Tag Archives: Tips_Senior

Motocyklista też człowiek

Rider_Lukas – narażę się  Szefowej, ale trochę stanę po twojej stronie w omawianej sprawie w Ptasim budziku… , mimo, że nie lubię motocykli. Prawko mam od lat 35, samochodami ciężarowymi zrobiłem ponad 1 000 000 kilometrów, a do dziś nie mam kategorii „A”. Notabene to jakaś paranoja urzędnicza – mogę prowadzić po drodze 100 tonowy dźwig samojezdny, a nie wolno mi jechać ważącym 100 kilogramów skuterkiem „80-tką”. Czegoś takiego nawet Kawka nie wymyślił!


Lubię za to crossowe (ale nie wyczynowe) jazdy samochodem. Ale mimo to bardzo mnie drażnią uogólnienia i „wsypywanie do jednego worka”. Niestety masz rację Raider, wielu ludzi myśli właśnie tak „motocyklista to wariat i samo zło”. Tymczasem tu też, jak w każdej grupie społecznej, są ludzie i „ludziska”. Procentowy udział kretynów i chamideł wśród kierowców jest zapewne taki sam, jak wśród motocyklistów. Podejrzewam nawet, że motocykliści statystycznie jeżdżą bezpieczniej. Powód jest prozaiczny – w razie kolizji motocyklista ma znacznie mniejsze szanse na przeżycie niż rozparty w „bemce”, pozbawiony wyobraźni i doświadczenia młodzian. Ten pierwszy wie, że musi liczyć na siebie, ten drugi żyje w przekonaniu, że bezpieczeństwo zapewniają mu ABS, ASR, A-coś-tam-jeszcze, siedem poduszek dookoła i co by tam jeszcze nie wymyślili spece od marketingu, a on bezkrytycznie w to uwierzył. W dodatku z powodów, które powyżej, obrażenia motocyklistów w ewentualnych wypadkach są zazwyczaj bardziej spektakularne i dlatego nagłaśniane. Ale to nie znaczy, że każdy właściciel motocykla to potencjalny bandyta bez mrugnięcia okiem przejeżdżający z prędkością 200 k/h obok szkolnego boiska pełnego grających w piłkę dzieci. Motocyklistów jest po prostu mniej, dlatego są „na cenzurowanym”. Jeszcze raz powtarzam – procent straceńców nieliczących się z nikim i niczym jest taki sam w każdej grupie społecznej.

EW – czy byłaś ostatnio w Tatrach? Widziałaś jak wygląda droga z Łysej Polany do Morskiego Oka? To niekończąca się rzeka ludzi, którzy hałasują, jedzą, piją, śmiecą, sikają albo robią jeszcze, co gorszego. Przynajmniej tak wyglądało przed kilku laty, gdy byłem tam ostatnio, a jakoś straciłem ochotę na ponowną wizytę. Skąd się tam wzięli ci ludzie? Podobno z „troski” o Przyrodę! Pod hasłami jej ochrony TPN zabronił tam wjazdu wszelkim pojazdom samochodowym. Te kilka kilometrów stromego asfaltu to zapewne dla Ciebie EW drobnostka, ale dla wielu mieszczuchów to już poważna wyprawa. Chcąc zobaczyć najpiękniejsze polskie, górskie jezioro zirytowani turyści i wczasowicze uprawiają wbrew własnej woli wielogodzinne marsze po rozpalonym i zakurzonym asfalcie. Na postojach, nieuniknionych z racji długości trasy, snują się po lesie zmęczeni i co raz bardziej wściekli, a później ruszają dalej wdeptując raz po raz w końskie pozostałości, bo nie wszyscy wozacy znają swoje obowiązki. Oczywiście wszystko, co żyje odsunęło się na kilkaset metrów od tej parodii drogi, a drzewa rosnące w pobliżu powoli usychają od nadmiaru mocznika zawartego w ludzkich wydalinach i śmieciach. Przy okazji droga stała się niemal nieprzekraczalną granicą dla wielu drobnych i płochliwych gatunków ssaków, gadów i płazów. Sytuacja cieszy chyba tylko misie, lisy, borsuki i inne większe drapieżniki, które już dawno odkryły, że zamiast męczyć się polowaniem, łatwiej pomyszkować trochę przy drodze i z pewnością ludzie dostarczą czegoś dobrego na ząb.

