Tag Archives: Tomek

Hala Rycerzowa

Córka w nosidełko i ruszamy dalej! Tym razem Hala Rycerzowa.

Maciejowa (815 ) – szczyt w Gorcach

Na szlak z dzieckiem. A jak, trzeba malutkiej pokazać piękno świata. Nosidełko na plecy i jazda!

Rzeźby z piasku – Mistrzostwa Europy

Trzecia wizyta w Jesolo i trzecie odwiedziny corocznych wystaw rzeźb z piasku. Tym razem  były one jeszcze w trakcie tworzenia. Artyści spryskiwali gotowe prace jakimiś substancjami. Widziałem, że z mniejszych rzeźb składano większą całość. Ile to pracy! Do której wykorzystywano małą koparkę:

Gdy pierwszy raz odwiedzałem wystawę tematem był dziki zachód. Rok temu Pinokio. Tym razem tematyka była dowolna, za to w ramach Mistrzostw Europy, wszystkie prace brały udział  w konkursie. Każda miała coś opowiedzieć a twórca najlepszej w nagrodę ma pojechać do Bostonu (USA), by… wystartować w Mistrzostwach Świata.

***

Najbardziej podoba mi się rzeźba „Myśli’. Jest też taka Ecodniowa tzn. „Powietrze dla wszystkich”. Król,  którego zabawą jest ścinanie głów, samochód przywalony kredytem itd. Zgubny wpływ kredytu:

Powietrze dla wszystkich:

Pobaw się ze mną:

Jedz, albo zostań zjedzony:

Myśli:

Gra króla:

Dedal i Ikar:


fot. Tomek Lido di Jesolo, Włochy

Zobacz również:
- Festival St-Côme en glaces 6 février 2011
- Złapać chwilę, czyli IV Międzynarodowy Festiwal Rzeźby lodowej w Poznaniu
- Lido de Jesolo – wystawa rzeźb z piasku
- Snow Days – rzeźby ze śniegu
- Snow dragon w Narnii, czyli dzieci tkwią w nas

O Pieninach słowa trzy

O Pieninach można godzinami,  można i w słowach trzech. Oto co mówią nam przepastne przewodniki – w paśmie wapiennych gór Pieniny, przeciętych przełomową doliną Dunajca, w 1954 roku został utworzony Pieniński Park Narodowy. Tu na małym obszarze skupiła się niezwykła różnorodność biologiczna, rozmaite formy rzeźby terenu oraz bogate dziedzictwo kulturowe. Położone na granicy Karpat Wewnętrznych i Beskidów, są fragmentem długiego, bo około 600 kilometrowego pasa skałek wapiennych, ciągnących się łukiem od Bratysławy po Marmarosz w Ruminii. Dzielą się na trzy człony: Pieniny Spiskie z Niedzicą, Pieniny Właściwe od Niedzicy i Czorsztyna po Krościenko i Szczawnicę, oraz Pieniny Małe na wschód od przełomu Dunajca. Pieniny to miniatura gór wysokich, niewątpliwy klejnot polskiego krajobrazu, będący swoistym bonzai. Najwyższy szczyt Pienin -Trzy Korony (982 m n.p.m.), swą nazwą przywodzi na myśl trzy miejsca, które koniecznie trzeba, będąc tu odwiedzić.


fot. Tomek spływ Dunajcem

Niewątpliwie największą atrakcją Pienin są wycieczki Przełomem Dunajca, które od lat cieszą się dużym zainteresowaniem turystów. Przełom Dunajca uważany jest za jeden z najpiękniejszych zakątków nie tylko w Polsce, dlatego też stanowi pomnik przyrody o światowym znaczeniu. W okolicach spływu znajduje się kilka urokliwych miejsc, związanymi z legendami. Na przykład na początku przełomu, gdzie koryto Dunajca jest węższe, znajduje się Skok Janosika, a rzeka, mająca tu szerokość zaledwie 10 metrów, osiąga głębokość 12 metrów. Po drodze mijamy  Siedmiu Mnichów, położone na zboczu Holicy (828 m) wysokie na 80 metrów wieże skalne. Wreszcie pod koniec spływu pod skałą Sama Jedna, zobaczymy tryskające źródło krasowe Stuletnia Woda, źródło nie zamarzające nawet zimą. Podanie głosi, że ten, który się z niego napije, dożyje stu lat.


