Tag Archives: ela.d

Biedroneczko, leć do nieba… i lepiej nie wracaj!

Nie, nie chodzi o naszą znaną i lubianą siedmiokropkę, która ma nam przynieść kromeczkę chleba.

Chodzi o IGO – Inwazyjny Gatunek Obcy, biedronkę azjatycką Harmonia axyridis, zwana arlekinem, silną i bardzo płodną. Zajmuje ona terytorium innych biedronek: zjada ich jaja, wyjada mszyce, miodówki i pluskwiaki, które są głównym pokarmem biedronek miejscowych, gryzie też ludzi.


Inwazyjne gatunki obce (przede wszystkim rośliny, ssaki i owady) uznaje się za ogromne zagrożenie dla różnorodności biologicznej, już narażonej na utratę naturalnych siedlisk i zmiany klimatu. Skala problemu jest ogromna. Wyniki jednego z badań wskazują, że całkowite straty gospodarcze i ekologiczne, spowodowane obecnością IGO tylko w Wielkiej Brytanii, USA, Południowej Afryce, Indiach i Brazylii wynoszą prawie 330 mld USD!

Wróćmy jednak do naszej – nie naszej – biedronki. Jak ją poznać? Ma bogate ubarwienie: może być żółta, pomarańczowa, czarna, czerwona, ma od 1 do 23 kropek i jest dość duża: 6-8 mm. Ma charakterystyczny garb na końcu pokryw. Woli tereny zurbanizowane.

Jest już w Wielkiej Brytanii, gdzie stanowi „śmiertelne zagrożenie” dla tamtejszych biedronek – jak twierdzi dr Michael Majerus z Wydziału Genetyki Uniwersytetu Cambridge, coraz liczniej występuje we Francji, gdzie istnieje specjalna grupa badawcza, obserwująca przemieszczanie się „arlekina”, a także w Szwajcarii. Rozpoczął się również monitoring w Polsce (www.cbe-pan.pl).

Harmonia axyridis zwana jest również Halloween Lady Betele, bo na przełomie października i listopada najłatwiej ją zauważyć, gdy przygotowuje się do przetrwania zimy. Wtedy to całe grupy tych biedronek poszukują miejsca do hibernacji. We własnym środowisku zimują licznymi grupami pod korą drzew, ale cenią również ciepło domostw ludzkich. W słoneczne jesienne dni w godzinach najwyższej temperatury gromadzą się na ramach okiennych, szukając wejścia  do zacisznych kącików.

Cóż – nasza biedronka to „boża krówka”, ale czy ta nazwa przystoi również IGO Harmonia axyridis? – ela.d

Na podst:
www.notre-planete.info
www.robale.pl
fot. wikipedia

Pod żaglami… „EOSEASA”

5

Dla wszystkich wielbicieli podróży morskich pod żaglami, u steru i w bocianim gnieździe – albo na leżaku, na pokładzie słonecznym: ciekawostka ekologiczna. Oczywiście – nie jest to podróż „Pogorią”, ale przecież oceanów starczy i dla jednego, i dla drugiego sposobu żeglowania! Za to chyba każdy sposób na oszczędności zasobów naturalnych i ekologiczniejsze trwanie na Ziemi jest dobry?

„Eoseas” w całej okazałości – jeszcze symulacja komputerowa

Stocznia TX Europe (dawniej: Chantiers de l’Atlantique) przedstawiła podczas targów „Seatrade” w Miami, a także w Saint-Nazaire we Francji projekt wycieczkowego żaglowca – pentamarana „Eoseas”. „Eoseas” ma mieć 395 metrów długości i 60 metrów szerokości. Będzie mógł zabrać na pokład 3311 pasażerów i 1309 członków załogi.

„Eoseas”, o 105 000 ton wyporności, zrywa z tradycyjną formą wielkich statków. Został zaprojektowany jako duży kadłub centralny, z czterema wielkimi pływakami po bokach (jest przecież pentamaranem). Ma mieć pięć masztów o wysokości 100 metrów i o powierzchni żagli 12 440 m². Zdaniem konstruktorów będzie to pierwszy z wielkich statków przyszłości, które dzięki swej budowie będą zużywać średnio o 50% paliwa mniej. Według Ericka Pelerina, odpowiedzialnego za projekt Ecorizon w STX Europe, w ramach którego opracowano konstrukcję „Eoseasa”, jego pół-sztywne żagle dadzą mu 10% energii przy słabym wietrze, ale będzie też mógł pływać wyłącznie na żaglach z prędkością 30 węzłów.

