Tag Archives: Saber

Lophius piscatorius – Żabnica, Wojtatówka

Miejsce w Beskidach mocno odciśnięte w mojej pamięci. Pozytywnie. Spędzany tam każdy wolny czas musi być mile wspominany. Dom wieki temu kupiony przez nestorkę rodziny, z przeznaczeniem na letnisko. Zamieniony z drewnianej chaty, na murowany (błąd) w miejscu prześlicznej urody: Wojtatówka leży na pochyłym, stromym stoku, na nim polana z kilkoma domostwami miejscowych,  paroma domkami letników i wyciągiem.


dom Babci i widok z niego

Złote łany falujących zbóż, cykających świerszczy, kapuściane, marchewkowe pola, krowy, mleko, sery, barany i owce. I nade wszystko nieprzebrane morze soczystych jagód,  dorodna grzybnia jakiej gdzie indziej ze świecą szukać, stoki narciarskie  z długo zalegającym śniegiem i widok na pasmo składające się z Hali Lipowskiej, Hali Rysianki, w głębi Słowiankę, w dali Pilsko:

Klif Los Gigantos amigos

Nie trudno zakochać się w słonecznej Krecie, tylko po samych zdjęciach Saby, pełnych gajów oliwnych, ciepła i śródziemnomorskiego słońca. Białe osiedla na stokach wybrzeża, wyglądające jak dziuple w piasku na wydmach. Na białych balkonach konie! Poza tym zderzenie trzech stref klimatycznych dające unikalny mikroklimat, najlepsze warunki do życia. Roślinność, woda i wzgórza, ciepło, cieplutko i na to wszystko kultura, tradycja i… HISTORIA przez duże h – mitologia! Kiedyś tam pojadę.

A Teneryfa? To nie tylko Playa de las Americas, klif Los Gigantos, wulkan Teide. To również…

Polacy za granicą – Cannes

Podobno praca uszlachetnia, no w tym przypadku na pewno – Cannes:

„Cannes (prowansalski Canas) – miejscowość i gmina we Francji, w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże, w departamencie Alpy Nadmorskie na Lazurowym Wybrzeżu”.

Pięknie. A dalej czytamy, że od średniowiecza aż do początku XIX wieku była to tylko mała rolnicza i rybacka osada. Żal:

I dopiero jej szybki rozkwit datuje się od lat 30-tych XIX wieku, kiedy to  francuska i zagraniczna arystokracja odkrywa je, i co wcale nie dziwi, właśnie tu postanawia pobudować swe wspaniałe rezydencje:

A dziś? Na całym świecie miasto słynie już chyba najbardziej z prestiżowego, czerwonego dywanu, czyli międzynarodowego festiwalu filmowego:

Główną promenadą miasta jest bulwar La Croisette z najdroższymi hotelami w mieście, wśród których prym wiedzie   najchętniej rezerwowany właśnie przez gwiazdy filmowe -  słynny Carlton – ew
fot. Saber Cannes, Francja

Κρήτη – silna

Hmm a może nie tylko słoneczna Italia, w której jest teraz Tomek, to miejsce, gdzie mogłabym żyć? Ta wyspa grecka na Morzu Śródziemnym, (bardzo dobrze się to hasło googluje, ktoś z Włoch, po polsku zapytał „gdzie leży Morze Śródziemne”, odpowiedź padła… na ecodniu), jest oddalona w prawie równej odległości od trzech kontynentów: Europy, Azji, Afryki. I dlatego klimat  Krety ma miano najzdrowszego w całej Europie. Stykają się tu bowiem klimaty śródziemnomorski, kontynentalny i afrykański, więc nie jest nudno. Nie tylko z powodu klimatu – zachwycają liczne pozostałości archeologiczne. Największe atrakcje turystyczne to niewątpliwie ruiny pałaców minojskich. W Knossos możemy iść śladami Minotaura, a w ruinach pałacu oglądać liczne zabytki, ceramiczne figurki, naczynia, gliptykę oraz tabliczki pokryte pismem linearnym A i B. Do zwiedzenia też Káto Zákros, fortyfikacje wzniesione przez Wenecjan w Rethimnon i Spinalonga, wąwóz Samaria i inne mniejsze.  A do tego zamiast omaski cztery duże pasma górskie sprawiające, że krajobraz Krety też nie jest nudny, a do tego jeszcze jak wisienka na torcie skaliste wybrzeża przeplatają się z szerokimi, jasnymi plażami.  Czego chcieć więcej? Wyspa z czasów Cesarstwa Bizantyjskiego jest więc wspaniałą mekką turystyczną dla wielbicieli zabytków, historii ale i dla smakoszy tych piaszczystych, czystych plaż, wody, słońca, zieleni, owoców i… miłości. Mogłam oczywiście pokazać Wam wszystkiego po trochu, wybieram jednak klucz „człowiek”  – ten miejscowy i turysta.
Popatrzmy, czy chcielibyśmy tak żyć, czy tylko zobaczyć, zasmakować i… wrócić? – ew

