Tag Archives: Chris Miekina

British Virgin Islands

Polskie jachty w paradzie przed żaglowcem  Fryderyk Chopin….

Na kotwicy przy płaskiej jak stół wyspie Anegada:

Nasza łódka zaczepiona do boi przy malutkiej wysepce Saba Rock:

I sama wysepka Saba Rock:

A tak jest pod wodą. Zdjęcie z podwodnej kamerki. Cooper Islands:

I może jeszcze, karaibski zachód słońca:


fot. Chris Miekina Karaiby

Wczesny wrzesień na wodach Coney Island

fot. Chris Miekina USA

Colonial Park – owocowo-jesiennie

Colonial Park leży na skraju Hillsborough i można tam pograć w tenisa, zrobić grilla, poćwiczyć na ścieżce zdrowia, wykonać 18 dołków w golfa, zabrać dziecko na plac zabaw, zdrzemnąć się na ławce wśród wciąż kwitnących róż, łowić ryby i spacerować wśród drzew. Tym razem wybrałem najmniej uczęszczaną część parku – na tej polanie zwykle wieczorem pasą się sarny, ale tylko wtedy, kiedy nie mam ze sobą aparatu.

Jesień zaczyna się bardzo nieśmiało, choć kilka klonów w parku zupełnie na jej punkcie oszalało. Wiele drzew jednak nadal udaje, że jest lato, a może tylko zielenieje z zazdrości widząc pyszniące się takimi kolorami klony:

W maleńkim stawie wciąż tętni życie, a złote rybki aż proszą się by spełnić jakiekolwiek życzenie:

U jego brzegów spotkałem wesołą bandę – żrą muchy i inne robaki jak rosiczki. Sam nawet jedną w domu hoduję (sarracena kapturnica) i czasem pomagam złapać jej muchę, albo pająka.

11 wrzesień, czyli „Where did the Towers go?”

Judy Wood jest byłym profesorem inżynierii mechanicznej i specjalizuje się w analizach wytrzymałości rozmaitych materiałów i konstrukcji budowlanych, mechanice strukturalnej i analizach deformacji materiałów. Judy jest z wykształcenia inżynierem strukturalnym a pracę dyplomową napisała na temat inżynierii mechanicznej, która aplikuje prawa fizyki, takie jak np termoekspansje stali użytej do budowy podczas pożaru budynku. Praca doktorska Judy Wood dotyczyła inżynierii materiałowej. Trudno sobie więc wyobrazić osobę bardziej kompetentną do wyjaśnienia zjawisk, które przyczyniły się do upadku wież WTC w Nowym Jorku.

W swoich badaniach nad tym tematem zebrała wiele anomalii we wszystkich zakątkach USA, lecz na najbardziej zdumiewające natrafiła przy analizowaniu upadku Twin Towers w Nowym Jorku, 11 września, 2001 roku. W swoich wnioskach na ten temat, uznała ona, że wieże w Nowym Jorku nie zostały zniszczone na skutek uderzenia przez samoloty ani też przez podłożony uprzednio termit, o którym wspomina wiele teorii konspiracji, lecz poprzez użycie nieznanego rodzaju broni wykorzystującej fizykę hiperprzestrzenną. Judy Wood napisała o tym książkę pt. „Where did the Towers go?” (Co się stało z Wieżami?”).

Judy Wood do wypadków 9/11 podeszła niezwykle serio. Przeprowadziła szereg badań forensycznych, aby stwierdzić raz na zawsze co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia. Jest ona osobą która posiada wszelkie możliwe kwalifikacje, aby uzyskać konkretną odpowiedź na to pytanie.

Najbardziej zdumiewającą rzeczą jaką odkryła Judy Wood podczas swoich analiz był fakt, że większość rozpadającej się konstrukcji potężnych wież po prostu…  zniknęła!!! Wieże były konstrukcjami bardzo solidnymi. Nie tylko wymagała tego ich wysokość ale także to, że stały one w miejscu, które było poniżej poziomu wody w płynącej nieopodal rzece Hudson. Architekt, znając ten fakt, siedem pierwszych pięter zbudował w taki sposób, aby oparły się one napływającej wodzie, jeśli z jakichś katastroficznych przyczyn rzeka wystąpiłaby z brzegów i zalała Nowy Jork.