Ten „zielony statek przyszłości” – jeśli zostanie zbudowany – będzie miał też inne ekologiczne rozwiązania. Należy do nich 1000 m² baterii słonecznych, które w całości pokryją zapotrzebowanie na oświetlenie w 1400 kabinach pasażerskich. Podobną wydajność będzie miała elektrownia, bazująca na przerobie odpadów organicznych. Projekt tego statku powstał po badaniach i próbach, ocenianych na około 7 mln euro. Jeśli „Eoseas” zostanie zbudowany, będzie kosztował o mniej więcej 30% drożej, niż statki o napędzie konwencjonalnym. Jednakże w trakcie eksploatacji – dzięki oszczędności paliwa – „na pewno nie będzie droższy niż dzisiejsze statki” – zapewnia Erick Pelerin.

Oczywiście, nie jest przesądzone, że powstanie statek dokładnie według tego projektu; prawdopodobnie będzie on jeszcze zmieniany i dostosowywany do wymogów armatorów. SMX Europe ocenia jednak, że pierwszy statek zbudowany dzięki temu projektowi, spłynie na wodę za jakieś trzy do pięciu lat – ela.d
Źródło: Futura-science

List do nowonarodzonego człowieka

10

Urodziłeś się wczoraj w Montrealu o godzinie 16.53, mroźnego, zimowego popołudnia, w doskonałym zdrowiu. Ważyłeś nieco ponad trzy kilogramy. Twoja mama urodziła Cię, jak gdyby wciąż to robiła. Twój tata przyjął Cię na tym świecie, biorąc Cię w swe dłonie – pierwsze, które Cię dotknęły. W środę wieczorem, kiedy Was zostawiałem, cała Wasza trójka była ucieleśnieniem szczęścia.

W chwili, gdy piszę do Ciebie ten list, nie masz nawet jeszcze dnia. Ja jednak myślę o tym, kim będziesz, i o świecie, w jakim przyjdzie Ci żyć, gdy będziesz miał lat 5, 10, 29, 45, 61 – a może więcej, bo przecież możliwe, że dożyjesz wieku XXII!

Otwierasz oczy i oglądasz wspaniały świat. To prawda. Ten świat nie przestanie Cię zadziwiać, jestem tego pewny, i zazdroszczę Ci wszystkich zadziwień, jakich doznasz.
Jednakże stopniowo przekonasz się, że ten świat nie miewa się najlepiej. Pomimo wielkich bogactw i postępu, ludzkość daleka jest od życia w pokoju. Zadajemy sobie nawet pytania, czy nie zmierza ona ku liczniejszym konfliktom, częstszym wojnom, większemu okrucieństwu, narastaniu rywalizacji między narodami, grupami społecznymi, poszczególnymi ludźmi.

Ta ludzkość niszczy również i degraduje jak nigdy dotychczas planetę, na której żyje, psując nawet tę fantastyczną, termodynamiczną maszynerię, jaką jest klimat. Kiedy osiągniesz wiek tego, który teraz do Ciebie pisze, być może nie będzie już niedźwiedzi polarnych na dalekiej Północy, nie będzie bieług w Zatoce Świętego Wawrzyńca, nie będzie gibbonów na Borneo. Być może nie będzie nawet Arktyki, czystych rzek ani lasów tropikalnych. Mówi się przecież, że być może przeżywamy kolejną zagładę w historii życia na Ziemi (poprzednia, 65 milionów lat temu, zabrała dinozaury).
Przeżyjesz również to, co my teraz zaczynamy dopiero przewidywać: zmianę postrzegania, czym są istoty żywe, z nami na czele. Genetyka i neurobiologia – by tylko o nich wspomnieć – będą próbowały nie tylko opisać i wyjaśnić życie, ale i zmodyfikować je, manipulować nim, kształtować. Ty sam zobaczysz, czy ze skutkiem najlepszym, czy najgorszym. Czyż niektórzy nie mówią już dziś o post człowieczeństwie?

