Tag Archives: N. Branden

Sztuka świadomego życia, według Branden’a

Ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do ponownego sięgnięcia po „6 filarów poczucia własnej wartości” Nathaniel’a Branden’a, ale nie tylko…  Bowiem, gdy tylko dorosłe życie przerasta żyjącego dorosłego,  zazwyczaj chce się wtedy sięgnąć  w głąb siebie ku ukrytym pokładom swego wewnętrznego dziecka, by zwiniętym w bezpieczny kłębek schować się i… przeczekać. Zatem dziś kilka myśli ze „Sztuki świadomego życia”, tego samego autora – ew

Dostrajając się do rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy zrozumieć,  zwiększamy szanse swojego sukcesu w życiu.

Bowiem świadome życie polega na zrozumieniu, że ponieważ żyjemy w rzeczywistości, do której – aby przetrwać i rozwijać się – musimy się dostosować, podstawowym naszym zadaniem jest wyraźne postrzeganie tego, od czego zależy nasza egzystencja i dobrobyt – a konkretnie, nasze działania, zainteresowania, potrzeby, wartości i cele. Takie wyraźne postrzeganie umożliwia nam właściwe kierowanie swoim postępowaniem.

Zatem świadome życie polega na uznaniu, że przez dostrojenie się do rzeczywistości takiej, jak ją najlepiej potrafimy zrozumieć, zwiększamy szanse swojego sukcesu w życiu – a również, że buntując się przeciwko zaistniałej rzeczywistości, skazujemy się na niepowodzenie, a nawet zagładę. Jako przykład tej drugiej zasady możemy sobie wyobrazić mężczyznę, który nie chce spojrzeć w oczy nierozwiązanym problemom w małżeństwie – zakładając, że jeśli się o czymś nie mówi, to to coś nie będzie istniało – którego partnerka w końcu się załamuje i zrozpaczona odchodzi; albo osobę, która umiera na nie leczoną chorobę, tylko dlatego że nie chciała przyznać, że jest chora, by poddać się terapii, hołdując często powtarzanej tezie, że wszystkie choroby są złudzeniem, a zdrowym  się jest, dopóki wierzy się, że nie jest się chorym (nasze przekonania mogą mieć czasem wpływ na przebieg choroby – nie ma nic wspólnego i nie jest sprzeczne z poruszanym problemem.)

A świadome życie polega na przekonaniu, że wzrok jest lepszy niż ślepota,  szacunek dla faktów daje lepsze wyniki niż buntowanie się przeciw nim, uniki nie zmieniają nieistniejącego w istniejące lub istniejącego w nieistniejące,  lepiej się opłaca poprawiać swoje błędy niż udawać, że ich nie ma, oraz im bardziej się jest świadomym tego, co wpływa na życie i cele, tym mądrzej i efektywniej można działać. Wszystkie te wzajemnie powiązane składają się na poczucie rzeczywistości, są  opoką, na której opiera się świadome życie. Ale trzeba pamiętać, że:

Nasz świat wewnętrzny jest także częścią rzeczywistości.

Kiedy zaczynamy zastanawiać się, co to znaczy żyć świadomie, może okazać się, że myślimy o zainteresowaniu otoczeniem, poszukiwaniu zrozumienia otaczającego świata, szukaniu potwierdzenia lub zaprzeczenia teorii, poszukiwaniu informacji niezbędnej do osiągania celów, uczeniu się rzeczy związanych z pracą, i  innych spraw dotyczących świata zewnętrznego. Pięknie, ale to tylko połowa zagadnienia. Bowiem druga połowa świadomego życia dotyczy samoświadomości – zainteresowania zrozumieniem swojego wewnętrznego świata potrzeb, motywacji, myśli, stanów umysłu, emocji i odczuć cielesnych.

