Tag Archives: Paweł Yaho

Bryan Ferry – Olympia

W muzyce rock-owej czy jak ktoś woli popowej istnieją dla mnie dwaj najbardziej rozpoznawalni wokaliści, są nimi Robert Plant i Bryan Ferry. Ich głos i styl śpiewania nie pozwala mylić ich z kimkolwiek innym. Obaj geniusze muzyki wydali niedawno swoje nowe płyty. 25 października światło dzienne ujrzała „Olympia” Bryana Ferry. Jak sam Ferry mówi jest to album dla niego bardzo szczególny. Po pierwsze nagrany po ponad siedmiu latach nieobecności na rynku fonograficznym z autorskim materiałem, a to zawsze stawia pod osąd formę wokalisty. Po drugie na albumie u boku Bryan-a pojawiają się po raz pierwszy przy okazji nowego materiału koledzy z Roxy Music: Phil Manzanera (gitara), Andy macka (saksofon) i Brian Eno (klawisze).


Osobiście muzyka pop pasuje mi jedynie wtedy gdy jest najwyższej próby. Utwory na płycie „Olympia” są bardzo wyrafinowane, pięknie zaaranżowane i mają w sobie to coś, co nie pozwala się oderwać od słuchania płyty po pierwszym utworze. Bryan Ferry zawsze uwielbiał w muzyce elegancję. Przejawiała się ona właśnie w kompozycjach, ale i strojach Ferry-ego, a wcześniej całego Roxy Music. Dla Bryana Ferry zawsze ważna była oprawa zarówno występów jak i okładek płyt na których pojawiały się piękne kobiety, modelki. Tak jest i tym razem. Okładkę albumu „Olympia” zdobi zdjęcie Kate Moss, którą wokalista uważa za symbol urody całego współczesnego pokolenia. To nie koniec niespodzianek personalnych jakie wiążą się z powyższą płytą. Oprócz panów z Roxy Music zagrali na niej David Gilmour (solo w Song to the Siren), Marcus Miller (bas), Scissor Sisters (muzyka w Heartache By Numbers) , Nile Rodgers, Groove Armada (muzyka w Shameless), Jonny Greenwood of Radiohead, Flea ( bas w Song to the Siren), etatowym zaś gitarzystą w zespole Bryan-a Ferry jest zaledwie 22-letni Oliver Thompson, który dowodzi, że wiek nie ma znaczenia gdy ludzi łączy miłość do muzyki.

Płyta zawiera zarówno piosenki do tańca jak i utwory melancholijne. Każdy utwór brzmi niezwykle przestrzennie i zawiera całą masę mniej lub bardziej uwypuklonych szczegółów brzmieniowych, ukrytych motywów, solówek poszczególnych instrumentalistów, które można z radością odkrywać przy kolejnych przesłuchaniach. Mimo to nagrania są niezwykle wyważone, wręcz klasyczne. Moimi faworytami na „Olympii” są: singlowy You Can Dance, Shameless brzmiący jakby unowocześniony klasyk Roxy Music, Song to the Siren – utwór Tima Buckley-a z gwiazdorską obsadą i odgłosami wielorybów w tle oraz przedostatni, będący jedną z w pełni autorskich kompozycji Ferry-ego, transowo – hipnotyczny Reason or Rhyme. Płyta doskonała, nagrana przez człowieka, który cały jest muzyką. Z pewnością wyciągnę ten album przy okazji imprezy sylwestrowej, karnawałowej, bo pasuje do zabawy z przyjaciółmi, ale pasuje też do słuchania we dwoje. 

Świetny video-dokument z prac nad albumem „Olympia”:

www.madabautmusic.blogspot.com

Black Label Society – Order Of The Black

Co tu dużo pisać, wydany 10 sierpnia 2010 roku nowy album Black Label Society, zatytułowany „Order Of The Black” urywa głowę i wbija w ziemię i można by na tym poprzestać, ale kilku specjalistów od muzyki swoimi recenzjami doprowadziło do tego, że musiałem zasiąść przed białą kartką edytora tekstu i zmienić ją dla nich w Shallow Grave.