Kiedy wieże rozpadały się jakby były domkami z kart, miażdżąc swoim ciężarem wszystko pod sobą, pozostawiły w magiczny sposób te pierwsze siedem pięter nietknięte! Nie zanotowano także odpowiednio silnego sejsmicznego sygnału, jaki niewątpliwie musiała wywołać taka masa sypiącego się w dół szkła i metalu. Najbardziej interesujący był jednak budynek nr  7, który rozpadając się nie wytworzył w ogóle żadnego sygnału sejsmicznego.

Judy Woods porównuje to co się stało w Nowym Jorku z Twin Towers z planowym wyburzaniem hali sportowej Kingdomes w Seattle. Podczas tego wyburzania sejsmografy zanotowały wstrząsy o sile 2.3 na skali Richtera. Dla porównania budynek nr 7 w Nowym Jorku był 7 razy większy od hali sportowej i sejsmografy zanotowały zaledwie 0.6 w skali Richtera. Niektóre ze stacji nie zanotowały żadnego wstrząsu. Podczas zapadania się wież nie słychać było także charakterystycznego dźwięku jaki towarzyszy takiemu zjawisku.

Następnym nietypowym zjawiskiem jakie towarzyszyło upadkowi wież, były spalone samochody. Samochody były spalone, stopione i w wielu brakowało silników. Spalone samochody znajdowano nie tylko w bezpośrednim pobliżu wież, ale także prawie kilometr dalej. W okolicy budynku nr 7 każdy stojący samochód został spalony. Natomiast nie został nawet nadpalony żaden kawałek papieru, których miliony pokrywały ulice!!! Nietknięte zostały także drzewa i znaki drogowe. Spłonęły tylko samochody.

Samochody także płonęły w nietypowy sposób. Np. w wielu przypadkach połowa samochodu była zwęglona a druga jego część wyglądała tak, jakby wyjechała prosto z salonu. Pożar w samochodzie z pewnością nie przebiega w taki sposób, że jedna część samochodu jest zniszczona a druga jakby ktoś użył magicznej różdżki – w perfekcyjnym stanie. W zniszczonych samochodach nie dało się zauważyć nadpalonej strefy, gdzie pożar z pewnością musiał dogasać, aby pozostawić resztę nietkniętą. Nie było też zniszczeń wywołanych przez temperaturę jaką wytworzył ogień palącego się samochodu.

Pył, który wypełnia powietrze podczas zapadania się budynku, potrzebuje jakiegoś czasu, aby opaść. W przypadku hali sportowej Kingdome, było to zaledwie 20 minut. W przypadku Twin Tower pył opadał przez 3 miesiące! Pył podczas upadku wież podnosił się do góry w błyskawicznym tempie co oznacza, że był niewielkich rozmiarów i był przy tym niezwykle lekki.

Także gigantyczne, 3 piętrowe kolumny ze stali topiły się jak lody w upalny dzień i zniknęły zanim zwaliły się na ziemię, co było kolejnym niezwykłym zjawiskiem. Resztki stali szybko wybrano z ruin po WTC i wywieziono do chińskich hut, gdzie zostały przetopione. Nikt nigdzie nie podał, ile stali zostało wydobyte z ruin zniszczonych wieżowców.

Analiza tych niecodziennych faktów daje bardzo niepokojącą odpowiedź na to, co stało się z Twin Towers tego pamiętnego dnia. Z pewnością wieżowce nie runęły od uderzenia samolotów a zostały zaatakowane potężną bronią, być może użytą wprost z przestrzeni kosmicznej, która dosłownie „odparowała” większość atakowanych budynków.

Kto za tym stoi i kto posiada w swoich rękach tak straszliwie niszczącą siłę? Są to z pewnością ci sami ludzie o których pisałem w art. „Ziemia – planeta więzienna”. Ludzie ci, których Richard Dolan nazywa odrywającą się cywilizacją, będąc pod każdym względem bardziej zaawansowani od nas, chcą przejąć nie tylko kontrolę nad światem, ale także pozbyć się większości z nas. Użycie egzotycznego rodzaju broni wykorzystującej najprawdopodobniej fizykę pola torsyjnego wydaje się być jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tego, co zniszczyło nowojorskie wieże prawie 10 lat temu – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

Zobacz również:
- Krajobraz po bitwie

Architektura wojenna

Kiedy przegląda się Historię Powszechną szybko można się zorientować, że głównie opowiada ona o wojnach. Wojna jest niestety organiczną częścią naszej cywilizacji i ten okręt na zdjęciach jest tego przykładem. Mimo że wygląda bardzo groźnie jest już właściwie reliktem przeszłości wyrzuconym w Camden, na śmietnik historii. Pancerniki oprócz Ameryki nie zachowały się nigdzie, więc ten na zdjęciach jest w pewien sposób unikalny. HMS Belfast w Londynie jest niemalże o połowę mniejszy.

