c

Kalwaria Zebrzydowska – Światowe Dziedzictwo Kultury UNESCO

„Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy – Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki – będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich More »

P1050930a

Sucha Beskidzka – Kaplica Konfederatów Barskich

To miało być przejście z Suchej Beskidzkiej do Makowa Podhalańskiego, pieszo, górami. Strony www, w tym wikipedia (sic!), szumnie kusiły: szlak niebieski: Sucha Beskidzka (ok. 365 m n.p.m.) – Mioduszyna (633 m More »

P1050272

Wieś Ostre u podnóża Skrzycznego

Tylko krowa nie zmienia swoich poglądów – moją najulubieńszą  beskidzką wsią już nie jest Żabnica, a Ostre. Ostre leżące u podnóża Skrzycznego, z przepiękną, rozległą panoramą gór, z widokiem na taflę zapory, More »

P1040449

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka. Ze swoim mostem na Sole, przypominającym More »

P1030970

Skoczów, cz. 3 ostatnia

Kogo jeszcze do tego miasta nie przekonały dwie poprzednie części, tego zapraszam na krótki spacer po tym niezwykłej urody, niezwykłej historii malowniczo położonym miejscu. Skoczów, niem. Skotschau, czes. Skočov najstarsze miasto nad More »

P1030325

Malinowska Skała

Dziś krótko – tak jak mówiłam, czuję się tam jak Guliwer na daszku świata… Tym razem nie z Baraniej, a z Przełęczy Salmopolskiej (Biały Krzyż), czerwonym szlakiem w stronę Malinowskiej Skały: Po More »

P1030080a

Ruiny zamku na Wołku

Bo okazuje się, że Beskid Mały to nie tylko malowniczy krajobraz – wspaniałe masywy gór, jeziora i cudowne lasy – ale chyba przede wszystkim człowiek i jego bogata historia. Z Bielska-Białej, udajemy More »

P1020889a

Pszczyna cz. 3 – park, Zabytkowy Park Zamkowy

Zabytkowy Park Pszczyński zajmuje 156 ha i obejmuje Park Zamkowy, Park Dworcowy (przez który prowadziła aleja łącząca zamek z dworcem kolejowym z pominięciem miasta) oraz od strony zachodniej, oddzielony szosą, Park Zwierzyniec More »

P1020001

Bielsko-Biała szlak zabytków techniki cz. 1 – włókiennictwo

Zapraszam na spacer bielskim szlakiem zabytków techniki. W pierwszej odsłonie odwiedzimy Muzeum Włókiennictwa, w którym jak sama nazwa wskazuje, znakomita część eksponatów poświęcona jest właśnie historii włókiennictwa.  Na wspomnienie wspaniałych czasów prężnego More »

DSC05037

Bielsko-Biała – ulica 11 Listopada

Niepodległość, a cóż to jest? Chcemy wolnej, suwerennej Polski, obcych dopuszczamy li tylko jak mają nam tu zainwestować, przed rozparcelowaniem bronimy się rękami nogami, ale dajcie komu dobrą pracę, to już dziś More »

Category Archives: Indie

Yoga dla jogina cz. 1

Gdy lato zamiast kusić urokami letniego szaleństwa przytłacza, odbiera energię i siły witalne,   wtedy dobrą kondycję psychofizyczną lipco-padowej porze, przywrócić można… jogą.

Pojęcie „Joga” wywodzi się z sanskrytu – Yuj, co oznacza „wziąć w jarzmo, okiełznać, zdyscyplinować”. I tak jak się ściąga zaprzęg konny cuglami, aby skierować ich siłę w jednym kierunku, tak właśnie joga dąży do koncentracji ducha, aby w ten sposób doprowadzić do pełnego zharmonizowania.

Filozofia jogi wywodzi się z hinduistycznego systemu sankhya i zakłada istnienie cierpienia. A cierpienie wywodzi się stąd, ze dusza nieśmiertelna porusza łączy się ze śmiertelnym ciałem praktri i z myśleniem citta. Ostatecznym celem jogi jest uwolnienie duszy od ciała i myślenia, przy czym ma to nastąpić już za życia, a nie dopiero po śmierci. Pierwszym stopniem jest JAMA czyli dyscyplina wewnętrzna. Nie zabijaj, nie kłam, nie kradnij, dbaj o czystość cielesną, nie dąż do posiadania dóbr doczesnych… Zgodnie z prawem przyczyny i skutku tj. prawem karmy, winę ponosi nie tylko ten, który zabija, ale również ten, co pozwala zabijać innym. Dlatego dieta jogina powinna być dietą jarską, mleczno-roślinną, uzupełnianą nie zapłodnionymi jajami. Używki typu alkohol, papierosy i środki odurzające są niedozwolone na równi z kuracjami głodowymi ponieważ do nakazów jamy należy utrzymanie dobrego stanu zdrowia.

NIJAMA czyli dyscyplina wewnętrzna obejmuje przepisy dotyczące zabiegów wewnętrznych: zabiegi higieniczne, zadowalanie się istniejącym stanem posiadania, skromność, wygłaszanie oczyszczających formuł oraz poddanie się woli bożej, po której jogin staje się munih i w sensie mistycznym nadaje się do dalszej drogi. Teraz dopiero czas na medytacje, do których przybiera się tak utożsamiane z Jogą określone pozycje ciała zwane ASANY. Najbardziej znaną z nich jest siad w pozycji lotosu. Rozwinęły się także asany o działaniu terapeutycznym i wyróżnić tu należy popularną na Zachodzie hathajogę (jogę cielesną) czyli asany korygujące pracę kręgosłupa, mięśni, stawów, narządów wewnętrznych oraz te mające za zadanie po prostu odprężyć.

