Tag Archives: Psi Ząb

Hiram – patron wolnomularstwa

Hiram – patron wolnomularstwa – W 1. Księdze Królewskiej 7.13 i 14 napisano: „Król Salomon sprowadził z Tyru Hirama. Był to syn pewnej wdowy z plemienia Naftali, ojciec zaś jego był Tyryjczykiem, odlewnikiem brązu niezwykle mądrym… Przybył on do króla Salomona i wykonał całą robotę”. Dalej czytamy, że  ulał dwie kolumny z brązu i ustawił je w przedsionku świątyni. Prawą nazwał Jahin a lewą Boaz. W innym miejscu tej samej księgi napisano: „4.10 I tak dostarczał Hiram Salomonowi drzewa cedrowego i drzewa cyprysowego. 11. Salomon zaś dostarczał Hiramowi 20 tysięcy korców pszenicy i 20 tysięcy wiader oliwy”.

Widzimy więc, że w Biblii występuje dwóch Hiramów. Jeden król Tyru a drugi budowniczy świątyni. Ten drugi czasem jest pisany jako Huram. Wg legendy podawanej przez kręgi wolnomularskie jest jeszcze jeden Hiram Abiff, też syn wdowy i też budowniczy świątyni i on jest uważany za patrona masonerii. Prawdopodobnie jest to ta sama osoba co wspomniana w Biblii jako syn wdowy. Istnieje jeszcze pogłoska, że Hiram Abiff był faraonem egipskim  z Teb, o imieniu Tao II Dzielny. Związana jest z Hiramem legenda, która głosi, że został zabity przez  trzech czeladników, którym nie chciał zdradzić tajemnicy swego kunsztu. Stworzone przez niego dwie kolumny, Jahin (Hakin) i Boaz (Booz) są uznane przez masonerię jako symbole dwóch pierwiastków, które stworzyły świat: dobro i zło, światło i ciemność, Ormuzd i Aryman, Szatan i Jezus. W masonerii wszystko jest symboliczne, nie tylko te dwie kolumny. Cyrkiel to symbol mądrości, węgielnica to równowaga i szczerość, świątynia Salomona to doskonałość. Litera G symbolizuje słowo „Grande” lub gnozę. Kamień nieociosany to profan wstępujący do loży. Kamień ociosany to osoba już przeszkolona. Wschód stanowi święty kierunek masonerii a Zachód to kierunek skąd przybywają profani. Akacja jest symbolem nieśmiertelności; posadzono ją na grobie budowniczego Hirama.

Masoneria - Pierwsza Wielka Loża powstała w Wielkiej Brytanii w londyńskiej gospodzie „Pod Gęsią i Rusztem” przez unifikację czterech lóż 24. czerwca 1717. Od tego czasu dzień ten jest największym świętem wolnomularskim. Wkrótce potem James Anderson ułożył pierwszą konstytucję wolnomularską, która ukazała się  drukiem 17 stycznia 1724 roku.

Jednakże już w XVII wieku istniały loże w Anglii i Szkocji. Pewien astrolog Elias Ashmole zapisał w swoim dzienniku: „16. października 1646 roku…zostałem masonem w Warrington w hrabstwie Lancashire…”. Na kontynencie europejskim pierwsza loża powstała w roku 1728 we Francji i nosiła nazwę Grand Orient de France (Wielki Wschód Francji). W roku 1751 roku założona została Wielka Loża, nie uznająca konstytucji Andersona. W Polsce i na Litwie pierwsza loża powstała w roku 1780 pod nazwą Katarzyna pod Gwiazdą Północną. Włączona ona została w rok później do Wielkiej Loży Narodowej Wielkiego Wschodu Polski. Kto może zostać masonem?  Masoneria anglosaska wymaga jedynie wiary w Wielkiego Budowniczego Wszechświata. Ale przyjmuje się także agnostyków, którzy wprawdzie nie wierzą w Boga,  nie wykluczają jednak też jego istnienia. Francuscy wolnomularze skupieni w loży Wielkiego Wschodu Francji przyjmują także ateistów. Uznaje się wyznawców chrześcijaństwa, judaizmu, buddyzmu, islamu i innych. Wyjątkiem jest masoneria rytu szwedzkiego, gdzie dopuszcza się wyłącznie mężczyzn, wyznających wiarę w Jezusa Chrystusa. Aby stać się wolnomularzem trzeba złożyć przysięgę, jak na przykład: „…przysięgam na Boga nie wyjawiać nigdy żadnej rzeczy z tych, które mi powierzono…jeśli złamię swoje słowo: niech mi spalą wargi rozpalonym żelazem, niech mi utną rękę i przetną szyję i utną język, a mój trup niech wisi w loży…, aby służył za dowód mojej niewierności…”.

Uwagi na marginesie – ryt Memphis-Misraim

Masoneria stworzyła  system wtajemniczeń (stopni), których przejście wiąże się z alegorycznym poznawaniem prawd metafizycznych i moralnych. Podstawowe stopnie inicjacji masońskiej (tzw. masonerii błękitnej) to uczeń, czeladnik i mistrz. Ponadto istnieją systemy wyższych wtajemniczeń (tzw. masoneria czerwona, czarna, biała), z których można wymienić Ryt Szkocki Dawny i Uznany, Ryt Francuski Nowoczesny, Ryt York, Ryt Szwedzki, Ryt Memphis-Misraim etc.

