Tag Archives: Z.P. Wasilewski

Ogrody Semiramidy

Ogrody Semiramidy

przychodzisz do mnie powoli, lecz przychodzisz na zawsze
trawą ci wymaluję chodnik, kaczeńcami posłanie odgrodzę
przychodzisz wbrew woli, bo sny twoje od jawy ciekawsze
pogodę ci rajską wymyślę i księżyc ze słońcem pogodzę
wymyślę ci bajkę, zbuduję pałac i tron tam pośrodku umieszczę
nasadzę kwiatów, rabatów, klombów i krzewów bez miary
rozsunę ziemię, przesunę góry i morze tylko uciszę jeszcze
odpocznę chwileczkę, odsapnę zmęczony lecz nie braknie mi wiary
przychodzisz do mnie od wieków, lecz przychodzisz nieustannie
burzysz mój spokój, porządek oraz mój sen nienaganny
przychodzisz tak jakby na niby, na niebo, przychodzisz zachłannie
i burzysz ten ptasi mój koncert, ten letni, cudowny, poranny
imieniem twoim obdarzę roślinę, tą moją drogą piwną piwonię
ogrody piękniejsze ci przecież zawieszę, wyżej niźli Semiramidy
u ptaków zamówię najpiękniejszą, tą letnią ich ptasią symfonię
bo przecież czekam i czekam jak żebrak tej miłości na niby
MonsieurLaPadite

Koniaków Ochodzita kryptonim stringi

Do Koniakowa na Ochodzitę pojechałam po tą -> PANORAMĘ. Z Bielska-Białej wyjechałam z przepięknym słonkiem i wróciłam ze słonkiem nieśmiałym – niestety, pomiędzy  słonka nie było. Zresztą nie tylko słonka: nie było Ewy,  nie było koniakowskiego koniaku  ani kaktasiego juhasa, nie było też powrotnego PKSu do domu, za to były czerwone koniakowskie stringi i  niebieski szlak na… Zwardoń.

z Ochodzity
Dzień zaczęłam z książką na kolanach i dwóch wspaniałych godzin PKSem przez pętlę beskidzką, przez  Skoczów, Ustroń Polanę, Wisłę, Kubalonkę, Istebną, przez szeroko rozumiane Beskidy. W Korbielowie wysiadłam na przystanku Ochodzita, skąd tylko 10 marnych minut betonowym chodniczkiem wyniosło mnie na 895 m n.p.m. Byłam na szczycie Ochodzity, skąd nie tylko rozległa panorama Beskidów, a przy dobrej widoczności nawet Tatr, ale i możliwość kupienia koniakowskich stringów! Bez popytu nie ma podaży – koniakowskie koronczarki elastyczne są.


z Ochodzity
Obeszłam cały szczyt Ochodzity, a razem ze mną imponujące stado owiec i skromna para kaczek:


z Ochodzity
Widoki były przewspaniałe nawet przy tak mizernej pogodzie. Niestety mocno wiało, więc wreszcie zeszłam na szosę, skąd  jeszcze tylko parę kroków pod Koczy Zamek (847 m n.p.m) – nie tak spektakularną górkę jak Ochodzita, za to z cudowną legendą:

Uwagi na marginesie - Koci Zamek:
Na starych mapach austriackich widnieje nazwa Koczy Zamek. Tam gdzie wg legendy stał dwór ze szczytu można zobaczyć Tatry przy dobrej pogodzie. Sprzedają tu również koronki oraz stringi koniakowskie. Według tradycji stał w tym miejscu zamek węgierskiego grafa Kocsiego. Ponoć wbrew woli ojca pojął on za żonę piękną koniakowską góralkę. Ojcowscy słudzy młodą oblubienicę uprowadzili i z nadmiaru gorliwości pozbawili życia. Zrozpaczony graf uśmiercił swego rodzica i w wyniku tych przeżyć oszalał, puścił z dymem swój zamek, a sam przepadł bez wieści. Pewien organisty z Rycerki Górnej, śp. Czaniecki St. opowiadał mi kiedyś, że nazwa Koci Zamek pochodzi od tego, że z tej strony mieszkają wyznawcy prawdziwej wiary, a z tamtej strony kociej wiary – Psi Ząb

Na Kocim Zamku:

Zobacz więcej:
www.kazir.blog.onet.pl

Niestety, nie zrobiłam jej zdjęcia, ale od czego są przyjaciele?! Nie było tabliczki i nie sądziłam, że jest to ten mizerny wzgórek… prawie, że na parkingu! Koniaków to bardzo wysoko położona wieś.