fot. Saber Kreta

O, yeah! absolutnie prywatne…

6

fot. Saber Kreta

Upojnie romantyczny, letni wieczór na Krecie, gdzieś w oddali gra cicha muzyka z buzuki, ukulele lub innego porąbanego szarpidruta. W zapadającym zmroku siedzi on, lekko siwawy lub jak inni wolą szpakowaty, ciut łysiejący, co się dyplomatycznie określa… „więcej miejsca do całowania”. I jaki nabity tłuszczem w obwodzie pasa, taki też  gabaryt wypchanego po brzegi jego skórzanego jak i pas, ale pachnącego wielką mamoną portfela. Wpatruje się przenikliwie taksując swymi maleńkimi, szczurzymi oczkami  nowo poznaną oną.  Z odrostami skrytymi  pod świeżą blond farbką, w jakiejś czerwonej mini bardziej odsłaniającej niż skrywającej  jej żylaste nóżki, mimo to pokryte cellulitem – siedzi więcej niż skromnie. I tak jak bez grama tłuszczu tak też bez grosza, ale za to łasa jak nikt na tanie komplementy i zapowiedź dozgonnej miłości z obcokrajowcem – bo śniadawy był.

Na stoliku stoją dwa ekskluzywne drinki, jeden przypominający wyglądem żel do mycia kibli, drugi jak znicz nagrobkowy, suchy przekąs z Lajkonika, popielniczka z duraleksu, niedbale rzucone złote Marlboro i najważniejsze – zapalniczka zamiast zapałek z Czechowic…

Tylko tyle i aż tyle, że krew, niczym w dobrze sfermentowanym dymionie z zacierką ryżową, zaczęła buzować i to  całkiem nieźle obojgu.

Przeciągnął się on niedbale, zamruczał coś łamaną chińszczyzną i odważywszy  się był wprost powiedział:
- A skarpety nowe mam i kochać bym się z tobą chciał.
Przez żołądek do serca zatem ona szybko ripostą w łamanej angielszczyźnie:
- A wrzdy zjedz wprzódy mój bigos amigos.
On nie przestawał się nakręcać, albowiem z biegiem czasu coraz gorzej mu szło nakręcanie i chciał wykorzystać ten złapany lekki hals:
- Włosy twoje poczuć chcę w mocnej pięści prawej mej.
Ale onej mama zawsze z babką mówiły „wydej się, niechby pił i bił byle ino był”:
- Bigos ze skarpetkos afrodyzjakos najlepszos.
- Klapsnął bym cię choć nie raz takaś piękna kur.a mać.
Tu już poczuła swą chuć i zagadnęła spuszczając najsamprzód oczy, by kuć żelazo póki gorące:
- A w skarpetkos umiesz ty? Ja? Amigos.
„Nie głupia” pomyślał speedem „angielski zna więc może i francuski?!” i aż mu się oczy jak spodeczki z wrażenia zrobiły:
- Ty? O! Tak, chcę z tobą piropos.
Na to jej brakło słów angielskich zatem już wartko poleciał im dialog:
- Ady nie ja ino ty, ja?
- No mówisz, że ty!
- Ja? Ty!
- Mówiłaś, że ty, a mówisz, że ja.
- Kas głupiej ze mnie nie rób. To jak? Pierwej ty?
Zdolny był i szybko łapał języki obce:
- Idemy?
- Jo się pytom czy dosz.
- A pódziesz ty do mnie jak dam? Ja? – rzekł już o dziwo płynną polszczyzną – do języków zdolny był.
- A kas! Po próżnicy tu dygam?