Słowo asana jako rzeczownik oznacza „postawa, pozycja” lecz jako przymiotnik jest jednoznaczne z pojęciem „lekki, luźny, przyjemny”. Dlatego podczas ćwiczeń należy unikać przymusu i wszelkiego napięcia. Hatha czyli siła nie oznacza wcale „joga przemocy”. Patańdżali, lekarz żyjący w Indiach w IV wieku po Chrystusie, który zebrał w jedną całość wszystkie sutry, pisze „pozycja ciała w asanie powinna być mocna i przyjemna”. W praktyce oznacza to, że uczeń winien przyjmować określoną pozycję ciała w taki sposób, by było to dla niego przyjemne i mogło być wykonywane na luzie. Powoli, krok za krokiem, każdy może zbliżyć się bez przymusu do idealnego wykonania asany np. jednego z bardziej znanych ćwiczeń – stania na głowie. Ale o tej asanie jak i innych już w następnym odcinku. No chyba, że aura będzie wreszcie łaskawsza, a wtedy „boście joginki som!” – ew
Źródło: Ulf Böhmig

Himalajski spacerek – cz. 3 Człowiek


Jeśli przychodzi życie, oto jest życie. Jeśli przychodzi śmierć, oto jest śmierć. Nie ma powodu, abyś był pod ich kontrolą.

Pahar Gańdż z okna hotelu Relax. Ta dzielnica słynie z tanich hoteli i sklepów dla turystów. Znajduje się w pobliżu dworca kolejowego New Delhi. Turyści nazywają ją Main Bazar, ale naprawdę nazywa się Pahar Gandż, co oznacza „góralska wioska”.  Poza tym jabłka, banany, riksze, lato… wieczne lato kwitnie w Indiach, a Hinduski ubierają się w to co mają najlepsze. To są biedne kobiety, ale sari zawsze mają czyste:

Strój codzienny:

Pranie:

Podróżniczki. Tamtejsi górale „pahari” szybko chodzą, a kobiety do wszystkiego ubierają się ładnie. W czasie żniw mają na sobie wszystkie korale i wisiorki i najładniejsze szaty:

Ta rzeczka to Wisznumati. Za nią już przedmieścia Kathmandu:

Kathmandu przy studni. Ziemia czasami parzy, taka jest gorąca. Człowiek nie przyzwyczajony do chodzenia boso musi ubrać buty:

Albo sadzawka przy świątyni Sikhów. Ta woda jest po to by do niej wchodzić i myć się. Woda to rzadkość i świętość:

Sikhowie. O Sikhah było głośno, gdy dokonali zamachu na Indirę Gandhi. Był to rok 1984. Byłem w tym roku Indiach, ale wyjechałem kilka dni przed zamachem. Sikhowie są bardzo sumienni i nie zmrużą oka. Dzida jest tu jednemu z nich  potrzebna, bo to jest strażnik świątynny:

Słonie świątynne. One nigdzie nie idą, tylko witają odwiedzających świątynię. Właściwie domagają się ofiary na rzecz świątyni. Cały dzień na nogach. Taki ich los, z wyjątkiem kąpieli, która im się należy, ale czy są jeszcze szczęśliwe zwierzęta?

Słoń w Kathmandu. W trakcie posiłku, więc czyżby ściągnął z jakiegoś straganu pożywienie?

Królowe indyjskich dróg… Wypasione to one nie są, ale żeber nie widać. Żyją z wyrzucanych liści i skórek bananów. Czasem uda im się mlasnąć jakieś jabłko. Grozi im nagana, pogrożenie palcem lub kara chłosty, jeżeli zrobią to muzułmaninowi i nikt nie widzi:

i… władca świętego miasta – byk. Natomiast ta budowla w głębi, to świątynia boga Dżaganatha. Dżaganath to największy bóg hinduizmu. Utożsamiany z Wisznu i Kriszną. Mieszka w świątyni w świętym mieście Puri. Niektórzy uważają, że istnieje 33 tysiące bogów w hinduizmie. Inni zaś, że bogów hinduskich jest 330 tysięcy:

Nepalskie dzieci. Biedne dzieci,  pracujące dzieci, liczą, że dostaną cukierka…

…dzieci ciekawskie i łobuzowate, przedrzeźniały nas:

Suszenie ryżu. Ryż musi być suszony a potem łuszczony. Dużo roboty jest przy nim:

Coś dla turystów. Na samym środku jest Ganeśa, ładny demonek, właściwie dwa demonki, i misa do dźwięku, i noże robione specjalnie dla turystów. Prawdziwe noże kukri mają pochwy zrobione z drewna i czarnej skóry:

Apteka wprost z ulicy, a w niej również korzenie: imbir, cynamon, wanilia w laseczkach, kardamon i koriander:

Uliczny sprzedawca lemoniady:

Hafciarz:

Tragarz. Tam w Kathmandu jest zawsze ciepło. Nigdy nie pada śnieg, ale ludzie przyjeżdżają tutaj, by się ochłodzić od skwaru Indii. Wysokość n.p.m. 1400 metrów:

