Tag Archives: Zbyszko

Wszystkich Świętych

W imieniny Wszystkich Świętych  „święty, święty uśmiechnięty”:

Kto się nawróci, ten się nie smuci:
Każdy święty chodzi uśmiechnięty.
Tylko nawrócona jest zadowolona:
Każda święta chodzi uśmiechnięta…

Taki duży, taki mały, może świętym być…
Taki gruby, taki chudy, może świętym być…
Taki ja i taki ty może świętym być…
Taki ja i taki ty może świętym być…

Święty kocha Boga, życia mu nie szkoda,
Kocha bliźniego, jak siebie samego…
Święty kocha Boga, życia mu nie szkoda,
Kocha bliźniego, jak siebie samego…

Bo niebiańsko:

Czosnek niedźwiedzi kryptonim pesto

Sezon na czosnek niedźwiedzi uważa się za otwarty! Właśnie wjechała do mnie, wyładowana po brzegi doroczna reklamówka jego liści:


czosnek niedźwiedzi

Co ciekawe, obok przepisu na poniższe pesto wyczytałam: „kilka liści czosnku niedźwiedziego można kupić w dobrze zaopatrzonym sklepie ze zdrową żywnością”. Kupić kilka liści… pachnie nim nie tylko mój dom, ale i… moja praca, a  obficie obdarowane koleżanki są bardzo zadowolone.

Pesto z liści czosnku niedźwiedziego

80 g liści czosnku niedźwiedziego
50 g świeżo startego parmezanu
50 g orzeszków piniowych
1/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki mielonego pieprzu
60-80 ml dobrej oliwy extra vergine

Do blendera wrzucamy orzeszki i miksujemy, dodajemy ser, sól i pieprz i ponownie miksujemy. Dodajemy połowę liści, miksujemy i następnie resztę liści i oliwę i miksujemy do uzyskania pożądanej konsystencji (w razie potrzeby dodajemy więcej oliwy).  Podawać z makaronem. Gotowe pesto można umieścić również w słoiku, i po zalaniu  warstwą oliwy trzymać nawet przez parę dni w lodówce.
www.mojamalakuchnia.blogspot.com

Jakoś razem z przejściem mojego taty na emeryturę, rozpoczęły się jego systematyczne górskie wycieczki. Najbardziej upodobał sobie Dolinę Luizy, gdzie co drugi dzień razem z przyjaciółmi robią dużą pętlę. Zawsze myślałam, że jest to „tylko” obejście zapory. Nic bardziej mylnego -  dopiero w zeszłe lato kuzyn Jacek (ten co to nie doszedł ściorany zepsutymi kierpcami na Błatnią) stojąc ze mną na Palenicy pokazał mi tą pętlę. Bowiem pewnego dnia, zjeżdżając z góry na swoim górskim rowerze,  nieoczekiwanie spotkał swojego 82 letniego dziś wujka,  całkiem wysoko:


widok z Palenicy 688 m n.p.m.

Dolina Luizy jest jakby głęboką niecką, miską, makutrą, z zaporą otoczoną z trzech stron górami. I oni wspinają się do połowy ich wysokości, by następnie zatoczyć nimi szeroką pętlę. Wspaniały, unikalny, zdrowy mikroklimat, którego nie sposób szukać w zadymionym mieście, ale nie tylko, bo właśnie tu wzdłuż potoków i rzeki, rośnie wspomniany niedźwiedzi czosnek. Niedźwiedzi czosnek, który poznałam dopiero dzięki tym wapienickim wypadom mojego taty.

Celowo nie googluję szukając treści o tej roślinie… Wystarczy mi, że podobno jej liście są pierwszym posiłkiem budzącego się z zimowego snu niedźwiedzia – oczyszczają układ trawienny i wzmacniają organizm. I  właśnie te liście, pocięte w drobne paseczki wzdłuż, a następnie w poprzek, nie tylko wyglądają jak gotowy do posypania szczypiorek, ale i są ostrzejszą od niego (natomiast delikatniejszą od czosnku) darmową, acz bardzo smaczną i aromatyczną nowalijką. Uwielbiam! Całe liście służą mi jako  dodatek do zup, sosów – w tym celu je mrożę. Wiem, że można je także zmiksować i zakonserwowane solą, przechowywać w słoiku. Jednak ja, najbardziej lubię spożywać  „surowe”.