EW – czy Twoim zdaniem tak powinna wyglądać skuteczna ochrona Przyrody?! Po mojemu to tylko chęć napędzenia klienteli wozakom oferującym na Łysej Polanie transport do Morskiego Oka za horrendalnie wysokie stawki. Drugim powodem decyzji TPN może być złudna nadzieja, że jeżeli dotrzeć do Morskiego Oka będzie trudno, to większość publiki da sobie spokój. Wtedy problem ochrony doliny Rybiego Potoku sam by się rozwiązał. Jednak, jeżeli to prawda, to rachuby dały skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Tatry są w ogóle bardzo dobrym przykładem, że w ochronie przyrody nic nie jest takie proste, jak byśmy chcieli. Nie wolno po nich jeździć motocyklami, to oczywiste i podpisze się pod tym każdy myślący człowiek, nawet Rider_Lukas. Ale, czy fakt akceptowania tam wyłącznie ruchu pieszego, oznacza, że je dostatecznie chronimy? Z pewnością nie. Dociekliwych ponownie odsyłam do tekstu Tanio i prosto, czyli zakopiańskie zwyczaje na Równinie Augustowskiej.

Ja twierdzę, i będę się tego trzymał, że gdyby wszystkich chętnych do zobaczenia cudnych krajobrazów Morskiego Oka wsadzić do nowoczesnych, oszczędnych, sprawnych i punktualnych autobusów kursujących na trasie Łysa Polana– Morskie Oko (lub lepiej bezpośrednio z Zakopanego) to z pewnością szkody dla przyrody byłyby znacznie mniejsze niż te powodowane przez ruch pieszy. W dodatku niezmęczeni wczasowicze mieli by u celu podróży mniejsze potrzeby żywieniowe i fizjologiczne, co zapewne dodatnio wpłynęłoby na stan środowiska w otoczeniu schroniska nad Morskim Okiem. Dlatego proszę nie uogólniać, że wszystko, co ma silnik jest dla przyrody z pewnością bardziej szkodliwe od pieszych.

W dodatku drodzy dyskutanci nie macie racji twierdząc, jakoby władze zawsze wychodziły z założenia, że to (czyli sporty crossowe) nie może istnieć…. W gminie Czerwonak, w której pracuję, udowodniono, że można coś osiągnąć nawet w tak kontrowersyjnej sprawie. Znaczną część tej gminy pokrywa Puszcza Zielonka, jeden z największych kompleksów leśnych w okolicach Poznania. Jednocześnie tak się złożyło, że jest w tej gminie wielu „cross-reiderów”, zarówno tych dwu, jak i czterokołowych. Dawniej rzeczywiście uprawianie tego, nietaniego przecież hobby na terenie Puszczy zdarzało się często i z pewnością jej nie służyło. Po awanturach i spięciach społeczność lokalna poszła po rozum do głowy i udało się sprawę załatwić. Urząd gminy wyznaczyły teren, na którym można do woli uprawiać różne formy crossu (dotyczy także rowerów i quadów). Żeby nie było nieporozumień – nie chodzi tu o sztuczny, zamknięty tor, a o naturalny, dziki teren. Mianowicie można legalnie jeździć terenowo na kilkukilometrowym odcinku prawego brzegu Warty. Nie są to, co prawda góry, ale teren ma bogatą rzeźbę pionową, wiele interesujących cieków wodnych i podmokłych obniżeń oraz różnorodną szatę roślinną. Odżałowano go crossowcom, bowiem jest to teren zalewany przy wysokich stanach Warty, a jednocześnie bezpośrednio przyległy do terenów przemysłowych. Dlatego nie ma znaczenia rolniczego, a wszelka cenna zwierzyna i tak się z niego wyniosła. W dodatku sąsiedztwo hałaśliwych zakładów przemysłowych powoduje, że warkot silników nikomu nie przeszkadza.

Miarka się przebrała - wieslawcz
Beskidzkie lasy umierają -  ew
Ptasi zegar po polsku - film ew
Wandalizm w lasach – grzybowisko

Co z tego wynika? Ano to, że  jak się chce, to można. Może nie zawsze i nie wszędzie da się załatwić sprawę do końca, bowiem rzeczywiście na przykład gór u nas mało i warto je szczególnie chronić, ale jednak, co nieco zawsze można zdziałać. Nie masz, zatem racji EW, gdy piszesz do Raidera: „Wiele w Tobie goryczy, a wiesz dlaczego? Dobrze wiesz, że na legalizację nie macie szans.” Motoccrosowcy mają prawo chcieć uprawiać swoją ulubioną rozrywkę podobnie jak Ty masz prawo chcieć realizować swoje imponujące górskie „wyrypy”, ja morskie rejsy, a Mike latanie na bojerach. Więcej powiem: wszyscy mamy prawo do upominania się o swoje prawa, do szukania możliwości legalnego realizowania swoich pasji. Doświadczenie uczy – w większości sytuacji można ustalić takie zasady, które dadzą się zaakceptować przez wszystkich, tylko potrzebna jest dobra wola z wielu stron.