Jeśli istotą racjonalności jest szacunek dla faktów, nie można zapominać o faktach dotyczących własnego istnienia. Nasz świat wewnętrzny jest także częścią rzeczywistości. Umysł jest równie realny jak materia. Nie można powiedzieć, żeby żył świadomie ktoś, kogo nie interesuje samoświadomość i poznawanie samego siebie.

Wszyscy znamy ludzi, którzy są naszpikowani informacjami o świecie zewnętrznym i potrafią być bardzo spostrzegawczy w pewnych sytuacjach, ale są całkowicie nie zainteresowani procesami wewnętrznymi, jakie w nich zachodzą, i znaczeniem, jakie te procesy mają w ich życiu. Tacy ludzie żyją w stanie ostrej alienacji. Nie są zainteresowani swoim światem wewnętrznym – światem potrzeb, emocji, uczuć – co powoduje, że nie są efektywni w świecie zewnętrznym.

Chcąc działać skutecznie, musimy nauczyć się patrzeć w obu kierunkach – utrzymywać kontakt ze światem i z sobą samym.

Na przykład, jeśli mamy jakiś konkretny cel, musimy wiedzieć co, w danej sytuacji jest obiektywnie konieczne do jego osiągnięcia, ale również znać swój własny stosunek emocjonalny do tego. Musimy znać fakty, ale również naszą ocenę tych faktów. Musimy wiedzieć, co jest do zrobienia, ale również co czujemy na temat tego, co jest do zrobienia. W samym momencie realizowania celu możemy nie chcieć koncentrować się na tym, co czujemy (albo, w pewnych sytuacjach, możemy chcieć), ale generalnie ignorowanie pojawiających się odczuć jest niebezpieczne. Informacja, jaką niosą odczucia, może nam pomóc w lepszym pokierowaniu całym działaniem. Zatem:

Jeśli chcemy działać efektywnie, musimy nauczyć się patrzeć w obu kierunkach – utrzymywać kontakt ze światem i  sobą samym.

Sztuka konwersacji, czyli ludzie listy piszą kryptonim cross

Rider_Lukas

Dziś kontrowersyjny temat, który niemniej decyduję się wrzucić, by uzmysłowić tym, którzy sobie z tego jeszcze nie zdają sprawy, że chyba prawdziwą przyczyną wszystkich naszych problemów jest nieumiejętność podejmowania jakiegokolwiek dialogu. Nieumiejętność przeprowadzania jakichkolwiek rozmów lub zrywanie tychże, przed dojściem do jakiegokolwiek consensusu i porozumienia, choćby typu „sprawa odwieszona na hak, do kiedyś.”

A przecież już Nathaniel Branden mówił, że aby stać się widzialnym, nie trzeba zgadzać się z kimś bezkrytycznie. Możemy wdać się w akademicką dyskusję i mieć w niej odrębne punkty widzenia, ale jeżeli tylko wykazujemy próby zrozumienia tego co mówi rozmówca, to nawet tkwiąc w sporze możemy czuć się ze sobą dobrze, bo będziemy dla siebie widzialni. Bo kiedy czujemy się widzialni, czujemy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, w tym samym świecie, na tych samych prawach. Kiedy tak nie jest, czujemy jakbyśmy tkwili w dwóch różnych światach – w tym lepszym i w tym gorszym. Jeżeli nie odczuwamy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, nie możemy się porozumieć jakbyśmy chcieli.

Dużo by mówić, ale każdy z nas wie, że to sztuka konwersacji otwiera zamknięte drzwi a nie szturm na nie. Dlatego przed nami list Rider_Lukas’a, który mając odwagę z nami na temat skądinąd barbarzyńskiego crossu polemizować, który mając w ogóle odwagę przyznać się, że to robi, nie tylko udowadnia, jak ważnym w życiu jest mieć cywilną odwagę, ale który przede wszystkim pokazuje, że ma jej wielkie pokłady… I właśnie w ten sposób, proszę,  spójrzmy na tę historię – ew

Powiem Ci, że coś się musi w naszym kraju zmienić, tzn. coś się musi zacząć dziać w związku z naszą sprawą. Przyznam się, że na szlakach jestem już bardzo rzadko, niekiedy jednak ulegam namowom grupy, ale nie czerpię z tego pełnej przyjemności… Widząc Was wszystkich takich złych, no po prostu też mi się to nie uśmiecha.