Rozróżnia się stopnie uniwersalne (masoneria błękitna, od 1. do 3.), kapitularne (masoneria czerwona, od 4. do 18.), filozoficzne (masoneria czarna, od 19. do 30.) oraz administracyjne (masoneria biała, od 31. do 33.).

W lożach rytu Memphis-Misraim istnieje 99 następujących stopni wtajemniczenia:

99 stopien Wielki Hierofant lub Miedzynarodowa Glowa M.E.A.P.R.M.M. i O.C.I.:
Frank G. Ripel
98 stopien Nieznany Przywódca (O.C.I)
97 stopien Odpowiednicy Miedzynarodowej Glowy M.E.A.P.R.M.M.:
97 stopien jezyk wloski Galbix Red (98 stopien O.C.I.)
97 stopien jezyk angielski i polski: Piotr Pawel Wojdyla
96 stopien Krajowa Glowa:

1-95 stopien Wolnomularze Operatywni

Suwerenne Sanktuarium (urzędowe)
31. Wielki Obrońca Rytu
32. Najwyższy Książę Memphis
33. Suwerenny Wielki Konserwator Rytu

Rada Najwyższa
21. Patriarcha Wielki Instalator
22. Patriarcha Wielki Konsekrator
23. Wielki Panegirysta
24. Patriarcha Prawdy
25. Patriarcha Planisfer
26. Patriarcha Wed
27. Patriarcha Izydy
28. Patriarcha Memphis
29. Patriarcha Mistycznego Miasta
30. Najwyższy Mistrz Wielkiego Dzieła Masońskiego

Senat Hermetycznych Filozofów
12. Rycerz Czerwonego Orła
13. Rycerz Świątyni
14. Rycerz Tabernakulum
15. Rycerz Węża
16. Rycerz Kadosch
17. Rycerz Królewskiej Tajemnicy
18. Wielki Inspektor Generalny
19. Mędrzec Przyjaciel Prawdy
20. Filozof Hermetyczny

Kapituła Różokrzyżowa
4. Tajny Mistrz
5. Najwyższy Mistrz
6. Mason Świętego Sklepienia
7. Mason Tajemnego Sklepienia
8. Rycerz Miecza
9. Rycerz Jerozolimy
10. Rycerz Wschodu
11. Rycerz Różanego Krzyża

Masoneria błękitna (świętojańska) – stopnie symboliczne (uniwersalne):

1° Uczeń
2° Czeladnik
3° Mistrz

Egipt – kolebka myśli wolnomularskiej – W Księdze Rodzaju napisano: 1. Oto rodowody synów Noego – Sema, Chama i Jafeta.. …6. Synowie zaś Chama: Kusz (Etiopowie), Misraim (Egipcjanie), Put, Kanaan. … 13, A Misraim spłodził Ludyjczyków, Anamijczyków, Lehabijczyków (Libijczyków), Naftuchijczyków (mieszkańców Dolnego Egiptu), 14. Patrusyjczyków( mieszkańców Górnego Egiptu), z których wyszli: Filistyni i Kaftoryjczycy (Kreteńczycy).

Niektóre obediencje wolnomularskie mają charakter ezoteryczny. Wśród masonów zdarzają się zwolennicy astrologii,  teozofii, gnozy i antropozofii (sam jej twórca Rudolf Steiner należał do loży rytu Memphis-Misraim). Do masonerii należeli magowie (Eliphas Lévi) i okultyści. Większość lóż ma jednak nastawienie racjonalistyczne. Jedną z mitycznych postaci wolnomularstwa jest Hermes Trismegistos.  Obecnie jednak mają one w większości krajów (także w Polsce) charakter liberalny, niedogmatyczny i racjonalistyczny, a występujące niegdyś w nich – poza środowiskiem francuskim i belgijskim – wątki teozoficzne zostały zaniechane. Ezoteryczny charakter mają również szczególnie popularne w krajach francuskojęzycznych loże rytu Memphis-Misraim; w Polsce pojawiły się one w dwudziestoleciu międzywojennym, teraz działają tylko loże dzikie.

Do nauk różokrzyżowców odwoływali się przedstawiciele rozwijającego się w XVII wieku wolnomularstwa spekulatywnego. Istnieje znaczące powiązanie symboliki wolnomularskiej i symboliki stosowanej przez różokrzyżowców.

