Tag Archives: Ela Wolny

Na daszku świata…

P1080774

… jest bliżej nieba, jest bliżej gwiazd, ale i…

A tu wtem, moje dzisiejsze zachowanie będzie na wskroś nieprofesjonalne – nie wiem gdzie jest to uświęcone miejsce!

I na mapach go nie szukam. Mimo przejścia w 20-sto stopniowym mrozie, bardzo dobrze pamiętam tą drogę. Zamykam oczy i:  czarny szlak na Przegibek, nartostradą na Magurkę, po kilka zejściach i wejściach, wielu zakrętach, nagle poza szlakiem ostro w dół. Najpewniej Międzybrodzie Ponikiew, ale głowy nie dam.  W Ponikwi jest zejście z tego stoku, a to, tylko jedna z jego półek.  Za to jaka:

I nagle przypomina mi się pewna rozmowa:
- Pięknie zmrożona ta budka dla ptaków.
- To nie budka, to kapliczka.
- Dla ptaków?! Tylko raz spotkaliśmy mały ołtarzyk w lesie, miałem usunięte „ósemki” i mama powiedziała „popłucz, to święcona woda”. Tak spuchłem – myślałem, że umrę…

Można nazwać to bereciarstwem, ale uwielbiam te przydrożne beskidzkie kapliczki,  zagubione gdzieś głęboko w lesie. Niektóre z nich nawet wielkości drobnej dłoni,  a jednak zawsze ze świeżym kwiatem – nic to że  plastikowym. Te mini ołtarze polowe jak tu, tak po prostu pod gołym niebem,  i w takich oto okolicznościach przyrody  samoistnie włączają  pokorę istnienia i wtedy tylko bach, na kolana. I aż by się chciało Na rozstaju dróg, Gdzie przydrożny Chrystus stał, Zapytałeś dokąd iść, Frasobliwą minę miał, Przystanąłeś więc, Z płaczem brzóz sprzymierzyć się, I uronić pierwszy raz, W czerwone wino łzę…

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Przez Przegibek…

Chodzi lisek koło drogi…

… nie ma ręki ani nogi.  Albo z drugiego bieguna, a tu może właśnie sika nam lis, a my tego nie widzimy. Nie widzimy, bo nie sika – nie ma jak. Biały Krzyż w Szczyrku i takie oto stoisko.

Nie ogarniam tego zamkniętego w szkle lisiego wzroku, zatrzymanego tęsknie na leśnych masywach.

A tuż obok, prawie cała jego leśna kompania… cały las w gustownych  t r o c i n a c h. Ha! A czy my, wypchalibyśmy nimi swojego pupila? Swojego kota, chomika lub psa? A czemu nie wypchać na przykład ślubnego? Ku pamięci tęskniącego wszem ogółu!

I jeszcze na koniec – czym różni się wypchany lis, od przerobionego na kapeć barana? Tak wiem, też mam kurtkę skórzaną i jakieś tam buty,  ale… patrząc na tego liska jest mi zwyczajnie wstyd.
fot. Ela Wolny Szczyrk

Góra Żar z Przegibka

Zdjęcie do powiększenia.
fot. Ela Wolny

Gaiki

P1080676a

U olsa wyczytałam „Prawdziwym trollom zimno podwyższa IQ (Pratchett)” i coś w tym jest – 5 godzin w nogach, po daszku świata okrytym po kolana puchową kołderką – znów sama.  I nagle odkrywam, że już tak zostanie – dopóki nie podrośnie mi pies.  Do Hrobaczej Łąki nie dochodzę, ale nie szkodzi, mam to co chciałam – przetarte zwoje, ale i nowy szlak: Straconka Zakręt – droga p.poż. – czerwony szlak na Hrobaczą Łąkę – Gaiki 808 m n.p.m. – niebieski szlak na Przegibek – czarny szlak do Straconki Zakręt.