Ostatnio właśnie, jak mogłem pojeździć – była piękna pogoda, to szlaki były okupowane przez turystów. Miałem sytuację, że na drodze, w bardzo nieprzyjaznym miejscu była grupa 14 turystów, jako że jechałem pierwszy postanowiłem się zatrzymać, zgasiłem silnik – oczywiście mi się zebrało od razu, ale powiedziałem im wprost, że nie chcę ryzykować ich zdrowia, niech sobie przejdą bezpiecznie i będzie po problemie, nie szukam kłopotów – przeprosiłem. Po pewnym czasie jednak wywiązała się między nami bardzo miła rozmowa. Byli to turyści ze Śląska, których trochę zdziwiła moja reakcja, zachowanie. Mówią, że ich to denerwuje – chociaż niekiedy jak jeden motor przejedzie, to jeszcze ujdzie, po części nas zrozumieli. Jak wypowiadałem się na forum – te kilka miesięcy temu, ja naprawdę pragnę consensusu. Ci ludzie też chcą go osiągnąć, jednak przyznaliśmy sobie rację, w jednej kwestii – coś trzeba z tym zrobić. Nie chodzi o rozwiązanie typu – nas wystrzelać i po problemie. Tylko nasza gmina niech wybuduje nam tor – to wiele zmieni. A nie jest to droga inwestycja, wystarczy, że odstąpią kilka hektarów ziemi, dadzą zgodę na budowę i niech to nawet będzie płatne. Chętnie zapłacę te 20 zł za karnet na weekend i wyjeżdżę się maksymalnie.

A co u Ciebie? Czy miałaś jakieś niemiłe spotkania z moimi „kolegami”? Użyłem „” ponieważ, nie popieram kolegów, którzy czerpią satysfakcję z potyczek z turystami. A może jakieś milsze wspomnienia?

No cóż, tak czy siak – pozdrawiam. I naprawdę przepraszam za parszywych „kolegów” … :(

Zniszczenia po wyrębie i drogi stworzone w środku lasu przez drwali:

My też jesteśmy ludźmi:

fot. Rider_Lukas

Blade w lustrze

„Większość z nas potrafi więcej niż się tego spodziewa, czasami jednak trudno w to uwierzyć, ponieważ sami w siebie nie wierzymy. Jednym z największych darów jaki możemy zatem zaofiarować drugiej osobie, jest odmowa zaakceptowania jego negacji siebie, słabego obrazu siebie, a pokazanie mu jego silnego JA, które być może istniało dotychczas tylko jako potencjał.”

Namiętnie czytane przeze mnie „6 filarów poczucia własnej wartości” Nathaniela Brandena jest jakby lustrem, w którym nieoczekiwanie możemy zamiast siebie dostrzec siedzące w kącie przestraszone dziecko. Niemożliwe, że jesteśmy aż tak niewidzialni? Tak źle widzialni? Czy tylko dla siebie, czy również dla innych?

Kiedy okazujemy komuś miłość, szacunek, uznanie, akceptację – sprawiamy, że jest widzialny. Kiedy okazujemy obojętność, lekceważenie, potępienie lub wyśmiewamy zawstydzając – skazujemy na niewidzialność. A okazuje się, że jeżeli mamy kochać mądrze to niezależnie kto jest tym obiektem uczuć, wystarczy tylko umiejętnie dawać odczuć, że ta osoba jest dostrzegana, rozumiana, widziana.