Według tradycji różokrzyżowców ich kolebką był starożytny Egipt z okresu XVIII dynastii. Głębszą wiedzę, niedostępną masom społecznym, ukrywano zachowując ją wyłącznie w nielicznych wybranych wspólnotach. Z tych grup, które zbierały się w  odludnych miejscach, aby uniknąć ciekawości niepowołanych, powstały przyszłe związki i tajne organizacje poświęcone zgłębianiu wiedzy tradycyjnej. Udziałem w  pracach tych bractw zainteresowani byli również władcy. Pierwszym faraonem, który wziął udział w  pracach tajnych związków, był Ahmos I (1580-1557 przed n.erą). Ostateczne konsolidacja tajnego bractwa miała się dokonać za faraona Thutmosa III (1500-1447 przed n.e.), który nawet przyjął godność kierownika związku. Do wielkiego rozwoju stowarzyszenia doprowadził Amenhotep IV (1378 r.przed n.e.), reformator religijny, który rozpoczął walkę z religią politeistyczną i wprowadził wiarę w  „jedynego boga”, „Atona” – „słoneczny symbol prawdziwego boga”. Miał to być pierwszy wyraz zewnętrzny tajnego bractwa, które wiarę tę dotychczas przechowywało w  swych tajnych świątyniach – Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl
fot. Wiesław Czapski

Impresje himalajskie, czyli papierowe konie szczęścia

W książce „W sercu Azji”, wydanej w Nowym Jorku w roku 1929, Rerich pisze, że w Ladakhu jest następujący zwyczaj praktykowany przez lamów. W dżdżystą pogodę mnisi udają się na szczyty himalajskie i tam wypuszczają konie papierowe, pomalowane na czerwono. Mają one wyobrażać konie szczęścia. Jest to rytuał buddyjski polegający na ofiarowywaniu koni szczęścia. Wiatr porywając te papierowe koniki unosi je w dal, do mitycznej krainy Szambhali, położonej gdzieś na północy i tylko zorza polarna jest jej odbiciem na niebie.

Nigdzie nie mam miejsca.
Nigdzie nie mam nikogo,
Nigdzie nie mam niczego.
Anguttara nikaja

Z Atting wyszliśmy rankiem, mając nadzieję, że przy żelaznym moście złapiemy ciężarówkę, ale czekając tam dwie godziny, gdy nic nie nadjechało ruszyliśmy dalej, dopóki nie osiągnęliśmy klasztoru w Sani, najstarszego w Zanskarze. Wg tradycji miał go zbudować król Kaniszka z dynastii Kuszanów w II wieku po Chr., a legenda dodaje, że zbudował jeszcze tysiąc innych gomp i to w ciągu jednej nocy. Na dziedzińcu stoi upamiętniająca to zdarzenie stupa, zwana czortenem Kaniszki. W VIII wieku odwiedził to miejsce sławny Padmasambhawa, ten który pierwszy zaniósł płomień wiary buddyjskiej do Tybetu, a ze znamienitych gości należy wymienić także tantrycznego jogina Naropę.

Gdy na weselu ukradł curry, Naropa  przeżył wtedy śmierć swego ego, po to by posiąść skarb mahamudry, a Tilopa kazał mu znaleźć dziewczynę, z którą żył w zdrowiu, wierności, szczęściu i miłości, ale guru zażądał tej dziewczyny dla siebie i zbił ją za to, że odwróciła się od niego i uśmiechnęła do Naropy. „Przyjemnością jest ofiarować mudrę jako zapłatę dla guru”, powiedział Naropa. „Jesteś wart wiecznej błogości” odpowiedział guru. Naropa jednak musiał ponieść karę za związek z dziewczyną. Dręczony wyrzutami sumienia tłukł kamieniem swój członek. Potem przechodzi okres pozornego szaleństwa, bawi się, śmieje się, płacze jak dziecko, a później osiada w Pulahari i naucza przez resztę życia.

Wieczorem w restauracji przysiadła się do nas Japonka Aoki, która przebyła samotnie drogę z Keylongu w Lahoul do Padum przez Szingo La, pięciotysięczną przełęcz. Teraz jednak postanowiła znaleźć towarzystwo, ze względu że kończyły się tereny zamieszkane przez ludność buddyjską. Tak więc odtąd podróżowaliśmy we troje.

Opuszczając gospodę, zauważyłem na ladzie brudną i zatłuszczoną książkę pod tytułem „Ladakh das andere Tibet”, napisaną przez niejaką Helgę Hirschfeld. Zaciekawiony, zacząłem przeglądać: dużo fotografii, wprawdzie czarno-białych ale pierwszorzędnej jakości, także dużo szkiców i rysunków a do tego szczegółowe opisy zabytków. Pewnie jakiś treker zgubił, albo przeczeńdżował za kilka działek haszu. Kupiłem ją za 40 rupii, co nie było mało, ale mam tę książkę do dziś i wiele mądrości, którymi się dzielę z czytelnikiem, pochodzi właśnie z niej. Habent sua fata libelli.

W ruinach meczetu Qutab Minar:

Kolumna żelazna (sic!) Qutab Minar – IV wiek n.e.:

Birla Mandir – Laxmi Narayan:

Birla Mandir – wdowa:

Birla Mandir – rodzina:


Pahargańdż:

Minarety:

Meczet piątkowy – Delhi:

Delhi – Firoz Szah Kotla:

Czerwony zamek – Lal Qila:

Pod murami zamku:

Pożegnanie z Czerwonym Fortem…
fot. Psi Ząb Indie
www.kazir.blog.onet.pl

Aoki, czyli… women!