I tak dalej i tym podobnie mile upływał ten sielankowy wieczór, drinki stygły, przekąs wilgotniał, gdzieś tam z boku dobiegała cicha muzyka, lekka bryza  studziła wzniecony świeżo miłosny żar… O, yeah! – ewolny

ps.
MH podaje (wg googli)  180000 męskich błędów popełnianych podczas słodkich uniesień: skarpety, ciągnięcie lubej za włosy, klapsy, pieniądz etc

Sztuczna rafa koralowa

4

Ponad 70% powierzchni naszej planety zajmują morza i oceany. To największe środowisko życia, a jednak morskie parki narodowe są ciągle jeszcze bardzo rzadkim zjawiskiem. Czyżby tylko dlatego, że co z oczu to z serca?

A labirynty raf koralowych kryją bogaty świat zwierzęcy, glony, korale i muszle. Zoologowie tylko w filipińskim parku na Morzu Sulu naliczyli bogatą faunę w tym ponad 380  gatunków ryb nie tylko kojarzącej się z rafą drobnicy, ale i tych znacznie większych np. czarnego rekina koralowego charakteryzującego się właśnie czarnymi płetwami. Równie osobliwe płaszczki orle, które na długich płetwach śmigają niczym ptaki, albo manty, olbrzymy w swoim rodzaju zwane z powodu dziwacznego kształtu diabelskimi płaszczkami a których  rozpiętość płetw zamyka się aż 6 metrami. Nurkowie penetrujący bardzo licznie tę rafę, opowiadają z kolei przerażające historie o przydaczniach – małżach mordercach osiągających długość do 1 m a wagę nawet do… 200 kg.  Żyją one w symbiozie z jednokomórkowymi glonami, które często porastają ich brzegi i są dla małży dodatkowym źródłem tlenu oraz swoistym zamaskowaniem. Leżą dobrze ukryte w piasku koralowym a gdy nieostrożny nurek dotknie je ręką albo nogą, zamykają się natychmiast z ogromną siłą. Te największe na Ziemi małże żywiąc się wyłącznie drobnymi bezkręgowcami tak tylko się bronią, bo w kontaktach z człowiekiem zwierzęta zawsze muszą pozostać czujne i nieufne.

Wspomnianą Rafę Tubbataha zamieszkuje jednak przede wszystkim około 40 rodzajów korali oraz  inne wydzielające wapń organizmy, które powodują jej stały wzrost.  Skoro rafa to nagromadzenie wapiennych szkieletów organizmów morskich, które tworzą usyp na tyle silny, że potrafi się on przeciwstawić falom i nurtowi, czy taki wzrost nie jest lepszy na sztucznie stworzonym, mocnym szkielecie? Pod wpisem Bałtyk umiera skomentowałam, że pozostałości powojenne na pewno już dawno zostały zamienione w swoiste rafy koralowe i gdyby nie toksyczna zawartość tych wojskowych wraków, to szkoda byłoby niszczyć te urokliwe miejsca do życia tysiąca morskich stworzeń. Gdyby tak było.

I jest. Otóż okazuje się, że ze starych wagonów nowojorskiego metra  już od siedmiu lat powstaje sztuczna rafa koralowa. Po raz kolejny kilkanaście mil od wybrzeża stanu Delaware zostało zrzuconych do Atlantyku prawie pięćdziesiąt wycofanych z użytku wagonów, o dziwo… ku pełnej aprobacie ekologów. Powstająca tam wielka rafa koralowa, składa się już obecnie aż prawie z siedmiuset wagonów co jest nie lada wynikiem biorąc pod uwagę naturalny, widowiskowy, wysoki na 100 metrów i długi na 16 kilometrów filipiński morski park objęty ochroną. Największa część powstającej sztucznie rafy to Red Bird Reef  a nazwę swą zawdzięcza czerwonym wagonom metra potocznie zwanym Czerwonymi Ptaszkami. To słuszna idea takie wspomaganie tworzenia nowych raf koralowych, dlatego to amerykańskie przedsięwzięcie zdobyło tak silne poparcie ekologów. Bowiem delikatny ekosystem zbudowany na szkieletach korali od lat stale i bezpowrotnie ginie z powodu nie tylko zanieczyszczenia środowiska ale i  pogłębiania dna morskiego. Przewiduje się, że w ciągu kolejnych stu lat może ulec zagładzie taka sama liczba raf, która określa procent zajmowanych wód na naszej planecie tj. 70% – ewolny
Źródło: P. Göbel
fot. Saber Teneryfa