Tag Archives: ewamalcher.com

Halloween

100_2885

1 listopada, tradycyjnie obchodzony w Polsce jako Święto Zmarłych, to chyba ten dzień, którego w Stanach najbardziej mi brakuje. Mimo chęci jakoś nie oswoiłam Halloween’u. Po 7 latach interesuje mnie to tylko i wyłącznie jako „obiekt” do zdjęć.

Wrota Niebios czyli Pan Fasolka

Popularnie zwana „Fasolką” (The Bean), najsłynniejsza rzeźba w Chicago – CLOUD GATE – stoi w Parku Milenijnym. Jej oficjalną nazwę można przetłumaczyć jako „Wrota Niebios”. Jej autorem jest brytyjski artysta indyjskiego pochodzenia – Anish Kapoor. To pierwsza jego praca w Stanach Zjednoczonych, która stoi w otwartej przestrzeni. „Fasolka” waży 110 ton i pokryta jest płatami stali, które dokładnie wypolerowano – dlatego jej powierzchnia jest równa i wydaje się jednolita. Odbijają się w niej wieżowce downtown Chicago oraz niebo.

Inspiracją dla Kapoor’a była płynna rtęć. Cloud Gate ma 66 stóp szerokości (20 metrów) i 33 stopy (10 metrów) wysokości. Zlokalizowana jest na AT&T Plaza w Parku Milenijnym. Widać ją już z poziomu Michigan Ave. Stoi tam od niedawna. Najnowocześniejszy Park w Chicago otwarto do użytku w 2004 roku. Wtedy „Fasolka” miała na sobie jeszcze „szwy”. Na przełomie 2004 i 2005 roku, ukrywając ją w specjalnym namiocie – „Fasolkę” wypolerowano. Dlatego dziś wydaje się właśnie jednolitą bryłą. Oficjalnie za datę odsłonięcia Cloud Gate uważa się maj 2006 roku.

Anish Kapoor: – Chciałem w Parku Milenijnym stworzyć coś, co stanowiłoby połączenie z niebem. W tym przypadku możemy zobaczyć przepływające chmury i te bardzo wysokie budynki, które odbijają się w tej pracy. A także jako, że jest to forma wrót – uczestników, oglądających. Mają oni możliwość by bardzo głęboko wejść w to, w taki sam sposób, jak odbijające się części miasta. Niesamowity efekt wizualny czeka na odwiedzających to miejsce, kiedy staną „pod” Fasolką. Odbijają się wtedy w jej wielowymiarowym wnętrzu.

Co ciekawe, Kapoor przy projektowaniu „Fasolki” nie używał komputera, a jego projekt wybrano spośród 30 innych prac. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie ma dnia, żeby wokół „Fasolki” nie było ludzi. Tylko bardzo wcześnie, po wschodzie słońca latem i gdy jeszcze jest ciemno zimną – Park Milenijny oficjalnie otwiera swoje podwoje o 6 rano. Można w nim przebywać do 11 wieczorem.


2011

Nazwa „The Bean” – „Fasolka” – pojawiła się w artykułach prasowych chicagowskich gazet i materiałach lokalnych telewizji, zanim jeszcze rzeźba była w pełni ukończona. Kapoor skomentował ją dwoma słowami: „kompletnie głupia”. I w kilka miesięcy później nazwał swoją rzeźbę „Cloud Gate”. Ale nie ma nikogo w Chicago, kto zapytany w Parku Milenijnym o to, gdzie zmierza, nie odpowiedziałby: „Do Fasolki”!


2010


2009


2008


2007

fot. ewamalcher.com Chicago, USA
www.ewamalcher.com

Z ciekawostek: w okresie Świąt Bożego Narodzenia „pod Fasolką” odbywają się koncerty kolęd i świątecznych pieśni.  Tutaj próbka tego, co wtedy można usłyszeć i jaki to ma klimat. Miejsce wokół „Fasolki” to także świetna naturalna scena dla artystów. Tak w jej cieniu „bujali” się Australijczycy z grupy „Strange Fruit”.

Marilyn Monroe

Marilyn stoi w Chicago:

Nic się nie zmieniła. Stoi w tej swojej białej sukience podwiewanej przez podmuch powietrza – Marilyn Monroe. Taką znamy ją z filmu „Słomiany wdowiec”. Taka stoi na Michigan Ave., w cieniu Chicago Tribune, telewizji NBC i budynku Wrigley. A tłumy ciekawskich przechodniów zaglądają jej pod sukienkę, robią tysiące zdjęć.