Jeżeli reakcja jest adekwatna do zachowania to każdy czuje się dostrzegany i rozumiany. Czuje się widzialny. I odwrotnie…

Ale, aby stać się widzialnym, nie trzeba zgadzać się bezkrytycznie. Możemy wdać się w akademicką dyskusję i mieć w niej odrębne punkty widzenia, ale jeżeli tylko wykazujemy próby zrozumienia tego co mówi rozmówca, to nawet tkwiąc w sporze możemy czuć się ze sobą dobrze, bo będziemy dla siebie widzialni. Bo kiedy czujemy się widzialni, czujemy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, w tym samym świecie, na tych samych prawach. Kiedy tak nie jest, czujemy jakbyśmy tkwili w dwóch różnych światach – w tym lepszym i w tym gorszym. Jeżeli nie odczuwamy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, nie możemy się porozumieć jakbyśmy chcieli. Proste. Przykłady?

Pragnienie bycia widzialnym jest pragnieniem poszukiwania własnego obrazu u innych. Nie można bowiem postrzegać siebie, swojej osoby obiektywnie, tylko od wewnątrz, ze swojej prywatnej perspektywy skrywanej przed innymi. Potrzebne jest lustro, którym są właśnie reakcje innych na nas. Radosne dziecko idące z rodzicami  może usłyszeć „ileż ty rzeczy zauważasz” lub „kiedy ty wreszcie przestaniesz gadać. Gęba ci się nie zamyka”. A w świecie dorosłym? Mówisz ze smutkiem „nie pojadę tu i tam” i słyszysz „musi być ci smutno”, albo „nie można mieć w życiu wszystkiego. Ja nie byłem i żyję”. Wpadasz z euforią i zamiast „cieszę się, że jesteś szczęśliwa” słyszysz „tą beznadzieję dostałaś, bo jej nie chciał”. A zmagając się z problemem możesz usłyszeć „jesteś zdolna, obdarzona absolutem, a tym drobiazgiem się nie martw, jakoś temu zaradzimy” lub „po co się bierzesz za rzeczy, których nie umiesz? Poczytaj, poucz się, dokształć a potem narzekaj”.

Zanim w ten wysublimowany sposób nazwiemy kogoś głupkiem, niezdarą lub Dyziem Marzycielem zastanówmy się, czy rzeczywiście chcemy, żeby tak blado  dzięki nam się postrzegał.  „Przyjedź, nie mogę sobie poradzić z kołkami motylkowymi, wyłażą ze ściany, a chcę powiesić półkę” po tego typu telefonach jeden wariant odpowiedzi „po co się bierzesz za rzeczy, o których nie masz b l a d e g o pojęcia”. Po czym jednak ojciec przyjeżdża, ale półka już wisi, wystarczyło bowiem to blade pojęcie. A po których zwrotach skurczy się człowiek w sobie starając wejść w mysią dziurę, skryć się pod przysłowiową miotłą przestając kompletnie wierzyć w siebie? Które są lepszym lejmotywatorem do wyprostowania już nazbyt skurczonej przez lata postawy? Kogo zobaczy się w lustrze dostając przez x lat z różnych/wszystkich stron podobną negację i tak bolesne bloki?

Czy nie lepiej otaczać się szczęśliwymi poszukiwaczami złota, którzy   szukają w Tobie tego co dobre, twoich możliwości, zalet i  skrywanych potencjałów? Którzy wykopując je na powierzchnię tym samym inspirują, motywują, i pomagają je uświadamiać czyniąc z bladości bardziej widoczne JA? -  ew

Neuroćwiczeniami dzionek się zaczyna

Czytam właśnie „6 filarów poczucia własnej wartości” Nathaniel’a Brandena, i nagle poruszył mnie zwrot: „Jesteśmy jedynym gatunkiem, który potrafi sformułować wizję wartości, do których dąży – a następnie dążyć do wartości przeciwnych.”

To prawda. Dalej dowiaduję się ciekawych rzeczy. Mianowicie między innymi tego, że „problem i wyzwanie stanowi fakt, iż chociaż myślenie jest warunkiem skutecznego życia, to jednak nie jesteśmy zaprogramowani, by myśleć w sposób automatyczny. Mamy możliwość wyboru.