Na koniec… kremacja w Pasiupatinath, nad brzegiem Bagmati, świętej rzeki. Przed wojną mieszkały tam gawiale. Niestety,  takie widoki też się zdarzają:

fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl

Zobacz również:
- Himalajski spacerek – cz. 1 Góry
- Himalajski spacerek – cz. 2 Miasto

Himalajski spacerek – cz. 2 Miasto

Most między Kathmandu i Patanem. Na zdjęciu również pagoda i bielejąca w oddali wieża strażnicza zwana Bhimsen Tower. Niektórzy biorą ją mylnie za minaret:

Świątynia hinduska – Pahar Gandż:

W klasztorze buddyjskim:

Fragment świątyni sikhijskiej, Gurudwary. Gurudwara to nazwa świątyni sikhijskiej. Gurudwara to coś pośredniego między hinduizmem a islamem. Znajduje się w tej świątyni święta księga „Adi Granth”, przy której jest zawsze kapłan sikhijski. Ta gurudwara znajduje się w centrum New Delhi, ale znam jeszcze jedną przy grobowcu Humajuna, są bardzo podobne do siebie:

Nad rzeką Wisznumati – nie ma Indii bez prania!  – bawoły i… „zamek”, czyli stupa buddyjska Swajamhunatn. Swajambhu oznacza istotę, która powstała sama z siebie. Może to jest jedno z imion Pradżapatiego czyli Brahmy?

W Kathmandu. Ta świątynia to mieszkanie bogów, jeśli im nie przeszkadza pranie, to niech tak będzie. W Indiach wystarczy 15 minut aby pranie wyschło:

Otoczenie Bodnath. Dachy słomiane albo trzcinowe? W każdym razie bardzo zadziwiające. Sam zaułek dziwny… Biały budynek w głębi to największa stupa w Nepalu:

Okno. Ono wygląda z obydwu stron jednakowo:

Kinkinimala – dzwonek wietrzny. Wisi dosyć wysoko więc nie jest prosto go potrącić, dlatego dzwoni tylko gdy wiatr wieje. Kinkinimala – boski wiatr:

Connaught Place – New Delhi. Niestety nie mam podziemnej fotografii. Są tam 3 ronda i ulice jak w labiryncie… podziemie pod ziemią, kilkaset sklepów i barów. To samo centrum New Delhi, ale znajduje się pod ziemią jako Palika Bazar:

Thahity Tole. Zdjęcie zrobiłem z 4 piętra hotelowego. Na sznurkach wiszą trójkątne papierki z modlitwami – Tybetańczycy tak wieszają modlitwy – nepalska flaga to są dwa trójkąty. Może więc to od tego?

Kathmandu, zaułek. Ta uliczka należy do szlaku poszukiwaczy skarbów. Chodzi o zabytki. Sporo rozwieszanego prania, bo obowiązkiem religijnym hindusa jest myć się 5 razy dziennie:

W labiryncie świątyń – Pasiupatinath. To są kapliczki, w których stoją symbole Śiwy, tzw, lingamy:

Śiwa i Parwati, to są prawdziwi bogowie himalajscy:

Sadzawka świątynna. I drzewo – bramin mówił, że liczy ono 3500 lat:

Park Lodi w Delhi. Ten Park Lodi w rzeczywistości nazywa się Lodi Gardens, czyli ogrody a nie park. Meczety w Indiach mają dziedzińce, na których zbierają się wierni. Meczet musi mieć jedną ścianę w stronę Mekki. I tam zwracają się modlący:

Meczet „ogrodowy”.  Stoi on w ogrodach dynastii Lodich. W tych ogrodach jest około 40 grobowców, na niektórych nawet brak napisów i nie wiadomo kto tam leży. Po prostu sztuka dla sztuki:

Na koniec peryferie, czyli latarnia morska w Mahabalipuram. Dziwna latarnia z ogniskiem. Na jej szczycie rozpalano w dawnych czasach ognisko, będące sygnałem dla okrętów. Pierwszy raz taką widziałem:

fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl

Zobacz również:
- Himalajski spacerek  – cz. 1 Góry
- Himalajski spacerek – cz. 3 Człowiek

Wrota tropików kryptonim Alaknanda

Na esencję życia składają się drobiny i zjawiska ekstremalne, krajobrazy zmieniane  przez światło, stare opowieści, gwiazdy, ptaki śpiewające i deszczowy szum, wszystkie zdumienia i cała ta dzika kraina z powietrzem zanurzonym w zieleni, z cieniami wielkich, przesuwających się chmur. (K.S.)

Wysiadłszy z samolotu na lotnisku Vera Cruz w Bombaju poczułem po raz pierwszy skwar i upał tropikalny. Nie było jednak czasu na roztkliwianie się, czekała nas kontrola celna i paszportowa. W Dubaju kupiłem dwie butelki Johnny Walkera, o jedną za dużo, niż pozwalały przepisy, ale J. B. mój guru, który był już raz w Indiach, powiedział, że na drugą celnicy przymykają oko. Zresztą rozglądając się po współpasażerach zauważyłem, że jeden miał dziesięć butelek i wcale nie starał się tego ukryć, wręcz przeciwnie obnosił się z tym dookoła. Jak się zaraz okazało w tym szaleństwie była metoda.  Pod czujnym okiem stróżów celnych został wyłowiony z tłumu i skierowany do osobnego pomieszczenia, gdzie jak przypuszczałem będzie musiał się z tego wytłumaczyć.  I rzeczywiście wykręcał się tam gęsto, skoro wychodząc miał już tylko osiem butelek. Dla ścisłości powiem, że butelka whisky w Dubaju kosztowała 2 i pół dolara a w Bombaju już 25 dolców.