Ale przecież przy całym realizmie czy pesymizmie, nigdy nie wolno oddawać się rozpaczy, nigdy nie wolno rezygnować. Wszak nadzieja czyni nas istotami ludzkimi. Jestem najgłębiej przekonany, patrząc na tę maleńką garstkę energii, która wczoraj po południu zaczęła samodzielnie oddychać, że zrobisz wszystko, by żyć w świecie coraz piękniejszym, sprawiedliwszym, wolnym, w świecie coraz szczęśliwszym – po prostu w świecie odpowiednim do życia. Będziesz rósł i się rozwijał. Nauczysz się mówić, czytać, pisać, grać na jakimś instrumencie, pływać. Będziesz się uczył języków, poznasz prawa matematyki, będziesz czytał wiersze i gazety. Będziesz się uczył biologii i astrofizyki. Wokół ciebie będą Twoi przyjaciele, miłości, towarzysze, koledzy. Nauczysz się walczyć o to, by zmieniły się rzeczy, ludzie, świat. Być może po to, by uratować Twoją planetę. Dlatego właśnie będziesz być może organizował manify albo zostaniesz politykiem. Dzięki Tobie i wszystkim innym dzieciom, które rodzą się na tym wspaniałym, lecz zagrożonym świecie, nasz gatunek, Homo Sapiens, będzie miał może tyle siły i wyobraźni, by pozostać„sapiens”. By nie stać się w sposób ostateczny „demens”. A ponieważ na pewno nauczysz się podstaw łaciny, będziesz wiedział, że „sapiens” znaczy mądry, a „demens” – szalony.


Źródło: radio-canada.ca
Grafika: Chris Miekina

Oziębiamy Ziemię – plan awaryjny!

Naukowcy coraz intensywniej opracowują rozmaite, nawet najbardziej niezwykłe projekty do walki  z ociepleniem klimatu.

Może zainstalować olbrzymie  lustra w przestrzeni kosmicznej, by odbijały słoneczne ciepło? Może wrzucić niezliczone tony żelaza do oceanów, aby powstał plankton, żerujący na CO2? A może dzięki specjalnym aerozolom w atmosferze przyciemnić niebo?
Wszystko to wchodzi w zakres geoinżynierii.

Pomysł jest w zasadzie prosty: jeśli nie udaje się spowolnić ocieplenia klimatu na Ziemi, spróbujmy doprowadzić do sztucznego ochłodzenia naszej planety. Innymi słowy:  uzdrawiajmy, jeśli nie możemy zapobiegać!

„Wyrzucenie cząstek siarczanu w górne warstwy atmosfery wydaje się pomysłem najlepszym, bo kopiującym matkę Naturę – mówi profesor Thomas Peter, wykładowca na Politechnice w Zurychu. – Przecież w czasie erupcji wulkanów do atmosfery wyrzucane są w sposób naturalny wielkie ilości gazów”. Dla grupy geoinżynierów, współpracujących z profesorem Peterem inspiracją pomysłu był wybuch wulkanu Pinatubo na Filipinach. W roku 1991 miliony ton siarczanów  znalazły się w atmosferze, przemieszczając się we wszystkich kierunkach i zaciemniając niebo. W rezultacie temperatura na Ziemi błyskawicznie spadła o pół stopnia.

Metoda skuteczna, ale nie wszystkim się ona podoba. Martina Benistona, znanego klimatologa z Uniwersytetu w Genewie, ten projekt bardzo niepokoi:  „Trochę to tak, jak zabawa w panów tego świata, ponieważ nie bierze się pod uwagę złożoności systemu klimatycznego”. Beniston zwraca uwagę na możliwość zaistnienia  nieoczekiwanych skutków ubocznych. Zresztą nawet profesor Thomas Peter przyznaje, że  wyrzucenie do atmosfery wielkiej ilości siarczanów może spowodować susze, wywołać kwaśne deszcze i zmniejszyć warstwę ozonową.
To prawda, ale kto wie – być może nie stać nas będzie na luksus wyboru sposobu osiągnięcia zamierzonego celu… – ela.d
Źródło: Le Matin

Les Alpilles – Małe Alpy

9

Les Alpilles – Małe Alpy – wapienny masyw górski o niezwykłych, poszarpanych kształtach, leżący między Rodanem a Alpami, na północny wschód od Arles.

„Alpije” to jeden z cudów Prowansji, którego nie można nie zobaczyć, to esencja pejzażu o niezwykłej harmonii, o przyrodzie wciąż dzikiej i pięknej, a zarazem krainy, gdzie sztuka życia to nie puste słowa, gdzie czas płynie inaczej, wolniej, a ludzie cenią tradycję, podtrzymują ją i wciąż z niej czerpią inspirację.