fot. Monia z Sokolicy

Korzystając z przewoźnika i łodzi, spływając ze Szczawnicy Dunajcem, dostaniemy się na szlak wiodący na Sokolicę i wspomniane Trzy Korony. Trud wspinaczki na Sokolicę (747 m. n.p.m.) szlakiem, zabezpieczonym metalowymi poręczami, wynagradza wspaniały widok na przełom Dunajca, Pieniny Środkowe, Małe Pieniny, Magurę Spiską, Tatry Bielskie i Tatry Wysokie. Wstęp na oba szczyty jest płatny, bilet upoważnia do wejścia na drugi szczyt w tym samym dniu. Znakiem rozpoznawczym Sokolicy, jest reliktowa sosna pod samym szczytem – kolejne swoiste bonzai.


fot. Kinga Niedzica

Tak jak największą atrakcją Pienin są wycieczki Przełomem Dunajca, tak najpiękniejszą i najbardziej osobliwą legendą tych stron, jest ta o Białej Damie, księżniczce Uminie, strzegącej skarbu Inków. Ten pięknie położony nad Dunajcem okazały zamek, stoi na wysokiej skale (566 m n.p.m.) ciesząc wzrok swą wapienną bielą. Archeologiczne ślady dowodzą, że w postaci drewnianej strażnicy, stał tu już od XIII wieku. Razem z sąsiadującym czartoryskim, tworzą typowe orle gniazda:


fot. Paweł Yaho Niedzica

Z dwóch tarasów widokowych rozciąga wspaniały widok na Pieniny, zaporę, zamek czorsztyński a nawet Tatry. Niestety nie ma wejścia do większości zamku dolnego z dwiema basztami, ponieważ ten obszar jest użytkowany przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki oraz hotel. W sezonie do zwiedzania możliwy jest jeszcze spichlerz ze sztuką ludową Spisza, a jedną z ciekawostek jest fakt, że pod zamkiem górnym znajdowało się więzienie, w którym podobno więziony był  nawet Janosik – jeszcze dziś można zobaczyć tam dyby – ew

Wśród Skał Adrszpasko-Cieplickich

Wśród Skał Adrszpasko-Cieplickich, czyli przekraczając bramę do Narnii:

Skały Adrszpasko-Cieplickie są masywem górskim, położonym w Sudetach Środkowych. Ten będący fragmentem Gór Stołowych czeski masyw, zbudowany jest z górnokredowych piaskowców. Cały teren masywu leży w granicach rezerwatu przyrody, stanowiąc atrakcję turystyczną Czech, znaną i u nas pod nazwą Skalne Miasto:


fot. Tomek Czechy

Obcozwierzęcy język

Tak siedzę  sobie z córeczką i słucham angielskich piosenek. Moja mała Madzia z zainteresowaniem wsłuchuje się w melodie i choć ma dopiero pół roku to takie mam wrażenie, że w dziecku jest już wyrobiony jakiś gust. Przy niektórych melodiach bardziej się skupia a przy innych wręcz denerwuje. I tak oto piosenka o pięciu małpkach skaczących po łóżku, stała się faworytem Madzi i moim.

Jest też taka piosenka o dźwiękach wydawanych przez zwierzątka. Super. Ale najważniejsze, że mimo swojej prostoty wprawiła mnie w myślakowy nastrój.

Zastanowiło mnie w niej, jak różnie człowiek może interpretować zwierzęce odgłosy. To wręcz zadziwiające, że my słyszymy te same odgłosy „nieco” inaczej niż dajmy na to tacy Amerykanie.

Jeśli coś napisałem nie tak, to proszę o korektę. Rzuca się w oczy, że nasz język w tej kwestii jest niestety uboższy. No chyba, że tam gdzie wstawiłem znaki zapytania istnieją jakieś odpowiedniki.