Zakk Wylde, lider BLS wypłynął na szerokie wody dzięki Ozzy-emu Osbourne-owi. Zagrał na dziewięciu płytach Ozzy-ego, począwszy od „No Rest for the Wicked” z 1989 r., aż do „Black Rain” z 2007 r. Miedzy rokiem 1995 a 2001 Książe Ciemności zamilkł i wtedy Zakk rozwinął swój projekt, Black Label Society. Główny zarzut wobec BLS jest taki, że nagrywają równe, rzetelne, bardzo dobre płyty i nic ponad to, a ja się pytam co mają nagrywać. Krytycy doszukują się błysku geniuszu, który wypełniłby cały album, płaczą, że Zakk Wylde musi poczekać na swoje epokowe dzieło. No to proszę panowie wsadźcie głowę między głośniki i posłuchajcie „Order of The Black” nie raz, nie dwa, bo tak nakazuje wasze rzemiosło, a pozwólcie się nieść tej muzyce, jej mocy i różnorodności – to jest epokowe dzieło Black Label Society. Bandu Wylde-a zacząłem słuchać od albumu „1919 Eternal” (2002), wtedy mówiłem sobie: to są dopiero riffy jakie powinien grać Ozzy Osbourne. Na płycie tej bas obsługiwał Pan Robert Trujillo (teraz Metallica). W roku 2003 Zakk poszedł za ciosem, sam nagrał wszystkie gitary i bas oraz oczywiście wokal, tak powstał zmiatający wszystko z powierzchni ziemi album „The Blessed Hellride” (jako gość pojawił się sam mistrz Ozzy w utworze „Stillborn”). Zakk Wylde zawsze był fanem Black Sabbath i Ozzy-ego co słychać na wszystkich jego płytach, ale na „Order of The Black” urozmaicił i doprowadził Sabbath-owe brzmienia do perfekcji. Dobrze zatem się stało, że w ekipie Osbourne-a zastąpił go Kostas Karamitroudis alias Gus G. znany miedzy innymi z Arch Eremy. Zakk otrzymał masę jakże cennego czasu na zajęcie się w stu procentach swoim Black Label. Powstała płyta różnorodna. Rozpoczyna ją z kopyta ;) „Crazy Horse” (świetnie bębni Will Hunt ex-Evanescence). Potem czas na utwór „Overlord” czyli początek trzęsienia ziemi, słuchając go wpada się w trans, a głowa sama odrywa się od karku. Następny to „Parade of The Dead”, przyspieszamy w stylu starego dobrego BLS. W „Darkest Days” Zakk funduje nam zmianę klimatu, fortepian i piękna southern rock-owa ballada. Po niej zostajemy porażeni prądem z Gibson-a Wylde-a w „Black Sudany”. „Southern Dissolution” to klasyczny hardrock-owy walec, który hipnotyzuje nie pozwalając odejść od głośników po czym miażdży słuchacza. Popis wirtuozerii gitarowej i swoich możliwości wokalnych daje nam lider BLS również we wzruszającym „Time Waits For No One”. Z kolei ósmy numer na płycie, „Godspeed Hellbound”, to świetna heavy metalowa galopada i riff, który pierwszy zapadł mi w pamięć po pierwszym przesłuchaniu, może dlatego, że Zakk gra go, wręcz do znudzenia, bez udziwnień. Proste metalowe granie. „War of Heaven” mogłoby się znaleźć na jednej z płyt Ozzy-ego, kołyszący riff i wpadający w ucho refren. Teraz czas na „Shallow Grave” panowie, fortepian i co, że trochę łzawo, ale świetnie zbudowany utwór z dynamicznie rozwijającym się refrenem. Zakk Wylde na każdym koncercie ma solowy akustyczny set i „Chupacabra” powstała z takich koncertowych improwizacji. „Riders Of The Damned” to Black Sabbath, ale z większym pazurem, „klasyk” na wspóczesnej płycie. Album zamyka utrzymany w stylu ballady z lat 70-tych „January”, dla mnie najładniejsza ballada na płycie. No tak, ale to nie koniec. Są jeszcze dwa dodatki, dwie ballady. Cover Black Sabbath „Junior’s Eyes”, pewnie bluźnię, ale moim zdaniem lepszy od oryginału, oraz „Helpless” Neil-a Young-a, który prawie pozwala zapomnieć o nawale riff-ów gitarowych, które strzelały z głośników między nasze uszy przez ponad 50 minut. Ósmy studyjny album Black Label Socjety „Order of The Black” to moim zdaniem najlepsza jak dotąd płyta Zakk-a i spółki. Nie wyjąłem jej ze swojego odtwarzacza od początku września, ciągle odkrywam w muzyce na niej zawartej coś nowego, ta muzyka z każdym kolejnym przesłuchaniem nabiera mocy – Paweł Yaho
www.madabautmusic.blogspot.com