Za sobą nie tylko smutki, ale i znienawidzony industrial – Bielsko-Biała:

Czechowice? Raczej tak, nie mam bladego pojęcia. Jedno wiem, w stronę miast zasmogowana ciemność:

A obok jak latarnia morska, towarzyszące całą drogę  rozświetlone Skrzyczne:

Jak po kocim grzbiecie zwinnie przesmykam się,  zbyt często śladami tylko kozich „stóp”. Jednak tu szczyt masywu, za moment Gaiki (808) i o dziwo, ktoś tędy szedł. Po taką zimę wspinam się, miasto za plecami, a w sercu maj:

Zimą widoki najlepsze. Daszek świata? Jak go nie kochać, no jak:

I tylko ogromna samotność, ogromna tęsknota, ogromny żal – patrzę na te cudeńka sama…

… aż chce się wyć:

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Gaiki 808 m n.p.m. film

Wilkowice

P1020271a

Beskidy mają swój urok m.in. dlatego, bo to połączone z sobą naczynia. Góry jako masywy – jakbyś niechcący zrolował  dywan. Możesz iść wiele razy na ten sam szczyt różną drogą, lub przez inne szczyty – co są prawie w linii prostej Twojego celu – skąd z kolei możesz schodzić za każdym razem gdzie indziej… I właśnie przez to, za każdym razem masz nową wycieczkę.  Że nie wspomnę o różnych porach roku i zróżnicowanej aurze, które przecież też tej różnorodności doznań się przyczyniają.

Magurka Wilkowicka 909 m n.p.m.

W Beskidach dojścia i zejścia na szczyty mają nieskończoną ilość możliwych wariantów,  i to jest piękne, za każdym razem inne, nowe, i ciekawe…

Na szlaku:

Zejście z Magurki W. do Wilkowic:


fot. Ela Wolny Wilkowice Górne

Pogranicza

P1070917

Zazdroszczę zawsze tym, którzy nie mają wątpliwości, jakże wszystko wydaje im się łatwe, ale nie zamieniłbym się z nimi. Pogranicza są trudne, lecz pełne niespodzianek. Raz cofają mnie w inny czas, to znów przenoszą w inne miejsce, łączą się lub zderzają, przeobrażają z przeciwności w nową rzeczywistość. To kolejny fragment najnowszej książki, który zwyczajnie mnie zelektryzował. Uniwersalna, ponadczasowa prawda. Oczywista oczywistość, którą i ja mam,  o zgrozo! Lecz kto jest bez winy niech pierwszy… A zaczytywane przeze mnie  Góry mojego życia w ogóle  udowadniają, że każde z nich – bezpośredni kontakt z nimi – nieprawdopodobnie wzbogacają. Uwrażliwiając uczłowieczają. Podczas wielogodzinnych górskich wspinaczek, wentyluje się bowiem nie tylko dolne partie płuc, wyciskając z mięśni, niczym sok z cytryny, hektolitry toksyn – idzie się tak naprawdę „sam na sam”, co doskonale umożliwia sięgnięcie do dna zastanych i skamieniałych  przemyśleń – rozwijając swą samoświadomość – ew


Bielsko-Biała fot. Ela Wolny

Zarzuciłem na ramiona mój plecak, z którym jeszcze wyszedłem z Polski i który wbrew zakazom Lagerkommando miałem zawieszony w widocznym miejscu na łóżku (dzięki temu właśnie nie zauważono go w czasie wielu rewizji), i ruszyłem w górę doliny Anzasca. Trzydzieści jeden kilometrów do Macugnaga to dokładnie tyle, ile d Morskiego Oka przez Capowski Las bez skrótów. Tylko, że co krok to dla mnie niespodzianka.

Nie idą ze mną lasy, lecz południowe sady, pinie, kasztany, orzechy i Bóg wie co jeszcze, potem pełne narcyzów łąki, a właściwie hale, jeszcze wyżej bajeczne stoki rozdarte wąwozami, a potem tunel śniegu i góry rażące światłem i zapachem lodów.