Uwagi na marginesie: Ma davvero!!!, io non capisco di niente: da dove viene questa idea di mettere la musica italiana, congiunta alle paysaggi dalle montagne polacche? Delle immagini veramente stupende pero, meravigliose ! Vorrei sapere di che cosa parlano queste due anatre, nell’orecchio una al’altra, sono convinto che hanno una sola cosa nella testa: fare amore et scappare via direttamente nell’Egitto per passare l’inverno. Intanti, devo finire il mio piatto preferito della domenica, zuppa di pollo, oppure: brodo di pollo con le tagliattelle, mamma mia quant’è bona questa zuppa!!!
Arrivederci !

Post Scriptum:

Włoska musica w Twoim artykule jest szokująco dobrze dobrana!!! Dlatego zareagowałem ponieważ znam ten język jak mój własny i te słowa powaliły mnie na podłogę, myśląc sobie, skąd kurna taka zbieżność ze zdjęciami? I ze słowami? Kobieca to li tylko i wyłącznie intuicja? – MonsieurLaPadite

I teraz już zdecydowanie, rezygnując  z p i ę c i o g o d z i n n e g o oczekiwania na powrotny autobus, decyduję się na pieszą przebieżkę przez górki na PKP do… Zwardonia.


na szlaku
Z obiecywanych dwóch godzin szlakiem, robią się szybko trzy, ale i tak, mimo jeszcze dwugodzinnej jazdy pociągiem,  kuternoga w domu jest o kilka godzin wcześniej oraz bogatsza o przewspaniałe widoki z Sołowego Wierchu (848 m n.p.m.), a także świadomość, że jest bardzo, ale to bardzo odporna na ból – ew

widok na Koniaków i Ochodzitę
z Sołowego Wierchu


z Sołowego Wierchu
fot. ewolny Beskidy

Canada z bardzo bliska – Jabłko

Wczesną jesienią, w całej Kanadzie, w ciągu pogodnego weekendu całe rodziny udają się do sadów na zbiór jabłek. Liście klonów zaczynają zmieniać kolory na złotawe i purpurowe. Rześkie, czyste powietrze, pejzaże, zapachy  to wszystko sprzyja, aby wybrać się na taką wycieczkę.


Tym razem był to wypad do sadu w miejscowości Saint-Josef du Lac (Święty Józef znad Jeziora), jakieś 50 km od Montrealu.


To okolice słynące ze swoich sadów, pszczelarzy i serowarów. Leniwe słoneczne przedpołudnie, wykorzystane jako spotkanie z naturą, piknik na wolnym powietrzu, zakupy w wiejskim sklepiku z produktami reklamowanymi jako autentycznie naturalne. Skarbów jesieni było co niemiara, jakieś 10 odmian jabłek, produktów z jabłek, soków, dżemów, marmolad, ciast, cukierków, lizaków – wszystko o smaku jabłkowym.


Było nawet kilkanaście odmian cydru, po degustacji którego, zakupiłem jedną maleńką buteleczkę tego typowego dla Kebeku napoju, której tradycje sięgają czasów, gdy Francuzi z Normandii kolonizowali Kanadę w XVII wieku. Mój wybór padł na Cidre Givré – 350 ml za „jedyne” 30 dolarów. :) Dlatego będzie musiała poczekać ta buteleczka na naprawdę wybitną okazję!

Jabłko to temat jak rzeka, począwszy od Ewy, poprzez Parysa i Afrodytę, mijając po drodze Robina z Lasu i Newtona… ono ciągle inspiruje i kusi kolorem, zapachem i smakiem.
fot. MonsieurLaPadite Kanada
Zobacz również:
Apple dobre na wszystko ew

Zapiski z wakacyjnej walizki – Isla Contoy

Są takie miejsca na ziemi, o których się marzy i śni, gdzie wszystko jest jakby nierealne, harmonijne, z dala od zgiełku, stresu, smrodu, brudu i wojen …


Isla Contoy, na Morzu Karaibskim w pobliżu Jukatanu, jest jedną z dwudziestu takich  wysp na świecie. To Park Narodowy pod ścisłą ochroną i nawet wstęp na nią jest limitowany do 200 osób dziennie – chodzi o to, aby nie zadeptać z miłości tej dziewiczej flory i fauny.