Beskidy – góry moje, czyli przeżyłem uniesienie ponad małości wszelkie

25 sierpnia rano ruszyłem w kierunku Rabki-Zdrój wioząc samochodem dzieci i żonę do sanatorium Olszówka. Podróż przebiegła spokojnie i na miejsce dotarliśmy w miarę szybko mimo pobłądzenia w Wieliczce (zniknęły ulice, które miał w swojej bazie GPS). Tak więc w drodze daliśmy sobie świetnie radę. Po przyjeździe nie było zbyt wiele czasu na zwiedzanie, obeszliśmy dookoła jedynie Park Zdrojowy i odwiedziliśmy tężnię solankową.


Rabka widok z Grzebienia
Następnego dnia piękna słoneczna pogoda zachęciła całą naszą czwórkę do wybrania się w góry. Wybraliśmy dość prosty szlak w Gorcach na Grzebień (667 m.n.p.m.). Góra znajduje się jeszcze w obszarze Rabki, ale widoki z niej zapadną nam na długo w pamięć. Wspaniale jest iść i co kilka metrów mieć w prezencie większą przestrzeń, szerszy widok, większą wolność. Tego samego dnia późnym popołudniem zaplanowałem powrót do Lublina, ale tak zachłysnąłem się górami, a bliskość Niedzicy i Czorsztyna nie pozwalała mi wracać prosto do domu.

Jak to zobaczyłem musiałem się zatrzymać…
Wyruszyłem więc z Rabki przez Chabówkę w kierunku Nowego Targu i zaraz po opuszczeniu Chabówki musiałem się zatrzymać bo widok jaki ujrzały moje oczy na południu (w prawym oknie samochodu) nie pozwalał mi spokojnie jechać. Serce mocno zabiło, w oddali, ale już bardzo wyraźne wznosiły się szczyty Tatr, bardzo jasne, prawie białe, ale zdecydowanie odcinające się od nieba.

Jezioro Czorsztyńskie
Po kilku minutach ruszyłem dalej przez Nowy Targ wysoko ponad brzegiem jeziora Czorsztyńskiego do Czorsztyna, a potem do Niedzicy


Niedzica


Od 21.00 do piania kurów
Chwilę zabawiłem na zamku, byłem również na zaporze, która naprawdę przytłacza swym ogromem, na niej dopiero dobitnie odczułem swój lęk wysokości.

Zapora
Z Czorsztyna dojechałem do Krościenka nad Dunajcem i tu zaczęła się kolejna bajka dla oszalałego już zmysłu wzroku, kilkanaście jak nie więcej kilometrów jazdy z przecudną rzeką po prawej stronie, tuż za oknem samochodu.