W Padum, stolicy Zanskaru wszystko jest w liczbie pojedynczej. Jeden hotel, jedna jadłodajnia, jeden klasztor buddyjski a w nim jeden mnich. Gdy pytaliśmy się w Attings czy do Padum  jeździ autobus, odpowiedziano nam, że raz na tydzień przyjeżdża jeden autobus, ale to już była nieprawda, gdyż nie kursuje tam żaden autobus. Czasem raz na dzień średnio licząc dociera do Padum jeden trak, jak oni nazywają ciężarówki.

W jednej jedynej jadłodajni przysiadła się do nas pewna Japonka, która przyszła tutaj z Keylongu przez Szingula, pięciotysięczną przełęcz, przez którą piesza wędrówka trwa co najmniej 7 dni. Na pytanie czy się nie bała sama iść, odpowiedziała, że nie, bo tam mieszkają buddyści, ale dalej do Kaszmiru boi się, gdyż tu mieszkają muzułmanie i chętnie by się do nas przyłączyła. Przyznała, że sama jest buddystką, ale tylko na pozór, gdyż właściwie to jest ateistką. Odtąd wędrowaliśmy we troje.

Na drugi dzień poszliśmy do kierowcy ciężarówki, by zapytać czy nas przewiezie do Kargilu. Skrzywił się i nie miał wielkiej ochoty, chyba, że zapłacimy po 200 rupii od łebka z wyjątkiem Aoki, która miała zapłacić tylko 40 rupii. Nie mogliśmy się na to zgodzić.

Na trzeci dzień przyjechały dwa samochody konwojowane przez 10 Sikhów, którzy rozbili obóz poza miejscowością. Trzeba sobie zdać sprawę, że między Sikhami a rządem indyjskim były wówczas bardzo napięte stosunki, które w końcu doprowadziły do zamachu na Indirę Gandhi, premiera Indii, kilka tygodni później.

Sikhowie też nie mieli wielkiej ochoty nas podwozić jednak zgodzili się wziąć nas za 50 rupii od osoby, pod warunkiem, że obok posterunku policji w Panikarze przejdziemy pieszo. I tak znaleźliśmy się po dwóch dniach w Kargilu. Samej podróży już nie będę opisywać, gdyż podałem ją w poście pod nazwą „Zapach Azji”.

Aoki miała trzy wyróżniające cechy. Po pierwsze bez przerwy się myła lub prała swoje fatałaszki, po drugie uwielbiała treking i po trzecie starała się podróżować jak najtańszym kosztem, co było powodem naszego rozstania się w Delhi, gdyż my za nocleg płaciliśmy 10 rupii, podczas gdy ona przewidywała tylko 5 rupii. Po kilku dniach spotkaliśmy ją na Connaught Place, gdzie chwaliła się, że znalazła nocleg za dwie rupie, co po przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze wychodzi około 50 groszy.

Z zawodu była nursą, ale prawdziwym celem jej życia był treking, czyli wędrowanie po górach. Ostatnio pracowała w zachodniej Europie, zatrudniając się jako pielęgniarka, ale wyłącznie w nocy, gdyż wtedy więcej zarabiała. Wyposażona była w sprzęt najwyższej jakości, każda rzecz z innej firmy. Trochę się znałem na tych sprawach. Po prostu była perfekcjonistką w całym tego słowa znaczeniu. Opowiadała nam, że zamierza następnym razem wybrać się do Karakorum w Pakistanie. W Srinagarze zamieszkaliśmy na łodzi zwanej houseboat, na której nocleg kosztował nas 40 rupii od 3 osób. Początkowo nie zwracaliśmy na ceny uwagi, ale Aoki miała to na uwadze i zapamiętała sobie. Straciliśmy dużo w jej oczach.

Kiedy wieczorem wróciliśmy ze spaceru, zapytałem się jej czy napije się z nami whisky. Odpowiedziała, że chętnie, ale tylko trochę. Przy okazji dodała, że w Japonii dużo się pije alkoholu. Pochwaliłem się, że u nas w Polsce też się dużo pije. Wtedy zjawił się, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej gospodarz houseboatu i wtrącił, że on też by się napił. Odrzekłem, że może się napić, ale pod warunkiem, że sobie sam naleje, tak aby grzech pijaństwa spadł na niego a nie na mnie. N.b był on muzułmaninem. Jego zachowanie wskazywało, że jest skłonny nalać sobie sam. Wówczas włączyła się Aoki i wskazując palcem drzwi powiedziała do niego: get out, „wynoś się”.

Muszę się przyznać, że mnie też to spotkało z jej strony. Kiedy rano wszedłem na górny pokład łodzi, gdzie ona rozwieszała swoje pranie, wśród którego dominowały jej majtki i zanim zdążyłem coś się odezwać, ona wskazała mi palcem schody i wysyczała: get out, czyli  „ wynoś się”. To była cała Aoki.
fot. Psi Ząb Zanskar
www.kazir.blog.onet.pl

Tatrzańskie „Szeptem do mnie mów”

Był to poniedziałek i musiałem wracać do pracy, więc spakowawszy swój plecak poszedłem na przystanek, skąd odjeżdżał autobus do Zakopanego. Stało tam kilka osób oraz sam kierownik schroniska p. Łapiński. Jak widać nie miał jeszcze swojej wołgi a ja nie miałem jeszcze swojego trabanta i musieliśmy korzystać z publicznych środków lokomocji.