Hasło na dziś? Proponuję  „Motocyklista też człowiek”.

Dzień lepszy wszystkim.
Tips_Senior
fot. ewolny czerwony szlak, Beskidy

Złapać chwilę, czyli IV Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej w Poznaniu

Solidna fala mrozów, która ostatnio tak nam utrudniła życie, miała też swoje dobre strony. W Poznaniu odbył się tradycyjny już, IV Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej. Zawodnicy z różnych stron świata stworzyli na poznańskim Starym Rynku niezwykłe, lodowe cuda, które, dzięki wspomnianym mrozom, mogliśmy podziwiać w pełnej krasie przez niemal dwa tygodnie. Duże, dochodzące do 3 metrów wysokości rzeźby bardzo efektownie prezentują się na tle urokliwych, kolorowych kamieniczek. Ich twórcami są między innymi drużyny z Kanady USA, Szwajcarii, Polski, Szwecji. Pierwsze miejsce zgarnęła drużyna z USA, za rzeźbę, u której w podstawie wyrzeźbiony był znak pokoju a nad nim anioł z gołębiami. Druga lokata przypadła Polakom. Zaprezentowali oni bardzo szczegółowo dopracowany wizerunek Spiderman’a. Trzecią nagrodę zabrała do domu drużyna z Kanady. Artyści z pod znaku klonowego liścia wykonali rzeźbę Gwiazdora jadącego na Harley’u i świetnie się przy tym bawiącego. Mnie osobiście najbardziej urzekła właśnie ta ostatnia praca.

Niestety, pogoda sprawiła, że owe cuda do Świąt już chyba nie dotrwały. Dlatego dobrze, że utrwaliłem je choćby na fotografiach, by pokazać Ecodziennikom, którzy nie mieli okazji zobaczyć ich na żywo. Miłego oglądania:


fot. Tips_Senior Poznań

OldTown 200(5)9, czyli rzeczywistość alternatywna

Czy ktoś  z Was zastanawiał się jak wyglądałby świat w roku dajmy na to 2059, gdyby któremuś z włodarzy na Kremlu lub w Pentagonie „omsknęła się ręka” i wywołał światową wojnę atomową? Wizja straszna, przygnębiająca i dziękujmy Opatrzności, że nie znamy jej z autopsji. Przecież wielu z nas by jej w ogóle nie poznało!

Ale Człowiek to persona przekorna, ciekawska i ma nieograniczoną wyobraźnię. Tedy trudno się dziwić, że w literaturze, filmie czy grach komputerowych, co raz pojawiają się nowe wizje z gatunku, „Co by było, gdyby było…” Te wizje bywają bardzo różne, „Mad Max”, „Wodny Świat” czy „Fallout” przedstawiają bardzo odmienne światy. Łączy je jedno – rozległe pustkowia. To logiczne, skoro zakładamy, że większość ludzkości zginęła w atomowym konflikcie, to ci nieliczni, którzy przeżyli, siłą rzeczy będą się grupować w oazach rozdzielonych rozległymi, pustymi przestrzeniami. I właśnie taki jest pomysł wyjściowy dorocznej imprezy o nazwie „OldTown”, na którą co roku dociera co raz więcej zakręconych desperatów. Są oni gotowi z własnej woli, tylko dla zabawy, przez tydzień żyć w warunkach urągających osiągnięciom cywilizacji. Bez bieżącej wody, elektryczności czy prawdziwego dachu nad głową. W tym roku było ich niemal 300 osób! Impreza odbywa się na starym, poradzieckim lotnisku w Kluczewie koło Stargardu Szczecińskiego, które bardzo udatnie udaje rozległe, jałowe pustkowia świata po apokalipsie.

Generalnie zabawa ta oparta jest o dwa „wynalazki” współczesnej rozrywki. Są to: gry typu „Larp” oraz broń systemu ASG. Aby łatwiej wytłumaczyć laikom, o co tu chodzi spróbowałem zdefiniować te pojęcia.