Na wyspę można dostać się małym stateczkiem z portu w Cancun. Dwie godziny drogi z przerwą na snorkeling, z którego ja niestety nie skorzystałem.


Lecz w tym czasie byłem świadkiem jak członek ekipy meksykańskiej rozprawiał się z wielkim połaciem serioli, którą przyprawiał nam, turystom na lunch. I jak mi powiedział „robi to w taki sam sposób jak Majowie czynili to setki lat temu”. Po czym nabrał wody z morza, chlusnął na tę rybę, rozciął na dwa płaty, wyrzucił do morza co niepotrzebne, poćwiartował, chlusnął jeszcze raz z jakiegoś brudnego wiadra morską wodą i było gotowe na grilla. Acha! Posypał tę rybę jeszcze jakimiś przyprawami.

Na wyspie są naprawdę rajskie pejzaże, dziewicza roślinność i fauna. Jest tam dużo morskich gatunków ptaków – ok.150 odmian.


Jednak największe wrażenie wywarła na mnie wielka ryba ok.50 cm, która podpływała na odległość jednego metra, aby uskubać trochę jej ulubionych wodorostów, nie zaprzątając sobie zbytnio swojej rybiej głowy obecnością ludzkiego gatunku.

Były i krabiki pustelniki, które charakteryzują się tym, że nie budują same pancerza lecz kryją się w muszli innych skorupiaków. Śmiesznie to wygląda, ponieważ widzisz takiego kraba i ma on na sobie taką dziwnie do niego nie pasującą muszelkę, np po jakimś ślimaczku.


Oczywiście, że są również wszędobylskie iguany.


Takie spotkanie z naturą sprawia, że nawet człowiek chce być jej nierozerwalną częścią…


…co widać było doskonale na przykładzie tej hiszpańskiej turystki, która bez pruderii człapie sobie beztrosko po przeźroczystych wodach Morza Karaibskiego. Jak dobrze jest wiedzieć, że są jeszcze takie miejsca…

fot. MonsieurLaPadite Isla Contoy

Na Moście Zgody – wątek rozwojowy

Elżbieto, to jest moja pierwsza rymowanka na zamówienie. Weszłaś mi na ambicję!, ale…. zdjęcie warte było tych refleksji, a zresztą!!! Gdybym był poetą… MP

Na Moście Zgody

Pod mostem spotykają się nasze zabłąkane dłonie,
Szczęście umyka jak uschłe liście z drzew spadające.
Mijają dni,  chłodne zimy,  wiosny i lata oraz kolorowe jesienie,
A czas jak woda wycieka spragnionym zaczerpnięta w ręce.

Na tafli wody, tylko niebo przegląda się samo w sobie,
A na moście spotkania, rozstania, bicia serc oraz gorzkie łzy.
Tylko buki stare milczą modlitewnie przy powstańca grobie
I nie zważając na nas nie pytają: gdzie ja lub gdzie jesteśmy my?

Ty od szczęścia nie uciekniesz, nawet jeśli tego bardzo chcesz
Lub kiedy pragniesz i marzysz, i serce ci bije lub gdy ciekną ci łzy.
Na moście zgody prawdziwie jesteś; bo kochasz, bo nienawidzisz, bo żyjesz.

I na tym moście nareszcie zrozumiesz; kim tak naprawdę jesteś!
LaPadite 22 :22hrs,  18 sierpień 2010

Puste miejsca


fot. Monia ostatnie schronisko przed Mont Blanc, Alpy

Puste miejsca

Do przeszłości często powracam, przybywam
I jak gość nieproszony, pokornie
O jałmużnę wyciągam rękę…

Do przeszłości powracam, tamtej odległej -
- bliskiej; memu sercu najbliższej.
Idę na wojnę, by z niej nie powrócić,
Powracam z niej zwyciężony lecz niepokonany.

Szukam tej ciszy w śpiewie skowronków
I jej nie odnajduję…
Podchodzę tak bardzo blisko,
By znów się jeszcze bardziej  oddalić.

Zapełnić miejsca… te miejsca,
Te puste szkolne ławki,
Te opuszczone fontanny w parku,
I te krzesła przy stołach biesiadnych.