Doszedłem już do wniosku, że nie warto jeździć w Tatry na cały miesiąc, bo może padać deszcz przez cały czas i urlop stracony. Także wycieczka na dwa tygodnie jest ryzykowna. Najlepszy jest wyjazd na tydzień a jeszcze lepiej na trzy dni, no, ewentualnie na cztery. Później, gdy już miałem trabanta, jeździłem tylko na jeden dzień, dopóki nie zasnąłem przy kierownicy, wracając po zdobyciu Wołowca i zjechaniu z niego  na nartach, a tylko szczęście sprzyjające mi uratowało nas przed wypadkiem. Odtąd już nie jeździłem w Tatry na jeden dzień. Teraz jeżdżę na jeden dzień do Małej Fatry, ale używam tzw. energy drinks, które chronią mnie przed zaśnięciem.

Po przybyciu do Zakopanego udałem się do restauracyjki na obiad, wykorzystując czas, jaki dzielił mnie od odjazdu pociągu. W lokalu zastałem również p. Łapińskiego, który miał do dyspozycji wszystkie dania schroniskowe, wolał jednak stołować się poza nim. Czułem, że jakaś nić sympatii łączy nas, jak taternika z taternikiem, czego nie da się powiedzieć o Dziuni, jego żonie, która wszystko wiedziała, co się dzieje w Morskim Oku, a działo się tam wiele. Każdy zaś miał tam coś na sumieniu.

Ja też nie byłem bez winy. Mieszkałem tam z moim kolegą klubowym i kolegą z ławy szkolnej. Kiedyś wróciliśmy ze wspinaczki przemoczeni do ostatniej nitki, wzięliśmy zatem nasze koszule i zanieśliśmy do kuchni, by wyschły do jutra rana. Rano zaś udałem się na dół i ściągnąłem swoją wyschniętą koszulę oraz jeszcze drugą należącą do Sylwka, mojego towarzysza. Po przyjściu do pokoju rzuciłem koszulę Sylwka na jego łóżko i poszedłem do jadalni posłuchać plotek. Sala zazwyczaj głośna teraz czasem zamierała i tylko słychać było szepty. Moja znajoma taterniczka przysiadła się do nas i wyszeptała, że ukradziono koszulę jakiemuś znanemu taternikowi. Po powrocie do pokoju zauważyłem, że koszula Sylwka leży na moim łóżku, więc ją przeniosłem na jego łóżko i poszedłem sobie na spacer. Po powrocie stwierdziłem, że koszula znów jest na moim łóżku, a gdy przyszedł mój towarzysz wspinaczki spytałem dlaczego rzuca swoją koszulę na moje łóżko. Odpowiedział, że to nie jest jego koszula. Wtedy mnie olśniło. Po prostu to ja jestem tym złodziejem, o którym szepce cała sala jadalna. Najpierw  usiadłem na łóżku przywalony ciężką wiadomością. Po oprzytomnieniu zwinąłem koszulę, aby była jak najmniej widoczna i skradając się, chciałem ją niepostrzeżenie umieścić na sznurku w kuchni. Gdy tak zrobiłem, by nie zostać zauważonym, jak mi się zdawało, wróciłem na salę.

Sala, która tymczasem już wróciła do normalnego gwaru, znowu momentami cichła lub miejscami gwar przechodził w szept. Inka zaś znajoma nasza wyszeptała nam, że koszula się znalazła i że złodziej przestraszywszy się, że może zostać odkryty, zwrócił ją. Ale Dziunia i tak dobrze wie, kto to zrobił, bo Dziunia zawsze wszystko wie najlepiej. Zimny dreszcz przeszedł mi po grzbiecie.
fot. Psi Ząb Tatry
www.kazir.blog.onet.pl

Dolne Diery

 

* Diery – po polsku Dziury. System cieśniaw (wąwozów), wąskich przejść pomiędzy skałami, wzdłuż potoków. Przejście ułatwiają łańcuchy, mostki i drabinki. Wyróżnia się: Dolne Diery, Nove Diery i Horne Diery (najciekawsze).