Nareszcie wydostaliśmy się na ulicę i rozpoczęło się łapanie taksówki. Właściwie taksówki czekały, tylko chodziło o utargowanie dobrej ceny. Gdy wreszcie usadowiliśmy się z trudem w czworo plus nasze cztery plecaki, każdy ważący po 20 kg i do tego cztery torby podręczne, każda po 10 kg i właśnie co mieliśmy odjeżdżać, gdy zjawiła się nagle Hanka S. ważąca około 120 kg i jej bagaż o ciężarze około 50 kg . Zażądała bez ogródek, abyśmy ja wzięli do środka i na nic nie pomogły nasze protesty, że nie ma miejsca, po prostu się władowała z całym bagażem a szofer nawet nie protestował, jakby był do takich rzeczy przyzwyczajony.

30 kilometrów jazdy z lotniska do centrum pozwoliło nam  napatrzeć się na ciągnące się kilometrami tzw. slamsy, czyli budy postawione z desek, kawałków blachy i tektury. Byłem zaszokowany, nie pierwszy raz zresztą. Później gdy już łyknąłem  trochę Indii, dowiedziałem się, że tam nie mieszkają najwięksi nędzarze, lecz ludzie posiadający pracę i nawet mają telewizory i lodówki, tylko nie posiadają mieszkania, a mówiąc ściślej mają mieszkanie, lecz nie nadające się w chwili obecnej do zamieszkania, bo np. developer ma trudności z płynnością finansową. Widziałem film, na którym właściciele takiego mieszkania raz na tydzień odwiedzają je i doglądają jak wre praca i tak już przez kilka lat.

Tymczasem dojechaliśmy do centrum, przy czym jednocześnie zapadł zmierzch nagle, jak to w tropikach. A to centrum typowo europejskie, o którym himalaista R. Karpiński pisał w 1939 roku, że posiada więcej samochodów niż cała Polska., zamieniło się nagle w dzielnicę niedoświetloną, do której dochodziły jedynie błyski lamp naftowych ze sklepów. Dobrze, że był ze mną Janusz B. mój guru, który umiał w tym gąszczu lawirować i znaleźć w końcu hotelik, odpowiadający naszym możliwościom finansowym, bo o komfort nikt się nie martwił. Byliśmy wszak turystami przyzwyczajonymi do spania na ziemi i w chłodzie, chociaż tu chłodu akurat nie było, wręcz przeciwnie panowało gorąco, mimo zachodu słońca.

Zapamiętałem tylko tyle z porad mojego guru. „Indie to kraj, przez który trzeba przelecieć jak najszybciej,  dotrzeć do Nepalu i dalej w Himalaje.” Nie wiem jednak dlaczego byłem w Indiach dziewięć razy i pojechałbym jeszcze więcej, gdyby nie słabość charakteru. To uzależnienie i trzeba z nim walczyć jak z alkoholizmem.
fot. Psi Ząb nad Alaknandą, Indie
www.kazir.blog.onet.pl

Impresje himalajskie, czyli papierowe konie szczęścia

W książce „W sercu Azji”, wydanej w Nowym Jorku w roku 1929, Rerich pisze, że w Ladakhu jest następujący zwyczaj praktykowany przez lamów. W dżdżystą pogodę mnisi udają się na szczyty himalajskie i tam wypuszczają konie papierowe, pomalowane na czerwono. Mają one wyobrażać konie szczęścia. Jest to rytuał buddyjski polegający na ofiarowywaniu koni szczęścia. Wiatr porywając te papierowe koniki unosi je w dal, do mitycznej krainy Szambhali, położonej gdzieś na północy i tylko zorza polarna jest jej odbiciem na niebie.

Nigdzie nie mam miejsca.
Nigdzie nie mam nikogo,
Nigdzie nie mam niczego.
Anguttara nikaja

Z Atting wyszliśmy rankiem, mając nadzieję, że przy żelaznym moście złapiemy ciężarówkę, ale czekając tam dwie godziny, gdy nic nie nadjechało ruszyliśmy dalej, dopóki nie osiągnęliśmy klasztoru w Sani, najstarszego w Zanskarze. Wg tradycji miał go zbudować król Kaniszka z dynastii Kuszanów w II wieku po Chr., a legenda dodaje, że zbudował jeszcze tysiąc innych gomp i to w ciągu jednej nocy. Na dziedzińcu stoi upamiętniająca to zdarzenie stupa, zwana czortenem Kaniszki. W VIII wieku odwiedził to miejsce sławny Padmasambhawa, ten który pierwszy zaniósł płomień wiary buddyjskiej do Tybetu, a ze znamienitych gości należy wymienić także tantrycznego jogina Naropę.

Gdy na weselu ukradł curry, Naropa  przeżył wtedy śmierć swego ego, po to by posiąść skarb mahamudry, a Tilopa kazał mu znaleźć dziewczynę, z którą żył w zdrowiu, wierności, szczęściu i miłości, ale guru zażądał tej dziewczyny dla siebie i zbił ją za to, że odwróciła się od niego i uśmiechnęła do Naropy. „Przyjemnością jest ofiarować mudrę jako zapłatę dla guru”, powiedział Naropa. „Jesteś wart wiecznej błogości” odpowiedział guru. Naropa jednak musiał ponieść karę za związek z dziewczyną. Dręczony wyrzutami sumienia tłukł kamieniem swój członek. Potem przechodzi okres pozornego szaleństwa, bawi się, śmieje się, płacze jak dziecko, a później osiada w Pulahari i naucza przez resztę życia.