Góry to jest coś dla mnie – to jest miejsce, w którym czuję się wolny i szczęśliwy
Dunajec doprowadził mnie, aż do Starego Sącza, potem przez most na Popradzie do Nowego Sącza. Po kolejnych kilkunastu kilometrach Dunajec rozlał się w jezioro Czchowskie. Niestety dochodziła już godz. 21 i zrobiło się naprawdę ciemno. Pożegnałem się z górami mijając Tarnów, zahaczając o Rzeszów skierowałem się na Kraśnik i już prosto do domu. Cały czas jednak miałem z tyłu głowy, że góry to jest coś dla mnie – to jest miejsce, w którym czuję się wolny i szczęśliwy, a Beskid Wyspowy, Gorce, Beskid Sądecki to przepiękne krainy. Muszę do nich wracać.

Załączam kilka (dobrych kilka) zdjęć z wyprawy zrobionych aparatem z telefonu komórkowego. Płaskie, małe zdjęcia nie oddają potęgi gór i przestrzeni, ale budzą wspomnienia i zachęcają do powrotu w te miejsca – Paweł Yaho
www.madabautmusic.blogspot.com

Czwartek – najstarszy kawałek mojego miasta


Panorama Lublina ze wzgórza Czwartek
Ukryty gdzieś na wzgórzu Czwartek, w kościele z widoczną przez korony drzew jedynie wieżyczką, patrzy z góry na Lublin Św. Mikołaj.

Kościół św. Mikołaja
Kościół, parafia Św. Mikołaja usytuowana jest w miejscu najstarszej osady, której początki datuje się na VI wiek naszej ery. Już w X wieku osadzie tej patronował św. Mikołaj, wspólny dla kościoła wschodniego i zachodniego patron kupców i handlarzy. Podanie mówi, że w 986 roku Mieszko I w tym właśnie miejscu ufundował pierwszy w Lublinie kościół chrześcijański, w miejscu gdzie wcześniej znajdowała się świątynia pogańska.

Obecna świątynia znajdująca się w tym miejscu pochodzi z drugiej połowy XVI wieku. Na kościelne wzniesienie wchodzi się po stromych schodach od ul. Szkolnej:

Ze wzgórza Czwartek rozciąga się wspaniały widok na miasto od strony północnej, rzadko oglądany przez mieszkańców, a jeszcze rzadziej przez przyjezdnych:

Niestety wzgórze sąsiaduje bezpośrednio z dworcem głównym PKS, położonym pomiędzy nim a wzgórzem zamkowym, oraz ul. Ruską słynącą z ogromnego targowiska rolno-spożywczego:

W planach zagospodarowania terenu miasta na najbliższe lata, jest usunięcie dworca PKS spod Zamku Lubelskiego. Kościół na Czwartku jest miejscem odrobinę zapomnianym, ale wartym odwiedzenia – Paweł Yaho
fot. Paweł Yaho Lublin
www.madabautmusic.blogspot.com

No!No!No!

26 marca 2010 roku ukazał  się debiutancki album formacji NO!NO!NO!. No!No!No! to trzech dobrze znanych facetów. Tomek Makowiecki – wokalista i muzyk, chłopak znany z Szansy na sukces z Wilkami oraz finalista pierwszej edycji polskiego Idola. Moim zdaniem on jedyny z całej idolowej gromadki robi dobrą robotę i pnie się coraz wyżej, również pod względem rozwoju artystycznego. Przemek Myszor pochodzący z muzycznej rodziny członek Myslovitz odpowiedzialny za wszelkiego rodzaju motywy i hałasy gitarowe oraz klawiszowe w kapeli z Mysłowic. Wojciech Powaga zupełnie nie poważny i zakręcony gitarzysta, również członek Myslowitz. NO!NO!NO! to moim zdaniem ewenement na naszej rockowej scenie i ich propozycje muzyczne odstają od wszystkiego co do tej pory słyszeliśmy, a do tego zupełnie udało im się uniknąć podobieństwa do Myslovitz.

Płyta zawiera tylko dziesięć utworów, ale tylko trzy z czasem poniżej 4 minut, pozostałe są długie, ale nie nudne, za to wciągające, transowe i z fajnymi, mądrymi tekstami. Na singlową promocję płyty wybrano utwór „Doskonały pomysł”, który jednak zupełnie nie jest reprezentatywny dla zespołu.