Posąg nazywa się „Forever Marilyn” (Wieczna Marilyn). Liczy sobie 8 metrów wysokości (26 stóp). Jej autorem jest J. Seward Johnson z New Jersey. Wykonany jest z aluminium i stali. W Wietrznym Mieście posąg stanął dzięki inicjatywie The Sculpture Foundation, która jest jego właścicielem. Ma przyciągać turystów. I przyciąga.

Ale wzbudza i kontrowersje. Rzeźba nie spodobała się sąsiadującej z nią Chicago Tribune. Gazeta napisała, że autorowi brak dobrego smaku. Jeden z bloggerów ChicagoNow.com nazwał ją seksistowską.

Jest jeszcze sporo czasu, by samemu ocenić Marilyn. Rzeźba postoi na Pioneer Court do wiosny przyszłego roku.

fot. ewamalcher.com Chicago, USA
www.ewamalcher.com

Guten morgen, czyli spokojnie, to tylko kobieta

Takie przemyślenia znów egzystencjalno-damsko-męskie, że aż wyciągnę tekst, który skleciłam tuż przed wyjazdem do Hamburgerowa. Miałam w nim pisać o fotografii komórkowej. Miałam pisać o tym  ulubionym skądinąd sprzęcie, do którego przekonali się nawet organizatorzy fotograficznego konkursu National Geographic, bo… Przecież łapiąc ulotną chwilę człowiek nie zawsze ma pod ręką super aparat z obiektywem. Dlatego myślałam wpleść kilka zasad dobrego fotografowania telefonem komórkowym, które to widziałam w CKM…

W niebyt odpłynął dwuznaczny tytuł ze starą góralską prawdą „pstrykać to nie  zawsze znaczy to samo”, bowiem moją uwagę przykuło:

- 575 rzeczy, które zmieniły męski świat

Nieprawdopodobne, że  ktoś to zliczył, cały magazyn aż pstrzy się od wyuzdanych zdjęć kobiet, więc może to łatwy dostęp do 575 zdjęć na szafkę w robocie zmienia mężczyznom ich świat? A potem już z górki:

- luksus Francja elegancja & wysoki połysk
- zakute łby
- jak nosić dres
- seks serwis a tam „moja żona twierdzi, że nie potrafi osiągnąć rozkoszy, jeśli podczas szczytowania nie kopnie mnie w jądra”
- CKM tworzy piłkarską drużynę marzeń
- extra – mistrz świata gier komputerowych

Po lekturze kierowanej do inteligentnego czytacza, od razu meritum:

- gorące usta 26 całujących się dziewczyn – oczywiście same z sobą
- mistrzyni celnego pchnięcia
- złoty cielec – i tu uwaga! zdjęcie blondynki
- seks grupowy – nie pytaj kim oni są zapytaj ilu ich jest
- itd itp

Można by zapełnić całe www samymi tylko takimi tytułami i leadami, seksistowskimi kalendarzami, gdzie każdemu dniu przypisana jest inna pozycja, komiksami z tychże, reklamkami z takichże i zdjęciami, zdjęciami, zdjęciami takowo roznegliżowanych pań.

Na koniec perełka. Już nie doszłam do „jak przeżyć w górach lub robić zdjęcia komórką”, bowiem po drodze napotkałam na sesję dwóch skąpo ubranych pań w tonacji black & white, zdjęcia w różnych pozach przed kompletnie ubranym, znudzonym deczko rozkosznym rozwalaniem w fotelu panem, aż brakowało zdjęć gdzie jawnie ziewa, za to był niezły dopisek:

- masz święte prawo obejrzeć w komfortowych warunkach to, co kobiety kupują za (uwaga!) twoje pieniądze

O’żesz #wyraz jego mać, jeżeli w ten sposób panowie stawiają sprawę to niech się nie dziwią, że potem sami muszą się pocieszać:

- spokojnie, to tylko kobieta – żelazna dziewica najpierw cię wykorzysta a potem pomści

I tak jej dopomóż Bóg!