Wieczorem w restauracji przysiadła się do nas Japonka Aoki, która przebyła samotnie drogę z Keylongu w Lahoul do Padum przez Szingo La, pięciotysięczną przełęcz. Teraz jednak postanowiła znaleźć towarzystwo, ze względu że kończyły się tereny zamieszkane przez ludność buddyjską. Tak więc odtąd podróżowaliśmy we troje.

Opuszczając gospodę, zauważyłem na ladzie brudną i zatłuszczoną książkę pod tytułem „Ladakh das andere Tibet”, napisaną przez niejaką Helgę Hirschfeld. Zaciekawiony, zacząłem przeglądać: dużo fotografii, wprawdzie czarno-białych ale pierwszorzędnej jakości, także dużo szkiców i rysunków a do tego szczegółowe opisy zabytków. Pewnie jakiś treker zgubił, albo przeczeńdżował za kilka działek haszu. Kupiłem ją za 40 rupii, co nie było mało, ale mam tę książkę do dziś i wiele mądrości, którymi się dzielę z czytelnikiem, pochodzi właśnie z niej. Habent sua fata libelli.

W ruinach meczetu Qutab Minar:

Kolumna żelazna (sic!) Qutab Minar – IV wiek n.e.:

Birla Mandir – Laxmi Narayan:

Birla Mandir – wdowa:

Birla Mandir – rodzina:


Pahargańdż:

Minarety:

Meczet piątkowy – Delhi:

Delhi – Firoz Szah Kotla:

Czerwony zamek – Lal Qila:

Pod murami zamku:

Pożegnanie z Czerwonym Fortem…
fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl

Z Kisztuaru do Padum, czyli himalajskie mosty

Droga z Kistuaru do Padum wiedzie wzdłuż Czenabu, jednej z pięciu rzek Pendżabu. Idzie się przez dziesiątki mostów, gdyż droga przewija się to z lewej strony na prawą i na odwrót. Maszerowaliśmy z Krzyśkiem dziarsko, chociaż muszę się przyznać odstawałem trochę, ze względu na tuszę i wiek. Krzysiek był dziesięć lat młodszy ode mnie. Pamiętam jak zdawał egzamin  ze wspinaczki. Później wziąłem go na jego pierwszą wspinaczkę zimową  w Tatrach, a teraz pierwszy raz przyjechał do Himalajów i znowu musiałem go inicjować.

pozerski most

kroksztynowy most
Ten egzamin wspinaczkowy odbywał się w Dolince Mnikowskiej pod Krakowem. Przyprowadziłem go wraz z kolegą z Rudawy przez pola i miedze do pięknej dolinki, gdzie stał ołtarz z obrazem namalowanym przez Eljasza Radzikowskiego. Obok tego obrazu wznosiła się skała z drogą Chmielowskiego, która miała stać się sprawdzianem umiejętności taternickich Krzyśka i jego kolegi. Czekaliśmy tylko na kierownika kursu i przewodniczącego komisji egzaminacyjnej, słynnego Druciarza. Wreszcie usłyszeliśmy warkot motoru. Tak to mógł być tylko on, na swej wspaniałej wuefemce, bo któż wtedy miał motocykl. Wreszcie zobaczyliśmy pojazd i jego kierowcę, który pochylał się raz do przodu a raz do tyłu, jak starozakonny w synagodze. Cóż się okazało. Miał defekt, co wówczas zdarzało się to dość często. Jako doświadczony inżynier mechanik, Druciarz zawsze najpierw kopał motocykl w tylne koło, potem w przednie a następnie w karburator, gdy to nie pomagało zabierał się do naprawy. Tym razem nawaliła przepustnica, zwana potocznie „droselklapą, która ryksztosuje”…  Druciarz przywiązał jeden koniec sznurka do droselklapy, drugi zaś do guzika marynarki i gdy chciał dodać gazu wychylał się do tyłu, a gdy chciał zwolnić to do przodu. Stąd to kiwanie się.

drewniany most
Wraz z Druciarzem przyjechała jego małżonka. Pogoniłem chłopców, by rozpalili ognisko i zasiedliśmy razem  do posiłku. Wtedy jeden z nich podszedł do plecaka i wyciągnął drogi zagraniczny wermuth. Druciarz aż westchnął, gdyż oprócz zamiłowania do wspinaczki miał jeszcze upodobanie do trunków. Ja tylko pomyślałem sobie, że za jedną taką butelkę mogły być dwie flaszki wybornego jabcoka. Po wypiciu wermuthu wstał Krzysiek i sięgnął do plecaka, z którego wyjął przedniej jakości wino gronowe.. Wtedy Druciarz nachylił się ku mnie i szepnął mi do ucha: „Oni już zdali egzamin”.