To Prowansja najprawdziwsza, pełna słońca, lawendy, oliwek…
To kraj pisarzy – takich jak Alfonse Daudet i Frederic Mistral, malarzy – jak Cezanne i Van Gogh, którego urzekło tutejsze światło, słoneczniki i cyprysy.

Pejzaże regionu „Małych Alp” zapadają w serce i w pamięć: białe, wapienne koronki nagich skał zdobią aksamit lasów sosnowych i dębowych, ozdobionych niczym haftem dawnymi ruinami lub zameczkami, albo błyszczą jak naszyte złotą nicią na tle oliwkowo-srebrzystej zieleni oliwek i szmaragdowych winnic.

Kręte, wspinające się stromo lub opadające serpentynami wąskie drogi nagradzają trud podróży niezwykłymi niespodziankami: nieoczekiwanymi panoramami o niepowtarzalnej urodzie, widokiem na szachownicę połaci oliwnych, rozdzielonych strzelistymi cyprysami, inkrustowanymi zarysami „bastides” – starych, odrestaurowanych, kamiennych budynków, mieszkalnych i gospodarskich.

Małe  Alpy, leżące w departamencie Bouches-du-Rhône, to łańcuch 30 km wzniesień niewysokich, bo sięgających do 500 m wysokości, od Awinionu i Tarasconu po krainę Camargue, przez Baux-de-Provence, Mausanne-les-Alpilles, Saint Rémy de Provence na północnym skraju i Saint Martin de Crau na południu, po Salon-de-Provence na wschodzie. Z dwóch stron opływają je dwie niezwykłe rzeki: Rodan i Durance.

A na tym niewielkim przecież obszarze gdzie tylko spojrzeć – niezwykłe zabytki: od starożytnych rzymskich, przez średniowieczne i renesansowe, od akweduktów przez średniowieczne fortece, kapliczki i kościółki romańskie, renesansowe pałace…

I budowle zwykłe: stare, kilkusetletnie „mas” – świadkowie tutejszego rolnictwa i hodowli, przez wioski i maleńkie miasteczka o niezwykłym uroku, stłoczone wokół kościółków, zacienione platanami, chłodzone fontanną na środku centralnego placyku,  z kolorowymi parasolami maleńkich kafejek i barów. Zatłoczone i ruchliwe w dni targowe, pachnące lawendą, melonami, ziołami, senne i ciche w godzinach sjesty, pełne życia  w czasie miejscowych tradycyjnych świąt i uroczystości, z pietyzmem przestrzeganych i obchodzonych w różnych porach roku, zgodnie z rytmem natury, a więc dni lawendy, ryżu, wina, oliwek, trufli, a także młodych byków czy miejscowych, hodowanych w rejonie Camargue, białych koni.

Alpije – serce Prowansji. Tak pisał o nich Frédéric Mistral, poeta, piszący w tutejszym starym języku oksytańskim i przywracający jego tradycje, laureat Nagrody Nobla:

Jak daleko pamięć sięga, widzę przed oczyma hen, na południu, wał gór, którego chełmy, jary, urwiska i doliny od rana do wieczora, raz jaśniej, raz ciemniej, błękitniały, falując. To łańcuch Alpijów, opasany gajami oliwnymi, jakby skalisty masyw grecki, prawdziwy belweder chwały oraz legend. [...] W tych aromatycznych wąwozach, w Baux, w Roque-Martine, w Romanin, piękne kasztelanki zasiadały w czasach trubadurów na trybunały miłosne [...] tu, w Montmajour, pod grobowymi płytami klasztoru śpią nasi arelaccy królowie [...], a wszystkie te wzgórza, wąwozy, jary o nazwach wspaniałych w prowansalskim języku, nazwach dźwięcznych i mówiących, na których lud Prowansji w lapidarnym stylu wycisnął piętno swego geniuszu, [...] to odwieczne pomniki naszego języka i kraju woniejącego tymiankiem, rozmarynem i lawendą, jaśniejące złotem i lazurem - ela.d
fot. ela.d Prowansja

Wszyscy przejdziemy na wegetarianizm

4

Potrzeba pół hektara na wyprodukowanie 10 ton ziemniaków i również pół hektara na wyprodukowanie 70 kilogramów wołowiny, a także 7 do 16 kg zboża na wyprodukowanie jednego kilograma mięsa.