W Camden nad rzeką Delaware, po drugiej stronie Filadelfii, stoi sobie zakotwiczony jako okręt muzeum – wspomniany pancernik -  „New Jersey”, tak wygląda on w całej okazałości. Pancernik zbudowany w 1943 roku, który miał stawić czoła japońskim gigantom: „Yamato” i „Musashi”. Jego potężne działa (406 mm) musiały budzić respekt w każdym wrogu. Można z nich było oddać nawet 2 strzały na minutę, posyłając pocisk na odległość ponad 40 km:

Z czasem założono na nim rakiety. Te na zdjęciu to „Harpoon”:

A te to „Tomahawk”. Przewodnik powiedział, że w 3 godziny są w stanie dolecieć  do… Chicago!

Przez tony żelastwa prześwieca  kusząc Filadelfia…

…mimo że okręt szczerzy do niej stalowe paszcze swoich dział i wyrzutni:

Ale kiedy odwrócić się do nich plecami, widok na miasto wygląda zachęcająco:

Więc  jeszcze tylko ostatni rzut oka na stalowego dinozaura na smyczy i… w Filadelfię – cam

fot. Chris Miekina New Jersey, USA
www.nowaatlantyda.com

Nie rozdziobią nas kruki, wrony…

Dopiero co spotkaliśmy się z  parafrazą powyższego tytułu: Rozdziobią nas kruki, wrony… Zatem rozdziobią, czy nie rozdziobią? Oto jest pytanie, bo biorąc pod uwagę  zdania o szybko przystosowującej się faunie i florze do zmieniających się jeszcze szybciej warunków, można mieć słuszne wątpliwości.

Dziwne jest to, że człowiek rządząc światem, każdy swój gest w stronę udoskonalenia sobie tu swego życia, przekierowuje w stronę autodestrukcji. Z seledynową karnacją leżymy omotani kablami, okutani prądem, wcinamy sałatkę promieni, przekanszamy chemią, mięśnie nam wiotczeją, kości się zastają, niedoświetlony wzrok przytępia, niewentylowane płuca to już nie miech kowalski a mieszek, ratujemy się podawaną garściami pigułą.

A zwierzęta wręcz przeciwnie, robią wszystko by przetrwać. Nawet ta przedstawiona poniżej krucza sztuczka, prowadzi przecież  do… napełnienia brzucha!

Jestem w stanie sobie wyobrazić falloutowski świat krok dalej, bo bez nas, a na pogorzelisku wielkie ilości prusaków, szczurów, kruków i wpisz dowolne. Wygląda, że jednak są inteligentniejsze od nas, głupców -  rozdziobią?

Josh Klein, przedstawia samego siebie jako „technosocjologicznego hakera” i odkrywcę systemów niewykorzystanych. Jednym z jego  wynalazków, jest automat sprzedający, w którym kruki za pomocą odnalezionych monet, mogą nabywać orzeszki ziemne. Na pytanie po co zbudował taką maszynę, Josh odpowiada z kamiennym spokojem, że po to, by zmienić świat.

Automat sprzedający zbudowany przez Josha, wyróżnia się od innych tylko tym, że w pobliżu szczeliny wrzutowej na monety zamontował on grzędę.

Do treningu kruków Josh wykorzystał podobną metodę, jakiej używa się do nauczenia kotów korzystania z kuwety z piaskiem. W pierwszym etapie, krukom podawano na zmianę monety i orzeszki, ale tylko wtedy, kiedy siedziały na automacie sprzedającym. Następnie podawano im tylko monety, które sfrustrowane kruki upuszczały na maszynę. Jednak niektóre z monet precyzyjnie lądowały we wrzutni i wtedy kruk został natychmiast obdarowany porcją orzeszków. Ptaki zdumiewająco szybko nauczyły się nowej, łatwej sztuczki, za którą dostawały łakocie.