Dziko rosnący łatwo poznać, bo przecież zapach czosnku zna każdy… I tu ważna uwaga na marginesie – jego cebulki dobrze się przyjmują po przesadzeniu w przydomowych ogródkach – ew
fot. ewolny

Kołobrzeg zimą nastraja

Zbyszko

Kołobrzeg pamiętam bardzo dobrze z czasów dziecięcych, gdyż całą rodzinką wyjeżdżaliśmy tam właśnie, na coroczne rodzinne wczasy.

Lecz co jest w tym kołobrzeskim wybrzeżu, że  od lat każe mojemu sędziwemu już tacie  (82), po kilka razy do roku przemierzać doń całą Polskę…  Właśnie wrócił, i oglądając jego telefonowe zdjęcia myślę sobie – na ile jest to zmieniający się jak w kalejdoskopie urok  bałtyckiej plaży, a na ile… szukanie śladów,  młodzieńcze wspomnienia.

Jego niepoprawny optymizm, werwa, ikra, zdrowie i siła udowadniają, że bardzo dobrze potrafi zadbać o siebie. Bo chyba o to właśnie w  życiu chodzi, by każdy  miał takie swoje miejsce, gdzie może szybko i skutecznie podładować swe siadające akumulatory – ew

Zdjęcia obejmują jeden turnus. Sceneria wiosenno-jesienna:

Sceneria zimowa:

Sceneria letnia:

I…   autor zdjęć!  Krew z krwi, kość z kości:


fot. Zbyszko Kołobrzeg

Archikatedra Chrystusa Króla w Katowicach, czyli wydobywam z życia sens

Ta nieznana nam dotychczas tak monumentalna katedra, calutka z jasnego dolomitu śląskiego, jest jednym z największych kościołów w Polsce (trzecia po gdańskim Mariackim i bazylice w Licheniu). Wstyd, bo sprawdziło się porzekadło „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”. Tacie nawet bardziej wstyd niż mnie – 80 lat krążenia pomimo, a dopiero musiała nas tam zaprosić… mama.

Pierwszy niezapomniany widok to nie tylko ogromna kolumnada, do której prowadzą dostojne na 20 metrów schody, nie tylko potężne drzwi frontowe, zdobione misternymi płaskorzeźbami, ale przede wszystkim urzekająca kopuła, przywodząca na myśl tą piotrową. Niestety słabo widoczna od dołu, gdyż co typowe „powojenne władze komunistyczne zezwoliły dokończenie prac wymuszając zmianę planów. Dlatego nie wybudowano wysokiego na 38 metrów cylindra, na którym miała osiąść kopuła. Mówi się, że powodem tej decyzji była obawa władz, by nad robotniczym miastem nie górował katolicki kościół”. Wielka szkoda.


Ale nagle okazało się, że ta niesamowita kopuła jest jeszcze piękniejsza od wewnątrz. Do tego sprawiające ogromne wrażenie sięgające jej obrzeża smukłe kolumny, okrągły ołtarz usadowiony tuż pod nią, a po bokach równie smukłe kaplice Chrztu Świętego i Najświętszego Sakramentu. W tej drugiej, z tabernakulum przypominającym Gorejący Krzew, w 1983 roku modlił się poprzedni papież, Jan Paweł II,  a przecudnej urody złotą mozaikę ufundował kardynał Ratzinger – papież obecny,  Benedykt XVI. Całości dopełnia nie tylko nietuzinkowa droga krzyżowa, ale przede wszystkim klimat regionu, czyli kaplica Św. Barbary – patronki górników, a na ścianach  liczne tablice poświęcone uznanym Ślązakom w tym Powstańcom Śląskim.

Ten wszechotaczający ogrom sprawia, że jest to doskonałe miejsce do kontemplacji, zadumy i pokory nad marnym, maluczkim życiem człowieczym… co udowodnia mój tato.

Uwagi na marginesie: Pytania o sens, dlaczego zło, cierpienie, śmierć?

Jeśli świat jest dziełem dobrego Boga, to dlaczego dzieje się na nim tyle zła? Od tego pytania Russell Stannard rozpoczyna swoje rozważania na temat fundamentalnych spraw naszego życia. Zaczyna od zła. Dlaczego co dzień zdarzają się rzeczy straszne, bulwersujące, wzbudzające trwogę? Zło powoduje cierpienie. Jednak czy tylko zło jest jego przyczyną? A co z trzęsieniami ziemi, powodziami , chorobami? Na koniec podejmuje temat śmierci. Każdy musi stawić jej czoło. Czy wobec tego wszystko nie traci sensu?… Opierając się na swej – chrześcijańskiej – wierze, a także korzystając z osiągnięć nauki, autor prezentuje dogłębną i wnikliwą analizę zagadnień, na które nie sposób dać jednoznaczną odpowiedź. Jasnym i prostym językiem dostarcza czytelnikowi wskazówek służących lepszemu zrozumieniu problemów, pomagając mu zastanowić się samodzielnie nad postawionymi pytaniami.