* Tiesnavy – kanion w przełomie potoku Vratnanka między Sokolim i Bobotami. Potężna brama do Doliny Vratnej z tworami skalnymi i kaskadami potoku. Przez Tiesnavy wiedzie droga Terchova – Vratna.
www.slowacja.hej.pl

Początek wycieczki:

Wejście do kanionu:

Wąwóz:

W kanionie djer:

Początek djer:

Drabina za drabiną:

Koniec spaceru:

fot. Psi Ząb Słowacja
Zobacz więcej:
- Djery
- Dolne Djery
www.kazir.blog.onet.pl

Z Kisztuaru do Padum, czyli himalajskie mosty

Droga z Kistuaru do Padum wiedzie wzdłuż Czenabu, jednej z pięciu rzek Pendżabu. Idzie się przez dziesiątki mostów, gdyż droga przewija się to z lewej strony na prawą i na odwrót. Maszerowaliśmy z Krzyśkiem dziarsko, chociaż muszę się przyznać odstawałem trochę, ze względu na tuszę i wiek. Krzysiek był dziesięć lat młodszy ode mnie. Pamiętam jak zdawał egzamin  ze wspinaczki. Później wziąłem go na jego pierwszą wspinaczkę zimową  w Tatrach, a teraz pierwszy raz przyjechał do Himalajów i znowu musiałem go inicjować.

pozerski most

kroksztynowy most
Ten egzamin wspinaczkowy odbywał się w Dolince Mnikowskiej pod Krakowem. Przyprowadziłem go wraz z kolegą z Rudawy przez pola i miedze do pięknej dolinki, gdzie stał ołtarz z obrazem namalowanym przez Eljasza Radzikowskiego. Obok tego obrazu wznosiła się skała z drogą Chmielowskiego, która miała stać się sprawdzianem umiejętności taternickich Krzyśka i jego kolegi. Czekaliśmy tylko na kierownika kursu i przewodniczącego komisji egzaminacyjnej, słynnego Druciarza. Wreszcie usłyszeliśmy warkot motoru. Tak to mógł być tylko on, na swej wspaniałej wuefemce, bo któż wtedy miał motocykl. Wreszcie zobaczyliśmy pojazd i jego kierowcę, który pochylał się raz do przodu a raz do tyłu, jak starozakonny w synagodze. Cóż się okazało. Miał defekt, co wówczas zdarzało się to dość często. Jako doświadczony inżynier mechanik, Druciarz zawsze najpierw kopał motocykl w tylne koło, potem w przednie a następnie w karburator, gdy to nie pomagało zabierał się do naprawy. Tym razem nawaliła przepustnica, zwana potocznie „droselklapą, która ryksztosuje”…  Druciarz przywiązał jeden koniec sznurka do droselklapy, drugi zaś do guzika marynarki i gdy chciał dodać gazu wychylał się do tyłu, a gdy chciał zwolnić to do przodu. Stąd to kiwanie się.

drewniany most
Wraz z Druciarzem przyjechała jego małżonka. Pogoniłem chłopców, by rozpalili ognisko i zasiedliśmy razem  do posiłku. Wtedy jeden z nich podszedł do plecaka i wyciągnął drogi zagraniczny wermuth. Druciarz aż westchnął, gdyż oprócz zamiłowania do wspinaczki miał jeszcze upodobanie do trunków. Ja tylko pomyślałem sobie, że za jedną taką butelkę mogły być dwie flaszki wybornego jabcoka. Po wypiciu wermuthu wstał Krzysiek i sięgnął do plecaka, z którego wyjął przedniej jakości wino gronowe.. Wtedy Druciarz nachylił się ku mnie i szepnął mi do ucha: „Oni już zdali egzamin”.

mostek

most z dachem
Rzeczywiście egzamin był tylko formalnością. Na zakończenie egzaminu Druciarz pokazał nam jeszcze drogę wspinaczkową poprowadzoną tuż przy ołtarzu i zwaną dlatego „drogą przez ołtarz”. Wspinając  nią najwygodniej było postawić nogę na ołtarzu, co bardzo ułatwiało przejście jej. I większość wspinaczy tak właśnie robiła.  Ja też, ale nie Druciarz, który był bardzo nabożny i wspinając się tam, nigdy nie postawił nogi na ołtarzu.

most linowy
A przed nami w Kaszmirze czekały mosty himalajskie.

himalajski most

himalajski most
Droga z Kistuaru do Atholi zabrała nam 3 dni, w tym dwie godziny jazdy autobusem do Galhar. Dzisiaj na tym dystansie funkcjonuje regularna komunikacja autobusowa. Nawet były już wypadki. W roku 2000 autobus zmierzający do Atholi podczas pokonywania zakrętu, nie wyrobił i stoczył się 30 metrów w dół do Czenabu. Zginęło wtedy 14 osób – to byli ci, którzy siedzieli na dachu. Rannych było 20 pasażerów, to byli ci, którzy siedzieli w środku. Przyczyną wypadku była prawdopodobnie zbyt duża prędkość pojazdu.
fot. Psi Ząb Himalaje
www.kazir.blog.onet.pl

Szlak architektury drewnianej – przystanki trzy

Borowa Wieś – kościół drewniany – Według kroniki obecnie istniejący kościół został zbudowany w Przyszowicach około  roku 1640. W latach 1937-1939 został przeniesiony do Borowej Wsi. Konstrukcji zrębowej, szalowany i pokryty gontem, od zachodu wieża czołowa. Od południa kruchta. Wewnątrz wyposażenie z XVIII w., w kaplicy ołtarz z 1600 r.