Nie jesteśmy odpowiedzialni za kontrolę funkcjonowania swojego serca, płuc, wątroby czy nerek; są one częścią samoregulującego się systemu. Nie musimy nadzorować również procesów homeostazy, za pomocą których, utrzymywana jest na przykład temperatura naszego ciała. Natura wyposażyła organizm tak, by funkcjonował automatycznie, zachowując życie bez naszej ingerencji. Ale umysł działa na innych zasadach. Umysł nie pompuje wiedzy, kiedy i jak trzeba, tak jak serce krew. Umysł nie prowadzi nas automatycznie, byśmy postępowali zgodnie ze swoją najlepszą, najbardziej racjonalną wiedzą, nawet gdyby było to wyraźnie korzystne. Nie zaczynamy myśleć instynktownie tylko dlatego, że niemyślenie mogłoby być dla nas w danej sytuacji niebezpieczne. Świadomość nie rozszerza się odruchowo w kontakcie z nowym i nieznanym. Czasami ją zawężamy – Natura złożyła na nas wielką odpowiedzialność dając możliwość myślenia lub niemyślenia.

A umysł jest czymś więcej niż bezpośrednią świadomością czegoś. Jest złożoną mozaiką struktur i procesów. Wykracza poza procesy werbalne, linearne, analityczne – popularnie opisywane jako aktywność lewej półkuli.

Aby nauczyć się uprawiać rośliny,  budować mosty, przesyłać prąd, poznawać lecznicze właściwości niektórych substancji, określać środki zwiększania wydajności, dostrzegać możliwość bogacenia się, przeprowadzać eksperymenty naukowe, reagować na skargi bliskich, dostrzec niezgodność między swoim zachowaniem a przekonaniami, odkryć jak sobie radzić sobie z bólem lub złością, by wreszcie wiedzieć, kiedy przestać myśleć, i poddać się uczuciom i intuicji, do tego wszystkiego (m.in.) potrzebny jest nam proces myślowy”.

Zatem koniecznie przy nowym gatunku kawy, zaprośmy na mini relaks nasze wyżęte, wyeksploatowane do maksimum przez złe traktowanie ciała i cybermózgi. I zastanówmy się wspólnie, czy świadomie lub nieświadomie, robimy coś oprócz tłuczenia w klawisze, by utrzymać sprawność umysłu  jak najdłużej:

Uwagi na marginesie -  Neuroćwiczenia:
- Pierwsze to zapach. Poranek zwykle kojarzy się z zapachem kawy i trzeba go zmieniać np. na zapach wanilii, mięty lub cynamonu, lawendy… to każe receptorom zapachu przekazywać nowe informacje do mózgu (dlaczego zmieniać? Bo jest to związane z tym o czym pisałam, że człowiek przestaje reagować, przyzwyczaja się do dotyku odzieży, do zapachu, do woni gdyż inaczej zwariowałby stale odbierając bodźce)
- Drugie ćwiczenie jest pod prysznicem, polega na kąpieli z zamkniętymi oczami, szorowaniu ostrą rękawicą ciała
-Trzecie to szczotkowanie zębów, ale… jeśli jest się np. praworęcznym należy użyć lewej ręki, także do nakładania pasty na szczoteczkę
- Kolejne to ubieranie się po ciemku. Wzrok. Dotykiem znaleźć to, co się chce mieć na sobie (za to złote usta, wiem co niejeden mężczyzna teraz pomyśli, co chciałby znaleźć dotykiem, by mieć to na sobie)
- Następne to siedzenie przy śniadaniu z domownikami w kompletnej ciszy. Widać, że inni rozmawiają, ale nie wiadomo o czym, bo w uszach są zatyczki (najlepsze dla tych, co mieszkają z teściową)
- Być kreatywnym w kuchni, zmieniać potrawy, łamać przyzwyczajenia
- itd itp… (jeszcze 80 ćwiczeń i już)