W ostatnim etapie treningu monety rozrzucono dookoła automatu ale kruki nie miały problemu z ich wyzbieraniem i umieszczeniem we wrzutni aby dostać orzeszki, kończąc cały eksperyment Josha sukcesem.

Po raz pierwszy Josh wpadł na ten pomysł 10 lat temu, gdy wraz z kolega mocno spóźnieni maszerowali na suto zakrapianą imprezę. Na drzewach wzdłuż drogi, którą szli, siedziało dziesiątki kruków. Jego kolega uznał, że ptaki wyglądają ponuro i powinno się je wystrzelać, na co Josh odpowiedział, że zamiast tego, raczej powinno się je nauczyć czegoś pożytecznego, co kolega skwitował ironicznym parsknięciem. Od tego czasu pomysł na wykorzystanie kruków zaszedł Joshowi mocno za skórę.

W książkach ornitologicznych znalazł, że mózg kruka swą wielkością znacznie przewyższa inne ptaki, dorównując swymi możliwościami mózgowi szympansa. Co prawda fakt ponadprzeciętnej inteligencji kruków znano od setek lat, ale nigdy nie starano się ich wytrenować do innych celów wierząc, że ptaki te, tak jak maszyny, zdolne są wykonywać tylko to, do czego zostały stworzone i nie można ich niczego nauczyć.

Same kruki zdumiewają swoimi możliwościami adaptacji do różnorodnych warunków życia. Potrafią one nie tylko tworzyć dla siebie narzędzia, ale także manipulować nimi w skomplikowany i złożony sposób. Na Brooklynie znany był kruk o dźwięcznym imieniu Pieprz, który był fenomenalnym kieszonkowcem, wykradając ludziom różne przedmioty. Kruk ten miał dziwny zwyczaj: dotąd latał za swoją ofiarą, aż ta dostrzegła w jego dziobie skradziony przedmiot. Pieprz siedząc bezpiecznie na drzewie zdawał się napawać frustracją swej ofiary i dopiero po jakimś czasie, upojony zwycięstwem odlatywał ze swym łupem.

Josh Klein swym pozornie nie mającym żadnego sensu doświadczeniem, chce zmienić nastawienie ludzi do zwierząt, które żyją w ich najbliższym sąsiedztwie, takich jak szczury, prusaki, szopy pracze i wreszcie kruki. Człowiek traktuje te zwierzęta jak szkodniki i zabija je, starając się ich pozbyć. Tymczasem robiąc to, tylko wzmacnia ich szkodniczą naturę. Prusaki stają się np. odporne na zadawaną im truciznę a szczury odpowiadają na masowe ich zabijanie, gigantycznym przyrostem naturalnym. A przecież można zmienić tą relację tak, aby przyniosła wzajemną korzyść.

Kruki na przykład mogłyby oczyszczać stadiony po wielkich meczach czy imprezach. Mogłyby także sortować rozmaite urządzenia elektroniczne a nawet ratować życie ludzkie. Kruki są w stanie odróżnić ludzi od siebie i dzięki doskonałemu wzrokowi znaleźć nie tylko ofiary zgubione w lesie, ale także przestępców.
Możliwości kruków są tak ogromne, że są one w stanie być może nawet uratować…. świat. Kto wie… – Chris Miekina
www.nowaatlantyda.com

To chyba jednak „mitologia”, podania ludowe i  sztuka sprawiły, że kruki kojarzą nam się li tylko z wieszczem chorób, nieszczęść i śmierci, głównym bohaterem czegoś ponurego, złego, strasznego. A tak naprawdę to bardzo pożyteczna służba miejska, oczyszczająca teren z odpadków, wydziobująca szkodniki i resztki padniętych zwierząt. W dodatku nikt nie odmówi im tej nieprzeciętnej inteligencji. Dlatego tak bardzo lubię ten wpis, bo uwypukla tą właśnie, pozytywną ich cechę.