Stąd już skok do Cząstki, która wskazuje czas. „Koncepcji, że jedno z podstawowych praw fizyki mogłoby nie zachowywać dokładnej symetrii względem odwrócenia czasu, w ogóle nie rozważano wtedy, gdy Feynman doskonalił swoje pomysły dotyczące antymaterii i odwrócenia kierunku upływu czasu. Przypadek sprawił jednak, że odkryto wówczas nową cząstkę elementarną, która, jak się okazało, była kluczem do rozwiązania problemu symetrii względem czasu. Nazwano ją kaonem. Choć coś słyszałem o kaonach w szkole średniej – że są bardzo niestabilnymi i krótko żyjącymi cząstkami elementarnymi – pierwszy raz zwróciłem na nie uwagę w 1966 roku, gdy przeczytałem w londyńskiej prasie o pewnej dziwacznej teorii. Artykuł sugerował, że kaony mogłyby czasem prześlizgnąć się do innego Wszechświata, gdzie czas biegnie w przeciwnym kierunku, by wrócić później do naszego Wszechświata. Brzmiało to jak science fiction i bardzo mnie zaintrygowało, zwłaszcza że autorem teorii był Russell Stannard, jeden z moich wykładowców w University College. Rozważania Stannarda opierały się na zadziwiającym odkryciu sprzed lat, zgodnie z którym kaony mogły „wyczyniać dziwne rzeczy” z czasem. Jego wyjaśnienie wymaga pewnego wprowadzenia… ”

Jak taka tęga głowa może dywagować nad sensem i bezsensem, nad źródłem zła? Czyżby materia w sposób naturalny przeplatała się z duchowością ? To ciało z duszą stanowi o człowieku? Matematyka, fizyka i wzniesienia, uniesienia, upadki to pełne człowieczeństwo? – ew


Ta jasna, monumentalna budowla, ozdabiana kolorowymi refleksami światła padającymi przez wartościowe witraże, posiada do tego jedne z największych organów w kraju, których niestety nie usłyszałam.

Za to w podziemiach świątyni, w krypcie znajdującej się vis a vis Kurii Metropolitalnej,  usłyszałam nie tylko jedno z piękniejszych „studenckich kazań” i przecudnej urody chóralne wykonanie psalmu, ale i zobaczyłam  po raz pierwszy na wskroś nowatorskie wersje biblijnych motywów, zdobiących te ściany – Kościół Akademicki i wszystko jasne! Niestety, skupiona na profesjonalnym zadaniu, najpiękniejszej św. Weroniki z chustą  nie uwieczniłam… – ew

fot. ewolny Katowice

Szlak architektury drewnianej – przystanek Katowice

Ten zabytkowy kościół z XVI wieku, to nagroda za błądzenie w deszczu, w poszukiwaniu zupełnie innej kaplicy.

Park Kościuszki do małych nie należy. Czwarty raz, znowu w biegu, w pogoni z czasem, odkrywając jeden jedyny maleńki fragment parku…  znów jestem zaskoczona bardzo pozytywnie. Szlaki rowerowe, różnorodne znaki szlaków turystycznych, liczne aleje, leśne zaułki, mostki, ławki, ronda wieńczące pomniki, szum drzew, śpiew ptaków, schodki do nieba i nagle…

Drewniany zespół kościoła pod wezwaniem św. Michała Archanioła z Syryni. Nie trzeba czytać, że  o konstrukcji zrębowej i pokryty gontem. Jest piękny. Obok kościoła wolno stojąca dzwonnica,  czytamy, konstrukcji słupowej (1679). Naokoło zabytkowy parkan zrębowy i bramka. Cudo. Wchodzimy oszołomieni, ufając jeszcze, że to cel naszej marszruty. Niestety, krata chroniąca wejście do wewnątrz szybko rozwiewa złudzenia. Musimy zawracać, poświęcając jeszcze dosłownie chwileczkę na nawąchanie się prawdziwym zapachem historii. A jest czym, bowiem w maleńkim wnętrzu „śladowo zachowana średniowieczna polichromia”, niestety niezbyt widoczna w tym cudnym półmroku. Za to doskonale rzucają się w oczy gotyckie: kamienne chrzcielnica i kropielnica, obie z Jedłownika, obie budzące swą kamienną prostotą prawdziwy respekt. Chyba w bocznej nawie,  późnogotycka drewniana rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem z Dębieńska, po prawej  stronie ołtarza barokowa ambona,  po lewo maleńkie schodki, na chyba jeszcze mniejszy chórek, tuż przy wejściu skrzynia z okuciami z XVIII/XIX wieku. Na drzwiach tabliczka „z powodu małej powierzchni, wierni proszeni…”. Ta powierzchnia jest naprawdę niewielka, ale „w małym ciele – wielki duch!”.