Piosenka promowała film „Trick” w reżyserii Jana Hryniaka lub film trochę wypromował piosenkę. Płyta naprawdę zaczyna się od czwartego utworu „Świat według bestsellera” – piękny gitarowy wstęp i „Chwila błysk i wiem, to co łatwe to nic, to już mam.” Motoryczny numer, w refrenie świetny zabieg z podłożeniem pod muzykę analogowego trzasku płyty, to dodaje muzyce czegoś szlachetnego. Zaraz potem bujający, rozmarzony „Wyjątek od rozsądku”. Szósty utwór jakoby przebojowy, ale świetnie zagrany i wymyślony „Jak Się Czujesz Z Tym?” kończą słowa: „otwórz oczy, bądź jaki chcesz”. Następnie odlot w postaci „Nie Nadaję Się Do Cyrku” instrumentalny numer z niby pozbawionym sensu recytowaniem tekstu przez członków zespołu.  Po nim następuje „zimnofalowy” „Test Voight-Kampffa”, który zadziwia od początku do końca niesamowitym klimatem ze świetną linią basu. Dziewiąty utwór to „Inaczej niż w raju”, piosenka w fly-rockowym klimacie, praktycznie bez perkusyjnego bitu. Płytę kończy „Zabrakło prostych słów”, prawie akustyczne brzmienia gitar, basu z plamami instrumentów klawiszowych, które sprzężone kończą album. Ale, ale – płytę otwiera kawałek „PJ” będący połączeniem Myszora trzasków i hałasów z rytmicznym pianinem i wokalem Makowieckiego, a druga jest „Polska Szkoła Dokumentu” z niesamowitymi i niespodziewanymi jak grzmoty błyskawic gitarami na tle stonowanego brzmienia utworu.

Zawarty na płycie materiał i filozofię muzyków No!No!No! doskonale oddaje fragment tekstu utworu „Nie nadaję się do cyrku”: „nie wykonam salta bo niby po co”. Tak więc Panowie z nikim się nie ścigają. Płyta jest wyjątkowa i wchodzi w mózg przez uszy mocniej z każdym przesłuchaniem. Ja jestem pod dużym wpływem tych nagrań. Gorąco wszystkim polecam – Paweł Yaho
www.madabautmusic.blogspot.com

Targi kolekcjonerskie w Lublinie

30 maja 2010 roku odbyły się w Lublinie kolejne Targi Kolekcjonerskie. Targi te istnieją w naszym mieście od 1973 roku, początkowo zwane były targami staroci.


W ostatnich latach odbywały się na boisku i placu przy III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Lubelskiej oraz przylegającym Placu Wolności. Od 25 kwietnia 2010 r. Miasto zdecydowało o usunięciu handlujących z Placu Wolności i przylegających ulic i przeniesieniu targu na Stare Miasto. Część kolekcjonerów pozostała na terenie Liceum Unii, głownie ci sprzedający rzeczy drobne, numizmaty, znaczki, srebra, gdyż teren szkoły jest ogrodzony i czują się tu bezpiecznie. Większość pojawiła się na Starym Mieście wypełniając je całe od Bramy Krakowskiej po Bramę Grodzką.

Wielu kolekcjonerów, zbieraczy, szperaczy, przyjeżdża na lubelskie targi z bardzo daleka, z Krakowa, Tarnowa, Sandomierza, Ostrowca Świętokrzyskiego. Przyjeżdżają tu od lat sprzedawać swoje zbiory lub uzupełniać swoje kolekcje. Wielu przywozi przedmioty znalezione lub odkupione za niewielkie pieniądze na terenie Belgii czy Niemiec. Na Targach Kolekcjonerskich można nie tylko uzupełnić swoje zbiory, mają one również bardzo praktyczne znaczenie. Pojawiają się na nich części, podzespoły do nie produkowanych już urządzeń, motocykli, samochodów nawet instrumentów. Panów pochłaniają zbiory broni i przywołujących wspomnienia sprzętów domowych i wędkarskich, panie wybierają kobierce wypełnione porcelaną, stragany z przeróżnego rodzaju ozdobnymi tkaninami oraz przeglądanie kolekcji lamp. Mnie zaś zauroczyły tym razem przedwojenne gramofony oraz stare radia. Targi Kolekcjonerskie czy jak kto woli targi staroci to świetny sposób na ciekawe spędzenie czasu, a jeszcze jak sprzyja pogoda… (więcej zdjęć na www.madman71.fmx.pl)

