie jest dokładnie fotografowane każdego dnia. Wydawane są albumy i kalendarze ze scenami z życia Pale Male i Loli, która jest drugą towarzyszką życia tego myszołowa. Pierwsza – zwana Pierwszą Miłością – zdechła po zjedzeniu zatrutego trucizną na szczury gołębia. Pale Male miał z tego związku troje pisklaków, z czego jedno z nich nazwano – ze względu na podobieństwo do ojca – Pale Male Junior. Junior w czasie swego pierwszego lotu, porwany podmuchem wiatru uderzył w drzewo. Oczywiście natychmiast zajęli się nim ludzie obserwujący gniazdo i młody myszołów poleciał w swój pierwszy, szczęśliwy lot, już tydzień później. Podtrzymując tradycję rodzinną Pale Male Junior – również osiedlił się na Manhattanie na budynku Trump Parc przy Central Park South. Gniazdo Pale Male i Loli można obserwować z Central Parku, z brzegów stawu na którym urządzane są regaty modeli jachtów.  Powyższe zdjęcie myszołowa rdzawosternego, zrobiłem na Sandy Hook, z którego widać Manhattan – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com