Ten unikatowy zespół został zakupiony (sic!) w 1938 roku, przez władze miejskie Katowic od parafii w Syryni. Dlaczego sprzedali? Nie wiem. Natomiast wiadomo, że został on przeniesiony do Parku Kościuszki, jako element organizowanego tu przed wojną parku etnograficznego. W pośpiechu wychodzimy zerkając jeszcze na lapidarium utworzone z inicjatywy Muzeum Historycznego Katowic, w którym m.in. graniczny kamień  górniczy z piaskowca, z rejonu Górnego Śląska. Jeszcze tylko ostatni rzut oka  na stylizowane ławeczki -  brawo dla miasta!





fot. ewolny K-ce

Park Kościuszki, czyli kolejowe klimaty

Uwielbiam jeździć koleją, dlaczego? Może dla takich zaokiennych pejzaży:

Może dla odkrywania kolejnych miejsc, wartych odwiedzenia? Wzrokowcami wszak jesteśmy, dlatego  jak pogoda dopisze, w czwartek tam będę:

“Tu czuję świata pędzący rytm. To nic, że pociąg nie jedzie z New Yorku, że sam nie jestem na dworcu w Chicago. Ten sam w New Yorku tragarz znosi worki, ten sam w Maladze, spija się malagą…”

Po wyjściu z pociągu,  brynowska wieża ciśnień, cokolwiek to znaczy:

Cel marszu, to  Park Kościuszki, któremu myślę, że warto poświęcić znacznie więcej uwagi.  Kto się zgłasza?  Widziałam tam szlaki, pomniki – to prawdziwy, gęsty las mający na pewno swoją historię:

Historię, z której Brynów słynie na cały świat:

Kopalnia Wujek, gdzie pod starą wiatą  obok całkiem nowych skuterów, kompletnie zardzewiałe składaki. Przychodzi myśl, że oto któryś z górników… nie wyjechał na górę i nie wrócił do domu:

„A kto się zbudzi – ogień pochwali. A którzy zginą – ogień podsycą… ”

Czy tylko starsze pokolenie tak tą pamięć ceni, pieści i pielęgnuje? Na zdjęciu mój Tata:

Kopalnia Wujek, obok której przechodziliśmy, była  chyba w porze zmiany szychty, bo przed wejściem kręciła się  tam masa młodych i roześmianych chłopaków. Czy mieszkają oni przy takich ulicach jak ta – Dobrego urobku?

Czy mieszkają oni w takich… no właśnie, czy są to jeszcze familoki?

Uwielbiam jeździć koleją, choćby dla takich widoków:

fot. ewolny Goczałkowice, K-ce

MMS, bo w życiu nie jest na nic za późno…

Ten Pan, 4 maja kończy 80 lat! Słuszny wiek, ale nie zdziwi i 100 lat, bowiem jak często wspominam, co drugi dzień robi dużą pętlę w Wapienicy, łącznie z podejściem za grzybami aż pod samą górę Błatnię. Kilka razy do roku zażywa kołobrzeskiego jodu, jest bardzo oczytanym niepoprawnym optymistą, pochodzącym z Lublina. Uwielbia na swej plazmie wszelkiego rodzaju sport, kipi energią, zaradnością i pomysłami. To właśnie jeden z nich, pierwsze w życiu zdjęcia, wykonane swoim telefonem komórkowym, specjalnie dla? Ecodnia! Nie byłoby w tym nic dziwnego,  ale ten Pan, nie znosi internetu i nie opanował esemesowej techniki komunikowania się, a swój telefon wyłącza z baterii, bo…  szkoda. :)
Pradziadek Zbyszko, mój Tata! – ew

fot. Zbyszko Kołobrzeg
Grafika: ewolny