Ale przedtem niekończąca się pogwarka z potokiem, nad którym skrzypią młyny i rozpryskuje się piana wodospadów. Na kamiennym moście ktoś wielkimi literami napisał: No piange picina mia cuando io vado via – ritornero (Nie płacz, maleńka, kiedy odjadę – powrócę). A więc i tu ludzie czują tak samo, jak u nas, kochają się i rozstają, łudzą się i znów wierzą. Mieszkają w domach z kamienia pod dachami krytymi łupkiem, rodzą się i umierają tak samo jak u nas. Z dachów sterczą kominy, a że są z kamienia, więc trwają od paru wieków. Na jednym z nich wyraźna data budowy 1675. Takich domów u nas we wsiach pod górami nie ma. (…) Bo tu wokoło wszystko śpiewa – potok młyny, ludzkie głosy i ptactwo. Zdaje mi się, że w Ceppo Morelli usłyszałem klekotanie owczych dzwonków. Hale leciały w dół i jakby kołysały się w słońcu i chmurach, bo górą, gdzieś bardzo wysoko, wiał chyba szybki wiatr i hale mieniły się to światłem, to cieniem. Stada owiec raz widziałem wyraźnie, gdy były w cieniu, to znów jakby we mgle utkanej ze słońca. Brzęk był inny niż u nas, ale ten nasz słyszałem na tle tamtego. Byłem więc znowu na dziwnym pograniczu, i w naszych górach, i w Alpach włoskich. Wcale mnie to nie dziwiło, bo zawsze czułem w sobie rozdwojenie, zawsze błąkałem się na pograniczu.

Gdy już w coś wierzyłem, zaczynałem wątpić i roztrząsałem w sobie przeciwieństwa i kontrasty. Gdy przekonałem się do jakiejś prawdy, wynajdywałem ostateczne niepewności. Zazdroszczę zawsze tym, którzy nie mają wątpliwości, jakże wszystko wydaje im się łatwe, ale nie zamieniłbym się z nimi. Pogranicza są trudne, lecz pełne niespodzianek. Raz cofają mnie w inny czas, to znów przenoszą w inne miejsce, łączą się lub zderzają, przeobrażają z przeciwności w nową rzeczywistość.
Wł. Krygowski „Góry mojego życia”
1987

Skrzyczne, czyli życie nie po to by bezczynnie trwać…

P1080448

„Dlaczego nie mówimy o tym co nas boli otwarcie
Budować ściany wokół siebie marna sztuka
Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą
Czasami tylko tego pragnę, tego szukam…
…Życie nie tylko po to jest by brać

Zycie nie po to by bezczynnie trwać
i aby żyć siebie samego trzeba dać”

„Zycie nie po to by bezczynnie trwać” dlatego Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego 1257 m n.p.m.  Ale dostać się tam, jest doprawdy bardzo prosto – wystarczy pokonać lęk wysokości, uporczywe zimno, porywisty wiatr i wyciąg krzesełkowy istniejący od 1956, za jedyne 12 zł, wywiezie nas na sam szczyt. Podróż składa się z dwóch części, pierwsza Szczyrk-Hala Jaworzyna o długości 1592 m, a druga Jaworzyna – Skrzyczne z długością 1181 m i różnicą wysokości aż 296 m. Wyciąg ten, jest czynny codziennie od 8.30 do godz. 17.15 (ostatni zjazd ze Skrzycznego) przez cały rok. Przez cały rok, zatem wielka szkoda, że o warunkach na szczycie, nie ma żadnych informacji przy  kasie na dole. Szczególnie zimą:



pierwszy odcinek 1592 m

Bowiem na przykład dziś, po dotarciu na szczyt okazało się, że strach jest nie tylko wejść na jakikolwiek szlak, strach jest w ogóle natychmiast wracać… tą samą drogą.  W sytuacji gdy nie ma drogi alternatywnej (brak nart).  Zatem kolej linowa przedzierająca się w scenerii fest oszronionej, dawno nie rozmrażanej lodówki:


drugi odcinek 1181 m

W pełnej krasie swojej zimowej ekstremy szybko opuszczane  Skrzyczne. W przeciwieństwie do ludzi gawronów brak – w locie pozamarzały z trzaskiem rozbijając się niczym szklanki o ziemię:


Skrzyczne 1257 m n.p.m.