LARP (ang. live action role-playing) – odmiana gry fabularnej rozgrywana na żywo. Larpy są podobne do improwizowanej sztuki teatralnej. Reżyser i scenarzysta w jednej osobie, zwany mistrzem gry, jest jedyną osobą, która zna założenia scenariusza w całości. Reszta uczestników (graczy) staje się aktorami – wciela się w swoje postacie i odgrywa przydzielone im role w tworzonej wspólnie historii, samodzielnie decydując o działaniach kreowanej postaci. Dzięki temu przebieg takiego „przedstawienia” nigdy nie jest znany z góry. Mile widziane jest wczuwanie się w klimat gry i odgrywanie postaci w sposób adekwatny do realiów świata i epoki. Stąd kostiumy, specyficzne słownictwo i dbałość o scenografię. Większość rozgrywanych w Polsce larpów odwołuje się do średniowiecza, światów fantazy (Sapkowski, Tolkien, „Harry Potter”) lub ewentualnie znanych filmów s.f. („Star Wars” i „Star Trek”). Imprezy takie gromadzą zazwyczaj kilkadziesiąt osób i trwają kilka lub kilkanaście godzin, maksymalnie półtorej doby. Stowarzyszenie Mage.pl, którego jestem członkiem organizuje takie imprezy cyklicznie. Ciekawych czytelników zapraszam na ciekawą prezentację działań stowarzyszenia,  przygotowaną przeze mnie na -> YOUTUBE.

ASG (ang. Air Soft Guń) – repliki broni palnej w skali 1:1 strzelające najczęściej plastikowymi lub ceramicznymi kulkami o wadze 0,12 do 0,33 g. System ASG jest chyba najbezpieczniejszy z możliwych do użycia w trakcie dorosłej zabawy w wojsko. Energia pocisku jest mniejsza niż w wypadku paintball’a i aby zapewnić sobie bezpieczeństwo wystarczą gogle do ochrony oczu, nie ma potrzeby zakładania kombinezonów. Przy tym karabiny i pistolety wyglądają bardzo „naturalnie” i ułatwiają graczom wczucie się w rolę. Broń ASG służy zazwyczaj do szkolenia służb specjalnych oraz krótkich, kilkugodzinnych rozgrywek, tak zwanych „strzelanek”. To forma kontrowersyjnego sportu, bardzo podobna do paintball’ola, tylko bardziej wiernie oddająca realia pola walki. Ta wysoka wierność w stosunku do oryginałów wykorzystywana jest też przez filmowców. Niemal cała broń używana obecnie w trakcie realizacji filmów to modele systemu ASG. Znakomicie udają oryginały i zapewniają bezpieczeństwo ekip filmowych. Nie lubię broni palnej, ale muszę przyznać – rzeczywiście trudno sobie wyobrazić świat „Mad Max” czy „Terminatora” bez jej użycia.

Organizatorzy i pomysłodawcy „OldTown” postanowili połączyć te dwie idee. W efekcie powstała niepowtarzalna impreza. Trwa niemal tydzień, a więc jest to najdłuższy w Polsce Larp (i chyba też największy), a jednocześnie najdłuższa „strzelanka”. Specyfika imprezy polega na tym, że rozgrywka trwa bez przerwy, dzień i noc przez niemal tydzień, bez jakichkolwiek przerw na noclegi czy posiłki. Uczestnicy muszą połączyć realne życie z fikcyjną fabułą. Daje to niespotykaną autentyczność przeżywanych przez graczy sytuacji.

Tytułowe OldTown to w założeniu scenariusza osada („niby” miasto) otoczona „pustkowiami”. W osadzie, niczym w miasteczkach Dzikiego Zachodu, lokalna społeczność stara się zorganizować sobie życie na nowo. Odbywają się wybory, ustanawia się prawa i kodeksy, są powoływane władze, w tym coś na kształt milicji chroniącej miasto przed atakami z zewnątrz i dbającej o ład wewnętrzny. Kupcy i rzemieślnicy rozwijają swoje geszefty, a wędrowne trupy kuglarzy umilają mieszkańcom życie. Krąży lokalna waluta – „kapsle”, a nieregularnie wychodzą nawet gazety. Tymczasem na otaczających miasto „pustkowiach” grasują współzawodniczące ze sobą bandy złoczyńców oraz wyjętych z pod prawa mutantów i wykolejeńców. Przeprawa przez nie to zawsze trudna i niebezpieczna wyprawa. Można zostać obrabowanym, wziętym do niewoli, a nawet „zabitym”. Co dziwniejsze, w wypadku Kluczewa słowo „pustkowia” powinienem chyba napisać bez cudzysłowu. Rozległość płyty lotniska spowodowała, że z obozu do najbliższej cywilizacji jest około cztery kilometry mało sympatycznego spaceru po pustej, rozgrzanej w słońcu i zakurzonej płycie lotniska.