Niedokończone rozmowy…
Przerwane tańce…
I obiad zjedzony na szybko…
I te gorzkie pożegnania na zawsze…

Tam zaglądam jeszcze,
Bo tutaj już jestem
A tam ciągle i na wieki!
MonsieurLaPadite
30 lipiec 2010

Między strofami, a kroplami deszczu


Kanada z bliska, czyli gorąca fotorelacja z #f1 od korespondenta z Montrealu

Wszyscy znamy wyniki oraz sam przebieg  wyścigu, zajrzyjmy zatem jeszcze raz na  wczorajsze zawody, ale od… podwórka. Formuła 1 jest największym montrealskim wydarzeniem w roku.  To potężna instytucja doskonale zorganizowana stąd funkcjonująca bez zarzutu – wprost bezbłędnie. Do samej tylko obsługi tego przedsięwzięcia, jest corocznie zatrudnianych około 4 tyś. osób. To wydarzenie sportowe, odbywa się w centrum Montrealu na Wyspie Świętej Heleny, otoczonej wodami rzeki Świętego Wawrzyńca. Dostęp na tą wyspę możliwy jest jedynie metrem lub helikopterem – tym ostatnim przylatują piloci bolidów oraz VIPy. Tegoroczna impreza była wyjątkowo udana, ze względu na idealną pogodę, frekwencję oraz pasjonujący wyścig bez dramatycznych wypadków.

Tylko wszedłem na teren wyspy a tu już nie mogłem się opędzić, co one we mnie widzą? Nawet powiedziałem im, że to nie ja jestem Kubicą, no ale cóż,  dżentelmenem będąc, nie mogłem odmówić:

Każdy z kibiców stara się na oryginalność, tutaj fani Red Bulla:

Prezentacja pilotów, nasz wygląda na rozluźnionego:

Hmmm… Hamilton – szczęściarz, ma lepszą maszynę:

Ona była obecna na całej wyspie, wprost wszędzie:

Za chwilę ruszą, trzeba się śpieszyć, aby nie przegapić startu:

Ruszyli. Jazgot ogłuszający, aż do bólu:

Pojawia się nasz orzeł:

Mimo tego, że to on wygrał ten tutaj w tym tutaj samochodzie, nie zmienia to absolutnie faktu, że nasz Kubica jest największym na świecie Polakiem Formuły 1:

Po wyścigu mały spacerek po zadymionym jeszcze torze:

No i jak tu nie można popierać takiej młodzieży, która przecież tak bardzo mocno garnie się do sportu, tym bardziej, że przyjechała z samego Sao Paolo:


MERCI AU REVOIR  À L’AN PROCHAIN – DZIĘKUJĘ  DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁYM ROKU!

fot. MonsieurLaPadite Montreal, Canada
Zobacz również:
- Kanada z bliska, czyli #f1 – Niech żyje #Kubica! Najlepsza polska kierownica!
- Kanada, czyli #Kubica z bliska – #f1 – cz. 2

Kanada, czyli #Kubica z bliska – #f1 cz.2

Po kwalifikacjach z soboty Kubica ósmy. Startuje z czwartej, bardzo dobrej linii. w Montrealu jest wielka werwa, wibracja, duuuuużo Polaków zewsząd, a stąd chyba wszyscy: Montreal, Ontario,Toronto – jest  nas ok. 200 000. Poza tym Nowy York, Chicago – największe skupisko Polaków po Warszawie – a także  Polacy z Polski – nawet udało mi się porozmawiać z takimi trzema guciami. Jest nas siła. A Robert jest wielki, mocarny i przynosi nam wszystkim chlubę. Niech żyje Robert!!!

Podrzucam zdjęcia tylko i wyłącznie Kubicy i Vitalija Petrova. Cała reszta mnie nie obchodzi. Robert jest łatwo rozpoznawalny po numerze 11 i czarnym pasie na kasku – Kubica w całej swojej krasie i klasie,  z bliska jak tylko się dało:

Robert naciskaj pedał gazu rozsądnie, a podium z pewnością osiągniesz:

Zamazana fotka, znaczy się konie mechaniczne galopują:

Łagodnych wiraży życzę i gumowych drzew…

I jeszcze to mistrzowskie wyjście z wirażu…

Bolid i polski ambasador znany na całym świecie… wszyscy kochają Roberta:

fot. MonsieurLaPadite Montreal, Canada
Zobacz również:
- Kanada z bliska, czyli #f1 – Niech żyje #Kubica! Najlepsza polska kierownica!
- Kanada z bliska, czyli gorąca fotorelacja z #f1 od korespondenta z Montrealu