A przy okazji, pomagamy jak możemy – owocowym drzewkom malujemy pnie na biało. Chodzi o to, żeby ptaki mogły lepiej widzieć…  maszerujące w górę robaczki. :) Pozdrawiam! – ewolny

Niedziela w Sandy Hook

Na Sandy Hook woda w oceanie wciąż jest lodowata, więc nie można się w niej jeszcze kąpać:

Mimo, że NYC jak na dłoni, to żadnego mostu w pobliżu, żeby sobie chociaż pochodzić po mieście:

Wygląda jakby sezon wciąż jeszcze nie jest rozpoczęty, bo wszystko zamknięte:

Jednak na mierzei Sandy Hook, mimo wciąż lodowatej wody, rozpoczął się już sezon śmigania za latawcem. Chciałoby się samemu też tak pośmigać…

Tymczasem atrakcją były skrzypłocza,  które  w maju złożyły jajka – zwykle robią to nocą, a te które nie zdążą przed świtem, stają się ofiarą mew. Zadziwiające i groźnie wyglądające zwierzęta, w rzeczywistości łagodne i właściwie bezbronne.  Skrzypłocza, które zagapiły się trochę w  ewolucji nie zmieniając od Ordowiku, czyli od co najmniej 488 lat. Nie mają one hemoglobiny we krwi i dlatego ich krew  jest prawdziwie… błękitna. Żyją  tylko w kilku miejscach na świecie, w tym w moim NJ, gdzie  właśnie w maju zaczynają masowo wyłazić na plażę, by na niej przedłużyć istnienie swojego gatunku:

A poza tym wszystko inne… jak droga na Ostrołękę.
fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlantyda.com

Piaskowce

Oto stada piaskowców (Calidris alba), żyjących w arktycznej tundrze, gdzie w czasie krótkiego polarnego lata składają nawet do 4 jajek. Pracowicie filtrują tu wodę w poszukiwaniu małych morskich zwierząt, które są ich pożywieniem. Piaskowce żyją w arktycznej tundrze lecz gdy tylko zaczyna się tam zima – wyruszają na cieplejsze południe. I właśnie na plażach New Jersey pojawiają się  całe ich stada, podczas  swojej drogi w głąb kontynentu. Przyglądałem się tym maleńkim ptaszkom z ciekawością. Mimo że były niezwykle ruchliwe i nie dawały do siebie podejść, spróbowałem zrobić im kilka zdjęć:

Są naprawdę niewielkie. Długość ich ciała rzadko przekracza 20 cm a waga sięga co najwyżej 100 gram, a więc tyle ile wynosi solidny kieliszek wódki. Są tak maleńkie, że łatwo je przeoczyć, gdy tylko zatrzymują się nagle bez ruchu. Ten stan nie trwa niestety zbyt długo i już po chwili odlatują. W ogóle trwanie  w bezruchu jest czymś wyraźnie ponad siły ptaka, bo nieustannie ściga on fale wciąż sprawdzając czy nie wyrzuciły one na brzeg jakiegoś smakołyku – oczywiście ptak preferuje frutti di mare:

Ptaki zbijają się zwykle w całkiem spore stada. To że są one teraz jeszcze niewielkie, świadczy o tym, że ich migracja dopiero się rozpoczęła. Jak widać ptaki uwielbiają grzebać w piachu – stąd chyba ich nazwa jest niezwykle trafna. Czasem piaskowca można po prostu przeoczyć, tak doskonale potrafi swoim upierzeniem wtopić się w otoczenie:

Piaskowce żyją także nad Bałtykiem, gdzie zatrzymują się po sezonie lęgowym w północnej Skandynawii. Są zazdrosne o pożywienie i kiedy tylko się da, przeganiają od niego młodsze i mniej doświadczone sztuki. Jasny kolor uciekającego ptaka wskazuje,  że jest to młokos urodzony z półtora miesiąca temu… nad zatoką Hudsona:

Bowiem nie wszystkie piaskowce po zimie wracają na północ. Niektóre z nich dochodzą do wniosku, że zostają w cieplejszych rejonach, rezygnując z migracji. To moje najbliższe spotkanie z tym ptakiem:

Bardzo trudno go złapać w obiektyw, bo nie chodzi a biega i podskakuje gwałtownie zmieniając kierunek poruszania się. Mimo że obecność piaskowców w rożnych miejscach na kuli ziemskiej wydaje się powszechna, to w rzeczywistości jest go coraz mniej i ptak jest pod ścisłą ochroną. To już koniec ornitologicznego spaceru po plaży Sea Side:


fot. Chris Miekina NJ, USA
www.nowaatlanyda.com

Zobacz również:
- Ocean jak na dłoni

Zaćmienie Księżyca

Zaćmienie Księżyca
15 czerwca 2011
19:23 – 1:41
Maksymalna faza – 22:12

Grafika: Chris Miekina

Zobacz również:
- Zaćmienie Słońca