mostek

most z dachem
Rzeczywiście egzamin był tylko formalnością. Na zakończenie egzaminu Druciarz pokazał nam jeszcze drogę wspinaczkową poprowadzoną tuż przy ołtarzu i zwaną dlatego „drogą przez ołtarz”. Wspinając  nią najwygodniej było postawić nogę na ołtarzu, co bardzo ułatwiało przejście jej. I większość wspinaczy tak właśnie robiła.  Ja też, ale nie Druciarz, który był bardzo nabożny i wspinając się tam, nigdy nie postawił nogi na ołtarzu.

most linowy
A przed nami w Kaszmirze czekały mosty himalajskie.

himalajski most

himalajski most
Droga z Kistuaru do Atholi zabrała nam 3 dni, w tym dwie godziny jazdy autobusem do Galhar. Dzisiaj na tym dystansie funkcjonuje regularna komunikacja autobusowa. Nawet były już wypadki. W roku 2000 autobus zmierzający do Atholi podczas pokonywania zakrętu, nie wyrobił i stoczył się 30 metrów w dół do Czenabu. Zginęło wtedy 14 osób – to byli ci, którzy siedzieli na dachu. Rannych było 20 pasażerów, to byli ci, którzy siedzieli w środku. Przyczyną wypadku była prawdopodobnie zbyt duża prędkość pojazdu.
fot. Psi Ząb Himalaje
www.kazir.blog.onet.pl

Kovalam – kokosowy zagajnik

Każdy z nas, będąc w jakimkolwiek miejscu na świecie, zastanowi się prędzej czy później, jak było tam kiedyś. I to nie dziwi, bowiem historia to jak człowieczy pomost między „skąd” i „dokąd”. I otóż stała się rzecz przedziwna, gdyż poznane przez nas na Ecodniu miejsce (dzięki archiwalnym zdjęciom i wspomnieniom udostępnionym przez Psiego Zęba), oto odkrywa ono dziś swój obecny wizerunek. Kovalam – oznaczający kokosowy zagajnik.



Chciałabym widzieć minę człowieka, gdy serfując leniwie po necie napotkał na wspomniany wpis Indyjskie Kovalam Beach, czyli z kłódką na plażę. W nim zobaczył owszem tekst, w nic nie mówiącym mu polskim języku, ale i piękne, bo archiwalne zdjęcia, widziane  zapewne pierwszy raz w życiu. Dzięki Camowi, który z kolei poserfował po tego naszego gościa stronce: India Guide, oto przed nami całkiem spora garść cennych informacji, które mam nadzieję, pozwolą zobaczyć minę Psiego Zęba :) I to nie tylko podczas czytania, lecz szczególnie, gdy zobaczy wybrane przez Cama aktualne zdjęcia. Okazuje się, że Kovalam dziś, jest nie tylko ulubionym miejscem rybaków, ale i… hippisów.  Są jeszcze tacy? Niestety, spokojne dni z dawnych lat już dawno minęły i teraz na plażę przyjeżdża wielu nie tylko hinduskich turystów. Ta popularność sprawiła, że plaże Kovalam z całą pewnością utraciły dziś, swój uwodzicielski wizerunek.

Plaża Kovalam znana jest jako „Raj Południa”. Kovalam łączy ze sobą trzy przylegające do siebie i wygięte w sierp plaże, z najbardziej wysuniętą na południe sławną i znaną również przez nas, Plażą Latarni Morskiej.
Oprócz plaży w Kovalam w okolicy znajdują się także inne plaże takie jak Varkala, Shanghumugham i inne. Varkala jest tu szczególnie godna uwagi, bo to jedyna plaża w południowej Kerali, gdzie można zobaczyć klify przylegające do Morza Arabskiego. Podobno jeżeli Goa jest dla wędrowców,  to Kovalam jest dla tych, którzy szukają spokojnego odpoczynku w naturalnym rytmie. Niemniej o ten naturalny rytm, coraz tu trudniej. Piękne plaże są coraz bardziej zatłoczone, bo miejsce to, jest coraz bardziej popularną turystyczną atrakcją dla? Chyba jednak już tylko tych bogatszych turystów. Powtarzające się slogany „doskonale  warunki zamieszkania; odpowiedni tropikalny klimat; wspaniale smakujące owoce morza; ajurwedyczne masaże, płytkie i spokojne morze idealne do pływania;  baza do uprawiania surfingu i innych sportów wodnych”, po których znacząca informacja, że ludzie tutaj mówią po malajsku, angielsku i tamilsku – hindi nie jest tu już popularny.

Podróżując  po południowej Kerali większość  turystów doradza, aby szukać kwatery w Kovalam a nie w mieście Trivandrum. I tak zrobił również  Psi Ząb. Zawsze można podjechać do Trivandrum na zwiedzanie, bowiem wyprawa do Kovalam, to mieszanka wypoczynku na plaży i propozycja zwiedzania pomników i świątyń w Trivandrum.  A teraz najlepsze „Wieczorki w Jalatharangam Seaside są organizowane przez biuro turystyczne  w Kerali, w każdy piątek, sobotę i niedzielę od połowy grudnia do polowy marca” szkoda, bo byśmy poszli. Festiwal Taneczny Nishagandhi z Trivadrum, odbywa sie pod gołym niebem co roku w lutym.  Zresztą Trivandrum znane jest nie tylko z tego. To również rękodzieło, wyrób masek, tkanin, rzeźb i wyrobów  z brązu.Typowe sari z Kerali, białe ze złotym obszyciem, można nabyć właśnie w Trivandrum. Trivandrum to również Muzeum Napier i Kuthiramalika, które mają w swoich zbiorach eksponaty z Kerali. Pałac Padmanabhapuram znajdujący się 52 km od Trivandrum, który został zbudowany przez władców Trivandrum, a świątynia Ananthapadmanabhaswamy… ufff, jest największą budowlą w Trivandrum.