fot. Paweł Yaho Lublin
www.madabautmusic.blogspot.com

Noc Muzeów – Lublin

Nocą  z piątku na sobotę z 15 na 16 maja wybrałem się głodny wrażeń na lubelską Noc Muzeów. Dodatkową motywacją był dla mnie zaplanowany również na 15 maja, na godz. 21.00  koncert Laurie Anderson, odbywający się w ramach innej dużej imprezy tj. Festiwalu Kody, na placu zamkowym.


widok na Wieżę Trynitarską i Archikatedrę pw. św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty
Do miasta tzn. do centrum miasta, bo mieszkam na Tatarach czyli osiedlu wybudowanym na dawnych Błoniach Tatarskich (legenda mówi, że w 1341 Kazimierz Wielki stoczył tu zwycięską bitwę z Tatarami, ale za bardziej prawdopodobne uznaje się usytuowanie po prawej stronie Bystrzycy osiedli tatarskich za Jagiełły) wybrałem się przed godz. 19. Swoje kroki w pierwszej kolejności skierowałem na Zamek Lubelski i tu dowiedziałem się, że wejściówek na koncert na placu zamkowym już nie ma, można było już całe szczęście wejść do muzeum.

widok na Ratusz i deptak na Krakowskim Przedmieściu
Prędko obejrzałem wystawę Monety i medale na ziemiach polskich X-XX wiek, potem tak bardzo na czasie ekspozycję pt.: Katyń, na chwilę wstąpiłem do Galerii Malarstwa Polskiego XVII-XIX wieku większą uwagę skupiając na obrazie Jana Matejki Unia lubelska.

widok na ulicę Szambelańską
Ludzi pod zamkiem przybywało z każdą minutą. Wielu było zawiedzionych tak jak ja, że nie dostaną się na koncert. Inni starali się szybko dostać do Muzeum Lubelskiego na zamku, bo mimo, iż była to Noc Muzeów to w związku z koncertem wcześniej planowano przestać wpuszczać zwiedzających. Ja udałem się pod prąd napływającego tłumu, na drugą stronę Starego Miasta, w kierunku Bramy Karkowskiej.

fortyfikacje Bramy Krakowskiej
Brama będąca pozostałością XIV wiecznych murów obronnych mieści obecnie zbiory dotyczące historii miasta Lublina. Tutaj udało mi się dołączyć do grupy z przewodniczką i chyba to wpłynęło na moją jak najbardziej pozytywną ocenę tej części mojej Nocy Muzeów.

brama pod Wieżą Trynitarską
Po frekwencji widać było, że taka impreza jak Noc Muzeów jest w naszym mieście potrzebna, ale zdecydowanie  za krótko czynne były ekspozycje, za mało rozreklamowane były wystawy w mniejszych placówkach muzealnych oraz nierozważnie nałożono inaugurację dużej imprezy muzycznej Festiwalu Kody 2010 na Noc Muzeów. Lublin od ponad roku aspiruje do miana miasta kandydata na Europejską Stolicę Kultury w 2016 r., więc już 5 czerwca rozpocznie się Noc Kultury, która też mnie wciągnie, tym razem będzie to prawdziwa noc z kulturą, imprezy zaczynają się o 15.00 a kończą o 10.00 dnia następnego.

widok na parking na Placu Zamkowym
fot.  Paweł Yaho Lublin
www.madabautmusic.blogspot.com