Potrzeba 30 000 do 60 000 litrów wody na wyprodukowanie 1 kg mięsa wołowego, a tylko 800 litrów wody na wyprodukowanie 1 kg zboża.

Jeden wół dostarcza 200 kg mięsa, czyli ok. 1500 posiłków. Zjedzone przez niego zboża mogłyby zmienić się w 18 000 posiłków.

W istocie powiem blisko 50 % wszystkich zbiorów produktów żywnościowych zjadają zwierzęta hodowlane, a 64 % ziem uprawnych na świecie służy produkcji mięsa (są to pastwiska i pola z roślinami paszowymi).

Zwierzęta hodowlane krajów rozwiniętych zjadają tyle zbóż, ile Hindusi i Chińczycy razem.

Logiczny wniosek nasuwa się sam: jeśli chcemy, aby wszystkie bogactwa naszej planety służyły wszystkim, trzeba być może zacząć od zmniejszenia konsumpcji mięsa.

Co roku umiera z głodu na naszej planecie ponad 50 milionów dzieci.

Odpowiecie może, że przecież nie hoduje się zwierząt na mięso ot tak sobie, dla psów, że przecież jedzą je ludzie.

Czy wiecie jednak, że świnia tucznik przed ubiciem dostaje ponad 80 różnych produktów (takich jak np. antybiotyki), albo że producenci drobiu, świń czy bydła rzeźnego w Kanadzie zużywają ponad 20 000 ton antybiotyków rocznie?

We Francji sytuacja zapewne nie jest lepsza, a może nawet gorsza, ponieważ mimo wszystkich starań, ponad 80 % zwierząt hodowanych w chowie zamkniętym choruje.

Są oczywiście i inne następstwa: ekskrementy bydła to w USA i w Europie 110 ton na sekundę: powoduje to skażenie 50 % wszystkich wód podskórnych świata.

Oczywiście, moglibyśmy przestawić się na ryby, jednakże pamiętajmy, że zasoby naszych wód i oceanów też są zdziesiątkowane, a niektóre gatunki są bliskie zagłady.

Wobec tego może jedzmy ryby hodowlane? Ale pamiętajmy, że 8-hektarowa ferma łososi w USA produkuje tyle odpadów, ile stutysięczne miasto.

W Tajlandii w ciągu 5 lat wyprodukowano na terenie bagiennym 120 000 ton krewetek – co zniszczyło te tereny, a także 800 000 ton innych gatunków.

No dobrze, wyobraźmy sobie, że jesteśmy Amerykanami, że te rozważania nas przekonały i że zostajemy wegetarianami.

Pojawiają się inne problemy, ponieważ 75 % ziem uprawnych, które istniały, kiedy Europejczycy kolonizowali Amerykę, znikło, a każdego dnia nieodwołalnie ginie 5 gatunków roślin: mniej więcej 87 % najróżniejszych warzyw, które znajdowały się na liście ministerstwa rolnictwa Stanów Zjednoczonych uważa się za stracone.

W każdej minucie na świecie wycina się około 30 hektarów lasu.

Według Richarda Beliveau, specjalisty-kancerologa, „spoczywanie warzyw mogłoby uratować nas od zachorowania na raka: problem polega bowiem na braku równowagi między ilością spożywanych kwasów wielonienasyconych Omega-3 i Omega 6. Te ostatnie występują 20 razy częściej, a kwasy Omega-3 znajdują się w owocach i warzywach (prawidłowy stosunek spożywania kwasów omega-3 do omega-6 powinien mieścić się w przedziale 5:1 – 4:1).

Pod warunkiem wszelako, że te owoce i warzywa nie są nafaszerowane pestycydami – wówczas mogą ocalić nas przed najgorszym.

Kapusta zapobiega atakom substancji kancerogennych na nasze komórki, cebula zmniejsza ryzyko raka systemu trawiennego, soja zabezpiecza przed rakiem piersi, kurkuma – przed rakiem systemu trawiennego i skóry, czerwone owoce zapobiegają guzom mózgu, tłuste ryby, nasiona lnu, orzechy, pomidory – rakowi prostaty i piersi, owoce cytrusowe zapobiegają rakowi przełyku, krtani, gardła, żołądka, a czerwone wino zapobiega rakowi piersi i okrężnicy.

„Kelner – w takim razie proszę podać wszystko po kolei!” – bo, jak mawiał mój przyjaciel: „Zmarli nie jedzą!” – ela.d

Źródło: www.naturavox.fr
Grafika: Chris Miekina