W Kovalam można wynająć prywatną kwaterę, w której znajduje się nowoczesne wyposażenie. Nie jest to może, to samo co hotel, ale daje poczucie prywatności i oddaje charakter miejsca, które się zwiedza. Z drugiej strony ludzie zamożni mogą  wynająć pokój w luksusowym hotelu prowadzonym przez Lile Kempinski. Pocieszającym jest jednak najbardziej Ponmudi, który jest górską stacją w odległości 60 km od Trivandrum. Znajduje się tam bowiem hotel  KTDC, gdzie można wynająć pokój w cenie 5-8 $ za noc. Jak dla mnie to chyba niedrogo? Znajduje się tam także bar, a taksówka zabierze nas do hotelu i będzie czekać nawet całą noc, aby znów zawieźć na plażę, za  jedyne 15-20 $. Taksówkarz będzie spał w samochodzie i nie trzeba się czuć zobligowanym do wynajęcia mu pokoju.

Zanim całkiem zapatrzymy się w te jakże inne zdjęcia, od tych, które znamy, jeszcze tylko garść ostatnich informacji. Czy i dziś w Kovalam można zjeść na liściu banana? Otóż okazuje się, że w „Lonely planet” oferuje  się w ogóle wegetariańskie jedzenie.  Z kolei na Plaży Latarni Morskiej, można wypróbować takie miejsca jak „Rock Cafe”, „Coconut Grove” i „Fusion”. „Lobster Pod” ma dobre owoce morza. A jeśli  chce się zjeść wystawniej, należy odwiedzić restaurację „Taj Green Cove”.  Jak dojechać do Kovalam? Samolotem – najbliższy port lotniczy znajduje sie Trivandrum – 20 km od Kovalam, pociągiem – Trivandrum Central  jest najbliższą stacją kolejową, lub samochodem – z Trivandrum to 16 km. Za taxi trzeba zapłacić 400-500 rupii… Które Kovalam lepsze? -  Ela Wolny
tłum. Chris Miekina

Women, czyli parytety damsko-męskie

Podczas przeglądania książek „Nepal” i „India” z serii Insight Guides (Wewnętrzny przewodnik), wydanych przez  APA Productions z Singapuru, od wymienionego poniżej, i napotykając po drodze zdjęcia kobiet, z którymi nie sposób było się nie utożsamiać będąc przecież jedną z nich, przygotowałam tych kilka zdjęć. Starałam się pokazać kobiety pochodzące z wszelakich kast społecznych,  będące przeróżnej urody i w każdym wieku, uchwycone w różnych sytuacjach życiowych. Czy łączy je jedno?

Nepal Insight Guides

W Nepalu jest taki zwyczaj, że kobieta najpierw przygotowuje jedzenie dla męża, następnie zaś z tego co on pozostawi przygotowuje jedzenie dla dzieci. Na końcu zaś przyrządza  dla siebie jedzenie, z tego co pozostawią na talerzu dzieci. Kobiety są tak głodzone, że nie mają siły by wejść po schodach na pierwsze piętro. Chodzi głównie o to by nie miały ochoty myśleć o innych mężczyznach.

W Indiach istnieje zwyczaj wyposażania panien wysokim posagiem, który jest niezbędny w celu wydania za mąż kobiety. Obiektywnie patrząc jest to klęska finansowa dla rodzin posiadających panny na wydaniu. Dlatego istnieje proceder zabijania dziewczyn  tuż po urodzeniu. Wystarczy zrobić dwie dziurki na nodze i powiedzieć, że to zrobiła kobra. Oczywiście nie ma zwyczaju, aby policja przeprowadzała dochodzenie.
U plemienia indiańskiego Janomanów istnieje zwyczaj bicia kobiet. Żadnej kobiecie nie udaje się uniknąć brutalnego traktowania. Wszyscy mężczyźni maltretują żony. Dobrzy mężowie tylko je tłuką i okaleczają, okrutni ranią i zabijają.
- Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl

Dziwnie się czyta siedząc w wygodnym fotelu, w naszej szerokości geograficznej, tkwiąc w innej tradycji, innej kulturze.  I wiedząc, że jak pije, bije, poniewiera to można mu powiedzieć delikatnie – won! A jak się czyta widząc te twarze?

Nepal Insight Guides
Jest tu młoda  dziewczyna  z Larjung, ze wsi Thakali niedaleko Dhaulagiri, a już  tylko nieco starsza siedzi ze swoim dzieckiem przed domem,  jest też kobieta z plemienia Thecho… Albo kolorowo ubrana służąca z plemienia Rai podczas przerwy w pracy,  a obok The Kumari, czyli żyjąca bogini reprezentująca  boską  siłę na ziemi. Jest też wstydliwa braminska dziewczyna rzucająca spojrzenie spod woalki i obeznana w swej sztuce artystka, prezentująca tradycyjny taniec. Jest kapitalna mocna kobieta z ludu  Chhteri,  nosząca tradycyjny bawełniany ubiór i biżuterię  z koralików, obok mającej za sobą życie, pooranej bruzdami staruszki. To Nepal, bo Indie to już kwintesencja czaru, urody i radosnej piękności. Przy opisach kobiet z doliny, powtarza się „Tamillian belle – tamilska piękność”,  „Rajasthani beauty – ślicznotka z Radżastanu”, albo „Banjara Gipsy – Cyganka z Bandzara” i tu akurat nie trzeba dodawać, że jest to chodząca piękność… Czy też ją trzeba pilnować w ten barbarzyński sposób? -  ew