Borowa Wieś jako Nowa Wieś wzmiankowana była już w roku 1586. Założona została po okresie wojen husyckich, kiedy nastąpiło ożywienie gospodarcze, a długotrwały pokój w wieku XVI sprzyjał osadnictwu. Osadzono wówczas „pod borem” na małych działkach poddanych księcia pszczyńskiego. Początkowo mieszkało tu 10 zagrodników.

Chorzów
– Drewniany kościół parafialny pochodzący z 1599 roku, a przeniesiony tu z Knurowa w latach 1935-1938. Kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca ma konstrukcję zrębową, ściany szalowane gontem a wystrój wnętrza barokowy. Część najstarszych rzeźb, znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach.


Paniowy - kościół drewniany – Obecnie istniejący kościół zbudowany został w roku 1757, a jego fundatorką była Katarzyna Rozyna Bujakowska. Został zbudowany jako konstrukcja zrębowa z lisicami i dużym okapem. Ściany nawy i prezbiterium kryte są gontem. Wystrój wnętrza jest barokowy.

Przez lisice w budownictwie drewnianym rozumie się dwa pionowe ściągnięte śrubami elementy ujmujące obustronnie ścianę z bali i zabezpieczające ją przed wyboczeniem. Ze starego kościoła przeniesiono: organy, chrzcielnicę, dzwony, ołtarze i obrazy. Poprzedni kościół wybudowano w roku 1501. Pierwsza wzmianka o kościele w Paniowach i o jego proboszczu Wojciechu pochodzi z roku 1325.

fot. Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl

Women, czyli parytety damsko-męskie

Podczas przeglądania książek „Nepal” i „India” z serii Insight Guides (Wewnętrzny przewodnik), wydanych przez  APA Productions z Singapuru, od wymienionego poniżej, i napotykając po drodze zdjęcia kobiet, z którymi nie sposób było się nie utożsamiać będąc przecież jedną z nich, przygotowałam tych kilka zdjęć. Starałam się pokazać kobiety pochodzące z wszelakich kast społecznych,  będące przeróżnej urody i w każdym wieku, uchwycone w różnych sytuacjach życiowych. Czy łączy je jedno?

Nepal Insight Guides

W Nepalu jest taki zwyczaj, że kobieta najpierw przygotowuje jedzenie dla męża, następnie zaś z tego co on pozostawi przygotowuje jedzenie dla dzieci. Na końcu zaś przyrządza  dla siebie jedzenie, z tego co pozostawią na talerzu dzieci. Kobiety są tak głodzone, że nie mają siły by wejść po schodach na pierwsze piętro. Chodzi głównie o to by nie miały ochoty myśleć o innych mężczyznach.

W Indiach istnieje zwyczaj wyposażania panien wysokim posagiem, który jest niezbędny w celu wydania za mąż kobiety. Obiektywnie patrząc jest to klęska finansowa dla rodzin posiadających panny na wydaniu. Dlatego istnieje proceder zabijania dziewczyn  tuż po urodzeniu. Wystarczy zrobić dwie dziurki na nodze i powiedzieć, że to zrobiła kobra. Oczywiście nie ma zwyczaju, aby policja przeprowadzała dochodzenie.
U plemienia indiańskiego Janomanów istnieje zwyczaj bicia kobiet. Żadnej kobiecie nie udaje się uniknąć brutalnego traktowania. Wszyscy mężczyźni maltretują żony. Dobrzy mężowie tylko je tłuką i okaleczają, okrutni ranią i zabijają.
- Psi Ząb
www.kazir.blog.onet.pl

Dziwnie się czyta siedząc w wygodnym fotelu, w naszej szerokości geograficznej, tkwiąc w innej tradycji, innej kulturze.  I wiedząc, że jak pije, bije, poniewiera to można mu powiedzieć delikatnie – won! A jak się czyta widząc te twarze?

Nepal Insight Guides
Jest tu młoda  dziewczyna  z Larjung, ze wsi Thakali niedaleko Dhaulagiri, a już  tylko nieco starsza siedzi ze swoim dzieckiem przed domem,  jest też kobieta z plemienia Thecho… Albo kolorowo ubrana służąca z plemienia Rai podczas przerwy w pracy,  a obok The Kumari, czyli żyjąca bogini reprezentująca  boską  siłę na ziemi. Jest też wstydliwa braminska dziewczyna rzucająca spojrzenie spod woalki i obeznana w swej sztuce artystka, prezentująca tradycyjny taniec. Jest kapitalna mocna kobieta z ludu  Chhteri,  nosząca tradycyjny bawełniany ubiór i biżuterię  z koralików, obok mającej za sobą życie, pooranej bruzdami staruszki. To Nepal, bo Indie to już kwintesencja czaru, urody i radosnej piękności. Przy opisach kobiet z doliny, powtarza się „Tamillian belle – tamilska piękność”,  „Rajasthani beauty – ślicznotka z Radżastanu”, albo „Banjara Gipsy – Cyganka z Bandzara” i tu akurat nie trzeba dodawać, że jest to chodząca piękność… Czy też ją trzeba pilnować w ten barbarzyński sposób? -  ew