Dźwięki wydawane przez zagraniczne zwierzęta to:

pies – woof (łuf)
krowa – moo
kaczka – quack (kłak)
sowa – to whit to whoooo
kot – meow (miał)
ptaszek – tweet (tłit)
świnka – oink (oink)
myszka – squeak (skłik)
koń – neight (nejjj)
baranek – baa (ba)
królik – thump thumpety thump
wąż – hiss
kura – cluck (klak)
żaba – ribbit
pszczoła – buzz
osioł – hee haw (iha)
słoń – pawoo
niedźwiedź – growls grrr
lew – roarrrr

Dźwięki wydawane przez nasze rodzime zwierzęta to:

pies – chał
krowa – muuu
kaczka – kwa
sowa – uuuuu
kot – miał
ptaszek – ćwir
świnka – kłiii
myszka – piiii
koń – iaaaaa
baranek – beeee
królik – (?)
wąż – ssss
kura – koo – kooo
żaba – kum
pszczoła – bzzz
osioł – iooo
słoń – (?)
niedźwiedź – (?)
lew – (?)

fot. Tomek Madzia

Wielki marsz srebrno-ekranowego cielca

Richard Bachman „The Long Walk” – Miałem wtedy piętnaście albo szesnaście lat. Był początek pięknego maja, kiedy w księgarniach ukazała się książka Richarda Bachman’a zatytułowana Wielki marsz.  Nie wiedziałem jeszcze, że przeczytam coś co dosłownie zdzieli mnie obuchem po głowie. Dziś ta książka nie wywarłaby takiego wrażenia, ale wtedy znajdowałem się na szczycie wyostrzonej wrażliwości nastolatka. Tylko ten jeden raz książka tak na mnie podziałała, że nie potrafiłem o niej nie myśleć, ba, nawet w snach nie dawała spokoju. Jeśli ktoś powie, że stworzył ją chory umysł to przyznam mu rację. Napisana przez młodziutkiego Stephena Kinga (wydana pod pseudonimem Bachman), który w swoich wczesnych dziełach cechował się najbardziej pobudzającymi wyobraźnię dziełami.

Rozpoczynają się zawody sportowe, w których stu chłopców wyrusza w drogę po prostu idąc przed siebie wyznaczoną przez organizatorów trasą. Idą do utraty sił. Bez przerw. Kto upadnie zostaje rozstrzelany przez wojskowych pilnujących regulaminu marszu. Zwycięzcą zostaje ten, kto wytrwa do upadku przedostatniego uczestnika.

Wszystko odbywa się przy udziale kamer telewizyjnych i tłumów „kibiców”, bo telewizyjne reality show w dawnej formie nie dostarczały już właściwych emocji. Historia zatoczyła koło i krew gladiatorów starożytnego Rzymu znowu stała się potrzebna dla zaspokojenia krwiożerczej ludzkiej natury. Maszerujący zaprzyjaźniają się, nienawidzą siebie nawzajem, upadają umierając w konwulsjach, a z ich głów płyną kałuże krwi. Widownia wtedy szaleje z ekstazy.

Kiedyś świat potrzebował ofiar i dostarczał ich. Później nastąpił „postęp” a rozwinięta technologia pozornie wyleczyła  ludzi z pierwotnej żądzy. Jednak krok po kroku rozrywka poprzez coraz bardziej wyszukane programy epatuje złośliwością, wykonywaniem obrzydliwych zadań za pieniądze (typu zjadanie robactwa), ringiem otwartym, w którym biją się na gołe pięści podczas transmisji telewizyjnej dla szerokiej publiczności, wypierającymi wszystkie inne, serialami kryminalnymi… Mam wrażenie, że śmiałość twórców w podnoszeniu poprzeczki agresji rośnie w sposób inteligentny, tak żeby oswoić z okrucieństwem nie wywołując sprzeciwu opinii publicznej.