Dlaczego? W dzisiejszym świecie, jak się okazuje, nawet nie trzeba iść z człowiekiem aż na szlak wysoko w góry, by go  lepiej poznać. I w dolinie, siedząc sobie w wygodnym fotelu, można się przekonać, że nie ma partnerstwa, że nie ma nic za darmo. Kapitalizm wdarł się nam w relacje nawet popracowe, międzyludzkie, międzypłciowe. Przyjaźń? A co to jest? Twarde warunki: coś za coś. Najbardziej, gdy przetarg damsko-męski. Tylko co z tymi, co w to nie wchodzą? Najwyraźniej auf wiedersehen.  Po raz enty – ewolny
fot. ewamalcher.com

Zielona rzeka

Jak co roku, w weekend poprzedzający 17 marca – data śmierci św. Patryka, patrona Irlandii -  mieszkańcy Chicago świętują i miasto staje się w tych dniach zielone. Wszyscy jesteśmy wtedy Irlandczykami. Na ulicach kolorowe tłumy w zielonych czapkach, zielonych bluzach, zielonych skarpetkach i z zielonymi okularami na nosie:

Jedną z tradycji w Wietrznym Mieście jest barwienie odcinka rzeki Chicago na zielono. Od ponad 40-lat, raz w roku  woda w niej przyjmuje bardzo intensywny zielony kolor:

Wszystko zaczęło się od przypadku. W 1961 roku hydraulicy pracujący w mieście użyli barwnika, by znaleźć wyciek substancji zatruwających rzekę. Okazało się, że zieleń jest idealnie „irlandzka”.  Po raz pierwszy z okazji obchodów Dnia św. Patryka rzekę zabarwiono na zielono rok później,  w 1962 roku. Do dzisiaj Unia Hydraulików barwi wody Chicago River:

Kiedyś używano do tego celu barwnika wyprodukowanego ze 100 funtów warzyw. Woda utrzymywała kolor zielony przez tydzień. Teraz 40 funtów barwnika utrzymuje się w niej przez kilka godzin:

Na mniejszą skalę na zielono zabarwiona zostaje także fontanna na Daley Plaza, w sąsiedztwie ratusza.  Ta rzeźba to Picasso:

www.ewamalcher.com

The hang-gliding, czyli rzecz o lataniu

Lotniarstwo jest bardziej fizyczne, wtedy mam mózg wolny jak ptak.

The hang-gliding is more physical – when I’m flying I have my mind free as a bird.

Marzenie o lataniu budzi się w każdym dziecku, od małego. Stajemy na szczycie góry z szeroko rozłożonymi ramionami i pędzimy w dół po stoku, wyobrażając sobie ten moment, kiedy nasze stopy oderwą się od ziemi, albo kiedy stoimy nad oceanem z mewami szybującymi bez wysiłku wzdłuż brzegu, wysoko ponad klifami. Czas biegnie i niektórzy z nas przekonują się, że doświadczenie życiowe zmienia nasz punkt widzenia, realizują się potencjalne katastrofy, a wysokie oczekiwania przytłaczają; lęk wysokości może odstraszać od stania na wysokim budynku, a nawet od wspinania się po drabinie!
The desire to fly is born in most of us as children from an early age. Standing on top of a hill with our arms out streached, running fast down the slope imagining the moment when our feet leave the ground or standing beside the ocean with seagulls soaring effortlessly along the shore high above clifftops. Time passes and some of us find that lifes experience alters our view, realisation of the potential disasterous effect of falling from great hight proves to be an overwelming deterant, vertigo can prevent standing on tall buildings for some people – even climbing a ladder becomes impossible!

Obaj – mój dziadek i ojciec byli pilotami więc może mam to we krwi. Zanim skończyłem 10 lat latałem wiele razy. Pamiętam jak siedzę w szybowcu z moim instruktorem, wysoko nad angielską wsią i cieszę się tym, co nadal wydaje się bardzo naturalnym doświadczeniem dla mnie. To były wczesne lata 70-te, byłem w drodze do klubu szybowcowego, kiedy zobaczyłem lotniarzy. Idea, by zbiegać w dół zboczem góry i oderwać się od ziemi stała się realna.
Both my grandfather and father were pilots so maybe it is in my blood, before I was ten years old I had flown many times and remember sitting in an open canopy glider with my instructor high above the English countryside enjoying what still feels like a very natural experience to me. It was the early 1970′s on the way to the gliding club that I first saw a hang glider, the idea that it might be possible to run down the side of a hill and actually leave the ground was now a reallity.