India Insight Guides

Wojna Gandharwów z Nagami

Gandharwowie – Synowie Kaśjapy I Muni zamieszkiwali w niebie, zwanym niebem gandharwów, gdyż takie nosili imię. Niegdyś byli strażnikami niebiańskiego napoju, zwanego somą. Mogli do woli nią rozporządzać, ale zbyt zadufani w swoją moc stracili nad nią władanie. Przyczyniła się do tego Saraswati, córka Dakszy, bogini mądrości i krasowóstwa. Potrafiła ona oczarować gandharwów i wyłudziła podstępnie somę. Chcieli oni, aby Saraswati została u nich w zamian za napój nieśmiertelności, ale ona się na to nie zgodziła i odeszła do bogów, bo tam należało jej serce.

Po tym zdarzeniu gandharwowie zajęli się muzykowaniem i umilaniem śpiewem życia bogów w niebie Indry. Śpiewali słodkimi głosami i grali na lutniach w Himalajach, gdzie mieszkańcy nieba spędzają czas na beztroskich rozrywkach. Niekiedy z niebios słychać ich słodkie śpiewanie, w czystym zaś powietrzu pojawia się mieszkańcom ziemi miraż, ukazujący mury miasta z wysokimi pałacami i basztami, miasta gandharwów, jednak biada temu, który mimo woli ujrzy to miasto.

Nagowie – Węże zamieszkują na powierzchni ziemi, nie tylko w oceanach, gdzie strzegą skarbów. Królewskie węże: trzygłowe, siedmiogłowe i dziesięciogłowe władają niespotykanymi bogactwami. Głowy mają ozdobione drogocennymi koronami a na piersiach zwisają złote łańcuchy. Nagowie są potężni i mądrzy, a wodzowie tego plemienia zjednali sobie łaskę i przyjaźń bogów.

Pochodzą oni od Kaśjapy i Kadru, którzy byli ich rodzicami. Mieszkali oni w podziemnym świecie Patala, gdzie wzniosły sobie wspaniałe pałace kapiące od złota i drogich kamieni. Królem ich jest mądry wąż Wasuki, który rządzi w podziemnym mieście Bhogowati, pełnym niespotykanych skarbów. Niektórzy nagowie zamieszkują dna oceanów, w podwodnym świecie Waruny.

Oprócz nagów i gandharwów Kaśjapa miał jeszcze innych synów z innymi żonami. Najstarszymi dziećmi jego byli asurowie i bogowie, których urodziły trzy starsze żony. Dziesięć innych żon dało życie licznym i różnym istotom zamieszkującym ziemię, przestworza niebieskie i światy podwodne. Surasa powiła ogromne smoki, Ariszta została rodzicielką sów i wron, jastrzębi i kań oraz papug i innych ptaków; Winata zrodziła gigantyczne ptaki słoneczne – suprany, Kapila jest matką krów. Pozostałe żony jak Kadru urodziły nagów a Muni – gandharwów.

Król Wasuki ma do pomocy dwóch pomocników, też królów, tysiącgłowego Śeszę i Takszapę. Podobno jest 1000 nagów a Naginie słyną z wielkiej piękności. Śesza wyleguje się cały czas na dnie oceanu,  na jego splotach zaś śpi bóg Wisznu.

Wojna Gandharwów z Nagami – Zarówno nagowie jak i gandharwowie mogli zmieniać swą postać w zależności od potrzeby. Często jedni i drudzy zjawiali się wśród ludzi w ludzkiej postaci. A ziemscy królowie brali sobie nierzadko za żony naginie, odznaczające się niespotykaną urodą, a które właściwie były wężycami. Lubieżni zaś gandharwowie byli szczególnie niebezpieczni dla kobiet, które prześladowali i uwodzili przy pomocy swej mistrzowskiej gry i czarującej powierzchowności. Na weselu każdego człowieka obecni są, oprócz boga ognia Agniego i Somy, boga księżyca, niewidzialni gandharwowie, jako ukryci rywale pana młodego. Mówi się, że odżywiają się oni zapachami i stąd ich nazwa. Gandha to zapach.

Niegdyś w dawnych czasach pod dowództwem swego króla Wiśwawasu napadli na spokrewnionych z nimi nagów w ich podziemnym królestwa. Dzięki zasadzce pokonali ich i zrabowali wszystkie kosztowności oraz skarby. Nagowie zwrócili się  z prośbą o opiekę do boga Wisznu, który zstąpił do podziemnego świata i zmusił gandharwów do oddania zrabowanych skarbów a samych gandharwów przepędził. Wówczas zawarta została przyjaźń między Wisznu a tysiącgłowym kosmicznym wężem Śeszą, zwanym też Anantą czyli   „Bez końca”, który był bratem króla wężów Wasuki. Od tego czasu bóg Wisznu spoczywa na splotach Śeszy na dnie oceanu i tylko wtedy się budzi, gdy zachodzi ku temu potrzeba – Psi Ząb
fot. Wikipedia:  Wisznu i Lakszmi  spoczywający na Śeszy
www.kazir.blog.onet