W trakcie zabawy fikcyjny świat larpa przeplata się tu cudownie z prozą życia. Trzeba przecież coś jeść, gdzieś spać, znosić palące słońce albo ulewne deszcze, czasem się umyć, czasem wybrać się przez pustkowia do sklepu. Doszło do tego, że na terenie miasteczka działa prawdziwa knajpa, urządzona w opuszczonym i zaniedbanym bunkrze. Zorganizował ją człowiek prowadzący w Stargardzie jakiś Fast-Foot. Oprócz tego jest szpital z prawdziwym lekarzem, a nawet pojawiają się próby otwierania świątyń różnych, przeważnie fikcyjnych religii. Jedyne, co organizatorzy zapewniają „z cywilizacji” to kilka Toy-Toy’i i duży kontener na śmieci. Reszta to nieograniczone pole do popisu dla pomysłowości graczy. Mój syn zorganizował na przykład ekipę „Taksiarzy”. Mają kilka niezwykłych samochodów oraz motocykli i „za opłatą” przewożą pod zbrojną eskortą obywateli miasteczka przez pustkowia, zapewniając ochronę przed napadami „złoczyńców”. Ten fabularny zamysł ma jednak też całkiem praktyczne zastosowania. Ludzie jeżdżą z nimi do sklepów, wykąpać się w jeziorze czy po prostu do przystanku autobusowego. Bywały dni, że robili 10 takich kursów. Jak widać, granica między grą, a światem realnym, w innych larpach konkretna i oczywista dla wszystkich, na OldTown się rozmywa i niemal całkowicie zaciera.

Byłem tam w tym roku, w samym apogeum zabawy. Spacerowałem po uliczkach OldTown (miasteczka namiotowego), obserwowałem scenografie, stroje i zachowania uczestników. Nikt mnie nie znał, ja nie znałem nikogo. Całkiem jakbym był w obcym mieście. Złapałem się wtedy na myśli, że to przestaje być tylko zabawą, dobrowolnie przyjętą przez uczestników konwencją. Mnogość ludzi, różnorodność kreowanych przez nie postaci, bogactwo zdarzeń fabularnych przeplatających się z rzeczywistymi problemami życia codziennego (permanentny brak wody do mycia!) – to wszystko powoduje, że zapomina się, iż to wszystko jest kreacją, że to tylko forma teatru. Nawet mnie, widza z zewnątrz, wciągnął ten fascynujący, skomplikowany, poznawany wszystkimi zmysłami, choć teoretycznie tylko fikcyjny świat OldTown.

- No, wystarczy tego gadulstwa! Najwyższa pora ruszać w drogę! Bywaj zdrów do następnego spotkania na pustkowiach! – rzekł do mnie tajemniczy podróżnik, a po chwili jego niezwykły pojazd zniknął w chmurze niebieskich spalin.
Tips_Senior

PS. Pooglądajcie zdjęcia, może Wy też zapragniecie przeżyć taką  przygodę?

Przygotowania do OldTown to ciężka, kilkudniowa praca. Samochody muszą być sprawne, ale wyglądać jak najgorzej!

Obóz Taksiarzy na obrzeżach OldTown. Stąd odjeżdżały konwoje do Kluczewa lub nad jezioro Miedwie:

Wewnątrz obozu poważna, pilnie strzeżona zbrojownia. Spokojnie – to tylko ASG:

Podobnie pilnie strzeżone są pojazdy – największy „majątek” Taksiarzy:

Najmniejszy samochód Taksiarzy – klasa bolid eskortowy, nazwa slangowa „Bambino”:

Kolejny pojazd – klasa niszczyciel eskortowy. Silnie uzbrojona maszyna, posiadająca tylnego, bocznego i górnego strzelca. Najszybszy pojazd na pustkowiach!

Największy pojazd Taksiarzy – klasa liniowiec, nazwa slangowa „Nyssan”. W praktyce bywało, że nad jezioro jechało nim jednocześnie 18 osób:

Ulubiona maskotka Taksiarzy – dwumetrowy boa-dusiciel, jak najbardziej żywy i drapieżny:

Inwencja i pomysłowość mieszkańców OldTown znacznie przekracza tę, którą  wykazali się kostiumolodzy „Mad Max’a” lub „Wodnego Świata”:

Brama wjazdowa do obozowiska bractwa BoB (Brotherhood of Beer – „przyjaciele piwa”). Właśnie ta formacja spełniała rolę milicji pilnującej porządku w OldTown i okolicach:

W OldTown panuje demokracja bezpośrednia. Wieczorny wiec mieszkańców:

Bractwo BoB rzetelnie wypełniało swoje zadania. Na zdjęciu pododdział w trakcie rutynowego patrolu na pustkowiach:

Tips_Senior