Góra Żar:

To normalna niedziela na Górze Żar, kiedy widać, że paralotnie są bardzo popularne dziś i jeśli pogoda jest tak dobra, jak była tamtego popołudnia, to niebo może być zatłoczone.
This is a normal Sunday on Mount Żar as you can see paragliding is for more popular these days and if the weather is good as it was on this afternoon it can be quite crowded.

Devils Dyke:

Firle:

Bo Peep:

Beskidy:

Na południe widać Czechy, w prawym górnym rogu Skrzyczne, poniżej dwa jeziora, używane do generowania energii, a także do połowów i żeglarstwa każdego rodzaju.
Her eye view southward toward Czech Republic, top right shows Skrzyczne, both of the lakes below are used to generate hydro-electric power, also fishing and boating of all kinds.


fot. Janek Anglia, Beskid Mały
tłum. ewamalcher.com

Gung hay fat choy! Czyli szczęśliwego Nowego Roku – Roku Królika!

W niedzielę 6 lutego w chicagowskim Chinatown przeszła tradycyjna noworoczna parada. W tym roku świętowaliśmy Nowy 4709 Rok – Rok Królika.

Mimo dość obfitych opadów śniegu wzdłuż ulicy Wentworth, którą maszerowała parada, zjawiło się sporo publiczności. Nie zabrakło 100-stopowego (30.4m) Mistycznego Smoka, kolorowych rydwanów, tańczących smoków i szkolnych orkiestr dętych.


fot. evek Chicago, USA
www.ewamalcher.com

Snow Days – rzeźby ze śniegu

Snow Days – czyli Dni Śniegu – odbywają się w Chicago cyklicznie, co roku. Zawsze w okolicy przełomu stycznia i lutego artyści-rzeźbiarze udowadniają nam, że zima może być zabawna i twórcza! W tym roku 15 śnieżnych rzeźb stanęło w Gateway Park, tuż przy wejściu na popularny deptak-molo Navy Pier.

W konkursie biorą udział profesjonalni rzeźbiarze. Wyłaniani są na podstawie szkiców, które nadsyłają wcześniej. W tym roku kilka rzeźb zostało wykonanych przez uczniów chicagowskich szkół. O zwycięstwie decyduje publiczność, która głosuje na swoje ulubione śniegowe dzieło. „Snow Days” to impreza 3-dniowa. W tym roku trwała od piątku, 28 stycznia, do niedzieli, 30 stycznia. Obsada była międzynarodowa, ponieważ do rzeźbienia przystąpili artyści nie tylko ze Stanów, ale także z Kanady, Chin, Rosji, Bułgarii, Meksyku i Holandii.  Dodatkową atrakcją była m.in. możliwość przejażdżki psim zaprzęgiem.

Pierwsze miejsce w edycji 2011 „Snow Days” przypadło rzeźbie „Medusa”, którą wykonała grupa „Sons of Yukon Cornelius” (David Andrews, Chris Andrews i Noah Lambert ) z miasteczka Wauwatosa w stanie Wisconsin:

Drugie miejsce – „Hommage a Duchamp No 2″, autorki: Patricia Leguen – Kanada, Helena Bangert – Holandia:

Trzecie – „That’s a Moray” (To jest Moray), autorzy:  Mark Mayzik, Skip DeBack & Randy Pfaffenroth z miasteczka Franklin w stanie Wisconsin:

Niewątpliwie jedną z ciekawszych rzeźb wykonanych przez uczniów była ta zatytułowana „Harry Potter and the Death of Disney” (Harry Potter i Śmierć Disneya):

Autorzy uczęszczają do szkoły średniej Northside College Preparation.

www.explorechicago.org – szkice uczniów szkół średnich, wszystkie z tych rzeźb z nich wykonano. Strona imprezy: www.snowdayschicago.us


fot. evek Navy Pier, Chicago, IL www.ewamalcher.com

Zobacz również:
- Złapać chwilę, czyli IV Międzynarodowy Festiwal Rzeźby lodowej w Poznaniu
- Lido de Jesolo – wystawa rzeźb z piasku