India Insight Guides

Wojna Gandharwów z Nagami

Gandharwowie – Synowie Kaśjapy I Muni zamieszkiwali w niebie, zwanym niebem gandharwów, gdyż takie nosili imię. Niegdyś byli strażnikami niebiańskiego napoju, zwanego somą. Mogli do woli nią rozporządzać, ale zbyt zadufani w swoją moc stracili nad nią władanie. Przyczyniła się do tego Saraswati, córka Dakszy, bogini mądrości i krasowóstwa. Potrafiła ona oczarować gandharwów i wyłudziła podstępnie somę. Chcieli oni, aby Saraswati została u nich w zamian za napój nieśmiertelności, ale ona się na to nie zgodziła i odeszła do bogów, bo tam należało jej serce.

Po tym zdarzeniu gandharwowie zajęli się muzykowaniem i umilaniem śpiewem życia bogów w niebie Indry. Śpiewali słodkimi głosami i grali na lutniach w Himalajach, gdzie mieszkańcy nieba spędzają czas na beztroskich rozrywkach. Niekiedy z niebios słychać ich słodkie śpiewanie, w czystym zaś powietrzu pojawia się mieszkańcom ziemi miraż, ukazujący mury miasta z wysokimi pałacami i basztami, miasta gandharwów, jednak biada temu, który mimo woli ujrzy to miasto.

Nagowie – Węże zamieszkują na powierzchni ziemi, nie tylko w oceanach, gdzie strzegą skarbów. Królewskie węże: trzygłowe, siedmiogłowe i dziesięciogłowe władają niespotykanymi bogactwami. Głowy mają ozdobione drogocennymi koronami a na piersiach zwisają złote łańcuchy. Nagowie są potężni i mądrzy, a wodzowie tego plemienia zjednali sobie łaskę i przyjaźń bogów.

Pochodzą oni od Kaśjapy i Kadru, którzy byli ich rodzicami. Mieszkali oni w podziemnym świecie Patala, gdzie wzniosły sobie wspaniałe pałace kapiące od złota i drogich kamieni. Królem ich jest mądry wąż Wasuki, który rządzi w podziemnym mieście Bhogowati, pełnym niespotykanych skarbów. Niektórzy nagowie zamieszkują dna oceanów, w podwodnym świecie Waruny.

Oprócz nagów i gandharwów Kaśjapa miał jeszcze innych synów z innymi żonami. Najstarszymi dziećmi jego byli asurowie i bogowie, których urodziły trzy starsze żony. Dziesięć innych żon dało życie licznym i różnym istotom zamieszkującym ziemię, przestworza niebieskie i światy podwodne. Surasa powiła ogromne smoki, Ariszta została rodzicielką sów i wron, jastrzębi i kań oraz papug i innych ptaków; Winata zrodziła gigantyczne ptaki słoneczne – suprany, Kapila jest matką krów. Pozostałe żony jak Kadru urodziły nagów a Muni – gandharwów.

Król Wasuki ma do pomocy dwóch pomocników, też królów, tysiącgłowego Śeszę i Takszapę. Podobno jest 1000 nagów a Naginie słyną z wielkiej piękności. Śesza wyleguje się cały czas na dnie oceanu,  na jego splotach zaś śpi bóg Wisznu.

Wojna Gandharwów z Nagami – Zarówno nagowie jak i gandharwowie mogli zmieniać swą postać w zależności od potrzeby. Często jedni i drudzy zjawiali się wśród ludzi w ludzkiej postaci. A ziemscy królowie brali sobie nierzadko za żony naginie, odznaczające się niespotykaną urodą, a które właściwie były wężycami. Lubieżni zaś gandharwowie byli szczególnie niebezpieczni dla kobiet, które prześladowali i uwodzili przy pomocy swej mistrzowskiej gry i czarującej powierzchowności. Na weselu każdego człowieka obecni są, oprócz boga ognia Agniego i Somy, boga księżyca, niewidzialni gandharwowie, jako ukryci rywale pana młodego. Mówi się, że odżywiają się oni zapachami i stąd ich nazwa. Gandha to zapach.

Niegdyś w dawnych czasach pod dowództwem swego króla Wiśwawasu napadli na spokrewnionych z nimi nagów w ich podziemnym królestwa. Dzięki zasadzce pokonali ich i zrabowali wszystkie kosztowności oraz skarby. Nagowie zwrócili się  z prośbą o opiekę do boga Wisznu, który zstąpił do podziemnego świata i zmusił gandharwów do oddania zrabowanych skarbów a samych gandharwów przepędził. Wówczas zawarta została przyjaźń między Wisznu a tysiącgłowym kosmicznym wężem Śeszą, zwanym też Anantą czyli   „Bez końca”, który był bratem króla wężów Wasuki. Od tego czasu bóg Wisznu spoczywa na splotach Śeszy na dnie oceanu i tylko wtedy się budzi, gdy zachodzi ku temu potrzeba – Psi Ząb
fot. Wikipedia:  Wisznu i Lakszmi  spoczywający na Śeszy
www.kazir.blog.onet