Owa książka Richarda Bachman’a (Stephena Kinga) nie  jest napisana pięknym językiem, nie poucza, ani nie przestrzega dosłownie przed groźbą łamiącej wszelkie tabu rozrywki. Jest jednak doskonała. Czytając ją jako nastolatek nie dostrzegłem tego co dostrzegłem po latach. Wtedy przewracałem kartki z ekstazą czekając jak to się rozwinie i… stałem się owym ponurym „kibicem” obserwującym fikcyjne zawody jak prawdziwe. To było niewinne? Przecież siedziałem w fotelu a to była tylko książka. Teraz wiem, że niewinne to nie było. King uderzył mnie w twarz podstępnie serwując niby czystą rozrywkę a złapał na ekscytacji – Tomek

Zaćmienie Słońca

„Dane nam było, słońca zaćmienie,
Następne będzie, może za sto lat”

Gdy inni w najlepsze oglądali już to zjawisko, moje Słońce dopiero wynurzało się zza gór. Zdążyłam porządnie zmarznąć i nieźle oślepnąć, podczas robienia zdjęć przysłoniętej tarczy słonecznej, gdy nagle zaczęły przychodzić od Tomka e-maile. Po obejrzeniu ich wycofałam się do mieszkania…  Na moich zaćmienia nie widać. Czy aby tylko dlatego, że w Bielsku-Białej był dziś naprawdę piękny, słoneczny i jasny dzień? Czy na Śląsku smog działa jak… zadymiona szybka? :)

Prześwietlone zaćmienie Słońca… nad Beskidami:

Najfajniejsze, że widziałam… Psi Ząb słusznie zauważył, że „przecież jesteśmy jeszcze tacy młodzi” i to… w dzień zaćmienia Słońca! Jednak sparafrazowałabym okolicznościowy toast Tomka  -  wypijmy Tomku nie tylko za nasze spotkanie w ten dzień, ale przede wszystkim za Twoje zdjęcia tego zjawiska.  Respekt!

Klasyczne zaćmienie Słońca… nad suwnicą:


fot. Tomek Piekary Śląskie

Turcja – Denizli kryptonim meczet

Meczet zrobił wrażenie na podróżnych jeszcze zza szyb autokaru. Wielkość strzelistych minaretów była wyższa niż przeciętnych mijanych co chwilę po drodze. Ten był też przyjazny dla zwiedzających, bo wpuszczano turystów do środka.

Przy wchodzeniu do meczetu każdy obowiązkowo zdjął buty a kobiety narzuciły na ramiona chusty.

Wnętrze pieściło wrażenia wzrokowe swoją barwnością i kunsztem zdobień.

Zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda meczet od środka, a po tych niedostępnych tunezyjskich, wreszcie zaspokoiłem swoją ciekawość. To nie był czas modlitwy, ale jeden mężczyzna modlił się gorliwie w ten charakterystyczny dla muzułmanów sposób.

Każdy muzułmanin powinien odbyć rytualną modlitwę co najmniej pięć razy dziennie. Modlitwy odbywają się przed wschodem słońca, w południe, po południu, po zachodzie słońca i wieczorem. Czas modlitwy jest płynny, a o danej porze przypominają specjalne zegary.

W meczecie znajdowała się ściana kibli, która jest prostopadła do linii łączącej meczet z Kaabą w Mekce. Wierni ustawiają się rzędami równolegle do owej ściany, po środku której umiejscowione jest wgłębienie zwane mihrab, gdzie podczas modłów stoi imam.

W tym wgłębieniu nie wolno nikomu stać, dlatego nawet pozując do zdjęcia ustawiłem się na wszelki wypadek daleko. Podobnie sprawa się ma ze świętą księgą Koranem. Do ręki może go wziąć tylko imam. Nasz pilot opowiedział nam anegdotę jak to turysta z Polski na oczach bladego imama kartkował Koran plując na kciuka przy przewracaniu kartek.

Imam wygłasza „kazanie” ze schodów liczących 33 stopnie stając na przedostatnim, bo ostatni należny jest Mahometowi. W meczecie wyodrębnione jest osobne miejsce dla modlących się kobiet. W tym konkretnym meczecie to miejsce znajdowało się na balkonie. Mężczyźni i kobiety nie mogą modlić się razem – Tomek

fot. Tomek Turcja