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- Skrzyczne film

cz.2 Zima w górach, czyli cisza jak ta

DSC07897

„Wszechświat wyłonił się ze słowa
i do słowa też powraca
w samym centrum Sykstyny
artysta ten niewidzialny kres wyraził
w widzialnym dramacie sądu
i ten niewidzialny kres stał się widzialny
tak by szczyt przejrzystości”

Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius”. Taa, jeśli po ciszę to tylko w góry. I zimą. Szlaki puste a wokół sterylna,  nieskończona wręcz przestrzeń:

Mija 4 godzina marszu. Niebieskim szlakiem zbliżam się w stronę Czupla. Po drodze zmrożone na szklankę krzewy i drzewa zastygłe w swych pozach niczym dotknięte różdżką przez Królową Śniegu. Brak tylko Kaja i Gerdy:

Zima wymraża nie tylko powietrze, czyniąc je bardziej przejrzystym – przyjaznym obserwacjom widoków. Zima, niczym na mrozie pierzynę, wymraża z nas wszelkie myślowe bakterie i zarazki. Naprawdę ciężko przejść szlak, ale człowiek wraca prawdziwie zresetowany i o c z y s z c z o n y ze wszelkich wątpliwości, pozbawiony myślowych złogów:

I wreszcie Czupel, cel mojej wycieczki. Wspiąć się na koci grzbiet i zachłystnąć nim, po brzegi:

Czy tylko ja odnoszę  wrażenie, że będąc tu, przyszliśmy jakby w gości, do… Pana Boga?

Powrót nadal niebieskim szlakiem, przez Rogacz, Suchy Wierch…

… do Czernichowa. Skąd tradycyjnie nic w stronę Bielska, więc nadal pieszo do Międzybrodzia B. Pomni zasadzie, że co nas nie zabije to wzmocni. I tak nam dopomóż…

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- cz.1 Zima w górach, czyli cisza jak ta
- cz.1 Przegibek-Magurka film
- cz.2 Magurka-Czupel-Czernichów film

cz.1 Zima w górach, czyli cisza jak ta

DSC07886

„tak cię uczyli od lat
tylko krzykiem zdobywa się świat
a to nie tak
nie tak…
szaa cicho szaa
czas na ciszę”

Ze Straconki Zakręt czarnym szlakiem na Przegibek. Nic spektakularnego, wchodzę w las i chyba to się liczy najbardziej. Wreszcie Przegibek, skąd szosą tylko żabi skok, na drugą stronę masywu, do Międzybrodzia. Ale ja nie idę na skróty, idę wyżej, niebieskim szlakiem wspinam się na Magurkę:

Po drodze mijając zapierające dech w piersiach widoki. Szlak surowy, nieprzetarty, nikogo nie spotykam – chociaż, już ktoś dziś tędy szedł, są ślady i nawet… z listkiem figowym świeży bałwan. :)

Krok przed Magurką W. telefon,  o dziwo jest zasięg -  „gdzie jesteś mamo?” – chwila nieuwagi i lód spod śniegu, podrywa ziemię spod stóp. Ręka rozcięta i mocno krwawi – w górach trzeba mieć zawsze oczy i uszy szeroko otwarte, a nogi solidnie wsparte o ziemię.

Szczyt Magurki rekompensatą, jak kameleon, zawsze inny, zawsze porywający, zawsze piękny:

Niebieskim szlakiem idę dalej, na Czupel. To  najwyższy szczyt Beskidu Małego, ale nie tylko – jest to chyba naprawdę jedno z  bardziej widokowych miejsc jakie znam. Jak Guliwer grzbietem gór, w dole zapory, w dali kolejne pasma gór – żyć nie umierać!

A Panią Zimą najpiękniej – Kanada jest w nas! CDN

fot. Ela Wolny Beskidy

Zobacz również:
- cz.1 Przegibek-Magurka Wilkowicka – film
- cz.2 Zima w górach, czyli cisza jak ta
- cz.2 Magurka W.-Czupel-Czernichów film